Indie

Tarcza nad Himalajami

 

 anti-missile-system

 

Zagadka: co to za państwo? Rozważa się w nim instalację amerykańskiej tarczy antyrakietowej, znajduje się daleko od USA, ma dobre kontakty z Waszyngtonem ale też potężnego, nuklearnego sąsiada, który na budowę tarczy może nerwowo zareagować? Podpowiedź: tym razem nie chodzi o Polskę. Odpowiedź prawidłowa: Indie. Dlaczego Indusi myślą o zakupie amerykańskiej tarczy rakietowej? -zastanawia się Krzysztof Iwanek.

W styczniu 2009 r. światową prasę obiegła wieść, iż Nowe Delhi zamierza nabyć amerykańską tarczę antyrakietową. Informację tą podał wówczas jako pierwszy Financial Times, podając za jej źródło pracowników ambasady amerykańskiej w Nowym Delhi. Dlaczego Indie, dawny sojusznik Związku Radzieckiego i do dzisiaj kraj zaprzyjaźniony z Rosją, miałyby kupować od Waszyngtonu system, na który Moskwa tak źle reaguje? Wbrew pozorom, zakup taki wydaje się byc logiczną konsekwencją procesów dokonujących się w ostatnich latach w Azji.

 

Dialog nastawionych uszu

 

Indyjsko-amerykańska współpraca wojskowa rozwija się od lat 90-tych. Na początku była ona dość ostrożna. Dwa państwa prowadziły np. wspólne ćwiczenia marynarki. Jednakże w kwestiach kluczowych USA sprzeciwiało się m.in. rozwojowi indyjskiego programu broni atomowej, zgodnie z zasadą tzw. przeciwdziałania rozprzestrzeniania broni masowego rażenia. Amerykanie byli tu tak nieprzejednani, iż indyjskie zabiegi dyplomatyczne w Waszyngtonie w tej kwestii nazwano ,,dialogiem głuchych’’.

Jednakże to właśnie próba atomowa z 1998, której Nowe Delhi dokonało wbrew amerykańskim zakazom, odmieniła wzajemne relacje. Waszyngton najpierw zareagował nałożeniem sankcji, które jednak wkrótce zniesiono – i wtedy właśnie rozkwitła wzajemna współpraca militarna. Do Indii popłynęła strumieniami sprzedawana przez Amerykanów broń. Wreszcie, w 2008 roku, Amerykanie znieśli embargo na eksport cywilnych technologii i materiałów nuklearnych do Indii. Mówiąc wprost – przestali utrudniać Indiom rozwój technologii nuklearnej. Wydawałoby się, że stała się rzecz paradoksalna: do 98 roku, Amerykanie próbowali blokować indyjski program atomowy, ale gdy Nowe Delhi mimo to go zakończyło, nagle sami zaczęli Indie dozbrajać. Był to jednak paradoks pozorny. Nowe Delhi dowiodło, iż nie musi się liczyć z amerykańskim sprzeciwem. To zaś przekonało Waszyngton, że Indie jako wschodzącą potęgę należy brać dużo bardziej serio i raczej budować z nimi jak najlepsze relacje niż odmawiać praw do aspiracji. Tym samym Indie zdały test na mocarstwo, a ,,dialog głuchych’’ zamienił się w „dialog nastawionych uszu”.

Oczywiście po roku 1998, obie strony podchodziły do siebie w sposób życzliwy, ale i racjonalny. Stany Zjednoczone nie zerwały sojuszniczych relacji z Pakistanem, a Indie nie zakończyły przyjaźni z Rosją. W Nowym Delhi myśli się już w dużej mierze mocarstwowo: Indie chcą mieć dobre relacje i z Waszyngtonem i Moskwą, ale bez służalczości w stosunku do żadnej z potęg. Waszyngton i Nowe Delhi nie są zatem formalnymi sojusznikami, ale z pewnością ważnymi partnerami. Ów układ jest jednym z ważnych elementów współczesnej geopolityki.

Na fali zakupów amerykańskiej technologii pojawił się projekt, by Indie zakupiły od Waszyngtonu system National Missile Defence (NMD), w Polsce nazywany popularnie ,,tarczą antyrakietową’’. Dla jasności dodajmy: w Polsce miały powstać elementy amerykańskiej tarczy, stanowiące część amerykańsko-natowskiego systemu obronnego. Indie natomiast miałyby od USA tarczę kupić. Byłby to wtedy ich własny system obronny, tylko zbudowany na amerykańskiej technologii.

Według Financial Times rozmowy w tej kwestii miały zacząć się ok. 2007 r. Jednakże jeszcze wcześniej indyjski ekspert od geopolityki, C. Raja Mohan, stwierdził, iż pod koniec roku 2001 Amerykanie omawiali z Indusami możliwość sprzedaży rozmaitych systemów wojskowych. Między innymi ,,samolotów, okrętów i pocisków’’. Zwróćmy uwagę, iż w tym samym roku 2001 George Bush zapowiedział budowę systemu National Missile Defence. Mimo dobrych kontaktów Nowego Delhi z Moskwą i kontrowersji, jaką wywołał projekt amerykańskiej tarczy na świecie, Indie były jednym z państw, które jej nie oprotestowały. Czy doszło do swoistego układu, w którym w zamian za indyjskie poparcie dla budowy amerykańskiej tarczy Waszyngton zaproponował sprzedaż Indiom nowej broni? Czy były to dwie osobne kwestie? I czy już wtedy, w 2001 r., w ramach tej propozycji rozważano sprzedaż tarczy Indiom? Czy stało się to później, np. we wspomnianym 2007? To już są jedynie spekulacje. Pytaniem ważniejszym niż ,,Od kiedy?’’ jest ,,Po co?’’. Po co tarcza nad Gangesem?

 

Z tarczą lub bez tarczy

 

Niektórzy twierdzą, iż tarcza ma chronić Indie przed Pakistanem. Do pewnego stopnia na pewno tak. Pakistan ma broń atomową i rakiety o zasięgu 1500 km, a sytuacja w tym kraju w ostatnich latach staje się naprawdę dramatyczna. Ale czy naprawdę do powstrzymania pakistańskich rakiet potrzebna jest Indiom aż tarcza antyrakietowa o możliwościach takich jak amerykańska? Być może. Ale przeciw ewentualnym atakom z terytorium Pakistanu Indie i tak bezustannie szykują nowe technologie i nowe rakiety krótkiego zasięgu. Indie rozbudowują w tym celu własny system o nazwie Ballistic Missile Defence System, BMDS. Ponadto, Pakistan jest w porównaniu z Indiami stosunkowo nieduży i bliski, właściwie rozciągnięty wzdłuż indyjskiej granicy. Jest też zatem w zasięgu indyjskiego lotnictwa. Tarcza na technologii amerykańskiej z pewnością jest tu istotnym atutem obronnym, ale pamiętajmy, że może ona chronić również przed atakami z dużo większych odległości (co najlepiej rozumiemy w Polsce i Czechach, skoro Amerykanie aż tu chcieli budować jej elementy).

Czy Indie nie mają aby innego sąsiada, który również posiada broń atomową, z którym również Nowe Delhi ma niepewne relacje, i który jest dużo rozleglejszy (czytaj: ma dużo bardziej oddalone bazy) i potężniejszy niż Pakistan? Owszem, mają. I wystarczy tylko chwila namysłu lub zerknięcie na mapę, by domyślić się, o jakie państwo chodzi.

 

Hindi-Ćini duśman-duśman?

 

Rywalizacja indyjsko-chińska jest faktem doskonale znanym a jej powody i aspekty są wielokrotnie wymieniane. Dość przypomnieć, że te dwa państwa mają za sobą we współczesnej historii jedną wojnę (1962), po wojnie zaś nierozstrzygnięty do dziś spór graniczny. Są też dwoma rozwijającym się azjatyckimi mocarstwami, które mają liczne ścierające się strefy wpływów (politycznych, gospodarczych etc.). To już absolutnie wystarczy, by, choćby profilaktycznie, oba państwa w swoich planach rozwoju armii brały pod uwagę wzajemny konflikt.

W ostatnich latach wydawało się, że stosunki indyjsko-chińskie się poprawiły. Chociaż rząd wygnanego i opuszczonego przez świat Dalajlamy chroni się w Indiach, Nowe Delhi w 2003 r. potwierdzilo iż Tybet jest część Chin. Pekin wydał się natomiast uznać przygraniczny obszar Sikkimu za część Indii; otwarto też dla handlu przełęcze łączace Sikkim z Tybetem. Obie strony zdobyły się też na szereg innych dyplomatycznych gestów. Widać też wyraźnie, że dwa państwa skupiają się mocno na własnym rozwoju ekonomicznym i budowaniu dobrych relacji z innymi potęgami, a zbytnie zaostrzanie wzajemnej rywalizacji  by tym procesom nie służyło.

Z drugiej strony, skoro oba kraje dynamicznie się rozwijają, to mają coraz większe możliwości działania na zewnątrz granic, a to w nieunikniony sposób zwiększa ilość miejsc, gdzie ścierają się ich wpływy. Azja jest ogromna, ale gdy spojrzymy na rozmiar Indii i Chin – i ich bliskość – kontynent wydaje się nagle niebezpiecznie ciasny. I rzeczywiście, ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem potrząsania szabelką przez obie strony. Zdarzyły sią przypadki przekraczania spornej granicy przez chińskich żołnierzy, natomiast w czerwcu 2009 r. pojawiły się informacje, iż Indie przenoszą w pobliże spornej granicy z Chinami dwie dodatkowe dywizje wojska i jeden szwadron myśliwców. Ponadto, Indie testują pocisk Agni-III, który ma ponoć uzyskać zasięg do 3500 kilometrów – to dużo więcej niż potrzeba, by trafić w najodleglejszy zakątek Pakistanu, za to wystarczająco, by zaatakować takie miasta jak Szanghaj czy Pekin. Agni, tak na marginesie, znaczy ,,Ogień’’ i jest równocześnie imieniem hinduskiego boga tegoż żywiołu. Projektowany Agni-V ma mieć możliwość uderzenia celów odległych o 5000 kilometrów. Tymczasem chińska rakieta DF-31A ma zasięg… powyżej 11000 kilometrów. Zatem pojawianie się informacji o budowie indyjskiej tarczy antyrakietowej wydaje się idealnie wpisywac w hipotezę ewentua;lnego konfliktu dwóch azjatyckich mocarstw.

Co zatem dzieje się między dwoma azjatyckimi mocarzami? Czy zbliża się wojna? Czy nieco lepsze relacje chińsko-indyjskie uległy nagle dramatycznemu pogorszeniu? Wbrew pozorom, nic takiego się nie dzieje. Dla uspokojenia przypomnijmy, iż dalekosiężny Agni-III jest dopiero testowany, Agni-V projektowany, o zakupie tarczy zaś jedynie się rozmawia (a przynajmniej na to wskazują doniesienia prasowe). Nowe Delhi ma na razie do dyspozycji rakiety Agni i Prithvi, o zasięgu odpowiednio 350 km i 700 km, co w praktyce wystarczy ,,tylko’’ na Pakistan. Gdyby wojna miałaby faktycznie wkrótce wybuchnąć, to Indie jeszcze przez długi czas nie miałyby technologii wystarczającej do wygrania powietrznego boju z Chinami. A zatem rozwój indyjskiej armii należy traktować jako działania profilaktyczne wymierzone na wiele lat naprzód; jako nie tylko zabezpieczanie się przed dość jednym, niestabilnym sąsiadem (Pakistan), ale i próbę nadgonienia dużo bardziej zaawansowanej technologii drugiego sąsiada (Chiny). Wreszcie, nie należy sądzić, iż od wojny 62 roku dwóm sąsiadom nie zdarzały się militarne demonstracje. W latach 80. doszło między nimi do prawdziwych starć granicznych, w których ginęli żołnierze (tak jak, nie przymierzając, w Kaszmirze między Pakistanem a Indiami). W porównaniu z tamtymi zajściami obecna sytuacja jest całkiem ,,unormowana’’.

 

Styczniowe informacje o amerykańsko-indyjskich rozmowach w sprawie tarczy mogą się pewnego dnia okazać nieprawdziwe. Nawet jeśli zaś okazałyby się prawdziwe, z negocjacji tych może nic nie wyniknąć. Mimo to, nie ma wątpliwości, iż Indie szykują się na ewentualność konfliktu z Państwem Środka. Budowa systemu obrony rakietowej jest częścią tych przygotowań: jeśli Indusi nie kupią amerykańskiej tarczy, to będą np. rozwijać swój własny mechanizm obronny BMDS tak, by w przyszłości bronił ich nie tylko przed Pakistanem, ale i Chinami.

Przed wojną chińsko-indyjską 1962 r. w nad Gangesem określano idealistycznie stosunki między dwoma sąsiadami hasłem Hindi-Ćini bhai-bhai (,,Indus i Chińczyk są sobie braćmi’’). Pozostaje mieć nadzieję, iż pewnego dnia ponurą prawdą nie stanie się Hindi-Ćini duśman-duśman (,,Indus i Chińczyk są sobie wrogami’’). Na razie można stwierdzić z angielska, iż stosunki te definiuje sformułowanie Hindi-Ćini: so-so – między Indusami a Chińczykami jest tak sobie. Ten stan niepewnej równowagi może trwać jeszcze długo.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Tarcza nad Himalajami Reviewed by on 12 października 2009 .

      Zagadka: co to za państwo? Rozważa się w nim instalację amerykańskiej tarczy antyrakietowej, znajduje się daleko od USA, ma dobre kontakty z Waszyngtonem ale też potężnego, nuklearnego sąsiada, który na budowę tarczy może nerwowo zareagować? Podpowiedź: tym razem nie chodzi o Polskę. Odpowiedź prawidłowa: Indie. Dlaczego Indusi myślą o zakupie amerykańskiej tarczy rakietowej?

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź