Artykuły,Publicystyka

L. Ślazyk: Debata o A2 – Z perspektywy żaby biało-czerwonej

zabaNo i rozpętała się afera! Chińczycy jednak zabrali swoje zabawki i poszli sobie do innej piaskownicy, pozostawiając w pół słowa, w pół gestu rozgrzebaną budowę autostrady A2. Co więcej poszli sobie za nic mając nasze polskie pretensje dotyczące podpisanego przecież kontraktu, to co na jego podstawie miano wykonać, jak również to co grozi za ewentualne niewywiązanie się z kontraktu.

Napisanie kilku słów na ten temat sprowadziło na moją głowę cały grad oburzonych komentarzy typu „tu nie Chiny, tu Polska jest, my tu mamy polskie zasady i kontrakty, jak ktoś podpisał, to się wywiązać musi, a jak nie to będzie płacił do końca życia i już!”. Rozbrajające są dla mnie te wszystkie emocje, święte oburzenie, ocierające się o jakiś tajemniczy patriotyczny sojusz, wyrażony niegdyś słowami: „nie będzie ……. (wpisać dowolną nację) pluł nam w twarz”. No i pięknie, tylko co z tego? Co z tego całego napinania się i oburzenia świętego, jeśli Chińczycy po prostu mają ten cały teatrzyk w nosie? Po prostu, bez żadnych dodatkowych opcji, lub rozwiązań?

W ciągu ostatnich kilkunastu lat miałem okazję niejednokrotnie obserwować zaciętość z jaką rodacy starali się zmienić zastaną rzeczywistość. Począwszy od wymuszania na obsłudze chińskich hoteli umieszczania na rachunkach hotelowych polskiego (a najlepiej unijnego) numeru VAT, po tworzenie wielostronicowych kontraktów dotyczących produkcji niezbyt zaawansowanych technologicznie towarów. W pewnym momencie – przyznam szczerze – zaczęło mnie to zjawisko fascynować. Ta kozia upartość, aby uczynić absolutnie obce, egzotyczne otoczenie posłusznym naszym krajowym zwyczajom i regułom. Ileż zmarnotrawionej energii w tych zupełnie irracjonalnych działaniach…. W przypadku szczególnym Chin myślę, że taka postawa bierze się z przynajmniej 2, a może 3 zasadniczych powodów.

Po pierwsze gardzimy Chińczykami. Jak nie, jak tak? Chińczyk, to ten chudy żółtek z wystającymi zębami, brudny i przygłupi, który dyma od rana do wieczora za miskę ryżu. Zatem we wszystkich relacjach, a głównie przecież chodzi o relacje biznesowe, bo innych okoliczności do wzajemnych kontaktów póki co zbyt wielu nie ma, traktujemy Chińczyków jak delikatnie upośledzonych osobników, którzy powinni wykonywać nasze polecenia. I tu pojawia się oczywista sprzeczność: skoro są upośledzeni, to nasze instrukcje powinny być formułowane w sposób uproszczony w porównaniu z zaleceniami kierowanymi do osób nie obciążonych brakami intelektualnymi. Tymczasem traktujemy Chińczyków z góry i każemy im „wykazywać się”, „pomęczyć się”. Jakże często to słyszałem: „niech oni sami pokombinują, niech zrobią coś od siebie”….  Drażni nas (mnie też) chińskie mlaskanie i ciamkanie przy jedzeniu, wciąganie glutów z nosa do jamy i wypluwanie ich gdzie bądź na podłogę, palenie papierosów zawsze i wszędzie, pokrzykiwanie przez komórkę, specyficzne rozumienie pojęcia czystości we wspólnie użytkowanej toalecie, itd., itp. W sumie kodujemy sobie w głowie obraz, który każe nam traktować Chińczyków protekcjonalnie z nutą pogardy. Od razu zaznaczam: jako nacja w tym stosunku do Chińczyków Ludowych nie jesteśmy osamotnieni. Zapytajcie kilku obywateli Hong Kongu o Mainlanderów, można poznać wiele zupełnie nowych i zaskakujących słów opisujących inną istotę ludzką….

Po drugie, my Polacy mamy poważny defekt polegający na dysproporcji pomiędzy wyobrażeniem swojego znaczenia w świecie, a faktycznym w tym świecie znaczeniem. Nie mam pojęcia, czy to sprawka Narodowych Wieszczów, czy inna jakaś cholera, ale pewne jest jedno, że wystarczy nacisnąć odpowiedni guzik w naszych głowach i już wyskakuje Chrystus Narodów, czy inny Wallenrod. Chętnie podpisujemy się pod różnego rodzaju legendami, czepiamy snów o potędze, zamiast racjonalnie ocenić swoje miejsce, możliwości, relacje z otaczającym nas światem. Jesteśmy jak taka biało-czerwona żaba w małym stawie, która nadyma się dumna, że jest najważniejsza, która jest głucha na powtarzające się wieści o tym, że ten staw to bajorko tak małe, że go nawet w googlach nie ma, a kiedy ją zacznie wpierniczać bezceremonialnie jakiś bociek, to się jeszcze awanturuje, że mu pokaże w sojuszu z innymi żabami. Tylko, że te żaby akurat bardziej dbają o całość swoich skórek, niż jakąś awanturującą się i z góry przegraną w konfrontacji z bocianem przedstawicielkę swojego gatunku. Jeśli zdarzy się jednak, że ta biało-czerwona żaba przypadkiem jakimś wypłynie na szersze wody to nie jest w stanie zrozumieć, że świat funkcjonuje inaczej niż to stawowe zadupie. Nasza żaba działa według jednego z moich ulubionych powiedzeń, że „chłop może wyjść ze wsi, ale wieś z chłopa nigdy”. I znów wracając do relacji biznesowych z Chińczykami mamy w tym naszym defekcie, żabiej postawie, kolejny generator problemów. Chcemy koniecznie, żeby wszystko odbywało się według naszych zasad, które my sami sobie ze sobą ustaliliśmy. Co więcej, uważamy, że te zasady zna i toleruje cały świat. Nie mieści się nam zatem w głowie, że taki Chińczyk może inaczej rozumieć podpisywanie umów, czy realizację etapów kontraktu. Nie przyjmujemy do wiadomości, że percepcja, reakcje, zachowania ludzi wychowanych w innych środowiskach, społecznościach niż nasze są odmienne od tych, do których przywykliśmy. Co więcej, jesteśmy bardziej uparci niż św.Tomasz, bo nie wierzymy nawet kiedy widzimy, że się mylimy w swoich ocenach i przewidywaniach.

Awantura z firmą COVEC – obawiam się – będzie powodem pogłębienia się niechętnego stosunku do Chińczyków, szczególnie w kontekście ewentualnych realizacji dużych projektów infrastrukturalnych w Polsce. Nie możemy jednak po prostu obrazić się na Chiny i je bojkotować jako poważnego partnera we wspólnych przedsięwzięciach. To byłoby najgłupsze z możliwych rozwiązań. Powinniśmy naprawdę przeanalizować na chłodno całą sytuację i spróbować przynajmniej jeszcze raz. Ale przygotowani do tej próby znacznie lepiej niż do tej pory. Może warto byłoby w tych przygotowaniach uwzględnić na przykład fakt, że w Chinach Ludowych jeszcze w 1985 roku dokonywano rekwizycji ciągników i sprzętu rolniczego kupowanego przez rolników indywidualnych, bowiem jeszcze 26 lat temu własność prywatna uznawana była za zło, była przeklęta. Może warto wziąć pod uwagę, że dzisiejsi 60-latkowie z Chin Ludowych, czyli większość sekretarzy, dyrektorów, prezesów, etc., to aktywni niegdyś uczestnicy „rewolucji kulturalnej”. Taka wiedza z pewnością rzuciłaby nowe światło na dzisiejszych Chińczyków i pozwoliła znacznie ich lepiej rozumieć, a w konsekwencji efektywniej współpracować.

Hmmmm….tylko kogo to obchodzi?

Autor: Leszek Ślazyk, przedsiębiorca z Pomorza, mający kilkunastoletnie doświadczenie w handlu z firmami chińskimi.

Tekst ukazał się pierwotnie na stronie chiny24.com

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
L. Ślazyk: Debata o A2 – Z perspektywy żaby biało-czerwonej Reviewed by on 25 czerwca 2011 .

No i rozpętała się afera! Chińczycy jednak zabrali swoje zabawki i poszli sobie do innej piaskownicy, pozostawiając w pół słowa, w pół gestu rozgrzebaną budowę autostrady A2. Co więcej poszli sobie za nic mając nasze polskie pretensje dotyczące podpisanego przecież kontraktu, to co na jego podstawie miano wykonać, jak również to co grozi za ewentualne

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 8

  • Artykuł dość emocjonalny, ale to nie musi oznaczać nic złego! Moim zdaniem zawiera mnóstwo trafnych spostrzeżeń, a przykład z żabą to (niestety) strzał w 10-kę. Na pociechę dodam, że i innym nacjom zdarza się stroić się w cierpiętnicze szaty Mesjasza Narodów czy przedmurza chrześcijaństwa – oczywiście z podobnym skutkiem, tzn. niedocenianiem ze strony „niewdzięcznej” ludzkości (Rosjanie, Serbowie, poniekąd Ormianie).
    Wielu rodaków, których znam, faktycznie ma pogardliwy, a przynajmniej nacechowany lekceważeniem i bzdurnymi stereotypami stosunek do Chińczyków: zatruwają środowisko (a USA i Rosja to nie?), psy jedzą (jakby Koreańczycy i kilka innych nacji nie jadło), harują za „miskę ryżu” (ciekawe, czy to za ten ryż kupili już 800 mln telefonów komórkowych?), nie mają urlopów (za to Polacy – zwłaszcza tyrający na umowę zlecenie – mają ich w nadmiarze!), produkują same buble (tymczasem chińskie autostrady i koleje uchodzą za nie gorsze od japońskich, niemieckich czy francuskich) itd.
    Te stereotypy zapewne w dużej mierze wynikają z tego, że Polacy wciąż mało podrużują po świecie oraz z faktu, że dzisiejsze polskie media rozpaczliwie mało o tym świecie informują. Żeby dowiedzieć się czegoś sensownego w TV, trzeba oglądać TVP po godz. 23:00, względnie takie kanały jak NG, Planete czy Travel Channel. O kanałach nietłumaczonych na polski jak TV5, BBC czy SAT1 wolę nie wspominać, bo ilu Polaków zrozumie, o czym tam mowa? Zaścianek – oto czym wciąż jest polskie społeczeństwo 22 lata po obaleniu komuny… :-(

    • Jeśli ktoś z was w najbliższym czasie będzie podróżował do Pragi proszę zauważyć, że w kantorach jest możliwość wymiany HK$ oraz RMB, czy ktoś z was w Polsce kiedykolwiek widział kantor, który wymienia RMB czy też HK$ ?
      Kolejna sprawa to ilość Japończyków, Koreańczyków, Chińczyków w Czechach ( mowa dalej o Pradze ) .. wiem, że Praga jest o wiele bardziej atrakcyjnym miastem niż Warszawa, Kraków oraz Wrocław, ale niech coś Polacy robią, aby przyciągać turystów O_o

      @Zyggi
      „Te stereotypy zapewne w dużej mierze wynikają z tego, że Polacy wciąż mało podrużują po świecie oraz z faktu, że dzisiejsze polskie media rozpaczliwie mało o tym świecie informują.”

      Dokładnie tak samo jest w Chinach, Chińczycy mało wiedzą o Polsce, o Polakach, o polskiej historii, o możliwości robienia biznesu w Polsce etc.etc.

      Winą za to można obarczyć np. konsulaty … np. konsulat w SH .. wiadomo jaka ilość ubiega się o wizy do Polski, wiadomo ile osób jest odrzucanych … Polska polityka konsularna w tym regionie działa na zasadzie zamiatania wszystkiego pod dywan .. Polska zamyka się na Chiny to Chiny będą zamykać się na Polskę … i żadne EXPO tutaj nie pomoże bo już na pierwszej linii ponosimy porażkę !!

  • Dawno nie czytalam czegos tak nieprofesjonalnego i przeprlnionego krotkowzrocznoscia i stereotypami. Skad Pan wie jak Polacy widza Chinczyow? Rozmawial Pan z kazdym z nas? Ja tak ich nie widze jak Pan to probuje mi implikowac. Poza tym nie sadze aby moje wyobrazenie o Polsce i jej miejscu w swiecie pokrywalo sie z tym co Pan byl uprzejmy napisac. Rozumiem, ze najwidoczniej zirytowaly Pana komentarze do Pana poprzedniego artykulu ale jednak mozna bylo sie z ta zloscia przespac zamiast wylewac ja w pelnym personalnych odczuc tekscie,

  • w poprzednim artykul mial Pan kilka ciekawych uwag, jednak ogolnie oba sprawiaja na mnie wrazenie, jakie mam o czesci cudzoziemcow w azji – ja wiem jak jest, tym bardziej jesli krece sie po okolicy od pewnego czasu.
    podpisze sie pod tym, ze niestety spotkalem sie zazwyczaj z krytyka gospodarzy i zazwyczaj jestem jedyna broniaca ich osoba w towarzystwie. przy czym osoby te zazwyczaj bardzo chwala sobie zycie tutaj i nie mysla o wyjezdzie.
    jednak ma Pan dziwne i skrajnie krytyczne obserwacje, zarowno odnosnie braku akceptacji chinczykow, jak i postrzegania polakow przez siebie.

    mam do Pana jedno pytanie: nie radzi sobie z coveciem polski rzad, popelnia dziecinne bledy, ktore Pan zna i wie jak ominac. to jak to jest, ze poszkodowane sa chinach tysiace tajwanskich przedsiebiorcow, jest tak zle, ze zalozyli w celu dochodzenia praw i roszczen stowarzyszenie? kropka nad i jest niedawny wynik sprawy sadowej o naruszenie patentow. przegral je wobec chinskiej firmy – w chinskim sadzie nie kto inny tylko Guo Tai Ming / Terry Gou, wlasciciel Hon Hai / Foxconnu, jeden z najpoteznieszych tajwanczykow w chinach? jak to jest, ze tajwanczycy takze nie radza sobie z istniejacym tam systemem?

    • Może dlatego, że Taiwańczycy mimo, że też długi czas dyktaturę Czanga mieli, nie żyli jednak w systemie komunistycznym. Mimo wszystko nam do Chin Ludowych bliżej. Chodziłem do szkoły w czasach stalinowskich i była ona bardzo podobna do dzisiejszych północnokoreańskich. Wyroki sądów w RP tez nierzadko zdumienie budzą.

  • „my Polacy mamy poważny defekt polegający na dysproporcji pomiędzy wyobrażeniem swojego znaczenia w świecie, a faktycznym w tym świecie znaczeniem”

    Niesamowite, jak mocno trzyma się ten stary stereotyp. Należymy do najbardziej samokrytycznych narodów Europy, ale mit polskiej tromtadracji dalej króluje i daje osobom takim jak autor asumpt do jakże przyjemnego dla polskiej duszy generalizującego samobiczowania.

    Druga zabawna sprawa – jest w porządku, jeśli Chińczycy żądają od zagranicznych firm na swoim terenie gry zgodnie z chińskimi zasadami. Gdy jednak Polacy chcą od Chińczyków w Polsce gry zgodnie z zasadami polskimi (i europejskimi), to nagle jest to dowodem naszej rzekomej zaściankowości.

    Może by tak pomyśleć jednak na własny rachunek?

    • Zgadzam się. Chińczycy dali ciała, a tu robią z nas winnego. Winę ponosimy za to, że nie braliśmy pod uwagę że takie zachowanie Chińczyków jest wielce prawdopodobne.

  • Dobrze napisane, gratuluję. Pokrywa się też z moimi obserwacjami. Na marginesie chciałbym zauważyć, że Zachód (USA + UE) nie do końca zdają sobie sprawę, że czasy się zmieniły i będziemy musieli być konkurencyjni w stosunku do Chińczyków. Straszne, prawda? I to niekoniecznie na naszych warunkach. Cenne tu jest Pańskie praktyczne doświadczenie, przeważnie mamy tu do czynienia z pięknoduchami, debatującymi nad „strategią” stosunków polsko – chińskich. Wielkoskalowe przedsięwzięcia, takie jak budowa autostrady, mają swoje kulisy, nieznane opinii publicznej.

Pozostaw odpowiedź