Indonezja

Krwawe zamieszki w Dżakarcie

W połowie kwietnia tego roku w północnej Dżakarcie miały miejsce gwałtowne zajścia uliczne. Największe, jakie widziano w stolicy Indonezji od czasu upadku prezydentury Suharto w 1998 roku.

Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, zwłaszcza w dobie światowego kryzysu gospodarczego, to nie podłoże polityczne, ani też ekonomiczne było iskrą zapalną kwietniowych wydarzeń. Niepokoje, o których mowa, miały zdecydowanie i jedynie charakter religijny i historyczny.

Areną wydarzeń była jedna z północnych dzielnic Dżakarty – Tanjung Priok. Jest to duża, typowo portowa dzielnica, obsługująca statki: zarówno ruch pasażerskim jak i handlowy. Jest to również największy port morski na Jawie i jeden z 3 (razem z Surabaya i Semarang) obsługujących międzynarodowy ruch kontenerowy.

zamieszki_indonezja_2Aby wczuć się w historię dzielnicy i zrozumieć sedno sporu należy wyjść od jej dwuczłonowej nazwy, która w dosłownym tłumaczeniu oznacza: Tanjung – przylądek i Priok – garnek. I od tego ‘garnka” właśnie zaczęły się wszystkie protesty, których byliśmy świadkami 14 kwietnia 2010 roku.

W 1727 roku w miejscowości Palembang na Sumatrze urodził się chłopiec Habib Hasan, syn Muhammada Al. Haddada, stąd jego pełne imię brzmiące: Habib Hasan bin Muhammad  (dla córek stosuje się spójnik „bitni”).

Jako dziecko Hasan pobierał nauki w miejscowej szkole i oddawał się pilnemu studiowaniu Koranu u boku swego ojca, który, wysłał młodego syna do dalekiego Jemenu.

Podróż ta miała na celu przede wszystkim zgłębianie tajników islamu, ale również odszukanie korzeni rodzinnych, gdyż właśnie z Hadramaut w Jemenie pochodzili przodkowie rodziny.

Czas na Półwyspie Arabskim minął młodzieńcowi szybko i w wieku 29 lat Habib Hasan postanowił wrócić do Indonezji.

Tu pojawiają się rozbieżności w tekstach źródłowych, gdyż jedne podają, iż powrót miał miejsce bezpośrednio na Jawę wraz z kilkoma przyjaciółmi, inne źródła natomiast podają, że na Sumatrę, skąd zabrał ojca, z którym następnie kontynuował rejs na Jawę.

Historia powrotu Habib Hasana  do Indonezji zawiera już  pierwsze wątki mistyczne, gdyż przypisuje się H.H. podczas tejże podróży,  na przykład cudowne przemienienie ryżu z ziaren w gotową strawę.

H. H. woził ze sobą ryż w glinianym naczyniu, z którym podobno nigdy się nie rozstawał, czemu zawdzięcza przydomek pod którym jest obecnie znany – Mbah Priok. Mbah to powszechnie używane w Indonezji określenie starszego mężczyzny.

Nazwa Mbah Priok wiąże się więc z miejscem, do którego przypłynął, gdzie do końca swych dni zajmował się nauczaniem i nawracaniem na islam. Tu też po śmierci znaleziono obok zwłok  H..H. gliniane naczynie Mbaha.

Z szacunku do nauczyciela i jego nieodłącznego dzbana na ryż, wierni zapragnęli uhonorować swego mistrza duchowego, nadając swej wsi miano Tanjung Priok.

Po śmierci pochowano go w pobliżu meczetu, a grób jego stopniowo stawał się miejscem kultu dla okolicznych mieszkańców. Kult ten rósł z czasem, co, jak to często bywa w podobnych sytuacjach, było nie w smak kolejnym rządzącym.

Pierwsi z nich, holenderscy kolonizatorzy, widząc rozmiar tegoż kultu, nie ingerowali w niego,  nie chcąc prowokować wystąpień i tak nie zawsze posłusznej lokalnej ludności.

Również po odzyskaniu niepodległości w 1945 roku miejsce spoczynku Mbah’a Prioka było kością niezgody między lokalnymi przywódcami religijnymi a władzami politycznymi. Punktem spornym w tej kwestii było „strategiczne” położenia grobu – u samego wjazdu do portu.

Za prezydentury Sukarno nie było jednak poważniejszych incydentów ani zdecydowanych nacisków władz aby przenieść grobowiec.

Następca Sukarno, Suharto już pod koniec swych rządów rozpoczął starania o przeniesienie miejsca pochówku Mędrca. Sprawy zaszły na tyle daleko, że w 1997 wykopano szacowne szczątki i przeniesiono na cmentarz publiczny w Semper, przy czym część szczątków oddano potomkom rodziny, by mogli je zabrać i pochować poza Dżakartą.

Myliłby się jednak ten, komu wydawałoby się, że zamknęło to sprawę sporną związaną z miejscem pochówku M. P., gdyż zdaniem starszyzny religijnej przeniesione szczątki pochodziły z innych mogił, a te prawdziwe, czczone, należące do Mbaha Prioka nadal znajdowały się na starym miejscu. Tak więc sprawa przeprowadzenia grobowca powróciła.

Rok 2004 przyniósł wydanie i uprawomocnienie się egzekucji wyroku, w uzasadnieniu  którego podano, iż spółka Pelindo (Pelabuhan Indonesia – Porty Indonezyjskie) jako prawny właściciel gruntów ma prawo do przeniesienia grobowca na inne równie szacowne miejsce.

Z egzekucją i wykonaniem wyroku czekano do 14 kwietnia tego roku, kiedy to o świcie policja podjęła próbę realizacji postanowienia sądowego wyroku w omawianej sprawie.

Próba ta zakończyła się najkrwawszymi od 11 lat zamieszkami w stolicy.  W wyniku zamieszek śmierć poniosły 2 osoby, rannych zostało 134, spalono 59 samochodów i 6 motocykli.

Na nic zdały się zapewnienia władz o fakcie braku szczątków mistyka w danym miejscu, oraz deklaracje stworzenia w nowym miejscu pomnika i godnych warunków do pielęgnowania kultu czczonego przez ludność nauczyciela.

Tanjung Priok jest specyficzną częścią Dżakarty. To typowa robotnicza dzielnica portowa, zamieszkana raczej przez biedniejszą część niezbyt zamożnego społeczeństwa. Dzielnica ta jest również znana z ortodoksyjnych wystąpień religijnych, nie tylko w obronie grobowca Habibiego Hasana.

12 września 1984 roku miały miejsce w tej części miasta inne krwawe zamieszki. Iskrą zapalną była rzekoma obraza meczetu, jakiej miał się dopuścić policjant z dzielnicowej jednostki Babinsa. W akcie zemsty rozdrażnieni mieszkańcy, podsycani przez religijnego nauczyciela Amira Bikiego, spalili motorower policjanta.

Interwencja policji zakończyła się zatrzymaniem 4 mężczyzn i osadzeniu ich w lokalnym więzieniu. Pewny swojej pozycji wśród lokalnych muzułmanów Amir Bikie wystosował na ręce policji swego rodzaju ultimatum, by do wieczora zwolniono aresztantów. W przeciwnym razie groził siłową próbą uwolnienia osadzonych.

Żądania nie spełniono, co spowodowało, że o godz. 23.00 ruszył marsz lokalnej ludności na więzienie. Marsz zakończył się krwawą masakrą. Śmierć poniosły 24 osoby,  55 odniosło rany, a w zajętym ogniem budynku pobliskiej apteki zginęła 9 osobowa rodzina indonezyjskich Chińczyków.

Patrząc na zajścia sprzed 2 tygodni, porażającą brutalność i agresję ze strony „broniących grobu”, oraz na udział w nich dzieci i młodzieży, nasuwa się smutna refleksja i pytanie o cenę, jaką płaci dzielnica północnej Dżakarty, z powodu braku zdolności do zawierania kompromisów przez miejscowych liderów religijnych.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Krwawe zamieszki w Dżakarcie Reviewed by on 14 maja 2010 .

W połowie kwietnia tego roku w północnej Dżakarcie miały miejsce gwałtowne zajścia uliczne. Największe, jakie widziano w stolicy Indonezji od czasu upadku prezydentury Suharto w 1998 roku. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, zwłaszcza w dobie światowego kryzysu gospodarczego, to nie podłoże polityczne, ani też ekonomiczne było iskrą zapalną kwietniowych wydarzeń. Niepokoje, o których mowa,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź