Artykuły,Publicystyka

Nicolas Levi: Dylematy Kim Dzong Ila

kimwatermelonZaraz po wyborze południowokoreańskiego Pyeongchang na gospodarza XXIII Zimowych Igrzysk, Jang Ung, przedstawiciel sportowych władz KRLD i członek MKOL-u, cytowany m.in. przez agencję Yonhap, oświadczył, że z „nadzieją” patrzy na ewentualną wspólną organizację zimowej olimpiady przez obie Koree. Chwilę potem całą sprawę zdementował Jaques Rogge. Całe zamieszanie odwraca jedynie uwagę od faktu, iż gospodarka Koreańskiej Republiki Ludowo Demokratycznej cienko przędzie i jest bliska bankructwa, szukając dla siebie ratunku poprzez wyraźne zbliżenie północnokoreańsko-chińskie. Czy będzie to próba skuteczna?

W maju tego roku Kim Dzong Il odbył swoją trzecią wizytę w Chinach, gdzie miał okazję odwiedzić chińskie specjalne strefy ekonomiczne (SSE). To nie pierwszy raz kiedy północnokoreański przywódca przygląda się miejscom od których w Chinach zaczynano wprowadzanie społecznej gospodarki wolnorynkowej, lub socjalizmu/kapitalizmu z chińską specyfiką. W 2006 roku w czasie swojej 9-dniowej tajnej podróży do Państwa Środka, odwiedził Shenzhen – pierwszą tego typu strefę, która w ostatnich trzydziestu latach z rybackiej wioski zamieniła się w globalną metropolię z własną giełdą papierów wartościowych.

Po majowej wizycie wodza Korea Północna i Chiny otworzyły wspólnie kolejną specjalną strefę ekonomiczną. Kim Dzong Il jednak nie pojawił się na jej inauguracji. Czyżby była to forma zamanifestowania niezależności i tym samym dowód na rosnącą zależność Korei Północnej od potężnego sąsiada?

Nowa strefa ekonomiczna Hwanggumphyong ma rozwijać współpracę gospodarczą, między obydwoma krajami, jednakże jej powstanie nie oznacza, że Chińczycy od razu rzucą się tam z inwestycjami.

Przez bardzo długi czas wartość inwestycji zagranicznych w KRLD wynosiła zaledwie 1,5 mln dolarów. Dopiero w 1999 r. ich łączna wartość przekroczyła 120 mln dolarów. Problem KRLD polega na tym, iż żadna specjalna strefa ekonomiczna nie rozwija się. W Rajin-Sonbong Chińczycy zainwestowali w kupno ziemi, ale dopiero w zeszłym roku, mimo że strefa ta powstała… w 1991 roku.

W Sinuiju, też wieje nudą, chociaż swego czasu sporo ożywienia wprowadził jej pierwszy szef Yang Bin, Chińczyk z paszportem holenderskim, aresztowany w 2002 roku za oszustwo podatkowe.

Nowo powstałe specjalne strefy ekonomiczne, nie stały się, jak zakładano, głównymi źródłami zasilającymi centralny budżet Korei Północnej. Podobno kierownictwo północnokoreańskie (a szczególnie starsza generacja) robi wszystko, aby zablokować ich rozwój. Być może dlatego, że strefy są głównie pod kontrolą rodziny Kim Dzong Ila. Po wyeliminowaniu z biznesu chińskiego Szwajcara, strefą w Sinuiju kieruje szwagier Kim Dzong Ila, Czang Song Thaek. Jak się okazuje, pokieruje on także nowo powstającą strefą Hwanggumphyong. Także stryjek Kim Jong Ju sprawdzał się w biznesie, nadzorując początki strefy Rajin-Sonbong. Nie jest tajemnicą że numer jeden w rodzinie, czyli Kim Dzong Il, przez dłuższy czas nie pałał sympatią do szwagra i stryjka. Stąd nasuwa się pytanie: Czy na pewno zależy mu na sukcesie specjalnych stref gospodarczych?

Już w latach 80-tych północnokoreańscy ekonomiści z tzw. szkoły praskiej nie widzieli dla Korei Północnej innego rozwiązania, jak utworzenie specjalnych stref. Jeden z nich, Kang Song San od 1984 roku regularnie jeździł do Chin i obserwował, jak ten eksperyment wychodzi za Wielkim Murem, w podobnym otoczeniu kulturowym. Kim Dzong Il wydawał się tym jednak średnio zainteresowany. Mimo iż cenił Kanga, po raz pierwszy odwiedził jedną z tych stref dopiero w 2001 roku. Wiedział, że eksperymenty z wolnym rynkiem stanowią zagrożenie dla monolitycznego reżimu północnokoreańskiego. Niektórzy analitycy wiążą sceptycyzm Kim Dżong Ila z tajemniczą śmiercią Kang Song Sana w 2009 roku…. Jednak zainteresowanie Kanga chińskim eksperymentem nie okazało się całkowicie bezowocne. W 1988 roku powierzono mu zadanie przygotowania planów dla strefy Rajin-Sonbong (powstała w 1991 r). Kang był też autorem ustawy o możliwości tworzenia spółek w SSE ze stuprocentowym kapitałem zagranicznym. W warunkach północnokoreańskich to była prawdziwa rewolucja!

Jako mieszkańcy szczęśliwego kraju, w którym optymizm jest normą, spójrzmy na KRLD przez różowe okulary: Jaki jest najbardziej prawdopodobny scenariusz rozwoju gospodarki Korei Północnej? Na pewno ustanawianie stref ekonomicznych można widzieć jako część takiego optymistycznego scenariusza. Przedstawiciele nowych elit północnokoreańskich (Ri Ryong Nam, Ro Tu Czol i Mun Kyong Dok), to młodzi, energiczni 50-latkowie, którzy często jeżdżą do Chin, niekoniecznie w towarzystwie najważniejszego przywódcy. Są skłonni do reform, zdając sobie jednak sprawę, iż otwierają tym samym puszkę Pandory i mogą doprowadzić do upadku państwa. Gdyby to oni przejęli władzę w Pyongyangu, KRLD poszłaby prawdopodobnie drogą Chin sprzed 30 lat. Ale wariant ten będzie dla Korei Północnej trudny do zastosowania, gdyż w Chinach kapitału dostarczyła chińska diaspora, która na potęgę inwestowała w macierzy, ośmielając innych zagranicznych inwestorów i stając się tym samym kołem zamachowym chińskich reform. Korea Północna tak wpływowej i bogatej diaspory nie posiada. Wyjątkiem są wychowani w Japonii Koreańczycy ze stowarzyszenia Chongryon, które sympatyzuję z Pyongyangiem (najsławniejszym jej przedstawicielem jest piłkarz Jong De Se, który na mundialu przed meczem z Brazylią popłakał się w czasie odgrywania hymnu północnokoreańskiego), ale oni nie dysponują kapitałem, który mógłby z KRLD uczynić wschodzącą gwiazdę światowej gospodarki. Inny problem to zadłużenie. Chiny w 1976 r., czyli w roku śmierci Mao Zedonga, były pariasem, ale nie dłużnikiem. Za to dług północnokoreański obecnie szacowany jest na około 11 mld dolarów i Korea Północna nie spłaca go, żądając jego anulowania i licząc, że wszystko zakończy się takim samym happy endem jak w przypadku postgierkowskiej Polski, której zaciągnięte miliardowe długi ostatecznie darowano.

Przyszłość KRLD i możliwe scenariusze nie są klarowne i oczywiste. Wydaje się, że istniejący dług zagraniczny oraz ryzyko dla systemu politycznego, jakim z pewnością byłyby zagraniczne inwestycje uniemożliwiają Korei Północnej taki model reform. Kolejną przeszkodą jest brak infrastruktury. Jedyny atut to tania i niezwykle pracowita, jak wszędzie w Azji, siła robocza, ale tylko na tym zajechać daleko się nie da. Być może zamiast wariantu chińskiego, zastosowany zostanie wariant kubański, gdzie postawiono na turystykę i rozpoczęto reformy gospodarcze, zachowując dyktaturę polityczną. Ale to wszystko spekulacje.

Pewne jest natomiast, że kulejąca gospodarka jest dla Kim Dzong Ila prawdziwym problemem. Rok 2012 miał być zapowiedzią wspaniałej koniunktury dla Korei Północnej i sukcesem w każdej dziedzinie. Już wiemy, że nie sprawdziło się to w budownictwie. Administracja stołecznego Pjongjangu planowała wybudowanie 100 tysięcy mieszkań, ale podjęto decyzję o zmniejszeniu tej liczby. Źródła pjongjańskie twierdzą, że mieszkania, które zostały już oddane do użytku często w ogóle nie nadają się do zamieszkania. W 2011 r. północnokoreański gabinet ministerialny zaadaptował 10-letni plan strategiczno-gospodarczy ds. rozwoju gospodarczego i oświadczył że sukces gospodarczy zostanie osiągnięty w 2020 r. Wydaje się to mimo wszystko mało prawdopodobne. Nie widać bowiem żadnego impulsu, który miałby do tego doprowadzić.

Mimo wielkich problemów gospodarczych, na szczycie północnokoreańskiej hierarchii politycznej i w społeczeństwie północnokoreańskim nie widać oznak niepokoju. Każda demonstracja jest od razu neutralizowana przez siły wojskowe. Jednak i tu idą zmiany. W czerwcu 2011 r. okazało się że Korea Północna potrzebuję specjalnej grupy policyjnej do tłumienia zamieszek na ulicach. Nową formację uzbrojono w chiński sprzęt, między innymi gaz łzawiący, hełmy i tarcze, a policjantów przeszkolono tak, by nie dopuszczali do zamieszek.

Problemy Kim Dzong Ila mają źródło nie tylko w gospodarce, ale także w ideologii północnokoreańskiej. Uczynienie z Kim Ir Sena bóstwa w celu legitymizacji władzy Kim Dzong Ila, stworzyło problem dla jego następcy, który nie będzie miał jego autorytetu i nie będzie mógł się z nim równać. W dodatku bez względu na to, kim by ten następca był, mało kto w Pyongyangu będzie mu ufał. Dlatego więc, według Kim Jong Nama – syna Kim Dzong Ila, ojciec mimo iż jest niechętny dziedzicznemu przekazywaniu władzy, wyznaczył swojego młodszego syna, Kim Dzong Un’a, na swojego następcę, by zapewnić stabilność rządów.

Jakie są metody i sposoby na to, żeby doprowadzić do upadku systemu północnokoreańskiego? Hwang Jang Yop, były sekretarz ds. ideologicznych w PPK twierdził, że zamiast atakować Kim Dzong Ila, lepiej informować obywateli Korei Północnej, o świecie zewnętrznym, w tym zachwalając dobrodziejstwa demokracji liberalnej. Zgadza się z nim rosyjski analityk Andrei Lankov.

Istotną rolę w tym procesie mogą odegrać uciekinierzy, którzy w Korei Południowej próbują tworzyć opozycję demokratyczną dążącą do obalenia dyktatury Kimów. Wielu uważa, iż w przyszłości mogą przejąć władze i stworzyć nowe elity polityczne KRLD. Alternatywną elitą, która może mieć wpływ na budowę nowej Korei Północnej, mogą być tak zwani „bezpartyjni fachowcy” lekarze, technicy, dyrektorzy i uczeni, którzy z niej uciekli, oraz 1800 osób, które dostały w Korei Południowej dodatkowe wykształcenie i które będą potrafiły wykorzystać nabytą wiedzę, jeśli dojdą do władzy w Korei Północnej.

Ostateczna konkluzja musi być jednak mało pocieszająca. Korea Północna nie posiada ani złóż ropy naftowej, ani gazu łupkowego. Dlatego jest wielce prawdopodobne, że kolejna generacja będzie musiała w tym odgrodzonym od świata kraju głodować i nie jest wcale pewne, czy w ogóle otrzyma szansę wydobycia się z tej kiepskiej sytuacji swoją ciężką pracą, jak było to w innych krajach azjatyckich.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Nicolas Levi: Dylematy Kim Dzong Ila Reviewed by on 4 sierpnia 2011 .

Zaraz po wyborze południowokoreańskiego Pyeongchang na gospodarza XXIII Zimowych Igrzysk, Jang Ung, przedstawiciel sportowych władz KRLD i członek MKOL-u, cytowany m.in. przez agencję Yonhap, oświadczył, że z „nadzieją” patrzy na ewentualną wspólną organizację zimowej olimpiady przez obie Koree. Chwilę potem całą sprawę zdementował Jaques Rogge. Całe zamieszanie odwraca jedynie uwagę od faktu, iż gospodarka Koreańskiej

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź