Komentarz eksperta,Polecane

P. Behrendt: Zamieszanie z lotniskowcami

Coraz więcej doniesień potwierdza budowę w Chinach drugiego lotniskowca. Jednocześnie Rosjanie coraz bardziej nachalnie proponują Chińczykom wspólne prace nad kolejnymi typami okrętów.

Tegoroczna edycja dociekania, czy Chiny naprawdę budują swój pierwszy rodzimy lotniskowiec, rozpoczęła się na przełomie stycznia i lutego. Władze położonego na wschód od Nankinu 4,5-milionowego miasta powiatowego Chengzhou poinformowały na chińskim odpowiedniku Twittera, Weibo, że lokalna firma Jiangsu Shangshang Cable Group wygrała konkurs na dostawę okablowania dla nowego lotniskowca. Wiadomość powtórzyła na swojej stronie internetowej lokalna gazeta „Changzhou Evening News”. Oba wpisy zostały szybko wykasowane. Nie był to pierwszy taki wypadek. W styczniu ubiegłego roku na 12. kongresie ludowym prowincji Liaoning, która użyczyła nazwy pierwszemu chińskiemu lotniskowcowi, sekretarz lokalnej KPCh Wang Min poinformował zebranych delegatów o budowie kolejnego okrętu tej klasy, postępującej w lokalnej stoczni w Dalian. Także wtedy Pekin nakazał usunąć wszelkie wzmianki o wypowiedzi Wanga.

Długi język towarzyszy z Chengzhou mógł mimo wszystko przekonać Komitet Centralny, że dalsze utrzymywanie tajemnicy nie ma już sensu. Wskazuje na to wywiad, jakiego w marcu udzielił dziennikowi „Hong Kong Commercial Daily” emerytowany admirał Liu Xiaojiang, który przed przejściem w stan spoczynku był komisarzem politycznym chińskiej marynarki wojennej. Liu potwierdził budowę okrętu, a także, iż będzie on ulepszoną wersją Liaoninga, wyposażoną w unowocześniony system katapult startowych. Trzeba tutaj zaznaczyć, że nie wiadomo, jakie, i czy w ogóle, katapulty otrzymał Liaoning. Informacje te miał potwierdzić aktualny zastępca komisarza politycznego marynarki wojennej Ding Haichun. Wypowiedzi obu oficerów do tej pory nie zostały zdementowane ani usunięte.

Nieco wcześniej spore zamieszanie wywołał sam lotniskowiec Liaoning. Pod koniec października ubiegłego roku pojawiły się informacje, jakoby okręt został poważnie uszkodzony w wyniku awarii. Mówiono nawet o eksplozji kotła. Sprawa zyskała tak poważny rozgłos, że Ministerstwo Obrony musiało zwołać specjalną konferencję prasową. Rzecznik resortu, Yang Yujun, zdementował nabierające coraz bardziej monstrualnych rozmiarów pogłoski, odmówił jednak przekazania bardziej szczegółowych informacji. Z dostępnych informacji wynikało, że na lotniskowcu faktycznie doszło do uszkodzenia układu napędowego, mówiło się o przegrzaniu jednego z kotłów i rozszczelnieniu rur dostarczających parę wodną do turbin. W efekcie jedno z pomieszczeń miało zostać wypełnione gorącą parą. Podobno doszło również do wyłączenia okrętowej sieci elektrycznej. Awarię udało się usunąć własnymi siłami załogi. Trudno powiedzieć na ten temat cokolwiek więcej z prostego powodu: nie wiadomo, jaki układ napędowy ma Liaoning. Oryginalny radziecki projekt przewidywał turbiny parowe o mocy 200 tysięcy koni mechanicznych zasilane przez osiem kotłów; ich uzupełnieniem miały być dwie turbiny pomocnicze oraz dziewięć turbogeneratorów i sześć silników wysokoprężnych tworzących elektrownię okrętową.

Z kolei bez większego rozgłosu pod koniec grudnia 2014 r. ruszyły prace nad niszczycielem nowego typu 055. Zamieszczone na Weibo zdjęcie przedstawia tablicę z napisem „Ceremonia rozpoczęcia budowy niszczyciela 055 numer 1″. Tego typu wydarzenia są powszechną praktyką w chińskich stoczniach i sugerują, że już rozpoczęto nie tyle budowę, co cięcia blach na okręt. Chińskie media informowały o przyznaniu w sierpniu ubiegłego roku kontraktu na budowę okrętu położonej pod Szanghajem stoczni Changxing Jiangnan. Podobno zamówienie na drugą jednostkę otrzymała stocznia marynarki wojennej w Dalian.

Na początku roku 2014 w Okrętowym Centrum Projektowo-Badawczym politechniki w Wuhan ruszyła budowa brzegowego obiektu integracyjnego (SIF) niszczycieli Typu 055. Instalacje takie służą badaniu właściwości bryły nadbudówek oraz integracji systemów radarowych i elektronicznych i są powszechną praktyką na Zachodzie. Sami Chińczycy zbudowali SIF podczas prac nad lotniskowcem Liaoning.

Na podstawie dostępnych danych rozmiary okrętów Typu 055 są oceniane na 185-190 m długości oraz 12-13 tys. t wyporności, co czyni z nich bardziej krążowniki niż niszczyciele. SIF z Wuhan sugeruje pewne zmiany w bryle nadbudówki oraz rozmieszczeniu radarów w stosunku do poprzednich niszczycieli Typu 052D. Rozmieszczenie sprzętu elektronicznego ma być wzorowane na amerykańskich jednostkach typu Arleigh Burke. Niewiele wiadomo jeszcze na temat uzbrojenia. Z pewnością będą to najnowsze osiągnięcia chińskiego przemysłu zbrojeniowego. Obecnie mówi się o pojedynczej armacie dużego kalibru, 130 lub nawet 152 milimetry, jednym lub dwóch jedenastolufowych zestawach obrony bezpośredniej kalibru 30 milimetrów oraz 112-128 pionowych wyrzutniach dla rakiet przeciwlotniczych dalekiego i średniego zasięgu, pocisków manewrujących i przeciwokrętowych oraz rakietotorped. Okręty będą ponad to przenosić dwa śmigłowce pokładowe.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Tutaj na arenę wkraczają Rosjanie, którzy coraz intensywniej starają się sprzedać Chinom swoje uzbrojenie. Rosyjskie oferty są tak nachalne i propagandowe, że stały się ulubionym obiektem drwin chińskich komentatorów, ekspertów, a nawet oficerów. Prym w  rozbawianiu chińskiej publiczności wiedzie Wasilij Kaszin z moskiewskiego Centrum Analiz Strategicznych i Technologicznych. Na początku lutego stwierdził on, że zakup nieukończonego Warjaga, czyli obecnego Liaoninga, od Ukrainy był błędem, który opóźnił wprowadzenie do służby pierwszego chińskiego lotniskowca o wiele lat. Dużo lepszym rozwiązaniem byłby zakup używanego okrętu na zachodzie albo zwrócenie się do Newskiego Biura Konstrukcyjnego z Sankt Petersburga, które zaprojektowałoby lotniskowiec idealnie pasujący do chińskich wymagań i potrzeb. Chińczycy przyznali wprawdzie, że układ napędowy Liaoninga jest ciągle zawodny, jednak współpraca z Rosją byłaby droższym rozwiązaniem, a pozyskanych w ten sposób rozwiązań i wyposażenia nie można by było eksportować bez zgody Kremla. Mniej litościwi wytknęli, że na proponowane przez Kaszina rozwiązanie zdecydowały się Indie, kupując krążownik lotniczy Admirał Gorszkow i powierzając jego przebudowę na prawdziwy lotniskowiec Vikramandoitya Rosjanom. Koszty projektu rosły lawinowo, terminy były przekraczane o lata, a w Indiach kilkakrotnie rozpoczynała się dyskusja, czy nie zerwać kontraktu. Nikt przytomnie nie wspomniał, że zakup używanego lotniskowca na Zachodzie stał się po roku 1989 niemożliwy.

Kaszin po raz drugi przyciągnął uwagę chińskich mediów w połowie marca, kiedy wspomniał, że Moskwa stara się zainteresować Pekin wspólnym prowadzeniem prac nad atomowym niszczycielem. Podkreślał przy tym zainteresowanie Chin budową atomowego lotniskowca i możliwość zdobycia niezbędnych doświadczeń przy pracach nad okrętem określanym roboczo Lider. Po raz pierwszy o atomowym niszczycielu wspomniał miesiąc wcześniej dowódca rosyjskiej marynarki wojennej admirał Wiktor Czirkow. Stwierdził on także, iż napęd jądrowy jest traktowany priorytetowo przy projektowaniu nowych okrętów. Następnie emerytowany admirał Igor Kastanow powiedział agencji Sputnik, że okręt będzie miał wyporność około 10 tys. t, a jego budowa rozpocznie się już w roku 2017. Dotychczas jedynym państwem, które zbudowało niszczyciele o napędzie jądrowym, były Stany Zjednoczone. Jednak powstałe na przełomie lat 50. i 60. USS Truxtun i USS Bainbridge zostały dość szybko przebudowane na krążowniki, a swoją służbę zakończyły w latach 90. US Navy szybko uznała koncepcję atomowych niszczycieli za chybioną i ograniczyła zastosowanie napędu jądrowego do lotniskowców i okrętów podwodnych. Zainteresowanie Rosjan powrotem do koncepcji atomowej floty wiąże się z planami powrotu na wody oceaniczne. Przy braku zagranicznych baz, gdzie okręty mogłyby uzupełniać paliwo, napęd nuklearny wydaje się rosyjskim admirałom najlepszym rozwiązaniem. Zdaniem Kaszina Chiny stoją przed podobnymi problemami, co tworzy pewną platformę porozumienia. Pekin jednakże milczy w tej sprawie i nie wydaje się być szczególnie zainteresowany.

Poruszone w tym tekście sprawy dotykają dwóch problemów, po pierwsze miejsca lotniskowców w chińskiej doktrynie militarnej, a po drugie współpracy rosyjsko-chińskiej. Sam dowódca chińskiej marynarki wojennej, admirał Wu Shengli, przyznał w jednym z wystąpień, że cały czas trwają prace nad koncepcją wykorzystania lotniskowców. Czynniki oficjalne od początku nie ukrywały przede wszystkim prestiżowej i propagandowej roli okrętu i konieczności dokładnego rozważenia, na co mógłby on przydać się flocie. Zdaniem „Kanwa Defense Review”, chińskojęzycznego magazynu z Kanady, w wypadku konfrontacji z USA i Japonią Liaoning byłby bardziej obciążeniem niż atutem. Gazeta przywołuje tutaj analogię z wojną o Falklandy, kiedy to argentyńskie dowództwo nie odważyło się użyć lotniskowca Veinticinco de Mayo przeciwko brytyjskim siłom ekspedycyjnym. Powodem była zbyt duża przewaga technologiczna Royal Navy i zdominowanie przez nią wód wokół spornego archipelagu. Podobnie w wypadku Liaoninga i całej chińskiej marynarki wojennej mogą być one skutecznym narzędziem nacisku na słabsze państwa, jak Filipiny czy Wietnam, jednak nie w przypadku innych mocarstw. Mimo że chińskie okręty stają się coraz lepsze, Amerykanie i Japończycy ciągle utrzymują przewagę technologiczną, która nie prędko zostanie nadrobiona. Pekin zresztą w pełni zdaje sobie z tego sprawę, odkładając budowę poważniejszej floty lotniskowców na okres około roku 2030 albo nawet później, kiedy to zostanie już opracowana odpowiednia doktryna użycia takich okrętów, a warunki polityczno-militarne mogą ulec przeobrażeniom.

Z kolei przypadek Rosji dowodzi, jak duże postępy poczynił w ostatnich latach chiński przemysł zbrojeniowy. Chińczycy nie kupują już hurtem wszystkiego, co im Rosjanie podsunął, stali się bardzo wybrednym klientem, zamawiającym tylko to, z wytworzeniem czego ma problemy. W kontekście tym wymienia się przede wszystkim silniki i radary lotnicze oraz najbardziej zaawansowane systemy obrony przeciwlotniczej. Bojąc się o utratę swojego najważniejszego klienta, Moskwa stosuje coraz bardziej nachalną promocję swoich produktów. Efekt jest jednak odwrotny do zamierzonego. Kiedy Rosja po raz kolejny w ciągu ostatnich 20 lat zaproponowała sprzedaż myśliwców Su-35, tym razem zmodernizowanych do standardu V generacji i o możliwościach porównywalnych z F-35, została w Chinach zwyczajnie wyśmiana. Na łamach tabloidu „Global Times padło nawet stwierdzenie, iż rosyjskie rewelacje są oparte na propagandzie, a nie rzeczywistości. Wreszcie zdaniem Chińczyków ulepszony Su-35 wszedłby do służby w tym samym czasie co rodzimy J-20, od początku konstruowany jako myśliwiec V generacji (IV według chińskich kryteriów).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Zamieszanie z lotniskowcami Reviewed by on 18 kwietnia 2015 .

Coraz więcej doniesień potwierdza budowę w Chinach drugiego lotniskowca. Jednocześnie Rosjanie coraz bardziej nachalnie proponują Chińczykom wspólne prace nad kolejnymi typami okrętów. Tegoroczna edycja dociekania, czy Chiny naprawdę budują swój pierwszy rodzimy lotniskowiec, rozpoczęła się na przełomie stycznia i lutego. Władze położonego na wschód od Nankinu 4,5-milionowego miasta powiatowego Chengzhou poinformowały na chińskim odpowiedniku Twittera,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź