BLOGOSFERA

„The New York Times”: Urwisko rozpaczy

800px-Japan_Tojinbo02n4592Liczba samobójstw osiąga w Japonii wielkość rekordową

Zapobieganie samobójstwom nie jest łatwe w żadnym kraju, ale szczególnych trudności nastręcza w Japonii. Depresja pozostaje tu tematem tabu, przez co zagrożone nią osoby boją się prosić o pomoc rodzinę i przyjaciół. Wielu Japończyków uważa samobójstwo za kwestię prywatnego wyboru. Także kryzys gospodarczy popycha ludzi do tragicznych decyzji.

Strzeliste, strome klify Tojimbo, wznoszące się nad rozszalałym, zielonym Morzem Japońskim, są jedną z największych atrakcji turystycznych Japonii. Ale Yukio Shige nie przychodzi tu dla pięknych krajobrazów. Spacerując po skalistych graniach, wypatruje samotnej postaci, zazwyczaj skulonej i siedzącej na krawędzi przepaści.

Tak zazwyczaj wyglądają ludzie, których przyciągnęła tu inna, mroczna sława Tojimbo – jednego z ulubionych miejsc japońskich samobójców. Japonia ma jeden z najwyższych na świecie odsetków samobójstw. Shige, 65-letni były policjant, od czasu przejścia pięć lat temu na emeryturę realizuje swą własną misję, starając się powstrzymać ludzi przed śmiertelnym skokiem.

ego wysiłki zwracają uwagę na poważny problem społeczny, jakim jest ponowny wzrost wskaźnika samobójstw w Japonii. Z policyjnych statystyk wynika, że liczba samobójstw w tym roku może zbliżyć się do rekordowego poziomu z 2003 roku, kiedy zanotowano 34 427 przypadków – średnio 95 dziennie. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że Japończycy statystycznie odbierają sobie życie trzykrotnie częściej niż Amerykanie.

hige oraz pomagająca mu grupa ochotników uratowali już 222 osoby, co jest imponującym wynikiem. Dzięki temu on sam stał się znaną postacią wśród Japończyków, którzy wydają się w dużej mierze obojętni wobec ogromnej liczby samobójstw w ich kraju. Spotyka go jednak też krytyka ze strony konformistycznego społeczeństwa, które często piętnuje ludzi wyróżniających się jakąkolwiek aktywnością, nawet najbardziej chwalebną. – W Japonii mówimy, że gwóźdź, który wystaje, trzeba przybić młotkiem –  tłumaczy Shige, który rozpoczął patrole, ponieważ zirytowała go indolencja miejscowych władz. – Ale ja będę nadal wystawał. Powiem im: przybijcie mnie, jeśli potraficie!.

ksperci od zdrowia publicznego winą za wysoki wskaźnik samobójstw obarczają między innymi romantyczny wizerunek samobójstwa jako honorowej ucieczki, uświęcony przez tradycję rytualnego rozpruwania własnych brzuchów przez średniowiecznych samurajów. Ale główną przyczyną zjawiska jest długotrwały kryzys gospodarczy w kraju. W 1998 roku, kiedy tradycyjny japoński model gwarantowanego zatrudnienia aż do emerytury zaczął się załamywać, odsetek samobójstw po raz pierwszy osiągnął obecny wysoki pułap. Na podobnym poziomie utrzymywał się także w kolejnych latach, będących okresem dalszego spadku płac i bezpieczeństwa na rynku pracy.

Sytuacja jeszcze pogorszyła się w czasach obecnego globalnego kryzysu finansowego, który zdaniem ekspertów odpowiada za najnowszy wzrost liczby samobójstw. Choć premier Yukio Hatoyama ogłosił w swoim pierwszym przemówieniu programowym w październiku, że walka z tym zjawiskiem będzie „czołowym priorytetem”, analitycy mówią, że ograniczone działania rządu w tym zakresie nie przynoszą wielkiego skutku.

apobieganie samobójstwom nie jest łatwe w żadnym kraju, ale szczególnych trudności nastręcza w Japonii. Depresja pozostaje tu tematem tabu, przez co zagrożone nią osoby boją się prosić o pomoc rodzinę i przyjaciół. Wielu Japończyków uważa samobójstwo za kwestię prywatnego wyboru, a nie zdrowia publicznego. Nie ma też zbyt wielu inicjatyw zwracających uwagę na ten problem.

Amerykanie uświadamiają społeczeństwo poprzez oddolne działania, a Japończycy czekają, aż zajmie się nimi rząd – mówi Yoshitomo Takahashi, profesor psychologii behawioralnej i badacz samobójstw z Akademii Medycznej w Tokorozawie.

ładze Sakai, małego miasta w prefekturze Fukui, gdzie znajduje się Tojimbo, zainstalowali na klifach oświetlenie i dwa automaty telefoniczne ze sporym zapasem 10-jenowych monet potrzebnych, by zadzwonić na telefon zaufania dla samobójców.

rzędnicy miejscy twierdzą jednak, że upływający rok był koszmarny. Policja mówi o ponad 140 osobach, które przybyły tu z zamiarem odebrania sobie życia – to dwukrotnie więcej niż w ostatnich latach. Większość z nich została powstrzymana przez służby lub turystów, bądź, jak twierdzi policja, zrezygnowała ze skoku z innych powodów.

tatystyki te nie uwzględniają 54 osób, które uratował wraz ze swoją grupą Shige. Władze miejskie przyznają, że to dzięki niemu liczba ofiar w ubiegłym  roku wynosi tylko 13 osób, mniej więcej tyle samo, co rok temu, gdy było ich 15.

hige twierdzi, że jego taktyka jest bardzo prosta: kiedy zauważy osobę wyglądającą na potencjalnego samobójcę, podchodzi i taktownie proponuje rozmowę. Człowiek taki, najczęściej mężczyzna, na ogół wybucha wtedy płaczem i jest wdzięczny, że ktoś chce posłuchać o jego kłopotach. – Oni siedzą tam sami i mają nadzieję, że ktoś z nimi pogada – mówi Shige.

od koniec swej 42-letniej kariery policjanta Shige pracował w rejonie Tojimbo i opowiada, że był przerażony liczbą ciał, które musiał wyławiać z morza. Raz udało mu się powstrzymać przed skokiem starsze małżeństwo z Tokio. Jak mówi, lokalne władze dały im trochę pieniędzy, kazały kupić bilet i pojechać do pobliskiego miasta. Kilka dni później Shige dostał list od małżonków, wysłany tuż przed tym, jak popełnili samobójstwo w sąsiedniej prefekturze.

-Ta znieczulica władz rozzłościła mnie – mówi Shige, który ustawił sobie jako dzwonek w komórce pieśń „Amazing Grace”, mimo że nie jest religijny. Obecnie współpracuje z nim 77 wolontariuszy, którzy patrolują klify i oferują potrzebującym jedzenie, nocleg i pomoc w znalezieniu pracy. Jak mówi, starają się robić dwa do trzech obchodów dziennie.

niedawne popołudnie Shige sprawdzał trzy najczęściej wybierane przez samobójców punkty – w każdym z nich spadek wynosi powyżej 21 metrów. Twierdzi, że samotników łatwo wypatrzyć, ponieważ większość przyjezdnych maszeruje w grupach za machającymi flagą przewodnikami, którzy opowiadają turystom przez megafon o ponurej sławie tych urwisk. Ich nazwa pochodzi rzekomo od imienia nikczemnego buddyjskiego mnicha, który zabił się tu, skacząc w przepaść osiem wieków temu.

edną z osób uratowanych przez Shige jest 29-letni Yutaka Yamaoka, robotnik w fabryce, który próbował popełnić samobójstwo w zeszłym roku, gdy został zwolniony z pracy. Niedawno Yamaoka odwiedził Shige w jego malutkim biurze tuż przy klifach, by podziękować mu i pochwalić się, że znalazł nową pracę.

amaoka wspomina, że siedział cicho nad urwiskiem, ściskając mocno kolana, kiedy  podszedł do niego Shige. Shige rozmawiał z Yamaoką przez dwie godziny, po czym zaproponował mu wynajęcie za darmo mieszkania na miesiąc, dopóki nie poczuje się lepiej. – Zostałem uratowany. Nagle poczułem, że mogę żyć – mówi Yamaoka łamiącym się, ledwo słyszalnym głosem. – Panika i niepokój dręczyły mnie coraz bardziej. Nie miałem z kim porozmawiać.

ziałania Shige wywołują niezadowolenie miejscowych, zwłaszcza lokalnej organizacji turystycznej, która twierdzi, że jego aktywność źle wpływa na jej obroty. Ale Shige nie daje się łatwo zniechęcić. – Będę to robił dalej, dopóki rząd nie weźmie się wreszcie w garść i się tym nie zajmie – mówi. – nie mogę pozwolić, byśmy przez jego bezczynność stracili kolejne cenne życie.

Artykuł ukazał się na portalu onet.pl. Jego autorem jest Martin Fackler.


Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„The New York Times”: Urwisko rozpaczy Reviewed by on 11 stycznia 2010 .

Liczba samobójstw osiąga w Japonii wielkość rekordową Zapobieganie samobójstwom nie jest łatwe w żadnym kraju, ale szczególnych trudności nastręcza w Japonii. Depresja pozostaje tu tematem tabu, przez co zagrożone nią osoby boją się prosić o pomoc rodzinę i przyjaciół. Wielu Japończyków uważa samobójstwo za kwestię prywatnego wyboru. Także kryzys gospodarczy popycha ludzi do tragicznych decyzji.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź