BLOGOSFERA

O Korei, chociaż się na niej nie znam – MERS

W pociągu siedząca naprzeciwko mnie chińsko-koreańska dziewczynka ćwiczy pismo hangeul. Me-ry-sy… – sylabizuje, zapisując wybrane przez siebie słowo. Tak się składa, że przepisuje wyrazy z ulotki informującej o MERS. Docieramy do Seulu. Zaraz przy wyjściu z dworca wita mnie długa linia pasażerów czekających w kolejce do stolika ze środkami antyseptycznymi. Nikt ich do tego nie zmuszał, ale wielu przybyłych na tę stację w tym samym czasie co ja wolała poświęcić kilkanaście minut swojego czasu, by zastosować dodatkowe środki zabezpieczające przed zachorowaniem. W drzwiach autobusów i na bramkach metra umieszczono pojemniczki z mydłem. Na osiedlu od tygodni krążyły rozmaite rady, jak zabezpieczać się przed MERS: od brzmiących rozsądniej do cokolwiek nietrafionych (wcierać wazelinę w nos?). Tak było w Korei Południowej jeszcze miesiąc temu.

It’s a bit over – stwierdził mój amerykański sąsiad, który w Korei Południowej mieszka od lat. Trochę przesadzają. Tak czy nie? Gdy przypadków MERS zaczęło przybywać, w Republice Korei ton mediów zaczął robić się z lekka panikarski (do tego stopnia, że w pewnym momencie rząd zapowiedział walkę z dezinformacją o MERS w niektórych mediach). Setki szkół w całym kraju tymczasowo zamknięto, ale nie w wyniku odgórnego rozkazu. Decyzję za każdym razem podejmowała dana jednostka. Często zresztą szkoły zamykano bardzo daleko od miejsc, gdzie pojawiły się zachorowania na MERS, a inne placówki, czasem znacznie bliższe zagrożeniu, pozostały otwarte (zwłaszcza, że doszło do nich w bardzo konkretnych ośrodkach). Teraz Koreę Południową ogłoszono wolną od zagrożenia MERS i na całą sprawę można już spojrzeć na chłodno.

MERS, czyli Middle East Respiratory System, po raz pierwszy stwierdzono w Arabii Saudyjskiej w 2012 r. Wygląda na to, że w ostatnich miesiącach zaniosła go do Korei jedna osoba przybywająca z Bliskiego Wschodu (pierwsze zachorowanie w Korei zgłoszono 20 maja 2015 r.). Media straszyły potem, że Korea Południowa znalazła się na drugim miejscu pod względem liczby zachorowań na MERS po Arabii Saudyjskiej. To prawda, ale typowo medialna prawda: wyjęta z kontekstu straszy bardziej niż obudowana szerszymi danymi. W Arabii Saudyjskiej liczba zachorowań od 2012 r. wynosi ponad 1000. W Republice Korei w chwili pisania tych słów – 186 (i od kilku tygodni nie rośnie). Owszem, jest to drugie miejsce, ale jednak dość dalekie. Czy MERS jest groźny i czy może być śmiertelny? Z pewnością, ale jak dotąd – przynajmniej w Korei – spośród zarażonych umierały zazwyczaj osoby starsze i mające za sobą historię chorób, szczególnie układu oddechowego (bynajmniej nie bagatelizuję ich śmierci). Spójrzmy na bardziej całościowe dane: zachorowało 186 osób, spośród z nich zmarło 36.[1] Od pierwszego zachorowania kwarantannie poddano ponad 16 000 osób, ale obecnie nie pozostaje w niej nikt. Do zarażeń doszło ostatecznie w 90 miejscach, ale były to szpitale, gdzie trafiali zarażeni i kolejnymi zarażonymi stali się inni pacjenci, personel szpitala i rodziny zarażonych.

Źródło: flickr.com, Republic of Korea

Źródło: flickr.com, Republic of Korea

W pewnej chwili podobno niewystarczającą reakcję koreańskich służb skrytykowała nawet Światowa Organizacja Zdrowia, która do Korei przysłała specjalną delegację. Nie jestem epidemiologiem i nie potrafię ocenić reakcji odpowiednich służb. Jest jednak faktem, że akurat w tych samych dniach, w których organizacja wygłosiła swoją opinię, dodając, że sprawa MERS jest ,,złożona’’ i ,,trudna’’ i powstrzymanie wirusa nie będzie łatwe, liczba zarażeń zaczęła radykalnie spadać. I choć nie mam fachowej wiedzy, mam przecież ogólną wiedzę statystyczną. W Korei Południowej mieszka ponad 50 milionów ludzi. W Seulu – a to tu i w okolicach doszło do pierwszych zarażeń – ponad 10 milionów ludzi. W kraju i metropolii tych rozmiarów zarażenie niespełna 200 osób i śmierć 36 w przeciągu 5 tygodni to bez wątpienia nie potężna epidemia. Być może pewne rzeczy można było zrobić lepiej i być może można było uratować więcej żyć. Ale biorąc pod uwagę liczbę i zagęszczenie ludności, cała sprawa mogła też skończyć się dużo gorzej.

Czy to było faktycznie a bit over? Czy Koreańczycy przesadzili z reakcją na MERS? Już poza aspektem epidemiologicznymi niektórzy stwierdzili, że to kwestia psychologiczna, że Koreańczycy mają w takich sytuacjach skłonność do przesadzania. Tak jak z tymi koszami na śmieci, które swego czasu likwidowano podobno w obawie przed zamachami bombowymi. Nie mogę się podjąć podsumowania psychiki koreańskiej jako takiej. Myślę, że należy jednak wskazać na inny aspekt. Korea Południowa jest jak oblężona z jednej strony wyspa: choć połączona z kontynentem, za jedynego sąsiada ma jedno z najbardziej niebezpiecznych i nieobliczalnych państw świata. Żyjąc w Seulu, na co dzień zazwyczaj się tego nie odczuwa (jeśli nie ma jakiejś niezwykłej eskalacji i zwłaszcza jeśli nie śledzi się ciągle mediów). Ma to jednak przecież oczywisty wpływ na sposób organizacji państwa i w efekcie na pewne mechanizmy, reakcje ludzi. Jeden przykład: już mój dwuletni synek ma w koreańskim żłobku raz na jakiś czas szkolenia z używania gaśnic. Wątpię, by w razie czego dwulatek i tak był w stanie odbezpieczyć gaśnicę i sprawnie jej użyć. Może zatem to jest lekka przesada, ale może chodzi nie tylko o pewną umiejętność, co budowę pewnej mentalności, pewnego stanu umysłu, który musi być gotowy na wielkie zagrożenie. Tak małe dziecko może i tak jeszcze gaśnicy nie użyje, ale przynajmniej lepiej zrozumie sytuację, gdy wybuchnie pożar (choć czy nie lepiej w takim razie uczyć go ewakuacji?). Zapewne takie ciągłe podsycanie tej mentalności może prowadzić do panikarstwa, ale może pomaga też wykształcić pewne odruchy? Wydaje mi się, że w razie prawdziwego zagrożenia Koreańczycy byliby w stanie sprawniej i bezpiecznej niż niejedna nacja przeprowadzić operację taką jak masowa ewakuacja – chociaż w zasadzie wolałbym tego nie weryfikować. Być może zatem reakcja na MERS, jakkolwiek by jej nie podsumować, była na dobre i na złe odruchem zrozumiałym w społeczeństwie znajdującym się w takiej sytuacji i tak wychowanym.

I wreszcie ostatnia, ,,pozytywna’’ informacja. Ów wspomniany wyżej szalony sąsiad też zareagował na informacje o MERS w typowy dla siebie sposób. Korea Północna najpierw zażądała od Korei Południowej specjalnych maszyn prześwietlających ludzi (!) w celu wykrywania MERS u osób przybywających z Korei Południowej do wspólnego ośrodka przemysłowego w Kaesongu (każda okazja jest dobra dla połączenia szantażu z żebractwem). Potem jednak Umiłowany Przywódca ogłosił, że Korea Północna już znalazła lek na MERS i przy okazji kilka innych najgroźniejszych współczesnych wirusów. Po co zatem się martwić, skoro komunizm i dżucze wybawią nas od wszelkich niebezpieczeństw?

Krzysztof Iwanek

Poprzedni wpis znajduje się tutaj:

http://www.polska-azja.pl/2015/02/05/kiss-me-czyli-zrob-mi-zdjecie-o-korei-chociaz-sie-na-niej-nie-znam/

Mój drugi blog to ,,Blog o Wymyślonym Kraju’’.

http://wymyslonykraj.blog.pl/

[1] http://www.koreatimes.co.kr/www/news/nation/2015/07/116_183666.html

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O Korei, chociaż się na niej nie znam – MERS Reviewed by on 30 lipca 2015 .

W pociągu siedząca naprzeciwko mnie chińsko-koreańska dziewczynka ćwiczy pismo hangeul. Me-ry-sy… – sylabizuje, zapisując wybrane przez siebie słowo. Tak się składa, że przepisuje wyrazy z ulotki informującej o MERS. Docieramy do Seulu. Zaraz przy wyjściu z dworca wita mnie długa linia pasażerów czekających w kolejce do stolika ze środkami antyseptycznymi. Nikt ich do tego nie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź