Chiny news,Wywiady

Polski biznes w Chinach – Część 9: Prawo w Chinach – Krzysztof Domarecki

Krzysztof DomareckiRadosław Pyffel: Jak założyć biznes w Chinach i na co zwracać uwagę? Jak to wyglądało w Waszym przypadku?

Krzysztof Domarecki: Po pierwsze, proces rejestracji firmy w Chinach jest relatywnie długi, gdyż władze chińskie stricte koncesjonują praktycznie każdą działalność gospodarczą, zwłaszcza zagraniczną, i zarejestrowanie firmy zajmuje mniej więcej od 5 do 9 miesięcy, łącznie z uzyskaniem wszystkich zezwoleń. Po drugie, musimy pamiętać, że zezwolenie w Chinach na działalność gospodarczą jest z reguły węższe przedmiotowo niż zezwolenie na działalność gospodarczą na przykład w Polsce. Czyli to, co my mamy zarejestrowane na przykład w KRS-ie jako zakres działalności, nie może być zarejestrowane jednocześnie w Chinach jako zakres działalności tam. Tam działalność musi być dużo węższa. To tyle, jeśli chodzi o rejestrację. Jeżeli chodzi o prawo podatkowe, to Europejczycy prawie kompletnie się na tym nie znają i wszyscy zatrudniają lokalnych księgowych lub lokalne biuro doradcze do rozwiązywania wszystkich kwestii prawno-podatkowych. Natomiast jeśli mówimy o tzw. kulturze prawnej, to rozumiem, że pyta Pan tutaj o praktykę we współdziałaniu firm zarówno z władzami, jak i konkurentami czy klientami. Więc w tym sensie możemy powiedzieć tak: kultura prawna w Chinach jest na bardzo wczesnym etapie, bo Chiny nie mają tradycji prawa stosowanego, a przede wszystkim prawa pisanego w takim znaczeniu, w jakim mamy je w Europie. W związku z tym wiele ich przepisów jest po pierwsze niezapisane albo mało znane. Po drugie, te przepisy są dość skutecznie omijane z różnych powodów. Głównym powodem jest to, że Chińczyk raczej koncentruje się na elementach praktycznych, to znaczy elementach, które są realnie i fizycznie istniejące niż na elementach, które są teoretycznie w przepisach prawnych. W związku z tym raczej patrzy bardziej na to, co mu bardziej pasuje i co jest bardziej wygodne niż zagląda do kodeksu i pyta siebie, jak trzeba by to zrobić.

R.P.: Czy więc zgodziłby się Pan ze stwierdzeniem, że wszelkie kontrakty i licencje mają charakter umowny i niczego nie gwarantują? Czy byłoby to zbyt ostre sformułowanie?

K.D.: To jest bardzo dobre sformułowanie pod warunkiem, że umowa jako taka nie jest rozumiana w kategoriach naszych, zachodnioeuropejskich, bo w kategoriach europejskich, jeśli jest umowa, to jest też pewien związek. Umowa wiąże, prawda. Natomiast w Chinach umowa jest pewną deklaracją intencji, natomiast w praktyce jest to realizowane w taki sposób, w jaki komu wygodniej, ale przede wszystkim praktyka stosowania umowy ewoluuje bardzo szybko po podpisaniu w kierunku takim, że decyduje ten, kto jest silniejszy.

R.P.: W czym się to przejawia? Czy mógłby Pan podać jakiś przykład, niekoniecznie ze swojej działalności.

K.D.: Znamy doskonale przykład COVECu w Polsce. To był klasyczny przykład, w którym była jakaś umowa, natomiast nie była dotrzymana i partner chiński myślał: „To nic, że umowa nie jest dotrzymana, chodzi o pewne intencje”. Takich przypadków w samych Chinach jest tysiące. Oni nie zwracają uwagi na to, że jest jakiś konkretny przepis, dokładny zapis umowy, raczej patrzą na to, co kto osiągnął lub co kto chce osiągnąć, natomiast kluczem do stosowania umowy jest siła. To znaczy, że ten, kto jest silniejszy, w praktyce jest w stanie wyegzekwować to, co wynika z zapisów umowy albo to, co chce. Natomiast ten, kto jest słabszy, to przez umowę raczej w niewielkim stopniu jest chroniony.

R.P.: A czy doradza Pan zagranicznym firmom dostosowanie się do tej sytuacji i granie według tych reguł?

K.D.: Oczywiście. Nie ma wyboru. Chiny mają 1,3 mld ludzi, taka jest kultura lokalnego rynku. Jeśli tam się ląduję, to trzeba się do tego dostosować. Czyli trzeba wiedzieć, że nie można wierzyć tylko i wyłącznie podpisanej umowie.

R.P.: A czy nawet jeśli się podpisze umowę, to zalecałby Pan również jej omijanie czy przeciąganie na swoją korzyść, jeśli nadarzy się okazja, bo po prostu takie są realia?

K. D.: Może nie omijanie, natomiast na pewno Chińczycy koncentrują się na wykorzystaniu umowy w każdym możliwym calu na swoją korzyść.

R.P.: I europejska firma w zasadzie powinna…

K.D.: Jeśli chce przeżyć, to powinna się do tego dostosować.

R.P.: A czy mieliście jakieś problemy z ochroną praw autorskich jeśli chodzi o logo, brand? Jak zabezpieczać się w tym wypadku?

K.D.: Oczywiście nasze marki są zarejestrowane w Chinach od samego początku. Ochrona w Chinach jest potrzebna, natomiast ochrona w Chinach służy temu, żeby silniejszy mógł się obronić. Natomiast słabszy z reguły ma z tym kłopoty, więc tu nie wystarczy istnienie formalno-prawnej ochrony. Pozostaje kwestia jej egzekucji w praktyce, a z tym jest różnie.

R.P.: A jak ją egzekwować i co o tym decyduje?

K.D.: Żeby skutecznie bronić swego prawa, to po pierwsze trzeba mieć dobrze przygotowany kontrakt. Po drugie, należy od początku odwoływać się mimo wszystko do rekomendowanych czy znanych w Europie mecenasów, adwokatów czy radców prawnych, takich którzy potrafią bronić interesów firm europejskich, bo to wcale nie jest w Chinach standard. Relatywnie nie można znaleźć w Chinach zbyt wielu adwokatów, którzy by potrafili skutecznie bronić europejskiego interesu.

R.P.: Dlaczego? Nie potrafią, nie znają rynku, uwarunkowań lokalnych?

K.D.: Mają inną mentalność. Kiedy Chińczycy mają spór pomiędzy sobą, a to bardzo często się zdarza, to rozwiązują go nie przy pomocy prawa, tylko przy pomocy tego, kto jest silniejszy, a prawo tylko temu służy. Więc przyzwyczaili się na tyle, że jeśli pojawiają się jakieś problemy z Europejczykami, to żeby również prawo traktować w sposób instrumentalny, jako element wygrania czegoś przeciwko komuś innemu.

R.P.: Jakie triki często są stosowane, związane ze stosowaniem prawa w Chinach? Rozumiem, że prawo jest tylko narzędziem wygrywania sporów – jeśli jest na rękę, to stosujemy prawo, a jeśli nie na drodze prawnej, to przenosimy ten spór na inny poziom. Z jakimi spotkał się Pan strategiami wykorzystywania prawa do wygrywania sporów?

K.D.: Najbardziej znana praktyka to wypuszczanie na rynek produktów bardzo podobnych do produktów markowych, ale albo z marką klasycznie skopiowaną, co się też zdarza na dużą skalę, albo z marką bardzo podobną, która zwłaszcza fonetycznie brzmi podobnie. Wtedy firma, która sprzedawała taką markę – wypracowała ją, rozwinęła – może z dnia na dzień stracić mnóstwo klientów i przychodów.

R.P.: A gdzie szukać pomocy w przypadku takich kłopotów prawnych? Wspomniał Pan o adwokatach europejskich, którzy wyspecjalizowali się i rozumieją instrumentalne stosowanie prawa, ale czy jeszcze poleca Pan jeszcze jakieś miejsca, instytucje, do których w przypadku takich kłopotów prawnych można by się zwrócić?

K.D.: Na pewno najbardziej właściwym organem są – jeśli mówimy o ochronie prawnej – lokalne kancelarie. I najlepiej z nimi współpracować, jeśli jest taka potrzeba. Również warto  sięgać po kancelarie, które pracują dla zagranicy. Takie kancelarie są droższe, bo są dwujęzyczne lub wielojęzyczne, ale są skuteczne albo potrafią być skuteczne.

R.P.: W jaki sposób te kancelarie dochodzą swoich praw w Chinach? Na czym polega ich skuteczność Pana zdaniem?

K.D.: Przede wszystkim klasyczne rozwiązania są podobne jak w Europie. Jeśli jest spór, to jest rozstrzygany przed sądem, natomiast sąd w Chinach dąży do polubownego załatwienia sprawy i trzeba mieć naprawdę silne argumenty, żeby przed sądem wygrać. Czyli z jednej strony trzeba mieć dobrą kancelarię, ale z drugiej strony silne argumenty.

Krzysztof Domarecki – założyciel i główny akcjonariusz Grupy Selena, holdingu spółek zajmujących się produkcją i dystrybucją chemii budowlanej na całym świecie.

Biznes w ChinachPowyższy wywiad jest częścią książki „Biznes w Chinach, Jak osiągnąć sukces”, zrealizowanej we współpracy z Centrum Studiów Polska-Azja, wydanej w ramach projektu go-china.pl na zlecenie PAIiIZ. Publikowanie materiałów odbywa się za zgodą PAIiIZ, autora oraz polskich przedsiębiorców, którzy wzięli udział w projekcie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Polski biznes w Chinach – Część 9: Prawo w Chinach – Krzysztof Domarecki Reviewed by on 17 lipca 2013 .

Radosław Pyffel: Jak założyć biznes w Chinach i na co zwracać uwagę? Jak to wyglądało w Waszym przypadku? Krzysztof Domarecki: Po pierwsze, proces rejestracji firmy w Chinach jest relatywnie długi, gdyż władze chińskie stricte koncesjonują praktycznie każdą działalność gospodarczą, zwłaszcza zagraniczną, i zarejestrowanie firmy zajmuje mniej więcej od 5 do 9 miesięcy, łącznie z uzyskaniem

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź