BLOGOSFERA

O Korei, chociaż się na niej nie znam: O premierze, który unikał duchów

Niecałe dwa tygodnie temu premier Indii Narendra Modi odwiedził Japonię. Poza zwyczajową delegacją, towarzyszyły mu duchy przeszłości, a jeszcze więcej duchów oczekiwało go na miejscu.

Modi znany jest ze swojej miłości do Japonii, którą odwiedził pierwszy raz na długo zanim został premierem kraju. Ponadto, Indie i Japonię łączą ożywione stosunki gospodarcze, geopolityczny rywal (Chiny) i historyczne wojaże buddyzmu. Japończycy inwestują mocno właśnie w rodzimym stanie Modiego, Gudźaracie, którym rządził od wielu lat. Dlatego już u świtu wiktorii Modiego znaleźli się obserwatorzy, którzy słusznie zapowiadali, że Kraj Kwitnącej Wiśni będzie jednym z pierwszych, które świeżo upieczony premier odwiedzi (i faktycznie był: znalazł się trzecia w kolejności po Bhutanie i Brazylii). Byli i tacy, co od razu po wyborach pisali, że powinien Modi Japonię odwiedzić ,,jak najszybciej’’. Po wizycie znalazła się też opinia – i tym się tutaj zajmę – że Modi powinien odwiedzić tokijską świątynię Yasukuni. Tę jakże światłą myśl wyraził Swapan Dasgupta takimi oto słowami:

,,Może Modi powinien był odwiedzić Yasukuni, ale nie po to, by strzelić bramkę Chinom, ale by oddać pokłon tym wszystkim japońskim męczennikom, którzy oddali życie za wolność Indii. Ujrzałby miejsce, gdzie Japończycy oddali cześć indyjskiemu sędziemu, który stawił czoła idei sprawiedliwości zwycięzców [victors’ justice].’’[1]

Zaiste, wyborny pomysł. Zbudowana w dziewiętnastym wieku świątynia Yasukuni upamiętnia tych, którzy oddali życie w służbie państwu japońskiemu, w tym również żołnierzom z czasów drugiej wojny światowej. Niektórzy z tam uczczonych uznawani są obecnie za zbrodniarzy wojennych. Na terenie kompleksu Yasukuni rzeczywiście znajduje się tablica upamiętniająca indyjskiego sędziego imieniem Radhabinod Pal. Pal został obrany na sędziego Międzynarodowego Trybunału Wojskowego dla Dalekiego Wschodu i w tej roli odmówił podpisać się pod ostatecznym wyrokiem. Uznał, że cały ten proces nad japońskimi politykami i żołnierzami był przykładem zastosowania ,,sprawiedliwości zwycięzców’’ [victors’ justice]. Pal przyznał jednakże, że w japońska armia dopuściła się zbrodni wojennych, aczkolwiek wyraził też podejrzenie, że relacje o ,,gwałcie na Nankinie’’ zostały przesadzone. Tak czy inaczej, postawa Pala przyniosła mu uznanie w Japonii, a wyrazem tego uznania jest stojąca do dzisiaj w kompleksie Yasukuni tablica. Postaci Pala rzeczywiście używa się w indyjskiej dyplomacji względem Japonii. Uczynił to chociażby poprzedni premier Indii, Manmohan Singh. Jednakże jak dotąd żaden wysoko postanowiony indyjski polityk nie odważył się podczas formalnej wizyty odwiedzić Yasukuni.

Źródło: flickr.com, Toshihiro Gamo

Źródło: flickr.com, Toshihiro Gamo

Przypuśćmy, że w ogóle trzeba tłumaczyć, dlaczego pomysł, żeby Modi odwiedził tę tokijską świątynię jest zły.

Po pierwsze, jest on zły w kontekście ogólnoświatowym. Indie nie wyszłyby dobrze na chwaleniu się sędzią, który nie chciał przyłożyć ręki do sądzenia zbrodniarzy. Po drugie, Nowe Delhi wyszło by na tym jeszcze gorzej w kontekście wschodnioazjatyckim. Niezależnie od japońskich tradycji i uczuć w kwestii Yasukuni, Chińczycy i Koreańczycy traktują świątynię jako miejsce kultu zbrodniarzy (to jest, garść czczonych się do nich zalicza). W koreańskiej prasie – wszak to ma być blog o Korei – bez przerwy przewijają się hasła ,,Yasukuni’’ i ,,comfort women’’ (ten drugi termin to politycznie poprawne określenie Koreanek, które zostały przez Japończyków zmuszone do prostytucji). Każda wizyta japońskiego oficjela w Yasukuni odnotowywana jest ze skrajnym oburzeniem w Seulu i Pekinie. Gdyby stanęła tam noga Modiego, wydarzenie od razu opisano by we wschodnioazjatyckich mediach. Owszem, nowy premier Indii wyraźnie przekłada Japonię nad Koreą Południową, a jego kraj ma liczne zatargi z Chinami, ale nie byłoby racjonalnym rozpoczynać kolejny spór. Tym bardziej, że na sporach granicznych czy rywalizacji gospodarczej coś można zyskać, ale co w stosunkach z Chinami miałoby dać Modiemu rozgrzebywanie strasznej przeszłości? Zresztą, premier Chin lada chwila przybędzie do Indii  i w ciekawym geście obliczonym na wygranie sobie Modiego zacznie wizytę od stanu Gudźarat. Po co więc Nowe Delhi miałoby akurat teraz prowokować Pekin? Ponadto, w Azji o zbrodniach dokonanych przez japońską armię pamięta się nie tylko na Półwyspie Koreańskim  i w Chinach, ale i dalej (choćby na Borneo). Odwiedzając Yasukuni, premier Indii odniósłby ewentualny zysk jedynie w stosunkach z Japonią; wszędzie indziej musiałby podliczać straty.

Po trzecie, gest Modiego mógłby wywołać rozmaite echa już z perspektywy samej historii Indii. W 1944 r., w dwa lata po zajęciu Birmy, Andamanów i Nikobarów, japońska armia przypuściła ofensywę na Indie, ale została odparta na ich północno-wschodnich krańcach. Owszem, Japończykom towarzyszyli indyjscy ochotnicy zorganizowani w ,,Armię Wolnych Indii’’ (Azad Hind Fauj) przez Subhasha Chandrę Bosego. Bose, który tak jak Radhabinod Pal był Bengalczykiem, chciał najpierw z pomocą niemiecką, a potem japońską zerwać jarzmo brytyjskiego kolonializmu. Jego postać jest do dziś w Indiach otoczona polityczno-historycznym kultem, również w nacjonalistycznych kręgach, z których wywodzi się premier Modi. To nie oznacza jednak, że kultem otacza się te dwa narody, z którymi współpracował. Szczęśliwie dla współczesnych wielbicieli Bosego Japończycy przegrali… tak, szczęśliwie, bo gdyby wygrali, okazałoby się, na ile Indie po przegnaniu Brytyjczyków rzeczywiście stałyby się wolne. Trudno o tym deliberować, skoro to się nie stało, ale przykłady wyzwalania Singapuru i Malajów spod władzy brytyjskiej powinny chyba dawać do myślenia. Ponadto, kultywować pamięć o Bosem a przypominać o Palu to zupełnie inne sprawy. Bose dążył do niepodległości swojego kraju niezależnie od środków. Nie wiem, czym kierował się Pal, ale podczas procesu Indie były już niepodległe. Trudno zatem Pala i Bosego mierzyć tą samą miarą. Wreszcie, ziemskie pozostałości Bosego trafiły po jego śmierci do Japonii i tam też znajduje się upamiętniające go popiersie, ale nie jest jasnym, czy końca jego życia nie przyspieszyli po cichu właśnie sami Japończycy.

W kwestii dziejów Bosego i jego towarzyszy Indie muszą zatem stąpać krętą ścieżką – jak kultywować pamięć o Bosem i okazywać wdzięczność Japończykom za okazaną mu pomoc, ale równocześnie nie popadać w pochwałę japońskiego imperializmu?

Po czwarte, odwiedzając Yasukuni Modi zaszkodziłby swojemu wizerunkowi. Przypomnijmy, że wciąż ciąży na nim oskarżenie o (co najmniej) bierność w obliczu antymuzułmańskich pogromów w jego stanie w 2002 r. Podczas ostatniego procesu z zarzutów go uwolniono, ale nie wszystkich to przekonuje i przekonywać nie musi. Jakby to wyglądało, gdyby Modi, sądzony w związku z tamtymi rzeziami, wychwalał teraz Pala – sędziego, który nie zgodził się z wyrokiem w procesie o inne zbrodnie przeciw ludzkości? Jakby to wyglądało, gdyby Modi i premier Japonii, Abe Shinzo, pokazali się razem w Yasukuni? Abe jest z jednej strony niebywale aktywny w polityce zagranicznej, ale jego ukłony w kierunku japońskiego nacjonalizmu część tej dyplomacji niweczą (i to właśnie dobrze widać z perspektywy Seulu). Abe zresztą odwiedził był świątynię Yasukuni, jak też spotkał się w 2007 r. w Indiach z sędziwym synem sędziego Pala. Abe, jak i wielu innych japońskich polityków, nie chce zbyt otwarcie kajać się za czyny jego kraju z czasów drugiej wojny światowej; Modi za rzezie w Gudźaracie nigdy nie przeprosił i jest tajemnicą Poliszynela, że on i inni hinduscy nacjonaliści nie darzą wyznawców islamu sympatią. Jednakże ani Abe ani Modi nie chcą przecież, żeby te niegdysiejsze wydarzenia zaważyły na ich politycznej karierze. Obydwaj muszą lawirować między duchami krwawej przeszłości, których nie chcą wskrzeszać a duchem nacjonalistycznej pychy, który domaga się, by go od czasu do czasu połechtać.

Co do samej ,,sprawiedliwości zwycięzców’’, to Radhabinod Pal w abstrakcyjnym sensie poruszył ważki filozoficzny i moralny problem. Czy sprawiedliwość można budować na przemocy? Wszak każde zwycięskie państwo może urządzić proces nad przegranymi i z pozycji absolutnej siły dowieść jakich zechce, choćby najbardziej wyimaginowanych zbrodni. Naziści też twierdzili, że wojnę sprowokowali Polacy i gdyby ostatecznie III Rzesza odniosła zwycięstwo, takiej wersji uczono by na ziemiach jej podległych. Ale można też to pytanie odwrócić. Czy sprawiedliwości można nie budować na przemocy? Państwo to struktura, która ma monopol na przemoc, bądź powinna do niego dążyć. Kiedy policjant łapie złodzieja, musi zazwyczaj użyć przymusu bądź przemocy. Czy w stosunkach międzypaństwowych jest inaczej? Czy można było doprowadzić do osądzenia niemieckich i japońskich zbrodniarzy wojennych inaczej, niż pokonując ich wcześniej w wojnie? Oczywiście, jest realnym problemem, że ludzie źli, uzyskując władzę w wyniku użycia przemocy, będą sądzić dobrych za zmyślone zbrodnie. Ale to nie znaczy, że ludzie dobrzy, uzyskując władzę w wyniku użycia przemocy, nie powinni mieć możliwości sądzenia ludzi złych za ich faktyczne zbrodnie?  Ponadto, mówienie o ,,dobrych” i ,,złych” jest oczywiście rażącym uproszczeniem (choć nie w wypadku np. nazistów). Co jeżeli strona, która według nas miała moralną rację, wygrała konflikt, ale jednak również dopuściła się w jego trakcie strasznych zbrodni? Czy ktoś utworzył trybunał do sądzenia Amerykanów za Hiroszimę i Nagasaki? Dlatego kwestia poruszona przez Pala była ważna w sensie teoretycznym, ale w tej konkretnej sytuacji było jasnym, że przynajmniej niektórzy z sądzonych byli odpowiedzialni za straszne zbrodnie.

Narendra Modi, wytrawny polityk i mistrz budowy wizerunku, nie odwiedził Yasukuni i nie ujrzał tablicy upamiętniającej Radhabinoda Pala, chociaż jego hotel znajdował się nieopodal świątyni. I lepiej będzie, jeśli ducha Pala nikt już nie będzie wskrzeszał.

Blog ,,O Korei, chociaż się na niej nie znam ‘’ ukazywać się będzie (prawie) w każdy piątek. Poprzedni wpis znajduje się tutaj:

http://www.polska-azja.pl/2014/09/05/o-korei-chociaz-sie-na-niej-nie-znam-kolejka-do-schodow/

Mój drugi blog to ,,Blog o Wymyślonym Kraju’’, który ukazywać się będzie (prawie) w każdy czwartek. Można znaleźć go tutaj:

http://wymyslonykraj.blog.pl/



[1] ,, Maybe Modi should have visited Yasukuni but not out of a desire to score a point against China.He would have paid tribute to those Japanese martyrs who also died for the freedom of India. He would have witnessed Japan’s tribute to the Indian judge who contested the principle of victors’ justice. ‘’

http://economictimes.indiatimes.com/articleshow/41926628.cms?utm_source=contentofinterest&utm_medium=text&utm_campaign=cppst

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O Korei, chociaż się na niej nie znam: O premierze, który unikał duchów Reviewed by on 12 września 2014 .

Niecałe dwa tygodnie temu premier Indii Narendra Modi odwiedził Japonię. Poza zwyczajową delegacją, towarzyszyły mu duchy przeszłości, a jeszcze więcej duchów oczekiwało go na miejscu. Modi znany jest ze swojej miłości do Japonii, którą odwiedził pierwszy raz na długo zanim został premierem kraju. Ponadto, Indie i Japonię łączą ożywione stosunki gospodarcze, geopolityczny rywal (Chiny) i

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź