BLOGOSFERA

Wiesław Pilch przedstawia: Zadziwiające żebranie

Naprzód fakty:

W Pekinie jest w tych dniach szef EFSF Klaus Regling. Przyjechał… po pieniądze. Pieniądze są potrzebne do zrównoważenia kasy eurostrefy. W przeciwnym wypadku może projekt „euro” szlag trafić- w różnych możliwych i niespodziewanych wariantach. Najzwyczajniej w świecie pojechał żebrać u najmożniejszych tego świata. Przyjechał do Pekinu ponieważ „towarzystwo” w Brukseli uważa, że od tego miejsca trzeba zacząć żebrać o pieniądze na świecie. Nie w Japonii, nie w USA, nie w Rosji, nie w Meksyku, nie w Brazylii- nie, tylko Chiny. Dlaczego? Bo w Chinach są wolne pieniądze. Leżą i czekają na zainwestowanie. I  z tego punktu widzenia wszystko jest OK. Logicznie się zgadza.

Więc tak, w Chinach są wolne pieniądze a UE ich potrzebuje. Idealny układ do zrobienia interesu, prawda?

Jest tylko jedno ale. Duże ALE. Jest Historia- którą od biedy można schować do szafy, ale tylko od biedy, bo naród dużo pamięta- i jest teraźniejszość która skrzypi tak, że umarłego by obudziło. A więc mamy co najmniej dwa czynniki które powodują, że ten na pozór świetnie układający się interes zaczyna być „kontrowersyjny” (słowo używane przez funkcjonariuszy mediów dla określenia tego co śmierdzi). Dokonajmy zatem ‘rozbioru” tych dwóch czynników na drobne.

Po pierwsze Historia. Było dawnymi czasy tak, że w niektórych miastach chińskich- ale w dzielnicach dla cudzoziemców- stały jak wół napisy: Psom i Chińczykom wstęp wzbroniony. Miłe, prawda. Jak Nur fur Deutche (było u- umlaut). My pamiętamy a Chińczycy… zgadnijcie? Ponadto np. dopiero w Republice- po 1911r.- wydano dekret o tym, że nie wolno sprzedawać kulisów do pracy za granicą. Jeśli nie wiecie Państwo o czym piszę to oglądnijcie kilka westernów- to zapomniane dziecko sztuki filmowej- gdzie oprócz Indian do których strzelało się jak do kaczek i którzy zawsze grali rolę szwarc charakterów, występowali chińscy kulisi budujący tory ze Wschodu na Zachód. Setkami tysięcy- takie nowoczesne niewolnictwo o którym się nic nie mówi i nie pisze. Cicho sza! Ale myślę,  że jest w Chinach parę osób- może nawet więcej niż parę- które o tym pamiętają. I na pewno nie są to rolnicy z Syczuanu ani uliczni sprzedawcy z Wuhan. Raczej ci którzy podejmują decyzje.

 I po napisaniu tego zrozumiałem, że myślę po polsku. Nie po chińsku. Bo chiński decydent będzie do bólu pragmatyczny. Pomyśli sobie- jest interes do zrobienia? OK. Zrobię go nawet z diabłem, jeśli tylko diabeł da mi to czego oczekuję po tym interesie.

I tym sposobem przechodzimy do drugiego punktu. Bo robienie interesów z Europejczykami jest jak droga usłana głazami pod górę w Hindukuszu. Europejczycy ciągle drą japy o sprawach które albo Amerykanie im podrzucili: jak ponoć przewartościowany juan, różne postępowania antudumpingowe, utrudnianie okradania Chińczyków poprzez np. nie uwalnianie juana czy zakaz działalności zachodnich banków w sposób który by sobie życzyli i setki innych, albo sami wymyślili: jak np. zakaz dostępu do europejskich technologii wojskowych.

Wolno im, powiecie. Ja też mówię to samo. Tyle, że w takiej sytuacji pójście „po prośbie” wygląda… no jak wygląda? Jak żebranie. Ale tak wygląda tylko w Polsce. W Chinach nie. Bo władze w Pekinie powiedzą: ok. To może nie jest idealny interes bo można dużo pieniędzy stracić, ale jak Bóg da to można jednak COŚ zyskać długoterminowo. Poza tym gdyby nawet interes finansowo nie wyszedł, tzn. euro strefa jednak by się nie pozbierała- co jest więcej niż pewne- to i tak będziemy „do przodu”. Bo stracimy najwyżej pieniądze a zyskamy COŚ czyli załatwimy sprawy których cofnąć się nie da lub będzie bardzo trudno czyli uzgodnienia traktatowe.

Jeszcze kilka dni temu byłem sceptycznie nastawiony do interesu pod tytułem: Chiny pożyczają pieniądze Euro strefie. Dziś po przemyśleniu sądzę że interes się uda. Europejczycy będę narzekali, biadolili, jęczeli, wydziwiali ale wynegocjują układ z Chinami i to może układ znacznie szerszy niż się komuś może na pierwszy rzut oka wydawać. Bo to będzie układ który MOŻE dać podwaliny pod znacznie bardziej dynamicznie rozwijające się stosunki Chiny- UE. Już nie eurostrefa. Cała Unia. I nie tylko interes typu ” machniom”. Nie tylko wymiana handlowa, ale stosunki gospodarcze i wojskowe, podkreślam WOJSKOWE, które mogą się bardzo nie spodobać Amerykanom. Ale będą, być może, w interesie Europejczyków. Poza tym sprawy prestiżowe jak większy, dużo większy wpływ na ciała międzynarodowe typu MFW, Bank Światowy i temu podobne. I jeszcze jedno. Gdybym był w skórze chińskich negocjatorów to bym rozmawiał osobno z Niemcami osobno z Francuzami, z Hiszpanami, Włochami i osobno z Unią czyli z Reglingiem. Na pewno dało by się więcej ugrać. Więc trzymam za nich kciuki, być może jedyny w całej Unii.

 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch przedstawia: Zadziwiające żebranie Reviewed by on 31 października 2011 .

Naprzód fakty: W Pekinie jest w tych dniach szef EFSF Klaus Regling. Przyjechał… po pieniądze. Pieniądze są potrzebne do zrównoważenia kasy eurostrefy. W przeciwnym wypadku może projekt „euro” szlag trafić- w różnych możliwych i niespodziewanych wariantach. Najzwyczajniej w świecie pojechał żebrać u najmożniejszych tego świata. Przyjechał do Pekinu ponieważ „towarzystwo” w Brukseli uważa, że od

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

KOMENTARZE: 1

  • Panie Wiesławie, temat, który Pan poruszył jest – jak to zwykle u Pana – bardzo na czasie. Do tego bardzo ważny, bo dotyczący naszego, europejskiego „wózka”, na którym jako obywatele Najjaśniejszej chcąc nie chcąc siedzimy.
    Z jednym się z Panem nie zgadzam. To żebranie mnie niespecjalnie dziwi. Jak już wspomniałem kilka dni temu, finałem rozrzutnego stylu życia jest zwykle żebranina i łazikowanie po prośbie. Kiedyś robiły to różne skorumpowane bananowe republiki, dziś dumna jak paw Europa, która jedną ręką jeszcze wszczyna kosztowne i nieobliczalne w skutki neokolonialne zadymy (Libia), ale drugą już wyciąga żebraczą miskę…
    Do Europy można odnieśc zwrot „miałeś, chamie, złoty róg” z „Wesela” Wyspiańskiego. Tak jak w peronistowskiej Argentynie zabierano jednym, dawano innym, co zaowocowało pauperyzacją WSZYSTKICH. Mało tego, po krachu w 2008 r. w już wtedy zadłużonej Europie Zachodniej (a jeszcze bardziej w USA – tam chyba były większe możliwości ssania) wyssano biliony USD / Euro z kieszeni podatników, w tym przede wszystkim zdrowych podmiotów gospodarczych. Dawano je źle zarządzanym bankom, a oprócz tego i zwykłym nierobom się powodziło na koszt tych, którym nadopiekuńcze Panstwo – Janosik jeszcze nie odebrało zapału do pracy.
    W Grecji, która jest dziś symbolem krachu, dochodziło do tak kuriozalnych sytuacji, że rodzinki pobierały emerytury w imieniu nieboszczyków. Grecki bałagan albo jak kto woli, grecka tragedia… Płaca minimalna w wysokości 850 Euro – życ nie umierac. I to w mało konkurencyjnym kraju, gdzie eksport na 1 mieszkańca był 2 razy niższy niż w Polsce, 4,5 raza niższy niż na Węgrzech i 5,5 raza niższy niż w Czechach – krajach, których mieszkańcy muszą się kontentowac płacą minimalną na poziomie 40% greckiej! Sołżenicyn mawiał, że nic tak nie demoralizuje jak niezapracowany pieniądz. Widac to w Atenach. Ogarnięci furią demonstranci demolują cudze mienie jasno pokazując, jaki mają szacunek dla własności prywatnej i elementarnych zasad współżycia społecznego. Można artykułowac protesy, ale czy droga do tego wiedzie przez uliczne bijatyki, przewracanie samochodów i rozbijanie bankomatów?…
    Chińczycy widzą i wyciągają wnioski. Bardzo możliwe, że myślą podobnie jak Pan, Panie Wiesławie, tzn. widzą koniecznośc dogadywania się zarówno z samą Unią, jak i z poszczególnymi krajami z osobna. I tak Grecja to co prawda bankrut, ale zarazem dobry przyczółek strategiczny blisko pogranicza trzech kontynentów. Ważnym elementem chińskiej strategii mogą byc np. Włochy, kraj o potężnej bazie przemysłowej, jakkolwiek nadwątlonej konkurencją z Niemcami i krajami Azji, silnie zadłużony, a ostatnio upokorzony „wykopaniem” jego interesów z Libii przez sojuszników z NATO. Tradycyjnie ważnym partnerem Chin są Niemcy, kraj który eksportuje do Chin więcej niż jakikolwiek inny kraj UE, mający tam ustaloną renomę – samochody, superszybkie pociągi, maszyny budowlane, sprzęt medyczny itd. Z pewnością rząd Niemiec byłby zobowiązany Pekinowi za konkretną pomoc w rozwiązaniu finansowego węzła gordyjskiego, w jakim znajduje się UE.
    Pytanie, czego Chińczycy zażądają w zamian. Wiadomo, że zawczasu czegoś zażądają. Nie są frajerami, żeby najpierw coś dawac, potem pytac. Niewykluczone, że – o przedwyborcza zgrozo! – zażądają bardziej odpowiedzialnej polityki budżetowej (kto udziela pożyczki, ma prawo tego żadac, obojętnie czy jest to MFW, BŚ czy Chiny). Byc może będą chciec dostępu do niemieckich, francuskich, włoskich technologii, szerszego otwarcia rynków UE dla chińskich produktów farmaceutycznych, tak potrzebnych starzejącej się populacji Europy, dla chińskich banków i ubezpieczycieli, a może i sieci handlowych. Jednym słowem: otwarcia Europy na Chiny – tak jak kiedyś Europa żadała otwarcia Chin dla swoich wyrobów. Tyle, że tym razem bez dyplomacji kanonierek.
    W sytuacji, jaką mamy, śpieszyc powinna się Europa, bo silną pozycję przetargową ma się dopóty, dopóki nie trzeba rąbac mebli na opał ani wyprzedawac biżuterii, by miec na chleb. Inni (świat arabski, Rosja, Indie, Japonia) też postawią Europie twarde warunki, bo niby dlaczego mają robic dobrze Europie własnym kosztem. Inna rzecz, że pieniędzy mają mniej niż Chiny. Tak czy inaczej, czas działa na korzyśc Chin.

Pozostaw odpowiedź