Birma news,Komentarz eksperta

M. Lubina: Praski dylemat Aung San Suu Kyi

Michał LubinaW zbliżającym się tournee Aung San Suu Kyi po Europie Środkowo-Wschodniej największą uwagę już dziś przykuwa część czeska, a konkretnie udział Noblistki w praskim Forum Praw Człowieka. Wszystko z powodu implikacji politycznych tego spotkania, a konkretnie wątku chińsko-tybetańskiego, czyli ewentualnego spotkania ASSK z Dalajlamą. Dylemat przed jakim stoi Suu Kyi jest jednakże szerszy – i przez to ciekawy. Wpisuje się bowiem w proces przemiany Suu Kyi z „ikony wolnego świata” w skutecznego polityka. Proces trudny, najeżony minami i o niepewnym rezultacie. Przez to właśnie fascynujący.

Dominacja Pragi w tournee ASSK nie powinna dziwić. Czechy mają dla Suu Kyi szczególne znaczenie z uwagi na postać Vaclava Havla, który od początku wspierał w jej walce o demokratyzację Birmy (wątek Havla i Czech sam w sobie wart jest osobnego potraktowania). Teraz Suu Kyi przyjeżdża do Pragi by ponownie rozkoszować się uczuciem moralnej i politycznej satysfakcji. Tak jak odbierała hołdy za swoją postawę w Londynie i Waszyngtonie, tak teraz byłoby ponownie w Pradze. Spotkanie w ramach Forum byłoby więc kolejnym miłym dla oczu i uszu teatrem politycznym. Znani i uznani spotkaliby się by przekonać przekonanych o uniwersalności demokracji i praw człowieka. Padłoby wiele podniosłych słów, przyjęto jakąś deklarację, zaapelowano o pokój na świecie, poklepano by się po ramionach i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku rozjechano by się do domu. Tak prawdopodobnie byłoby właśnie, gdyby nie to, że udział w Forum weźmie pewien tyleż szanowany, co kłopotliwy gość: Dalajlama.

Wydawać by się mogło, że spotkanie tej dwójki jest oczywistością. Dalajlama, podobnie jak Havel, od początku wspierał Suu Kyi. Ona zaś wielokrotnie ciepło się o nim wypowiadała, a w swoich mowach i pismach ideowych akcentowała wyraźnie rolę buddyzmu: to na nim budowała swoje oparcie. Ponadto, zarówno Dalajlama, jak i Suu Kyi, stali się częścią zachodniej popkultury politycznej, w której dominuje bezkrytyczne spojrzenie na buddyzm jako religii łagodnej, dobroczynnej i niezdolnej do czynienia żadnego zła (ten wylukrowany i New Age’owski stosunek do buddyzmu dopiero teraz zaczyna być poddawany krytyce, lecz nie dotyczy ona Dalajlamy i Suu Kyi). Dalajlama i Suu Kyi należą do panteonu herosów walki o demokrację i prawa człowieka, oboje stanowią współczesne odpowiedniki „ludzi z marmuru” liberalnej demokracji.

Słowem: Suu Kyi jako „ikona wolnego świata” powinna się spotkać z Dalajlamą. Jest to taka prawno-człowiecza oczywista oczywistość.

Problem polega na tym, że takie spotkanie może mocno skomplikować polityczne plany Aung San Suu Kyi. Wszystko z powodu ChRL, kategorycznie sprzeciwiającego się jakimkolwiek kontaktom z Dalajlamą. Pekin nie życzy sobie spotkań z nim, choć rzecz jasna gdy ma w tym interes, przymyka na to oko – lecz dotyczy to graczy silnych, a Birma do nich nie należy. Aung San Suu Kyi jako odpowiedzialny polityk birmański nie może lekceważyć reakcji Pekinu. Chiny są nie tylko najpotężniejszym sąsiadem Birmy i jej kluczowym partnerem gospodarczym. W tej części świata pełnią rolę „ojca chrzestnego”, a może nawet Wielkiego Brata, którego gniewu należy się stanowczo wystrzegać. Birmańczycy od wieków żyją w cieniu tego politycznego wulkanu: dawny premier U Nu zwykł był mawiać, że Birma jest jak „miękka tykwa między kaktusami” (Chinami i Indiami – ale to chiński kaktus ma ostrzejsze kolce). Tradycyjny paradygmat polityki zagranicznej Birmy – neutralizm – zawsze był odrobinę skrzywiony na korzyść Pekinu. Przez całą zimną wojnę relacje Birmy z Chinami cechowała – jak to ujął Martin Smith – „nadzwyczajna hipokryzja”: Chiny wspierały zbrojnie komunistów birmańskich walczących z rządem, a junta udawała, że tego nie widzi, by nie pogarszać sytuacji. Głośno mówiła o tym tylko Moskwa (był to jeden z tych niewielu przypadków w historii, gdy „Prawda” mówiła prawdę). Zaś od 1988 roku Chiny stały się najważniejszym patronem Birmy, chroniąc juntę przed Zachodem oraz zamieniając gospodarczo kraj nad Irawadi we własną półkolonię. Birma obecnie próbuje się z tego uzależnienia wyrwać, ale wie, że w emancypacji nie może przesadzić – Chiny mają bowiem narzędzia ku temu by nie tylko przekręcić całą „odwilż polityczną”, ale i doprowadzić kraj do bankructwa.

Sama Aung San Suu Kyi chyba zdaje sobie sprawę ze znaczenia chińskiego (o czym świadczy jej zachowanie przy okazji kopalni w Letpadaung). Jej spotkanie z Dalajlamą może bowiem spowodować gniew Pekinu groźny nie tylko dla kraju, ale przede wszystkim zabójczy dla jej ambicji prezydenckich. Chiny mają wciąż ogromne wpływy w wojskowym establishmencie, od którego łaski zależy zgoda na jej udział w wyborach. W razie spotkania z Dalajlamą może się tak nieszczęśliwie okazać, że – niestety – nie uda się wprowadzić poprawek do konstytucji, bo np. zabraknie czasu…

Słowem: Suu Kyi w swoim najlepiej pojmowanym politycznym interesie nie powinna się spotykać z Dalajlamą. Lecz jeśli tego nie zrobi, znów podniesie się przeciwko niej larum. Już teraz Suu Kyi jest mocno krytykowano (czasem słusznie, częściej – kompletnie niesłusznie) przez część środowisk prawno-człowieczych za jej pójście  na kompromis z władzą. Wrzask po Letpadaung był tego najlepszym przykładem – pojawiły się nawet szokująco krzywdzące porównania ASSK do… Roberta Mugabe (sic!).  Tego typu reakcje świadczą wyraźnie o kompletnym oderwaniu od realiów realnej polityki części aktywistów prawno-człowieczych, widzących świat w wygodnych czarno-biały barwach, najczęściej z bezpiecznego oddalenia. Ale tego typu ludzie są głośni i widoczni, a w wielu krajach wpływowi. Utrata ich poparcia może być groźna, bo mogą oni doprowadzić do wykruszenia się bezgranicznego wsparcia Zachodu dla Suu Kyi, a to by oznaczało dla niej utratę jej największej karty przetargowej.

Tak więc: spotkać się, czy się nie spotkać? Oto jest pytanie!

Praski dylemat Aung San Suu Kyi ogniskuje w sobie jak w soczewce problemy funkcjonowania w realnej polityce w warunkach demokratycznych. A więc takich, gdzie ciągle trzeba iść na kompromisy, a na dodatek często prowadzić działania odwrotne do otwarcie głoszonych – w demokratycznych realiach politycy wielokrotnie muszą stosować w praktyce cyniczną maksymę Oscara Wilde’a: „ludzie zawsze głoszą te wartości, których sami nie wyznają”. Inaczej bowiem grozi im utrata poparcia opinii społecznej, gdyż ogół wyborców zazwyczaj reaguje wrogo, gdy mówi mu się prawdę i burzy przez to intelektualny błogostan. Funkcjonowanie w takich realiach jest znacznie trudniejsze od bycia opozycją, szczególnie opozycją moralnie słuszną.

Stąd też praskie spotkanie jest kolejną miną na której może wykoleić się Aung San Suu Kyi w swojej drodze po władzę w Birmie. Co nie znaczy, że musi. Swoim zachowaniem w 2011 roku Suu Kyi pokazała, że ma charakter. Jej polityczna wielkość nie polega bowiem na tym, że przez lata była ikoną moralnego oporu (bo to nic nie dało), lecz na tym, że była w stanie porzucić tę nieskuteczną taktykę, ryzykując cały swój polityczny kapitał. Odwaga jest cechą mężów stanów, a na takowego Aung San Suu Kyi bez wątpienia ma zadatki.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Lubina: Praski dylemat Aung San Suu Kyi Reviewed by on 3 września 2013 .

W zbliżającym się tournee Aung San Suu Kyi po Europie Środkowo-Wschodniej największą uwagę już dziś przykuwa część czeska, a konkretnie udział Noblistki w praskim Forum Praw Człowieka. Wszystko z powodu implikacji politycznych tego spotkania, a konkretnie wątku chińsko-tybetańskiego, czyli ewentualnego spotkania ASSK z Dalajlamą. Dylemat przed jakim stoi Suu Kyi jest jednakże szerszy – i

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

Pozostaw odpowiedź