BLOGOSFERA,Indie news

Madraski Niecodziennik: W rocznicę zamachów w Mumbaju

DSCN3858– Nikt nie sądził wtedy, że to potrwa tak długo – wspominał na spotkaniu ze studentami warszawskiej indologii dziennikarz Krzysztof Renik, wieloletni korespondent Polskiego Radia z Azji Południowej, zapytany o zamach terrorystyczny, który wstrząsnął nie tylko Indiami. 

Pierwsze doniesienia wydawały się nieprawdopodobne. Jak zawsze tak tragicznym wyobrażeniom towarzyszy chaos informacyjny i niedowierzanie. Czy to się dzieje naprawdę? A jeśli tak, to na pewno szybko sytuacja zostanie opanowana.

26-29. 11. 2008.

Byłam wtedy na drugim roku studiów. Na zajęciach  tłumaczyliśmy fragmenty tekstu z sanskrytu. Śledziliśmy właśnie bratobójczą walkę opisaną w starożytnym eposie Mahabharata.

A w telewizyjnych wiadomościach sceny z Indii współczesnych, z innej walki.  Popularne, zawsze tłumnie oblegane miejsca w tej metropolii zostały zaatakowane przez terrorystów. Mumbaj krwawił. Nad hotelem Taj Mahal Palace unosił się dym.

Za atakiem stało ugrupowanie terrorystyczne Lashkar-e-Tayyiba. Niewielka grupa zamachowców zaatakowała między innymi na dworcu Victoria Terminus, Nariman Point, w hotelach Taj Mahal Palace i Oberoi, w kawiarni Leopold’s.

To swoiste, punktowe oblężenie trwało do soboty, 29.11.2008.  Z rąk  terrorystów zginęło ponad 160 osób. Z napastników tylko jeden pozostał przy życiu. Mój rówieśnik, Ajmal Kasab. W ubiegłym roku ten młody pakistański chłopak został stracony.

Dziś. Okiem gościa.

Minęło pięć lat od dramatycznych wydarzeń. Życie toczy się dalej. Turyści, jak dawniej, zalewają Mumbaj. I w tym tłumie byłam także ja, skora zobaczyć fascynujące miasto. Choć wiedziałam, że będzie to dziwne uczucie, gdy mój szlak turysty pokryje się z miejscami ataków.

DSCN3937

Piwo u Leopolda

W 2011 roku po raz pierwszy zobaczyłam Mumbaj na własne oczy. Z grupą przyjaciół zakwaterowaliśmy się na bardzo lubianej przez zagranicznych podróżnych Colabie. Niedrogi, gościnny hostel Red Shield mieści się tuż obok Taj Mahal Palace. Jeden z najsłynniejszych hoteli świata, był znany na długo przed tym, jak terroryści otworzyli w nim ogień. Wielki gmach, wraz z towarzyszącą mu wieżą stoi niedaleko Bramy Indii, niemal obmywanej falami Morza Arabskiego.

Tłumy turystów gromadzą się tu nieustannie, słychać kliknięcia aparatów fotograficznych. Z przystani odpływają stateczki ku wyspie Elefanta. I my wybraliśmy się na wycieczkę. A po powrocie na spacer Colaba Causway. Tam, od końca XIX wieku (!)  mieści się Leopold Cafe. Nieustannie wypełniony po brzegi, rozbrzmiewający pogaduszkami  upojonych piwem białych przybyszy zza mórz. Każdy przewodnik poleca to miejsce, tak było przed 2008 rokiem, tak jest i dziś. Coś się jednak zmieniło. Przy wejściu kręci się uzbrojona ochrona. Zagląda nam w oczy i do toreb. Kolega nerwowo reaguje, gdy rosły mężczyzna podejrzliwie sprawdza jego pokrowiec na statyw. Kontrola przypomina nam, że  w tym gwarnym wnętrzu także rozegrał się dramat. Rezygnujemy z wejścia  do Leopold Cafe.

Przechodzimy nieco dalej. W Mondegar’s również jest pełno, radośnie, w rogu stoi szafa grająca, wystrój i menu zostały dostosowane do gustów i smaków zagranicznych gości. Rozsiadamy się przy zimnym piwie Kingfisher, zamawiamy kanapki (pierwszy raz od przyjazdu do Indii będziemy mieli w ustach coś bez masali). Ale jakoś nam nie do śmiechu. Zaczyna nam przeszkadzać brak ochroniarzy. Nikt nas nie sprawdził. I nikt nie sprawdza innych ludzi, którzy wchodzą i wychodzą, kłębią się przy barze, przy drzwiach.

Przy kolejnej wizycie w Mumbaju weszłam do Leopold Cafe. Obejrzana czujnie przez kobietę – ochroniarza wspięłam się na piętro i usiadłam w ciemnym wnętrzu, które miało wyglądać zachodnio. Czekając na zamówienie zawiesiłam wzrok na ścianie. A na niej dziura. Po kuli.

– To po ataku, Madame. Tak, to straszne, Madame – kelner spiesznie odpowiada na nie zadane pytanie.

Czuję się nieswojo, a zarazem myślę, że to dobrze, że zostawiono ten ślad.

Victoria Terminus

Ogromny dworzec kolejowy, dawniej zwany Victoria Terminus, dziś na mapie figuruje jako  Chhatrapati Shivaji Terminus. Zaszczytne miejsce brytyjskiej królowej zajął lokalny władca Maharasztry. (To nierzadka sytuacja: nazwę Prince of Wales Museum zmieniono na Chhatrapati Shivaji Maharaj Vastu Sangrahalaya).

DSCN3793

Monumentalny gmach, wybudowany w stylu indo-saraceńskim hipnotyzuje. Nie sposób minąć go i choć przez chwilę się nań nie zagapić. To tu wielu podróżnych rozpoczyna swoją mumbajską przygodę. To na tym dworcu i ja wysiadłam, po przesiadce z Chennai Express, w którym spędziłam przeszło dobę. Następnego dnia, już bez bagażu, wróciłam zwiedzić budynek. Okazało się bowiem, że po dłuższej przerwie motywowanej troską o bezpieczeństwo wiele sal otwarto dla zwiedzających. Niesamowita wycieczka, przewodnik – pasjonat, który nie przyjął pieniędzy.

Nie opowiadał o zamachu. Opowiadał o historii. O architekturze.

Czas leczy rany. Także miasta. Życie toczy się dalej, toczy się szybko i na szczęście nie mamy czasu pamiętać.

* Polityczne tło i konsekwencje zamachów przedstawia Krzysztof Iwanek. Patrz:
A. Burakowski, K. Iwanek: Indie. Od kolonii do mocarstwa. 1857 – 2013, Wydawnictwo PWN

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Madraski Niecodziennik: W rocznicę zamachów w Mumbaju Reviewed by on 26 listopada 2013 .

– Nikt nie sądził wtedy, że to potrwa tak długo – wspominał na spotkaniu ze studentami warszawskiej indologii dziennikarz Krzysztof Renik, wieloletni korespondent Polskiego Radia z Azji Południowej, zapytany o zamach terrorystyczny, który wstrząsnął nie tylko Indiami.  Pierwsze doniesienia wydawały się nieprawdopodobne. Jak zawsze tak tragicznym wyobrażeniom towarzyszy chaos informacyjny i niedowierzanie. Czy to się

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź