BLOGOSFERA,Indie news

Madraski niecodziennik: (Nie)wiele hałasu o hałas

Sekundkę, tylko ściszę wiatrak!…

– … dobrze, już. To co mówiłeś?

„Ściszanie wiatraka” to jedna z wielu fraz, których się tu, w Ćennaju, uczymy. Razem z innym stypendystą, który też przyjechał do stolicy Tamilnadu, rozwijamy mały prywatny zbiór wyrażeń adekwatnych do nowych dla nas sytuacji. Innym jest żartobliwe „umyć rękę”, zamiast „umyć ręce” po posiłku, bo przecież jadło się  tylko prawą. Kolejną  frazą, która często pojawiają się  w naszych ustach to: „O, patrz, Francuz. Ciekawe z jakiego jest kraju?”. Jest to owoc konfrontacji z tubylcami, którzy automatycznie utożsamiają białą skórę z ojczyzną Balzaka. Ich skojarzenie wynika z tego, że faktycznie Tamilnadu odwiedza wielu Francuzów. W końcu i my przejęliśmy traktowanie słowa „Francuz” jako synonimu „białego”.

Wracając do rzeczonego ściszania: w tym klimacie wirujący nad głową wiatrak to przynoszący ulgę  powszechny element wystroju wnętrz. Śmigła (z reguły bardzo brudne) rozcinają wilgotne i gęste powietrze między innymi w gabinetach wykładowców, w hotelowych pokojach, w najmniejszych nawet knajpinach, a także w kościołach i w pociągach. Z tym związany jest wszechobecny, utrudniający normalne konwersowanie, szum, a więc rodzaj hałasu – i to właśnie on jest właściwym tematem tego wpisu.

Niedawno rozmawiałam przez telefon z koleżanką, również przebywającą w Tamilnadu. Byłam w jakiejś jadłodajni i zupełnie nie słyszałam  co M. do mnie mówi. Przerwałam rozmowę: „Przepraszam, zupełnie Cię nie słyszę, oddzwonię do Ciebie, jak będę gdzieś, gdzie będzie trochę ciszej”. M. tak się zdziwiła, że aż podniosła głos do słyszalnej dla mnie wysokości: „To znaczy gdzie? W Polsce?!” Jej zdziwienie było zupełnie zrozumiałe. W indyjskich miastach jest nieustannie i wszędzie niezwykle głośno. A szum wiatraków to tylko jedna warstwa tego przykrego zjawiska.

Hałas to problem nie tylko Indii. Borykają się z nim mieszkańcy różnych części świata. Temat jest podnoszony choćby w Wielkiej Brytanii, między innymi w kontekście osiedli mieszkaniowych położonych w pobliżu lotnisk.  (Można podać bliższy nam przykład: polskie media relacjonowały sprawę mieszkańców Strykowa, którzy domagali się odszkodowań w związku z niedogodnościami, w tym hałasem, jakich doświadczyli przez budowę odcinka autostrady A-2.)

W miastach Indii (i niektórych innych krajów Azji) hałas potrafi być wyjątkowo dotkliwy. Przy tak gęstym zaludnieniu, właściwie przeludnieniu, jego wysoki poziom nie dziwi. Źródłem jest ruch miejski, wszelkie maszyny, głośniki używane przy publicznych wydarzeniach oraz jakże popularne tutaj petardy.

Każdy uczestnik niezwykle intensywnego ruchu ulicznego, czy to kierowca autobusu, czy samochodu, rikszy, motocykla, bardziej niż chętnie używa klaksonu. Nikt nie trzyma się sztywnych zasad, nie zwraca zbyt dużej uwagi na pasy. Jeśli pojawia się szczelina w mrowiu pojazdów, natychmiast zostaje wypełniona. Swoją obecność na drodze, chęć skrętu czy zmiany pasa –  wszystko sygnalizuje się klaksonem. W tym chaosie kierowcy muszą mieć nie tylko oczy, lecz także uszy  dookoła głowy. (W sieci nietrudno znaleźć klipy, które ilustrują ruch na indyjskich ulicach oraz rejestrują panujący na nich hałas.)

Źródłem hałasu są także hinduistyczne świątynie oraz meczety. Niektóre z tych przybytków dysponują głośnikami o doprawdy potężnej mocy (by zagłuszyć wspomniany uliczny zgiełk pierwszego planu). Nabożne pieśni na cześć bóstw, tudzież kierowane przez muezzina wezwania do modlitwy, wydają się wprawiać w wibracje szyby w najbliższej okolicy. Towarzyszące pewnym świętom procesje (a widuję – i słyszę – ich niemało) odbywają się przy udziale orkiestr, hulanek, i swawoli z petardami.

Hałas jest stałym i nieuniknionym elementem miejskiej codzienności, nawet tam, gdzie szuka się ulgi od niego. Jakiś czas temu poszliśmy z innymi studentami do jednej z kawiarni sieci Cafe Coffee Day. Kawiarnie te są urządzone w zupełnie zachodnim stylu, podobnie menu – i napoje i ceny podobne do popularnego w Polsce Coffee Heaven. Zachodnia jest również muzyka – słychać tam hity popularne i w Europie. Tylko że siedząc w niedużej kawiarnianej salce jest się pomiędzy dwoma źródłami dwóch różnych ścieżek dźwiękowych – z telewizora wiszącego na jednej ścianie leci podkład teledysków, a z głośników na drugiej – zupełnie co innego. I to i to głośno.

.

O tym, że hałas ma negatywny wpływ na zdrowie i samopoczucie człowieka, nikogo nie trzeba przekonywać: powoduje między innymi zaburzenia snu i koncentracji, bóle głowy, stres i osłabienie słuchu. Na sprawę zwracają uwagę politycy i aktywiści, poszukujący skutecznych rozwiązań prawnych. Problem określany jest po angielsku jako „noise pollution”. Wrzucono zatem hałas do jednej szufladki z innymi zanieczyszczeniami środowiska.

Indie zdefiniowały hałas pochodzenia cywilizacyjnego jako jedno z zanieczyszczeń już w latach osiemdziesiątych – w Environment Protection Act z 1986r.  Na mocy tego prawa indyjski rząd centralny ma ustalać mierzone w decybelach limity hałasu dla poszczególnych obszarów. Inne progi obowiązuja dla terenów industrialnych, inne dla mieszkalnych. Administracji stanowej przyznano kompetencje kontroli dźwięku emitowanego przez pojazdy na mocy Motor Vehicle Act z 1998r.  Do sprawy powrócono w 2000 roku, wraz z Noise Regulation Rules (NRR), które postulują między innymi ustalenie stref ciszy wokół szkół i szpitali oraz wprowadza zalecenia odnośnie maksymalnego dopuszczalnego hałasu emitowanego przez maszyny i pojazdy. Określa sie tam w decybelach limity dla dźwięków emitowanych w strefie publicznej i w domach a także poświęca uwagę ciszy nocnej (np. po 22 nie wolno odpalać petard). NRR zaleca, by władze poszczególnych stanów wyznaczyły konkretny urząd dla osoby, do której będzie należała kontrola przestrzegania tych zaleceń. Co więcej proponuje się ustanowienie ogólnokrajowej sieci monitorowania hałasu i postuluje osiągnięcie większej efektywności w walce z nim. Przyznane władzom kompetencje nie zawsze znajdują zastosowanie w praktyce. Teoretycznie umożliwiają one ukaranie naruszających przepisy organizatorów wydarzeń tudzież obchodów świąt. Tymczasem, jak zauważył jeden z piszących o zjawisku dziennikarzy, władze uważają taką ingerencję za politycznie niepoprawną i nie robią nic.

Według danych zgromadzonych dziesięć lat temu przez pracowników Państwowego Instytutu Badawczego Inżynierii Środowiskowej w Nagpurze (National Environmental

Engineering Research Institute), poziom hałasu w głównych indyjskich miastach znacznie przekracza normy dopuszczalne przez indyjską Centralną Radę Kontroli Zanieczyszczeń (Central Pollution Control Board). Przeciętny poziom hałasu w Delhi wynosił wtedy 80 dB, tymczasem według zaleceń nie powinien on przekraczać 55 dB.

Podczas zeszłomiesięcznych obchodów Diwali (tzw. Święto Świateł) media zwracały uwagę na problem odpalanych bez przerwy fajerwerków i petard. Doświadczyłam tego na własnej skórze (czy może na … własnych uszach?). My odpalamy fajerwerki podczas Sylwestra od północy i jeszcze przez jakiś czas później (póki starczy zapasów). W Indiach instensywna celebracja wystrzałami rozpoczyna się jeszcze przed Diwali, a podczas samego święta trwa nieustannie w dzień i w nocy. Jak mówią cytowani przez One India eksperci: „w ciągu ostatnich paru lat zanieczyszczenie hałasem podczas obchodów Diwali wzrosło astronomicznie, do poziomu wystarczającego, by pozbawić słuchu osobę z każdej grupy wiekowej”. Według karnatackiej Stanowej Rady Kontroli Zanieczyszczeń (Karnataka State Pollution Control Board), podczas zeszłorocznego Diwali poziom hałasu wzrósł w tym stanie z codziennego pułapu 59,3 dB do 75.8dB. Delhijska Rada Kontroli Zanieczyszczeń zogranizowała wyrywkowe kontrole stoisk z petardami by  uniemożliwić sprzedaż tych, które kreują hałas przekraczający 125db w odległości ponad 4 metrów od miejsca odpalenia.  O dziwo wymienia się Mumbaj, jako metropolię, która dzięki staraniom organizacji pozarządowych w ostatnich dwóch latach mogła się cieszyć względnie spokojnym Diwali. Administracja stanu Maharasztra dokłada starań do zwiększenia świadomości negatywnych efektów hałasu. Sam premier stanu, Prithviraj Chavan, zaapelował o unikanie petard. Ograniczenie zjawiska od święta niekoniecznie wiąże się z sukcesem w tej materii na co dzień. Mumbaj uchodzi za jedno z najgłośniejszych miast nie tylko na subkontynencie, lecz także na świecie i także temu czynnikowi zawdzięcza miano „miasta, które nigdy nie śpi”. Według prasowych doniesień przeciętny poziom hałasu w 2011-2012 roku wynosił w Mumbaju około 63dB podczas dnia, gdy norma wynosi, według różnych źródeł 50-55 dB, a wyznaczone odgórnie strefy ciszy są ignorowane i można zaznać w nich wszystkiego, tylko nie ulgi od dźwięku.

Tekst pierwotnie opublikowany na blogu autorki: www.rakszasica.blogspot.com

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Madraski niecodziennik: (Nie)wiele hałasu o hałas Reviewed by on 21 grudnia 2012 .

Sekundkę, tylko ściszę wiatrak!… – … dobrze, już. To co mówiłeś? „Ściszanie wiatraka” to jedna z wielu fraz, których się tu, w Ćennaju, uczymy. Razem z innym stypendystą, który też przyjechał do stolicy Tamilnadu, rozwijamy mały prywatny zbiór wyrażeń adekwatnych do nowych dla nas sytuacji. Innym jest żartobliwe „umyć rękę”, zamiast „umyć ręce” po posiłku, bo przecież

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar