BLOGOSFERA

„Rzeczpospolita”: Tajowie w Polsce: praca za grosze, potem deportacja

800px-Thai(Tak_Province)_0120 Tajów trafiło do aresztów deportacyjnych. 28 już wyjechało z poczuciem krzywdy. To efekt działalności nierzetelnych agencji pracy

Przyjechałyśmy tu na początku grudnia. Tajskiemu pośrednikowi zapłaciliśmy prawie 30 tys. zł – musieliśmy wziąć kredyt w banku. Ale okazało się, że pracujemy zbyt dużo, a płaca jest niższa, niż mieliśmy to zapisane w umowie – żaliła się Chuaisait Chanokan, która w niedzielę wyleciała z Polski.

Nad Wisłą chciała zarobić na edukację dziewięcioletniego syna. Miała zostać dwa, trzy lata. Pracowała na fermie pieczarek w gminie Włoszakowice (Wielkopolska) razem z Ukraińcami i przybyszami z Bangladeszu. Za każdy zebrany kilogram dostawała 40 – 50 gr. Mimo ok. 12 godzin pracy dziennie zarabiała mniej niż 1,5 tys. zł miesięcznie. Według kontraktu, który podpisała w Tajlandii, miała pracować przez sześć dni w tygodniu po osiem godzin dziennie i zarabiać ok. 2 tys. zł miesięcznie.

– Podpisaliśmy z nimi umowę o pracę na akord – tłumaczy Andrzej Krokus z agencji East-West Link, która sprowadziła Tajów. – Tajski pośrednik okazał się nieuczciwy i proponował im zupełnie inne warunki. Na umowach o pracę sfałszował nasze pieczęcie. Wcześniej sprowadzaliśmy pracowników z Ukrainy i nie mieliśmy takich problemów. Jesteśmy gotowi ponieść wszelkie konsekwencje prawne, ale my też zostaliśmy oszukani.

16 Tajów, których sprowadził East-West Link, już wróciło do kraju. Będą żądać odszkodowania od tajskiego pośrednika.

W gorszej sytuacji są ich rodacy, których do Polski ściągnęła lubuska agencja pośrednictwa pracy Noba. Nie dopełniła formalności i cudzoziemcy pracowali nielegalnie. W sobotę 12 z nich wyleciało do Tajlandii. Twierdzą, że nie dostali zapłaty za dwa ostatnie miesiące pracy na fermie. 20 kolejnych pracowników Noby trafiło do aresztu deportacyjnego, skąd zostaną odesłani do Tajlandii. Będą mieli zakaz wjazdu do Polski.

Właściciel Noby nie chciał z nami rozmawiać, kazał wysłać pytania do Tajlandii.

– Ci ludzie zostali wykorzystani. Mam nadzieję, że nieuczciwe agencje poniosą konsekwencje (np. stracą licencję –red.) – mówi Aleksandra Wróblewska-Zgórzak ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, które pomaga poszkodowanym.

– To już kolejny przykład eksploatacji zagranicznych robotników w naszym kraju – dodaje Irena Dawid-Olczyk z fundacji La Strada. – Najgorsze, że nie ma im kto pomagać. Robimy, co w naszej mocy, ale to i tak mało.

W grudniu 2009 r. „Rz” opisała przypadki niewolniczej pracy cudzoziemców w Polsce. Pod Opolem 58 Ukraińców i Tajów pracowało przy uprawie sadzonek kwiatowych po kilkanaście godzin na dobę przez siedem dni w tygodniu. W okolicach Lublina kobiety z Filipin za pracę po kilkanaście godzin dziennie dostawały 450 – 700 zł miesięcznie.

– W Polsce może przebywać od kilkudziesięciu do kilkuset tajskich robotników – szacuje Russ Jalichandra, chargé d’affaires Ambasady Królestwa Tajlandii. – Staramy się ustalić dokładną liczbę i warunki, w jakich przebywają.

Telefon interwencyjny

La Strady 022 628 99 99

Artykuł ukazał się na portalu Rzeczypospolitej. Jego autorem jest Maciej Miłosz.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Rzeczpospolita”: Tajowie w Polsce: praca za grosze, potem deportacja Reviewed by on 14 marca 2010 .

20 Tajów trafiło do aresztów deportacyjnych. 28 już wyjechało z poczuciem krzywdy. To efekt działalności nierzetelnych agencji pracy Przyjechałyśmy tu na początku grudnia. Tajskiemu pośrednikowi zapłaciliśmy prawie 30 tys. zł – musieliśmy wziąć kredyt w banku. Ale okazało się, że pracujemy zbyt dużo, a płaca jest niższa, niż mieliśmy to zapisane w umowie – żaliła

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź