Artykuły,Publicystyka

M. Chodownik: Nowa kampania Reporterów bez Granic – Tajlandia

Organizacja „Reporterzy Bez Granic” rozpoczęła kampanię nawołującą turystów do powstrzymywania się od odwiedzania krajów, w których łamane jest prawo wolności słowa. Akcja skupia się wokół trzech, niewątpliwie bardzo obleganych kierunków turystycznych: Tajlandii, Wietnamu i Meksyku.
 
Międzynarodowa organizacja działająca przede wszystkim na rzecz wolnych mediów, Reporterzy bez Granic rozpoczęła kampanię, która uderzyć ma w rynek turystyczny Tajlandii, Wietnamu i Meksyku. Powód? Są to kraje, w których prawa człowieka, w tym prawo wolności wypowiedzi, są często łamane. Kampania ma przekonać potencjalnych turystów, że obieranie przez nich tych właśnie kierunków jest wyrazem ignorancji i obojętności. Akcji towarzyszą mocne słowa, skierowane pod adresem planujących podróże: „Fuck democracy. Book a vacation in Thailand”, “Fuck freedom of speech. Book vacation in Mexico” czy „Fuck human rights. Book a vacation in Vietnam”. Przesada? Może, choć kraje te nie bez przyczyny od dawna widnieją na czarnej liście Reporterów bez Granic.
 
W Tajlandii media uważa się stosunkowo wolne – wolne jednak tylko w przypadku, gdy nie poruszają tematów tabu, w szczególności takich jak sprawy związane z królem i rodziną królewską. Artykuł 112 Kodeksu Karnego zakłada bowiem, że „każdy, kto zniesławia, obraża lub grozi królowi, królowej, następcy tronu lub regenta” może zostać uznany winnym popełnienia „lèse-majesté” (obrazy majestatu). W Tajlandii grozi za to od trzech do piętnastu lat pozbawienia wolności. Istnieją jeszcze inne akty prawne dotyczące poszczególnych mediów – prasy, radia czy internetu (zainteresowani mogą znaleźć część z nich na www.thailaws.com), które wprowadzają dodatkowe regulacje służące kontrolowaniu treści informacji. Najbardziej kontrowersyjnym z nich jest Computer Crimes Act, który wszedł w życie w 2007 roku i który jest przyczyną największej liczby zatrzymań. Prócz tego, przy Ministerstwie Sprawiedliwości stworzono osobną jednostkę, odpowiedzialną za monitorowanie internetu, która od początku swojego istnienia zablokowała już dostęp do dziesiątków tysięcy adresów internetowych.
 
Ostatnie drastyczne zaostrzenie cenzury w Tajlandii miało miejsce podczas manifestacji Czerwonych Koszul w 2010 roku, kiedy to nagminnie blokowano dostęp do informacji zawierających antyrządowe treści. Za takie uznawano również komentarze wyrażające popieracie dla UDD (Zjednoczony Ruch Demokracji przeciwko Dyktaturze, inaczej zwany ruchem Czerwonych Koszul) a także publikacje dotyczące samych protestów – kolejnych działań manifestujących czy interwencji sił zbrojnych. Jednak nowy rząd, wybrany w czerwcu br., któremu przewodniczy Yingluck Shinawatra (młodsza siostra Thaksina Shinawatry), obiecywał zmienić istniejące regulacje. Niestety, od czasu objęcia władzy przez polityków związanych ze środowiskiem Czerwonych Koszul, nic się nie zmieniło. We wrześniu br. Surapak Phuchaisaeng i Ampon Tangnoppakul zostali aresztowani za treści jakie umieszczali w internecie. Pierwszy z nich usłyszał już akt oskarżenia za popełnienie „lèse-majesté”. Drugi, wciąż czeka na wyrok.
 
Obecnie zalana przez powódź Tajlandia na pewno nie takiej reklamy teraz potrzebuje. Kampania trafia w wyjątkowo przykry dla kraju moment, kiedy wszyscy skupieni są na walce z okrutnym żywiołem. W obecnej sytuacji można by nawet posilić się o bronę obecnego rządu, twierdząc, że ten nie zdążył opracować zmian gdyby nie fakt wrześniowych zatrzymań i oskarżeń. Oczywiście, prawo jest prawem i należy go przestrzegać szczególnie w obronie króla, który jest w Tajlandii osobą niemalże świętą. Niemniej jednak, ciągły monitoring i aresztowania słusznie poddają pod wątpliwość czy prace nad zmianami tychże regulacji zostaną przeprowadzone.
 
Turystyka to jeden z najsilniejszych punktów tajskiej gospodarki, obecnie rujnowanej przez żywioł. Pieniądze, które Tajowie zarabiają na turystyce posłużą niebawem do odbudowy zniszczonego kraju (choć zapewne już sama powódź przyczyni się do spadku zainteresowania Tajlandią, jako miejscem odpoczynku). Oczywiście, nie można wierzyć w całkowity zastój czy też w powodzenie akcji Reporterów bez Granic w dosłownym jej znaczeniu. Jednak w przypadku tej kampanii najważniejszy jest aspekt informacyjny czyli zwiększanie świadomości turystów i przybliżanie im realiów krajów, do którego się wybierają. Wycieczkowicze, choć najczęściej wyjeżdżają by wyrwać się ze swojej rzeczywistości to przecież wjeżdżają do innej, gdzie życie nie zawsze upływa błogo. Kampania prowadzona przez Reporterów ma mieć więc, w moim mniemaniu, charakter raczej edukacyjny.
 
Tajlandia jest krajem, który stanął ostatnio w obliczu dużych zmian politycznych. Reporterzy bez Granic chcą zapewne wykorzystać sytuację by zawalczyć o to, co dla nich ważne. Moment wydaje się być tak naprawdę paradoksalnie dogodny – chcą wywrzeć wpływ na obecny rząd, póki proces transformacji politycznych wciąż jest jeszcze jest w toku i póki wszyscy dobrze pamiętają postulaty ruchu Czerwonych Koszul (wolność słowa była jednym z nich). Z tego samego powodu wolność wypowiedzi, która wyrazić się ma poprzez otwartą debatę polityczną, jest teraz niezmiernie ważna. Jednak w przypadku Tajlandii raczej nie należy łączyć kwestii rządowych i tych, związanych z królem (choć w gruncie rzeczy mają one wiele punktów wspólnych) – tu, istotnym jest rozróżnienie (do)wolności wypowiedzi, które dotyczą rządu od tych, które poruszają temat monarchii. Nienaruszalność godności Ramy (króla) jest bowiem mocno ugruntowana w kulturze i tradycji tego narodu.

Ciężko więc oczekiwać, że tajski rząd usunie z Kodeksu Karnego zapis o „lèse-majesté” ale tak samo jak ciężko wyobrazić sobie, że dziennikarze publicznie zaczną krytykować monarchę. Nawet jeśli tak właśnie by się stało, można przewidzieć, że społeczeństwo, które od lat żyje kultem Ramy IX, nie będzie ze spokojem przyglądać się oczernianiu ukochanej głowy państwa (a są pod tym względem wyjątkowo wrażliwi). Zmiany w prawie tajskim są jak najbardziej konieczne i należy o nie walczyć, zwłaszcza w momencie, w którym istnieje realna potrzeba ich przeprowadzenia. Jednak usuwanie zapisu o „lèse-majesté” w stosunku do samego króla i rodziny królewskiej, jest kwestią trudną do rozwiązania i trzeba zadać sobie przede wszystkim pytanie: czy taką właśnie potrzebę wyraża tajskie społeczeństwo i czy jest ono na takie zmiany przygotowane? Być może lepszym wyjściem z sytuacji jest nowelizacja Artykułu 112, zawężenie możliwości jego interpretacji i złagodzenie kar oraz przeprowadzenie poprawek w aktach dotyczących mediów. Nie może być tak, że w państwie, które samo uważa się za demokratyczne, uniemożliwiane jest publikowanie krytycznych opinii wobec tych, którzy sprawują w nim władzę. Wolność słowa powinna być zagwarantowana (gwarantowane jest to w konstytucji ale wykluczane przez pozostałe regulacje prawne), przy jednoczesnym „zabezpieczeniu” dobrego imienia króla od ewentualnych ataków.

Więcej o kampanii na stronie http://www.censorship-paradise.com/en/

Autorka: Magdalena Chodownik – ukończyła studium „Filozoficzno-etyczno-społeczne” w Paryżu, studia dzienne na Uniwersytecie Paris 8 Vincennes – St-Denis na wydziale „Sztuk teatralnych” oraz wydział „Filozofii teoretycznej” na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (specjalizacja – „Polityka i społeczeństwo”). Stypendystka na Uniwersytecie Wiedeńskim (w departamentach: „Media”, „Teatrologia” oraz w „Instytucie Języków Obcych”) oraz studentka Uniwersytetu Ramkhamhaeng w Bangkoku na wydziale „Komunikacji Masowej” (obecnie na urlopie dziekańskim ponieważ myśli nad zmianą kolejnych studiów magisterskich na doktoranckie). Brała udział w wymianach studenckich oraz odbywała praktyki w Stanach Zjednoczonych. Przebyła kursy i szkolenia z zakresu „Komunikacji” i „Fotografii”. Freelancer z zawodu i charakteru. Interesuje się krajami Azji Poł.-Wsch., w tym przede wszystkim Tajlandią i Kambodżą oraz krajami Półwyspu Bałkańskiego. Stale w podróży.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
M. Chodownik: Nowa kampania Reporterów bez Granic – Tajlandia Reviewed by on 8 listopada 2011 .

Organizacja „Reporterzy Bez Granic” rozpoczęła kampanię nawołującą turystów do powstrzymywania się od odwiedzania krajów, w których łamane jest prawo wolności słowa. Akcja skupia się wokół trzech, niewątpliwie bardzo obleganych kierunków turystycznych: Tajlandii, Wietnamu i Meksyku.   Międzynarodowa organizacja działająca przede wszystkim na rzecz wolnych mediów, Reporterzy bez Granic rozpoczęła kampanię, która uderzyć ma w rynek

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 24

  • @M.Chodownik:
    ach bzdury pani wypisuje, mieszkam w Tajlandii od 8 lat i mam zupelnie inny obraz tajskich mediow i autocenzury . Poza tym, totalnie pani myli regoly prawne i podaje niezgodne z faktami interpretacje. To, ze byla pani w Bangkoku na praktyce, to nie oznacza, ze zna pani realia medialne w Mae Sai, Udon Thani czy w Yala, albo w Nakhon si Tammarat, albo na zachodnim wybrzezu w Takua Pa.
    Ja odwiedzilem wszystkie (slyszy paniusia, literalnie wszystkie prowincje, a w 16 mieszkalem na dluzej).
    W TL kazda prowincja rzadzi sie swoimi prawami. Zupelnie inaczej wyglada sprawa rzekomej autocenzury w prowincji Chiang Mai (stolica czerwonych) a zupelnie inaczej na wyspie Samui, gdzie wszyscy maja w dupie polityke i pisanie pani Chodownik, a Polakow stalych rezydentow na Ko Samui ( w tym mnie), ktorzy lezymy pod palmami i pijemy mleko kokosowe na sniadanie, jest ok 40 obecnie i grupa wciaz rosnie.
    wiec daruj sobie paniusiu te felietonskie popisy, bo one z rzeczywistoscia nie maja wiele wspolnego. jak masz kobieto ochote cos napisac, to podeprzyj sie rzetelnymi danymi, np. The Nation albo publikacjami Uniwersytetu Tammasat (nota bene obecnie jest zalany…)
    tyle w temacie;
    co do samej akcji reporterow bez granic: jest totalnie niesprawiedliwa i kto wie, czy przeciwnicy polityczni pani Premier, nie sprowokowali jej aby uderzyc w nowa i pierwsza w historii Tajlandii Pani Premier. A czy w malezji nie lamie sie praw czlowieka? Nagminnie, mieszkalem tam rok i wiem. A czy w Kambodzy nie lamie sie? Tam dopiero jest jadka: a przeciez Angkor Wat przyciaga miliony: dlaczego „reportery bez granic ” nie zainteresowaly sie Kambodza? Ze o Bangladeszy i Birmie nie wspomne. Ze o Korei Polnocnej i wielu prowincjach chinskich nie wspomne. Mieszkalem przez 4 miesiace w Urumczi paniusiu i panowie wszyscy tutaj na forum – piszacy zza biurka. Teoretycy od siedmiu bolesci. Pomieszkajcie np. w takiej Urumczi albo w Yunan na poludniu Chin i potem pogadamy o demokracji w Tajlandii czy o lamaniu praw czlowieka.
    A w Rosji to jest tak wszystko ok.?
    ach, szkoda czasu na pisanie repliki, paniusia i tak sie obrazila po przeczytaniu pierwszego akapitu, wiec pora na plaze, a potem piwo, i piekne widoki, tudziez piekne ciala i mleko kokosowe samo plynie z nieba. …Miod, a sluszalem ze w Polsce leja sie w Warszawie , ze zimno i w ogole…ach spadam
    sawadi krap

  • @wute!
    Jezu Chryste! Tys facet z konia spadl czy sie opil 11 listopada po manifie? Ciebie do reszty powalilo gosciu, ze porownujesz Polske, kraj – jeszcze niedojrzaolej demokracji – ale jednak kraj prawa gdzie prawa czlowieka sa generalnie przestrzegane, do plemiennych regol prawnych w krajach Azji poludniowo-wschodniej?
    I CESPA firmuje swoim autorytetem takie wypowiedzi? Zygac sie chce.
    pa pa
    panie kolorowe

  • „może nie wszystko śmieszy ale jest dowodem, że jeszcze czasem Polak się stara pokazać trochę dystansu i poczucia humoru ;)”

    Moze wreszcie troche humoru i optymizmu tutaj i w dyskusjach? Przydaloby sie.

    • postaramy się :)

  • Umieszczenie na tej liście Tajlandii to zupełne zaskoczenie. „Obraza majestatu” czy blokowanie dostępu do informacji zawierających antyrządowe treści to nie jest nic specjalnego. Są też inne kraje.
    Np. Polska
    Też funkcjonuje obraza majestatu. Art. 135 par.2 KK mówi: ” Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3″.
    Co do blokowania informacji to też można odnaleźć elementy tego procederu. Parę
    tygodni temu, przed wyborami, podczas konfliktu rządu z kibicami, podczas
    demonstracji kibiców Legii, policja konfiskowała transparenty z treściami antyrządowymi i tylko takie.

    • To fakt. Wyobrażam sobie, jaki nastapiłby jazgot różnych Jurków Marków, Piłek i innych takich, gdyby u nas pokazano duchownego w podwiązkach (jak w „Benny Hill Show”) albo kolesia uderzającego „z bańki” głowę państwa (jak w serialu „Mr. Bean”). O „Latającym Cyrku Monty Pythona” strach nawet wspominać…
      Ile doniesień o popełnieniu przestępstwa obrazy głowy państwa lub uczuć religijnych by się u nas posypało. Ilu oszołomów podniosłoby wrzask, bryzgając śliną w mikrofony, zionąc miłością bliźniego do autorów takich bezeceństw. III RP daleko odstaje pod tym względem od choćby W. Brytanii, gdzie takie nieszkodliwe wygłupy nikogo nie oburzają. Najwyraźniej komusze myślenie, że co nie dozwolone, to z definicji powinno być zakazane, tkwi w głowach polskich polityków, zwłaszcza pisowców i pokrewnych formacji ideowych… To potwierdza moją tezę, że katolicyzm i komunizm mają wiele wspólnego. Ale to już odrębny temat.

      • Avatar wute

        Między możliwością krytyki wszelkiego rodzaju VIPów a ich
        ośmieszaniem musi być jakaś granica. Nie może zabraniać
        krytykowania głowy państwa, ale też nie można dopuścić do jego ośmieszania. Głowa państwa jest jak ojciec narodu. Nie wiem czy byś chciał, żeby ktoś się nabijał zTwego ojca. Poza tym człowiek, który jest systematycznie ośmieszany i obrażany traci jakąś część autorytetu, jego pozycja jest podkopywana, mniej się z nim liczą a przeto może mniej zrobić dla własnego kraju. W gruncie rzeczy finalnie to wszystko obraca się przeciwko nam. Z tego powodu mimo rozlicznych wad
        p.Komorowskiego, unikam krytykowania go jako Prezydenta.
        Sam art.135 jest spadkiem po komunistycznym prawodawstwie, którego obecni decydenci nie chcą się pozbyć
        dla własnej wygody.
        Z zasady nie ma nieszkodliwych wygłupów. Każdy taki wygłup
        z natury osłabia tych przeciwko, którym jest skierowany.
        Powoływanie się na UK czy inny kraj zachodni nie powinno być
        dla nas wzorem.
        Dlaczego o wiele bardziej krytykujesz Francję niż Niemcy, tych
        drugich stawiając za wzór państwa europejskiego, które
        potrafi mieć saldo plus w wymianie z Chinami. Bo Niemcy
        mają o wiele większą dyscyplinę społeczną niż Francuzi. Bo
        Niemcy, owszem krytykują swoich przywódców, ale im wierzą
        i ich nie ośmieszają i to się przekłada na atmosferę społeczna
        i sens pracy. W krajach, w których przywódcy są szanowani a nie wyśmiewani, istnieje lepsza atmosfera i większa wiara w sens tego co się robi, większa wiara w przyszłość.
        Kościół w Polsce uzyskał wielki autorytet ponieważ stal się
        ostoją polskości w XIX w. dławionej przez protestanckie Prusy
        i prawosławną Rosję. Można powiedzieć, że stanowił centrum
        niewidzialnego państwa polskiego, jedyną instytucją pod tymi
        dwoma zaborami, gdzie można było modlić się i mówić po
        polsku. Tą rolę „docenili” nasi wrogowie. Niemcy za terenach
        włączonych do Rzeszy wymordowali niemal wszystkich polskich biskupów. W diecezjach Chełmińskiej oraz Gdańskiej
        na 670 duchownych katolickich wymordowali 450. W okupacji
        sowieckiej księża katoliccy byli pierwszymi przeznaczonymi do
        zagłady. Z obozu w Kozielsku wywieziono księży już w grudniu
        1939 a więc ca. pól roku przed Katyniem. Popularnym w NKWD sposobem załatwienia sprawy z księżmi katolickimi
        było ich ukrzyżowanie poprzez przybijanie gwoździami do drzwi. To tyle na temat wspólnoty katolicyzmu i komunizmu.
        Mimo wszystkich wad takie współczesny kościół polski posiada nie należy z nim walczyć ani go ośmieszać. Jest on
        jeszcze jedną z ostoi dzięki, której nie posypaliśmy się do końca tak jak społeczeństwa sowieckie. Jeżeli będziemy te wartości niszczyli, to nie dziwmy się, że nastolatek siedzi sobie w tramwaju ziewając, a obok stoi kobieta w ciąży., bo w końcu skoro wszystko można „olać” to czym się przejmować
        A swoją droga jakbyś się czuł, gdyby ktoś w pobliżu Twojego miejscu zamieszkania porozwieszał Twoje zdjęcia w podwiązkach. Czy tym, którzy chcieliby je zrywać (np. Twojej
        rodzinie) powiedziałbyś, że reprezentują komusze myślenie.
        Pozdrawiam

      • Avatar Zyggi

        @ Wute.
        Myślę, że mylisz żarty typu kabaretowego z celowym ośmieszaniem konkretnych osób czy instytucji. O ile nie dziwi mnie zatrzymanie autora jawnie nienawistnej strony „Antykomor”, o tyle nie widzę nic złego w pokazaniu jakiegoś dostojnika religijnego w podwiązkach jeśli nie jest to konkretna osoba, tudzież komediowa sytuacja, w której jakiś głupek „pociąga z bańki” w królową budząc salwy śmiechu. Śmiechu z sytuacji, nie z królowej.
        Odnośnie Niemiec, na które się powołujesz, tamtejsza satyra pod adresem polityków bywa znacznie brutalniejsza niż brytyjska. Z kolei we Francji mało kto ośmiela się tak naśmiewać z prezydenta, a to głównie dlatego, że Francuzi mają generalnie niewiele dystansu wobec siebie jako narodu. W tym przypominają nas, nie mówiąc np. o Rosjanach czy Azjatach.
        Ciekawe, że nawet Serbowie, którzy zawsze byli gotowi ginąć za swój kraj, potrafili nakręcić takie filmy jak „Underground” czy „Piękna wieś pięknie płonie”. U nas sam tytuł drugiego z tych filmów wywołałby wrzawę, że jak można tak drwić z narodowych świętości. Bo u nas wszystko wszystko, co ma związek z patriotyzmem musi być śmiertelnie poważne, smętne, pozbawione radości, za to przesycone rozdrapywaniem ran. Może ma to związek z tym, że Polacy są chyba najbardziej ponurzy i introwertyczni ze wszystkich Słowian? Że tylko w Polsce przyjazd Papieża oznaczał 2- lub 3-dniową prohibicję w każdym z odwiedzanych miast, jakby picie alkoholu było jakimś grzechem. :-) Tu już niech każdy sam wyciągnie wnioski.
        Cyt. „Jest on jeszcze jedną z ostoi dzięki, której nie posypaliśmy się do końca tak jak społeczeństwa sowieckie. Jeżeli będziemy te wartości niszczyli, to nie dziwmy się, że nastolatek siedzi sobie w tramwaju ziewając, a obok stoi kobieta w ciąży., bo w końcu skoro wszystko można „olać” to czym się przejmować.”
        Nie bardzo rozumiem, co masz a myśli pisząc „nie posypaliśmy się” i skąd Twoje pesymistyczne wnioski, że odejście od nauk KK dałoby tak fatalne skutki.
        Weźmy Czechów – to w większości ateiści i agnostycy, mimo to ich zachowania społeczne stoją na ogół na wyższym poziomie niż u nas. Nie ma tam tyle chuligaństywa i menelstwa, a wyjście do piwiarni lub na mecz piłkarski czy żużlowy to stały element życia wielu rodzin. Piszesz o nastolatku siedzącym w tramwaju przy kobiecie w ciąży – wiesz, takie chamstwo łatwiej dostrzec u nas niż np. w Rosji, gdzie takiemu młokosowi zaraz ktoś zwróci uwagę albo go nawet podniesie za kołnierz.
        „Nie posypaliśmy się”… U nas ludziom nawet nie chce się wyjść na ulice w obronie swoich praw. A może po prostu już w nic nie wierzą, nikomu nie ufają.
        Odnośnie kościoła katolickiego. Miejsce prawdziwej religijności (np. czytania Pisma Św. przy wieczerzy, jak to kiedyś robili ewangelicy) zajęła w nim anachroniczna obrzędowość, np. modły o deszcz w Sejmie. Kościół swoje, wierni swoje – to dwa różne światy. Prywatnie nazywam kościelne zakazy i nakazy „księżycowymi” – od księży i z powodu ich nieżyciowości. Jakie efekty wychowawcze dało nauczanie religii w szkołach w ciągu ostatnich 2 dekad? Żadne, przyczyniło się za to zwiększenia deficytu w budżecie, do uszczuplenia środków na wznioślejsze cele, np. opiekę zdrowotną czy edukację. Albo czy ktoś traktuje poważnie kościelny zakaz stosowania środków antykoncepcyjnych? Oczywiście, że nie, bo ludzie lubią seks; nie kochają się dla prokreacji, tylko po to, by czerpać z niego przyjemność. Choćby to pokazuje, jak bardzo kościół rzymskokatolicki (i nie tylko on) jest oderwany od rzeczywistych problemów ludzi, od ich potrzeb, pragnień, obaw i uczuć.
        Pozdrawiam.

      • Avatar Magda Chodownik

        my mamy Szymona Majewskiego czy Kubę Wojewódzkiego (sympatia wobec obu Panów jest kwestią gustu) i też nie braknie szyderców w internecie.. widać po reakcjach na każdą jedną wypowiedz publiczną – zaraz mamy hasła „boję się Budapesztu w Warszawie” czy „Hanka Mostowiak na Wawel” .. może nie wszystko śmieszy ale jest dowodem, że jeszcze czasem Polak się stara pokazać trochę dystansu i poczucia humoru ;)

        katolicyzm z komunizmem łączył też trochę JP Sartre….

      • Avatar wute

        @ Zyggi
        „Myślę, że mylisz żarty typu kabaretowego z celowym ośmieszaniem konkretnych osób czy instytucji.” – Nie mylę, takie żarty jak to nazywasz typu kabaretowego jest to ośmieszanie instytucji kościoła. Może Ty tego jako agnostyk/ateista (nie wiem dokładnie) tego nie czujesz, ale ja w międzyczasie zasięgnąłem języka i odpowiedzi jakie dostałem od ludzi wierzących są jednoznaczne.
        Na temat UK się nie wypowiadałem, na temat Francuzów
        odpowiedziała Ci pani Chodownik.
        Odnośnie Rosji to Twoją wypowiedź traktuje jako licentia poetica. Nie wiem skąd masz takie informacje. Ja w 1972 byłem w NRD i rozmawiałem z Rosjanką, która wyszła za mąż za Niemca. Niezmiernie sobie chwaliła niemieckie wychowanie
        i ustępowanie w tramwajach miejsca osobom starszym., co w ZSRS, jak dyplomatycznie twierdziła, nie zawsze można było zobaczyć. Ja będąc w Sowietach w 1979 nie zauważyłem w środkach komunikacji miejskiej w Moskwie żeby to co mówiła mi wtedy ta znajoma Rosjanka różniło się od rzeczywistości. W Kazaniu dokąd najdalej dotarła nasza studencka wycieczka oficjalnie powiedziano nam, żebyśmy wieczorami nie wychodzili samotnie na miasto, bo jeszcze 3 lata temu,
        chuligaństwo było tak duże, że musiano wprowadzić godzinę milicyjną. Od tego czasu demoralizacja ich society gwałtownie się rozszerzyła, powstało dziesiątki tysięcy młodzieżowych gangów, tak że po prostu zwrócenie młodemu człowiekowi uwagi staje się wręcz ryzykiem. Kiedy rozpadł się Sowiet to tamtejsi socjologowie mówili o powrocie do cywilizacji.
        Wybacz, ale w tej sprawie Twoją opinię zmuszony jestem zaliczyć do pogranicza fantazji.
        Natomiast zgadzam się z Tobą co do Niemiec i ich satyry. Część jej jest brutalna i wulgarna a część inteligentna. Jedna z najlepszych o jakich słyszałem, pochodziła z jakiejś gazety austriackiej. Breżniew i Mao ciągną się za włosy, a nad nimi duch Marksa ze słowami: Proletariusze, rozłączcie się.
        Wracając do Niemiec, tam dobrze wiedzą co można napisać lub narysować, a sądy działają szybko i skutecznie.
        Nie jesteśmy najbardziej ponurzy ze Słowian. Tutaj palma pierwszeństwa należy się Słowianom Wschodnim, których najbardziej wykoleił komunizm. Chamstwo i ponuractwo właśnie tam się najbardziej rozpowszechniło. Wystarczy poczytać wspomnienia naszych rodaków wywiezionych tam.Jeszcze obecnie w Rosji, człowieka, który często się smieje czy uśmiecha, uważa się za głupiego. A swoją drogą to masz jakieś tendencje do deprecjonowania naszego narodu, co zresztą jest zgodne z badaniami o niskiej samoocenie Polaków.
        Nie możemy się porównywać z Czechami bo oni byli na innym stopniu rozwoju. Kiedy rozpadała się monarchia Austro-Węgierska, to okazało się, że 3/4 przemysłu było w Czechach. Oni mieli inny stopień rozwoju i inną świadomość społeczną.
        Społeczeństwo Polskie aż do pokolenia naszych ojców było w zasadzie społeczeństwem wiejskim lub miejskim w pierwszym pokoleniu. Warstwa ludzi wykształconych była u nas dość cieńka, a w dodatku została zmasakrowana w czasie
        wojny, gdzie zginęło 50% osób mających wyższe wykształcenie. Znaczna część tej ludności wiejskiej jeszcze w XX w. nie miała świadomości narodowej (są badacze którzy twierdzą, że dopiero w latach 70-tych ostatecznie ukształtował się naród
        polski). Dla tej olbrzymiej masy ludzi, głownie na wsiach jedynym systemem wartości był przekazany przez KK. Próby zniszczenia tych wartości podejmowane z różnym natężeniem przez cały okres PRL i zastąpienia go systemem „wartości
        socjalistycznych” czyli tak naprawdę nie wiadomo czym, nie dało rezultatów, poza
        tym, że w jakieś mierze zdemoralizowało społeczeństwo. To jest rozmowa na dłuższy
        temat. Myślę, że kiedyś się spotkamy i pogadamy.
        Twoja opinia na temat dwóch ostatnich dekad – zgadzam się.

      • Avatar Zyggi

        @ Zyggi.
        Posłużyłem się przykładem Anglików, bo oni chyba dobrze sobie radzą z wytyczeniem tej niewidzialnej granicy między żartami a ośmieszaniem. W każdym razie nie widać, by na dowcipach z duchownych i polityków tym cierpiało ich poczucie angielskości.
        Informacje dot. kultury osobistej w Rosji pochodzą głównie od znajomej, która była w Moskwie jakieś 8-9 lat temu w czasie studiów (filologia rosyjska) oraz od przyjaciela, który w latach 90-tych kilka razy jeździł do Petersburga. No, ale może to kwestia interpretacji, w każdym razie zweryfikować mnógłby to dłuższy pobyt w Rosji – jeśli się ktoś na to zdecyduje. Sam w Rosji nie byłem ani się tam nie wybieram – mają jednego szpiona, pardon: turystę mniej do pilnowania. ;-) Co do chamstwa i ponuractwa, możliwe, że im dalej od Moskwy tym mniej Europy. No, ale mogę się mylić.
        Uważam, że przeceniasz rolę kościoła katolickiego w podtrzymywaniu polskości. Mazurzy zachowali mowę polską mimo, że byli ewangelikami i znajdowali się pod władzą Niemców dużo dłużej niż inne ziemie etnicznie polskie. Osobiście uważam, że było raczej na odwrót: KK wykorzystywał poczucie odrębności etnicznej od zaborców w celu utrzymywania wpływów wśród ludności. A rozumiany jako cała instytucja nic nie zrobił dla Polski, przeciwnie, tzw. stolica apostolska zawsze opowiadała się za władzą zaborców. To m.in. dlatego Słowacki pisał w „Kordianie” o papieżu:
        Niech się Polaki modlą, czczą cara i wierzą, (…)
        Niech wasz naród wygubi w sobie ogniów jakobińskich zaród albo
        Na pobitych Polaków pierwszy klątwę rzucę.

        Albo w innym miejscu, bodaj najsłynniejszy cytat:
        Ślimak, który kwiaty ślini,
        Tak ich nie brzydzi, jako ta zuchwała
        Fałszywa, dawna po cezarach wdowa,
        Kościół, — bez ducha bożego i słowa.

        Wreszcie o jezuitach:
        Ten polip odrósł i lud wyssał blady.
        Wygnać go była kiedyś wielka praca,
        Ma nas za trupa ten szakal i wraca.

        Kościół katolicki w Polsce diametralnie różni się od jego odpowiednika np. w Bawarii czy w krajach Beneluksu, gdzie znajdował się pod używczym wpływem protestantyzmu. Nawiasem mówiąc, gdy znajomym w Hiszpanii opowiedziałem, że kiedyś w Polsce był zwyczaj całowania księdza w rękę, wzbudziłem tym ogólną wesołość. Reakcje były typu: Żeby jeszcze biskup, ale ksiądz? Toż ksiadz przeważnie pochodzi z ludu, nieraz syn miejscowego gospodarza, po co robić komedie i go po rękach całować? Dla Hiszpanów to było niepojęte. Tamtejsi parafianie wolą, żeby ksiądz znalazł sobie ładną dziewuchę do ehm.. gotowania, co by dał upust naturze. Może to kwestia iberyjskiego temperamentu? Wydaje mi się, że raczej była to próba obejścia krzywdzącego ludzi, wywołującego tyle patologii celibatu.

      • Avatar Zyggi

        P.S. Oczywiście na początku mojego postu miało byc @ Wute. :-) Jesienny klimat chyba daje mi się we znaki, stąd to roztargnienie.

      • Avatar wute

        @ Zyggi
        Co do Rosji, a właściwie ZSRS to miałem naoczne spostrzeżenia. Po upadku Sowietu, rosyjscy socjologowie mówili o pracy w celu powrotu społeczeństwa do stanu cywilizacji tak tam oceniali stan moralności i obyczajów.
        Nie pisałem, że KK był jedyną siła, która podtrzymywała polskość. Tak gdzie go nie było, albo miał niewielu wyznawców (Mazury) to siła rzeczy nie mógł. Fakt, że na ziemiach centralnych był jedyną instytucją, gdzie można było polskość
        kultywować. Broniąc polskości rozszerzał swoje wpływy w
        społeczeństwie, to jest zupełnie logiczne i nie może być powodem zarzutów.
        Jego rolę, która nie chcesz docenić, tak jak napisałem
        poprzednio, „docenili” nasi wrogowie: Niemcy i Sowieci,
        rozpoczynając eksterminację polskiego narodu od księży i w
        ogóle od ludzi wykształconych.
        Hiszpania – każdy kraj ma swoją specyfikę. W Pampelunie.
        przez tydzień puszcza się na ulicę stado byków, co z punktu
        bezpieczeństwa i zdrowia mieszkańców jest absurdem.
        Jedną ze specyfik Polski był dawny zwyczaj całowania księdza
        w rękę jako symbol szacunku do Kościoła, a nie do konkretnego człowieka.
        Rozumiem, że pisząc KK jako całość miałeś na myśli Papiestwo. Faktycznie stosunek Watykanu rozbiorów czy
        naszych powstań był dla nas negatywny. Nie negując tych faktów, trzeba jednak dodać, że wynikało to m.in. z bardzo
        dobrego rosyjskiego RP (Katarzyna Wielka) a także z
        umiejętności dyplomacji rosyjskiej (Powstanie Listopadowe)
        Np. papież Pius VI sławił Katarzynę, ale nie on jeden. To samo
        robił superlider ówczesnego liberalizmu Wolter.
        .

    • P.S. Z tego, co wiem w UE nie ma drugiego kraju, gdzie funkcjonuje przepis o „znieważeniu” głowy państwa. Wiem, że na Białorusi takowy istnieje i bywa wykorzystywany np. przeciw tym, którzy dają głośno wyraz rozbawieniu choćby staromodnym przedziałkiem Łukaszenki. :-). Jak widać, bolszewickie poczucie humoru mcno różni się od poczucia humoru w cywilizowanych krajach, np. w UK.

      • Avatar Magda Chodownik

        jest jeszcze kwestia sprecyzowania prawa tak, by pozwalało na żarty ale nie na ośmieszanie – jak wyznaczyć cienką granicę która nie mogłaby być naginana w dowolny sposób przez osoby zainteresowane? Kiedy ośmieszamy a kiedy tylko żartujemy ? można i trzeba żartować ale kiedy podważa się kompetencje danego polityka, sprawa zaczyna nabierać innych kształtów – staje się upoliticzniona bo przestaje on być osobą z takimi czy innymi cechami a politykiem, którego działania poddaje się pod wątpliwość .. zgadzam się, że to wpływa na odbieranie tej osoby i oczywiście nie pomaga w budowaniu społecznego zaufania. ludzie lubią osoby z poczuciem humoru ale nie mogą być one ani nie głupie ani nie niekompetentne ..

        oczywiście, różne narodowości mają do tego różne podejście. Tu stanę w obronie francuskiego poczucia humoru bo media bardzo często wyśmiewają Nicolasa, a już najbardziej jego żonę i ich związek oraz niekończącą się „kampanię przedwyborczą”. Nicolas ma w zwyczaju tolerować żarty ale do pewnego momentu i kiedy przekracza się pewne granice – zaczyna tupać nogą a jak wiadomo zna się z wieloma „ludźmi od mediów” i wcale nie jest tak, że te znajomości nie mają wpływu na to, co przedstawia się w mediach. Jeśli chcemy zobaczyć żarty o prezydencie wystarczy przejrzeć jak to wyglądało jeszcze przed interwencją w Libii (po której faktycznie obraz Sarko spoważniał).
        Serbowie są dużo bardziej „elastyczni” to fakt, jednak są tematy, których poruszanie wcale nie wywołuje śmiechu – póki śmieją się wszyscy to jest dobrze, pasuje im kiedy konwencja humorystyczna jest zachowana – kiedy jednak zaczynamy poważną debatę na wrażliwe tematy – może być różnie.. a Kusturica był przecież oskarżany o pro-serbską propagandę w „Underground” ? w tym świetle nie dziwi dobry oddźwięk filmu wśród Serbów.. poza tym do serbskiego społeczeństwa trzeba dodać „jugonostalgów” których jest bardzo wiele i którzy niektóre filmy traktują jako lekcje historii by udowodnić tezę, że za czasów Jugosławii było lepiej – w „Pięknej wiosce” też mamy przedstawiony ten właśnie aspekt… pozdrawiam

  • Ciekawy tekst. Warto zwrócic uwagę, że Tajlandia (a także wzmiankowany Meksyk) to kraje od lat pozostające w przyjaznych stosunkach z Zachodem, który to zawsze ma usta pełne frazesów o wolności słowa. Szkoda tylko, że owe frazesy są kierowane do tych krajów, które mają pecha prowadzic politykę nie „po linii” Zachodu. Stąd w mainstreamowych mediach oraz wypowiedziach euroatlantyckich oficjeli obrywa się Chinom, Rosji, Białorusi, Iranowi, Wenezueli. Natomiast na grzechy krajów przychylnych Zachodowi jak Arabia Saudyjska, Tajlandia, Meksyk, Indonezja lub do niedawna mubarakowski Egipt, zwracają uwagę w zasadzie jedynie organizacje pozarządowe takie jak Reporterzy bez Granic.

    • jednak to, że mają przyjazne stosunki z Zachodem nie oznacza, że muszą się do nich upodabniać (w kwestii „lese-majeste”) – nie sądzę, że tym o czym marzą jest możliwość obrażania swojego ukochanego Króla i tu Zachód powinien być bardziej wyrozumiały. Oczywiście, ważnym jest żeby istniały instytucje, które zwracają uwagę na „niedociągnięcia” w krajach, które z ów Zachodem współpracują – przecież nagle nie zagrożą im sankcjami jak mogą to robić w stosunku do krajów z którymi nie utrzymują tak bliskich relacji ;) problem w Tajlandii jest też taki, że istnieje „cicha cenzura” czyli autocenzura – dziennikarze, mający takie a nie inne wychowanie, oraz, do tego, nauczeni ograniczeń prawnych i ewentualnych konsekwencji sami siebie cenzurują. to problem do którego ciężko dotrzeć bo nie wynika z tego, że materiały są cenzurowane, że jest awantura na antenie radia bo czegoś nie chcą puścić (to nie zdarza się aż tak często) tylko z tego, że w wielu przypadkach to nawet nie zostaje wypowiedziane/napisane. Niewielu jest dziennikarzy w Tajlandii, który potrafią iść pod prąd, widzą rzeczy inaczej i chcą o tym mówić – tu potrzebna jest też nowa edukacja dla dziennikarzy, którzy nauczą się myśleć krytycznie i to myślenie krytyczne zaczną przekazywać .. jest więc to kwestią prawną, która niezbędna jest by im to umożliwić ale też potrzebna jest praca nad tajskimi mediami jako takimi. Inną kwestią jest też to, że alarm przy okazji manifestacji 2010 podnosiło wielu zachodnich dziennikarzy informujący RBG o sytuacji – do tamtej pory Tajlandia stała dużo wyżej w rankingach. jak wiadomo to nie był pierwszy konflikt polityczny ale był bardzo medialny, wielu znanych zjechało się oglądać wydarzenia. widoczny był więc kontrast między artykułami zachodnich dziennikarzy a artykułami tajskimi, plus informowanie RBG o tym, co ci z zachodu zaobserwowali.

      • Avatar Mahatma

        Bardzo ciekawie to PAni opisala tzn chodzi mi o autocenzure. wydaje sie ze pewnych rzeczy z Azjatow wykorzenic sie nie da. moze mozna o zorbic ale jakim kosztem? Rewolucja kuklturalna II ( prodemokratyczna)? Trzeba ich edukowac? Trudno na to odpiowiedziec.

      • Avatar Zyggi

        Skoro istnieje tam taka autocenzura, to po cóż im jeszcze odpowiednie paragrafy? I druga sprawa, skoro Zachód chce miec takich a nie innych sojuszników (jak np. Arabia Saudyjska), to niech może lepiej ograniczy kwestię przestrzegania praw człowieka do własnego podwórka zamiast pouczac Chaveza i Łukaszenkę. Niech pozostawią sprawy polityki wewn. innych państw ONZ i organizacjom pozarządowym (Reporterzy bez Granic, Amnesty International itd.) zamiast strzelac do własnej bramki wywołując oskarżenia o hipokryzję i tym samym dewaluując samą ideę przestrzegania praw człowieka.

    • Avatar Magda Chodownik

      autocenzura jest takze wynikiem istniejących zakazów prawnych.

      myśle że rewolucja kulturowa to jednak za duże słowo ale wydaje mi się że od tych zmian – czy chce czy nie – Tajlandia nie ucieknie..

      są grzechy mniejsze, większe i śmiertelne ale tak, szczerze mówiąc irytuje mnie np Sarkozy, który oskarżany jest we Francji o śledzenie dziennikarzy a zaraz potem wypowiada się, że będzie „pilnował wolności słowa w Birmie”..

      • Avatar wute

        Obłuda francuskich elit politycznych jest przysłowiowa. Mistrzem
        w tej dziedzinie był Chirac. Sarkozy miał się od kogo uczyć.

  • Avatar kurs masaz tajski

    zaraz, a gdzie birma, chiny, panstwa arabskie? czyzby reporterzy wyznaczyli sobie niska poprzeczke, raczej niz zadrzec z huntami militarnymi i oligarchia?

    proponuje sprawe rodziny krolewskiej traktowac osobno od wolnosci politycznej i zwiazana z nia wolnosc slowa. Mozna byc w tajlandii republikaninem, anarchista, a nawet rewolucjonista i nie byc za kratkami lub 2m pod trawa. W chinach, krajach arabskich, birmie jest to znacznie ciezej

    • Wydaje mi się, że RBG po 1) może poczuli się dotknięci przez niespełniane obietnice, czyli zmiany, które zaprowadzić miał nowy rząd i po 2) moim zdaniem, poczuli, że mimo wszystko istnieje możliwość ich zaprowadzenia w toku zmian politycznych i nie chcą odpuścić. W innych krajach, osiągnięcie postulatów jest znacznie trudniejsze i walczą o kraj, gdzie najprawdopodobniej widzą „światełko w tunelu”. Nie sądzę, że chodzi o ustawianie poprzeczki nisko ale dokończenie pewnych działań, które intensywnie prowadzone są od manifestacji UDD w 2010 (Tajlandia okropnie spadła wtedy w ich rankingach i wtedy też zaostrzono stanowisko wobec Tajlandii). Jestem oczywiście też „za” rozdzieleniem kwestii rządowych od monarchii. ale i tu raczej, jako efektywną, widzę politykę „małych kroków” bo chodzi nie o samo prawo (choć to najpierw) ale też o zmienienie podejścia społeczeństwa i dziennikarzy..

Pozostaw odpowiedź