BLOGOSFERA

„Süddeutsche Zeitung”: Wyspa wszystkich bogów”

Gunung_Rinjani_from_Gili_Air_1Kompleks świątynny Lingsar na indonezyjskiej wyspie Lombok jest przykładem harmonijnego współistnienia hinduizmu i islamu.

Panuje cisza. Powietrze drży od gorąca. Nic nie zapowiada małego cudu, który każdego dnia wciąż na nowo rozgrywa się w świątyniach Lingsar na wyspie Lombok. W ogrodzie palmowym, w którym znajduje się urzekająco piękny staw, pokryty kobiercem białych lilii wodnych, hinduiści i wyznawcy muzułmańskiego kultu o nazwie Wektu Telu zbierają się na świętej dla nich ziemi na nabożeństwo.

Każdy w swojej części kompleksu – osobno, ale prawie koło siebie. Większość młodych par przyprowadza ze sobą dzieci. Na placu przed świątyniami hinduscy chłopcy rozrabiają z muzułmańskimi, póki nie usłyszą słów upomnienia od ojców.

W końcu przyszli, żeby się modlić, jak nakazywał Gotthold Ephraim Lessing w „Natanie Mędrcu”: „Niech każdy rozmawia z Bogiem, który jest mu najukochańszy”. Cóż za symbol harmonii w malutkim miasteczku Cakranegara!

Tego typu codzienne scenki rodzajowe mówią więcej o kulturowej specyfice wyspy Lombok niż przewodniki turystyczne. Bowiem kiedy ktoś zredukuje Lombok do „młodszej siostry Bali” lub „Bali 30 lat temu”, nie zdoła dostrzec ważnych różnic.

Tymczasem pomiędzy dwiema domniemanymi siostrami istnieją kolosalne różnice. Mieszkańcy Bali są w większości wyznawcami hinduizmu. Na położonej niecałe 45 kilometrów na wschód, o godzinę jazdy motorówką, wyspie Lombok większość mieszkańców wyznaje islam.

Ludzie zachowują się skromniej, żyją mniej wystawnie i spokojniej. Można tam w osamotnieniu rozkoszować się niezapomnianymi zachodami słońca w dziewiczej scenerii bujnej sawanny.

Na północy Mount Rinjani, drugi co do wysokości wulkan Indonezji, zaprasza do kilkudniowej wspinaczki pod górę, o ile ta akurat nie pluje lawą. Wokół zachwycającego, rozpostartego na wzgórzach miasteczka Tetebatu leżą pola ryżowe.

Jeśli ktoś szuka nowoczesnych barów i designerskich hoteli, musi udać się do Senggigi. Zaś najpiękniejsze plaże na Lombok znajdują się w pobliżu miejscowości Kuta, gdzie przy odrobinie szczęścia można być jedyną osobą na plaży uprawiającą surfing.

Przemysłem turystycznym nikt do tej pory nie zawracał sobie głowy. A jeśli już, to każdy nawet najmniejszy zalążek sektora turystycznego był zduszany w zarodku przez katastrofy, takie jak epidemia SARS lub tsunami.

Największe szkody wyrządziła wyspie seria zamachów bombowych, przeprowadzonych przez islamskie grupy terrorystyczne w roku 2002 i 2005, na sąsiedniej wyspie Bali. Z dnia na dzień wszyscy turyści wyjechali.

W końcu 90 procent populacji zamieszkującej Lombok wyznaje islam. Ludzie ci żyją w harmonii z hinduistycznymi Balijczykami obok potomków Arabów, Chińczyków, Holendrów i 30 tysiącami wyznawców kultu Wektu Telu.

Wyznawcy Wektu Telu są rdzennymi mieszkańcami z ludu Sasak i praktykują odmianę umiarkowanego islamu, do którego zaanektowali tak wiele prastarych duchów i animistycznych tradycji, że niedoświadczony mieszkaniec świata zachodniego łatwo może stracić orientację.

Dlatego to szczęście spotkać na swojej drodze tubylca, który będzie mógł służyć pomocą. Nazywa się Agha Khan, skończył 40 lat, jak na swój wiek wygląda młodo. Od razu wzbudza nasze zainteresowanie, gdyż na głowie ma czapkę z napisem FC Bayern Monachium.

Zapytany odpowiada, że ma znajomych w pobliżu Monachium. Jeździ tam co roku i dorabia parę euro pracując jako niewykwalifikowany robotnik. Poza tym pracuje jako nauczyciel i tłumacz, a czasem pomaga bratu – rolnikowi, przy hodowli bydła. Za żonę Agha Khan zapłacił właśnie krowami.

Niebywałą płynność w języku niemieckim osiągnął podczas długich wieczorów, słuchając kaset językowych. Swoją śpiewną, zabarwioną z lekka bawarskim akcentem, mową tłumaczy zawiłości religii i układy sił, którym Lombok zawdzięcza mnogość bóstw.

W skrócie wygląda to następująco: w XVI wieku kaznodzieje z Jawy przywieźli na wyspę islam. Jednak niektóre wioski i zamieszkujący je chłopi nie chcieli zrezygnować ze swoich dawnych wierzeń i przezornie obudowali je wokół nowej religii. Islam i animistyczne rytuały zaczęły się mieszać. Dlaczego w kamieniach lub drzewach nie miałyby mieszkać wyższe siły?

Kiedy w XVII wieku balijscy królowie podbili zachodnią część Lomboku, zaszczepiając tam hinduizm, zorientowani islamsko animiści przejęli niektóre elementy nowej religii. Na przykład sposób budowy świątyń, które tak pięknie wyglądają na Bali. Rezultat nazwali Wektu Telu, co znaczy tyle co „mieszanka z trzech”.

Zamiast pięciokrotnego odmawiania modlitwy w ciągu doby z twarzą w kierunku Mekki wyznawcy Wektu Telu wyznają zasadę: „Módl się wtedy, kiedy chcesz – gdyż wtedy modlitwa płynie z serca”. Wieprzowina jest również dozwolona, gdyż „wszystko, co Bóg daje, jest dobre”, jak mówi Agha.

Kiedy pod koniec XIX wieku na wyspę przybyli Holendrzy, którzy podwyższyli podatki i rozpropagowali chrześcijaństwo, na wyspie byli reprezentowani prawie wszyscy bogowie. – Dlatego w kwestii religii jesteśmy do dziś bardzo tolerancyjni – mówi Agha Khan, choć będący w mniejszości współwyznawcy religii Wektu Telu do połowy lat 60. byli często prześladowani.

Jednak teraz mieszkańcy mają rzekomo luźniejsze podejście do religii niż większość ich muzułmańskich braci na Bliskim Wschodzie. – Niezależnie od tego, czy wyznaje się hinduizm, buddyzm, chrześcijaństwo lub islam – jeśli para dojdzie do porozumienia w kwestii religii, dozwolone są małżeństwa między wyznawcami różnych religii – mówi Agha.

Poza tym, pokojowa koegzystencja między różnymi religiami ma również swoje praktyczne zalety: jeśli muezin nawołuje muzułmańskich sąsiadów do odbycia modlitwy, niektórzy Hindusi również przerywają pracę.

Współistnienie różnych wyznań szczególnie dobitnie widać w Lingsar: na północnym zachodzie, na wzniesieniu, otoczona drzewami stoi hinduska część kompleksu zwana Pura Lingsar.

Na jej środku wielki relikwiarz wskazuje kierunek Bali, gdyż według wyznawców hinduizmu na tamtejszej górze Agung znajduje się siedziba wszystkich bogów. Trzy drobnej postury kobiety ubrane w balijskie stroje podążają do świątyni niosąc na głowie kosze pełne darów ofiarnych.

Naprzeciw relikwiarza stoi półotwarty, drewniany pawilon ogrodowy, w którym pielgrzymi z zewnątrz mogą zatrzymać się na kilka nocy. Właśnie rozgościli się tam młodzi ludzie z gitarami i śpiworami. Jedna z kobiet dodaje, że również chrześcijanie mogą skorzystać z ich noclegu.

W południowej części kompleksu stoi ołtarz Wektu Telu Kemali, który stylem i użytymi materiałami budowlanymi przypomina ołtarze hinduskie. W pobliżu jest też otwarty pawilon, w którym młoda rodzina szuka schronienia przed południowym słońcem. Dzieci stroją miny. Rodzice nie zwracają na nie uwagi, siedzą obok siebie i myślami są gdzie indziej.

Kobieta nie zasłania twarzy. Na to, że udają się z wizytą do świątyni, wskazuje jedynie koszyczek z kwiatami i owocami, który stoi obok nich. Dlaczego nie postawili go na ołtarzu? Wydaje się, że na kogoś czekają.

Piętnaście minut później na dziedziniec wchodzi szczupła, wyprostowana starsza kobieta, ubrana w sarong i koronkową bluzkę. Wita się z rodziną krótkim, lecz dostojnym skinieniem. Bierze koszyczek w rękę i idzie w kierunku zamkniętego obszaru relikwiarza.

Starsza kobieta jest siostrą imama, który odprawia tutaj nabożeństwa dla muzułmańskich wyznawców Wektu Telu. Ponieważ brat jest chory, musi zamiast niego szeptać prośby ofiarodawców do uszu bogów.

Stary patriarcha ich rodu niedomaga, a jego dzieci uczyniłyby wszystko, żeby szybko wyzdrowiał. Takie jest przesłanie, które siostra imama ma przekazać bogom pobocznym Allahowi. Fakt, że taki odpowiedzialny urząd może wykonywać kobieta, jest dość niespotykany w świecie islamskim.

Grupa młodych mężczyzn nosi tradycyjne muzułmańskie szaty i jednocześnie okulary Ray-Ban. Składają pokłon przed kamieniami, które osłonięte są białym suknem i ozdobione żółtą szarfą. Na koniec odwiedzają jeszcze staw rybny, gdzie pływają węgorze, które strażnik wywabia, rzucając im posiekane kacze jaja, za co otrzymuje mały napiwek.

Widok węgorza przynosi szczęście. Przecież mogłoby się zdarzyć, że jeden z wielu bogów właśnie uciął sobie drzemkę.

Artykuł ukazał się na portalu Onet.pl. Jego autorem jest Lisa Stocker.


Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Süddeutsche Zeitung”: Wyspa wszystkich bogów” Reviewed by on 17 lutego 2010 .

Kompleks świątynny Lingsar na indonezyjskiej wyspie Lombok jest przykładem harmonijnego współistnienia hinduizmu i islamu. Panuje cisza. Powietrze drży od gorąca. Nic nie zapowiada małego cudu, który każdego dnia wciąż na nowo rozgrywa się w świątyniach Lingsar na wyspie Lombok. W ogrodzie palmowym, w którym znajduje się urzekająco piękny staw, pokryty kobiercem białych lilii wodnych, hinduiści

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź