Artykuły,Publicystyka

M. Krasnowolski: Sytuacja w koreańskich kinach w 2014 roku

Kinowy rynek Korei Południowej potwierdził w 2014 roku swoją znakomitą formę. 50 milionowy naród po raz kolejny „wychodził” ponad 200 mln wejść, co daje niezwykłą średnią 4 biletów na osobę (dla porównania w Polsce w ubiegłym sezonie pobity został rekord frekwencyjny – przekroczyliśmy… 40 mln wejść). Zyski z kin to $1,66 mld – wzrost z $1,55 mld w 2013 roku. Wynik jest tym bardziej imponujący, że 50,1% biletów (107,7 mln) sprzedano na filmy rodzimej produkcji. Korea jest jednym z nielicznych rynków od lat stawiających czoła hollywoodzkim produkcjom. Od początku XXI wieku kręci się tam bowiem efektowne kino popularne, co jest możliwe dzięki trafionym reformom oraz przemyślanej współpracy agencji rządowych z medialnymi korporacjami. Dodatkowo koreańska rozrywka stała się chodliwym towarem eksportowym (głównie w Azji, ale nie tylko) i wskazała kierunek rozwoju dla innych kinematografii regionu. Powinna być również wzorem dla branży w Polsce.

Początek 2014 nie zwiastował udanego sezonu. Poza komedią „Miss Granny”, pierwsze miesiące nie przyniosły spektakularnych przebojów. 16 kwietnia miała miejsce katastrofa promu Sewol (prawie 300 ofiar śmiertelnych, większość to uczniowie), która spowodowała największy od lat wewnętrzny kryzys kraju. Naród pogrążył się w żałobie, nikt nie myślał o chodzeniu do kina.

Katastrofa promu Sewol pogrążyła w żałobie całą Koreę; źródło: Flickr.com, Republic of Korea

Katastrofa promu Sewol pogrążyła w żałobie całą Koreę; źródło: Flickr.com, Republic of Korea

Sytuacja zmieniła się, gdy pod koniec lipca na ekranach pojawił się „The Admiral: Roaring Currents” – blockbuster z dużą dozą fantazji rekonstruujący bitwę morską, podczas której (jak głosi legenda) 12 koreańskich okrętów pokonało japońską flotę 330 statków. Film, w opinii krytyków daleki od arcydzieła, okazał się być tym, czego Koreańczycy potrzebowali, aby wzmocnić swoje nadwątlone morale. Pełen patriotycznego patosu, znakomity realizacyjnie obraz pobił wszelkie rekordy frekwencyjne – licznik widzów przekroczył 17,6 miliona (poprzedni rekord należał do „The Host” Bonga Joona-ho i było to „zaledwie” 13 mln). 10 milionowy próg pokonało także epickie „Ode to My Father” (premiera w grudniu, film wciąż obecny na ekranach!), a kolejne filmy odniosły nieco mniejsze sukcesy: wspomniane „Miss Granny” oraz kostiumowe „The Pirates” i „KUNDO”. To właśnie widowiska historyczne gromadzą obecnie w Korei największą publiczność. Odnotować tutaj należy również spektakularny sukces skromnego, niezależnego dokumentu „My Love, Don’t Cross that River”. Obejrzało go 4,5 mln widzów, czego nikt się nie spodziewał.

Wymienić warto także tytuły, które zyskały rozgłos poza granicami kraju. Z bardzo dobrym przyjęciem w Cannes spotkały się mocny thriller „A Hard Day” oraz „The Girl at my Door”, film wyprodukowany przez samego Lee Chang-donga ze znakomitą rolą Bae Doony. Krytycy zachwycili się także „Sea Fog” – produkcją Bonga Joona-ho, wystawioną przez Koreańczyków do wyścigu o Oscara (ostatecznie bez nominacji). Ważnym wydarzeniem była obecność w kinach na całym świecie „Snowpiercera: Arki Przyszłości” Bonga Joona-ho. Ten mroczny i ambitny s-f z międzynarodową obsadą świetnie poradził sobie w USA, gdzie wprowadzony został po długim sporze reżysera z dystrybutorem Harveyem Weinsteinem (chciał on pociąć film i dodać komentarz z offu, aby ułatwić odbiór amerykańskim widzom). W przypadku tego tytułu sprawdził się nietypowy, eksperymentalny model dystrybucji – film wszedł do kin oraz prawie równocześnie miał swoją premierę na platformach VOD. Zainteresowanie „Snowpiercerem” wykazali także widzowie we Francji i Chinach. W Polsce film został niestety przyjęty obojętnie przez widzów i bez zrozumienia przez krytykę.

Kadr z filmu "Snowpiercer: Arka przyszłości"; źródło: Flickr.com, Cine-asle

Kadr z filmu „Snowpiercer: Arka przyszłości”; źródło: Flickr.com, Cine-asle

Wracając do Korei, należy zaznaczyć, że udział filmów hollywoodzkich zwiększył się w porównaniu z latami poprzednimi – tamtejsi widzowie potwierdzili, że mają słabość do wysokobudżetowych widowisk. Wielki sukces odniósł „Interstellar”, świetnie sprzedały się m. in. „Transformers: Wiek zagłady” czy „Na skraju jutra”. Tendencja ta została oczywiście zauważona w Fabryce Snów: dla producentów hollywoodzkich Korea jest jednym z kluczowych rynków zewnętrznych i ma to dwojakie odbicie w ich biznesplanach. Po pierwsze np. 20th Century Fox otworzył swoją koreańską filię i realizuje przez nią filmy wyłącznie na ten rynek („Running Man”, „Slow Video”). Po drugie Korea coraz częściej pojawia się w wysokobudżetowych produkcjach: w Seulu zrealizowano część zdjęć do drugiej części „Avengersów” (filmu typowanego na największy kasowy przebój 2015 roku), a Lee Byung Hun zagra T-1000, przeciwnika Arnolda Schwarzeneggera, w najnowszej odsłonie „Terminatora”. Takie rzeczy nie dzieją się przypadkowo. Pamiętać jednocześnie należy, że w Korei funkcjonuje bardzo atrakcyjny system ulg podatkowych dla filmowców, którzy zdecydują się realizować film na ulicach Seulu czy Busanu. Rządowe programy zakładają zwrot do 30% zainwestowanych pieniędzy.

Ponieważ rynek wewnętrzny jest już rozwinięty, producenci muszą szukać nowych zysków poprzez ekspansję w regionie. Najważniejsze są tu oczywiście Chiny, a po paru latach współpracy potwierdziło się, że możliwe są na tym polu duże sukcesy. 11 listopada, podczas pobytu chińskiego prezydenta w Korei, podpisana została umowa, na mocy której koprodukcje koreańsko-chińskie będą pokazywane w chińskich kinach bez ograniczeń ilościowych (rząd zezwala na pokazanie zaledwie 34 niechińskich filmów rocznie). To daje Koreańczykom świetną pozycję w kraju, który do końca dekady będzie generował zyski z kin większe niż Stany Zjednoczone. Współpraca będzie się zacieśniać, jest bardzo korzystna dla obu stron. Już teraz do Korei napływa chiński kapitał, powoływane są fundusze warte po kilkaset mln dolarów, z których finansowane będą wspólne produkcje filmowe i muzyczne.

„20 Once Again”, błyskawicznie zrealizowany przez CJ E&M Film Division specjalnie na rynek chiński remake filmu „Miss Granny”, odniósł w tamtych kinach duży sukces – zobaczyło go ponad 10 milionów widzów. CJ E&M, największa medialna korporacja w Korei, powołała również oddział, który będzie specjalizować się w animacjach z przeznaczeniem właśnie na rynek chiński. Firma jest obecna także w Wietnamie i Indonezji, a ostatnio zaczęła inwestować w Tajlandii.

Kapitał koreański walczy także o uznanie widzów poza Azją. Próbą podbicia globalnych rynków jest film „Last Knights” z Clivem Owenem i Morganem Freemanem, do którego zdjęcia realizowano w Czechach. Światowa premiera już na początku kwietnia.

Bae Doona, gwiazda, która zrobiła karierę poza Koreą; źródło: Flickr.com, Telefónica in Deutschland

Bae Doona, gwiazda, która zrobiła karierę poza Koreą; źródło: Flickr.com, Telefónica in Deutschland

Sukcesy nie oznaczają, że kinematografia koreańska jest wolna od problemów. Krytycy od dłuższego czasu zwracają uwagę, że realizuje się tam albo kosztowne widowiska, albo tanie offowe produkcje, cieszące się nikłym zainteresowaniem widzów – sukcesem jest sprzedanie kilkudziesięciu tysięcy biletów), brak czegoś pomiędzy.

Bardzo niepokojący i niebezpieczny dla całego środowiska filmowego jest konflikt, który wybuchł na początku roku pomiędzy władzami miasta Busan a dyrektorem tamtejszego festiwalu, Lee Yong-kwanem. Poszło o film „The Truth Shall Not Sink with Sewol”, zadający wiele niewygodnych pytań związanych z zatonięciem promu, ujawniający próby tuszowania skandalu przez polityków oraz usiłowania sterowania mediami. Pomimo zdecydowanych nacisków ze strony władz (finansujących festiwal w 50%), Lee zdecydował się film pokazać. Obecnie zażądano od niego dymisji. Ponieważ festiwal w Busan jest najważniejszą filmową imprezą w regionie, polityczna ingerencja w program może mieć katastrofalne skutki. Środowisko stanęło murem za dyrektorem festiwalu (wydaje się, że jego zostanie na stanowisku) i za ochroną wolności twórczej. Sprawa na razie sytuacja nie znalazła jednak pełnego rozwiązania.

Rok 2015 zapowiada się dla miłośników koreańskiego kina bardzo interesująco. W produkcji jest sporo obiecujących tytułów, nowe filmy zapowiedzieli m. in.: Park Chan-wok, Hong Sang-soo, Na Hong-jin, Lee Yoon-ki oraz wielu innych.

Marcin Krasnowolski – filmoznawca, dziennikarz freelancer. Pisze o innowacjach technologicznych, rynkach filmowych i kinematografiach Dalekiego Wschodu (Korea Płd, Hongkong). Związany z Festiwalem Filmowym Pięć Smaków. Publikował m.in. w „Newsweeku”, „Bloomberg Businessweeku” i „Kinie” oraz na portalach „Filmweb” i „Stopklatka”.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Krasnowolski: Sytuacja w koreańskich kinach w 2014 roku Reviewed by on 25 lutego 2015 .

Kinowy rynek Korei Południowej potwierdził w 2014 roku swoją znakomitą formę. 50 milionowy naród po raz kolejny „wychodził” ponad 200 mln wejść, co daje niezwykłą średnią 4 biletów na osobę (dla porównania w Polsce w ubiegłym sezonie pobity został rekord frekwencyjny – przekroczyliśmy… 40 mln wejść). Zyski z kin to $1,66 mld – wzrost z

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź