Artykuły

W. Jakóbik: Wojna o Pacyfik rozstrzygnięta bez jednego wystrzału

070905-N-6106R-352

źródło: commons.wikimedia.org

Rozgrywka o Ocean Spokojny zostanie rozstrzygnięta bez rozlewu krwi. Zgodnie z zaleceniem Sun Zi strony spróbują zaatakować plany przeciwnika. Te dotyczą głównie sfery społeczno-ekonomicznej. To tutaj stoczą bój Chiny i Stany Zjednoczone. Jego wynik można z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć.

Porównanie potencjałów militarnych obu potęg wypada na korzyść Amerykanów. Posiadają na Pacyfiku 10 lotniskowców, 84 niszczycieli, 16 fregat i korwet, 72 łodzie podwodne i dwa lodołamacze. Chińczycy mogą poszczycić się jednym lotniskowcem z radzieckiego demobilu możliwym do wykorzystania jedynie w celach szkoleniowych, 24 niszczycielami, 53 fregatami, 58 łodziami podwodnymi i jednym lodołamaczem. Dopiero po uwzględnieniu innych mocarstw zaangażowanych w omawianym akwenie obraz przestaje być jednoznaczny. Sojusznicy USA także dysponują rozwiniętą flotą. Japonia posiada 5 helikopterowców, 26 niszczycieli, 19 fregat i korwet, 16 łodzi podwodnych i jeden lodołamacz. Kanadyjczycy dysponują 3 niszczycielami, 12 fregatami, 4 łodziami podwodnymi i 6 lodołamaczami. Nie wiadomo po czyjej stronie w ewentualnym konflikcie stanęłaby Rosja, ale miałoby to wielkie znaczenie dla jego wyniku. Rosjanie dysponują na Oceanie Spokojnym 1 lotniskowcem, 16 niszczycielami, 78 fregatami i korwetami, 49 łodziami podwodnymi i 17 lodołamaczami. Trendy świadczą jednak na niekorzyść Amerykanów, którzy tną wydatki na zbrojenia (sekwestracja), w przeciwieństwie do Chińczyków, którzy wydają na ten cel systematycznie coraz więcej.

Zarówno Amerykanie, jak Chińczycy i Rosjanie posiadają swoje arsenały jądrowe. USA mają 2150 głowic (7700 razem z nieaktywnymi), Rosja 1800 (8500), a Chiny 250 (nie wiadomo ile aktywnych). Najbardziej transparentne w tym zakresie są oczywiście Stany, nie wiadomo jednak jakie są rzeczywiste ilości broni nuklearnej w dyspozycji tych mocarstw pacyficznych. Szczególnie dobrze maskują swoje możliwości Chiny, które dzięki podziemnym tunelom i ruchomym arsenałom jądrowym mylą szacunki Zachodu.

Te wszystkie dane mają małe znaczenie w zestawieniu z danymi socjologicznymi i ekonomicznymi, które jednoznacznie wskazują zwycięzcę rywalizacji, która trwa od zakończenia zimnej wojny, ale dopiero ostatnio nabrała zimnowojennego charakteru i pewnie dlatego media zainteresowały się nią mocniej.

Łupkowa rewolucja w Stanach Zjednoczonych sprawiła, że największe gospodarki azjatyckie płacą za gaz ziemny dwa razy więcej niż ich rywale w Ameryce Północnej. LNG w tej części świata jest najdroższe, ale to właśnie Japonia, Korea Południowa, Tajwan i Chiny zakupiły łącznie 70 procent globalnych dostaw tego surowca. Japonia i Korea potrzebują dostaw z zewnątrz, ponieważ same nie mają własnych surowców. Chiny muszą sprowadzać je spoza własnego terytorium ze względu na szybko rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną. Różnice w dostępności, a co za tym idzie, cenie węglowodorów sprawiają, że są one tym bardziej istotne dla bezpieczeństwa ekonomicznego Państwa Środka. To tłumaczy rosnące napięcie na Morzach Chińskich i powtarzające się incydenty z blokadą powietrzną na Morzu Wschodniochińskim przez Pekin. Pod powierzchnią tego akwenu może znajdować się nawet 11 mld baryłek ropy i 4,53 bln m3 gazu ziemnego (dane Energy Information Administration z kwietnia zeszłego roku). Nacjonalistyczna retoryka i roszczenia do wysp będących w praktyce kupą kamieni to jedynie pretekst do walki o to bogactwo dla wiecznie głodnych surowców Chin.

Na retoryce może się jednak skończyć. Państwo Środka traci wydolność ekonomiczną. Przewaga, jaką dała im czasowo polityka jednego dziecka wprowadzona przez ojca wzrostu gospodarczego Deng Xiaopinga, mści się obecnie groźbą załamania piramidy demograficznej kraju. Dlatego Xi Jinping przyzwolił na częściowe wycofanie się z tej polityki. W swojej pracy magisterskiej powołałem się na japońskie badania, które wskazują lata 2010-15 na koniec tzw. dywidendy demograficznej, czyli okresu szybkiego wzrostu wywołanego inżynierią społeczną w Chinach1. Jesteśmy obecnie świadkami tego przełomu. Dane na temat wzrostu gospodarczego z 2012 roku pokazują, że były one najniższe w XXI wieku. Pomimo wprowadzenia czegoś na kształt amerykańskiego luzowania ilościowego latem zeszłego roku, gospodarka doznała jedynie krótkotrwałej ulgi i nie przestaje kuleć. Ekonomiści z Pekinu oczekują, że w 2014 roku wzrost PKB wyniesie 7,2 procent. Gospodarka bazująca na eksporcie i zamówieniach publicznych nadal nie może oprzeć się na konsumpcji wewnętrznej. Wygląda na to, że okno możliwości rzeczywiście zamyka się a dywidenda demograficzna kończy. Zgodnie z przewidywaniami George’a Friedmana, dyrektora Stratforu, Chińczycy zestarzeją się zanim zdążą się na dobre wzbogacić.

Sun Zi zalecał atak na plany przeciwnika i dążenie do zwycięstwa bez konieczności rozpętania wojny. Inżynieria społeczna stosowana od ponad pół wieku w Chinach doprowadziła do tego, że długofalowo to Chińczycy (władza komunistyczna) zaatakowali własne plany i zaprzepaścili możliwość ich realizacji. Państwo Środka stoi teraz przed wyborem: albo porzucić ręczne sterowanie populacją i, poprzez rozwój współpracy z zagranicą, po mozolnym wysiłku odzyskać inicjatywę gospodarczą (a co za tym idzie pozwolić na transformację), albo spotęgować retorykę wojenną, znów zamknąć granice i szykować się do rychłej wojny ze wszystkimi, którzy obawiają się ich wzrostu (a jest to większość sąsiadów tego państwa). W obu przypadkach wojna o dominację na Pacyfiku będzie dla Chin przegrana.

1 Oizumi, K., How Long will China’s Demographic Dividend Continue? A question with Implications for Sustainable Economic Growth, Pacific Business and Industries Nr XI, 392011.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Jakóbik: Wojna o Pacyfik rozstrzygnięta bez jednego wystrzału Reviewed by on 3 stycznia 2014 .

Rozgrywka o Ocean Spokojny zostanie rozstrzygnięta bez rozlewu krwi. Zgodnie z zaleceniem Sun Zi strony spróbują zaatakować plany przeciwnika. Te dotyczą głównie sfery społeczno-ekonomicznej. To tutaj stoczą bój Chiny i Stany Zjednoczone. Jego wynik można z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć. Porównanie potencjałów militarnych obu potęg wypada na korzyść Amerykanów. Posiadają na Pacyfiku 10 lotniskowców, 84

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 10

  • Panie Wojtku,

    Mistrz Kong to Konfucjusz a nie Sun Zi (czasami pisze się Sunzi).

    • Racja, poproszę redakcję o korektę. Nie wiem skąd ten błąd za który przepraszam miłośników Chin;)

      • Avatar Oskareusz

        Zmienione.

  • Oby stalo sie tak jak Pan pisze ‘bez jednego wystrzalu’, choc moim zdaniem do konca rozgrywki daleko. Samo porownanie potencjalu zbrojnego o ile zawsze wypadnie na korzysc Ameryki, o tyle chyba nie do konca jest jedynym wyznacznikiem dynamiki w regionie. Calkowitego zlamania A2AD dostawa pociskow przeciwokretowych nie zalatwi i tego akurat Amerykanie maja swiadomosc.

    Dla Polski natomiast wciaz pozostaje pytanie o ewentualne konsekwencje dookoptowania FR do pomocy w tej rozgrywce przez Amerykanow. Wektorow konsekwencji jest wiecej niz tylko te opisane w notce. Przede wszystkim ewentualne spowolnienie w Chinach odbije sie na Europie, w szczegolnosci Niemczech, ale tez Japonii. Przy gospodarczym uzalenieniu Polski od Niemiec na jakie pozwolono przez ostatnie lata to nie jest sprawa pomijalna. Na dodatek Niemcy juz wewnatrz UE sa hamowani przez innych czlonkow, ktorym niezbyt podoba sie ortodoksja ciecia wszystkiego i dlawienia wlasnych gospodarek. Takze Amerykanie najwyrazniej to widza, gdyz zaczynaja wytykac rozdete nadwyzki na rachunku biezacym RFN, czyli dokladnie ten sam aspekt, ktory podnoszony jest w przypadku Chin, co notabene moim zdaniem dla Polski jest jak najbardziej korzystne, gdyz przez ostatnie 20 lat wciaz mamy strukturalny deficyt w handlu.

    Konsekwencje amerykanskiego piwotu na Azje moim zdaniem, chyba do konca nad Wisla przez rodzime, tak zwane elity, nie sa zrozumiane, pomimo ze beda mialy wplyw na nasza sytuacje. Warto byloby postarac sie o bardziej rownoprawne, tak pod wzgledem korzysci, jak i kosztow uczestnictwo Polski w NATO wobec faktu wycofania Amerykanow z Europy i ewentualnych negatywnych dla Polski tego ruchu konsekwencji. Chociazby przystepujac do programu NATO Nuclear Sharing, czego propozycja moim zdaniem w pewnym sensie (nawet jesli poloficjalnym na razie) wyszla ze strony amerykanskiej.

    • Rzeczywiście powinniśmy zwiększać nacisk na bilateralne więzi z USA poza NATO w razie gdyby Sojusz stracił zbytnio na znaczeniu. MON wykonuje w tym kierunku jakieś prace ale nasze możliwości są oczywiście ograniczone potencjałem geopolitycznym. Prędzej liczyłbym na silniejszą prezydenturę w USA, która pozwoli na przyspieszenie gospodarcze i powrót spójnej polityki zagranicznej tego kraju, która z pewnością nie pozwoli na pomijanie Europy w niezdarnym stylu Baracka Obamy.

      • Avatar PZ

        Co do tego, ze to Amerykanie sa kregoslupem NATO nie ma zadnej watpliwosci, tak finansowo, jak i militarnie, czy strategicznie, takze z kwestia ze Polski aspekt bezpieczenstwa powinien miec silniejszy akcent bilateralny jak najbardziej sie zgadzam.

        Nie do konca natomiast widze mozliwosci zmiany polityki w wydaniu innej administracji. Amerykanie sa po prostu zmeczeni fundowaniem bezpieczenstwa Europie i bycia jeszcze kopanym za to po kostkach. To jest odczucie powszechne i nie ogranicza sie tylko do administracji Demokratow. Szczerze mowiac, trudno sie temu dziwic.

        Takze Polska pod rzadami obecnej ekipy, ma w tej watpliwej „zasludze” kopania po kostkach Ameryki swoj udzial, co jest szczegolnie widoczne w dzialaniach obecnego MSZ’tu pod wodza „twitmeister’a”. Tutaj wiec chyba nie wystarcza jakies tam dzialania MON, ale przede wszystkim MSZ powinien sie wybudzic ze strategicznego letargu.

  • „Zgodnie z zaleceniem Mistrza Konga strony spróbują zaatakować plany przeciwnika”

    Ktoś potrafi wyjaśnić, o co tu chodzi ??

    • Sun Zi to dobrze tłumaczy w Sztuce Wojny. Atak polega na uderzeniu w plany czyli wykluczeniu możliwości ich realizacji przez przeciwnika. Chińczycy chcą pokojowego wzrostu, przez problemy demograficzne sami go podkopują a spowodowali je inżynierią społeczną. Nihilizm jest zastępowany przez konsumpcjonizm a rodzina chińska z komunistycznej zamieni się w zachodnią, niepłodną i dysfunkcjonalną jednostkę społeczną. To wyklucza możliwość stanięcia na poważnie w szranki z USA.

      • Avatar Bartek Z

        a to nie Konfucjusz był tak nazywany?

      • @Bartek Z

        Tak, Konfucjusz. Już poprosiłem o korektę.

Pozostaw odpowiedź