Na podbój Azji

Kowalczykowie odkrywają Azję

kowalczyk2Artur Kowalczyk i Karol Kowalczyk jak na swój wiek mają spore doświadczenie w różnych dziedzinach, z czego najcenniejsze zdobyli mieszkając i pracując w Azji. Jakiś czas temu Artur podjął decyzję o wyjeździe do 10-milionowego Bangkoku ulokowanego w samym sercu Kraju Tysiąca Uśmiechów – Tajlandii. Karol zafascynowany przemysłem high-tech i nowoczesną myślą techniczną na miejsce zdobywania doświadczenia wybrał Taipei – słynną stolicę Tajwanu. Panowie będą w najbliższych miesiącach pokazywać Azję inna niż ta, którą znamy z TV. Będzie to nie tylko Azja egzotyczna, pełna kolorowych, dziwnych potraw i niezrozumiałych języków, Azja fascynująca, niedostępna atrakcyjna jako miejsce niezwykłej podroży czy urlopu, ale będzie to przede wszystkim Azja, jako kraina wielu możliwości, alternatyw i wyzwań dla polskich studentów i absolwentów. Autorzy oferować będą mnóstwo praktycznych informacji i porad, co zrobić by będąc w młodym wieku nie być skazanym jedynie na wyjazd do Londynu. Historie tu zamieszczone dowiodą, że można odnosić spektakularne sukcesy i spełniać się życiowo oraz zawodowo nawet w tak egzotycznym, dla nas Polaków, regionie świata.

Azja czeka, a my prezentujemy w pierwszym wywiadzie samych autorów nowej rubryki CSPA „Na podbój Azji”.

Jak wpadliście na pomysł tej rubryki? Czy po trochu nie jest to Wasza historia?

Zasoby polskiego internetu są mocno ograniczone jeżeli chodzi o wartościowe serwisy skupiające się na możliwościach rozwoju, jakie dają młodym ludziom wyjazdy międzynarodowe. Stosunkowo łatwiej znaleźć relacje ludzi, którzy zdobywali doświadczenie w Anglii czy USA, zaś temat wyjazdu do Azji jest na prawdę niszowy, a szkoda, bo to niesamowicie interesująca perspektywa. Postanowiliśmy regularnie opisywać historie młodych Polaków, którzy już osiągnęli mniejsze bądź większe sukcesy na tym odległym kontynencie. Sami przed wyjazdem czytywaliśmy historie Polaków w Azji, głównie na CSPA, co było dla nas dużą dawką motywacji i inspiracji. Nic przecież nie dostarcza tak wiarygodnej i sprawdzonej wiedzy jak relacje, przeżycia, rady i przestrogi ludzi, którzy już pokonali drogę, w którą my właśnie wyruszamy. Co do drugiego pytania, to rzeczywiście, sami jakiś czas temu stawialiśmy czoła wyzwaniom, które poruszamy w proszonych rozmowach. Celem naszych wywiadów jest to, by młodzi ludzie dostali na tacy praktyczną wiedzę o tym, na co warto zwracać uwagę, a czego należy unikać w perspektywie wylotu na Daleki Wschód. Z perspektywy czasu widzimy, jak cenna jest taka wiedza.

Skąd wziął się pomysł wyjazdu do Azji?

Już na studiach mieliśmy tendencję do poszukiwania oryginalnych rozwiązań i wyszukiwania nietypowych wyzwań, którym warto stawić czoła. Zdawaliśmy sobie sprawę, że podążając utartą przez miliony ścieżką nie osiągniemy nic więcej, niż to, co większość, czyli przeciętność. Idealnym rozwiązaniem miał się, słusznie zresztą, okazać wyjazd w ramach międzynarodowego projektu. Azja wydała nam się niebanalna i fascynująca. Poza tym oglądając materiały z Prof. Krzysztofem Rybińskim (m.in. były wiceprezes NBP czy konsultant Banku Światowego), czy Dariuszem Kowalczykiem (Polski ekonomista w Singapurze, który udziela regularnie wywiadów dla CNBC, CNN czy Bloomberg), uzmysłwialiśmy sobie, że sukces – nawet w odległej Azji – jest jak najbardziej osiągalny.

Jakie widzicie możliwości przed młodymi osobami z Polski? Jakbyście ich przekonali, że szczęścia warto szukać w egzotycznej Azji, a nie w Dublinie czy w Londynie?

Do Londynu można wyjechać w każdej chwili, a wylot do Azji może okazać się jedyną, niepowtarzalną, szansą, zwłaszcza mając dwadzieścia kilka lat. Poza tym, doświadczenie zdobyte w Azji często wzbudza duży podziw wśród pracodawców, którzy przeglądają przecież miesięcznie nierzadko setki podobnych do siebie CV. Globalizacja daje młodym Polakom takie same możliwości jak Szwedom, Anglikom czy Brazylijczykom. Problem w tym, że nasi zagraniczni koledzy skuteczniej te szanse wykorzystują. Nam – Polakom naprawdę niczego nie brakuje, aby konkurować z najlepszymi. Powodów tak małej, w stosunku do innych krajów, liczby osób z powodzeniem robiących karierę, prowadzących biznes czy działających choćby w organizacjach NGO na świecie, a konkretnie w Azji, upatrywalibyśmy w niskim poziomie świadomości, braku rzetelnej informacji i merytorycznego doradztwa ‘z zewnątrz’. Doświadczenie zdobyte w Azji może potem zaowocować w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Azja to przecież najdynamiczniej rozwijający się region świata i nie zanosi się na to, by w najbliższych latach miało to ulec zmianie.

Co ciekawe, jadąc do Azji możemy poznać ludzi niemal ze wszystkich kontynentów, jak zresztą było w naszym przypadku. Zalety można więc mnożyć i mnożyć.

Jaką największą wartość doceniacie w międzynarodowych podróżach i wymianach?

Jest ich całe mnóstwo i ciężko wyróżnić jeden kluczowy element. Ważnym aspektem jest zmiana percepcji otaczającego nas świata i dostrzeganie nowych możliwości, jakie pojawiają się na około. Kolejnym jest fakt, że bez względu na to czy chcemy tam studiować, pracować czy działać społecznie, ciągle uczymy się czegoś nowego, 24h na dobę, gdyż stale jesteśmy stawiani w nowych sytuacjach i to często poza zajęciami na uczelni czy pracą.

Dziękujemy za wywiad.

„Na podbój Azji” to nowa, stała rubryka CSPA prowadzona przez Artura Kowalczyka* i Karola Kowalczyka** – wielkich zwolenników wykorzystywania globalizacji do zdobywania doświadczenia zawodowego i kontaktów na całym świecie. W  relacjach i wywiadach autorzy skupiają się na możliwościach, jakie Azja daje młodym Polakom w kontekście studiowania, zdobywania doświadczenia, rozpoczęcia kariery zawodowej czy samego życia na tym niesamowitym kontynencie.

Jeżeli poprzez studia, prace, praktyki, projekty czy działalność w organizacjach zdobyłeś/aś doświadczenie w Azji i chcesz, żebyśmy zamieścili Twoją niezwykłą historię w naszym dziale, odezwij się niezwłocznie na: [email protected] lub [email protected]

*Artur Kowalczyk – Z wykształcenia ekonomista. Ukończył finanse. Mieszkał w Tajlandii, gdzie m.in. prowadził zajęcia na Bangkok University.  Autor publikacji naukowej na temat: „ASEAN – azjatyckie tygrysy zyskują na znaczeniu” – poświęconej rozwijającym się gospodarkom Azji.  Kontakt email: [email protected], [email protected]

**Karol Kowalczyk – Absolwent Finansów i Bankowości. Podczas pobytu na Tajwanie związany zawodowo z National Taipei University. Główne zainteresowania badawcze: sposoby zdobywania doświadczenia zawodowego w Azji oraz edukacja nieformalna.  Kontakt email: [email protected], [email protected]

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Kowalczykowie odkrywają Azję Reviewed by on 20 grudnia 2010 .

Artur Kowalczyk i Karol Kowalczyk jak na swój wiek mają spore doświadczenie w różnych dziedzinach, z czego najcenniejsze zdobyli mieszkając i pracując w Azji. Jakiś czas temu Artur podjął decyzję o wyjeździe do 10-milionowego Bangkoku ulokowanego w samym sercu Kraju Tysiąca Uśmiechów – Tajlandii. Karol zafascynowany przemysłem high-tech i nowoczesną myślą techniczną na miejsce zdobywania

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 11

  • Ciekawi mnie jak odbywa się transport Kauczuku z Tajlandii do Chabarowska. Zapewne załadowany jest w jakimś porcie w Tajlandii i wzdłuż wybrzeża Wietnamu, Chin i Korei, aż do Władywostoku (6000 km). Następnie surowiec trzeba przewieźć z Władywostoku do miejsca docelowego koleją (ponad 700 km). Bardzo interesująca sprawa z punktu widzenia logistyki, dlatego jeżeli się gdzieś pomyliłem to proszę pisać, bardzo chętnie poznam prawidłową trasę.

  • Rysiek pisze, iz plusem tej sytuacji jest to „iz automatycznie stawia nas to ponad ogol”. A wiec jednak zdradzacie pewien element rywalizacji…,co samo w sobie jest piekne. Ludzie zawsze rywalizowali, czego najlepszym dowodem sa wciaz mnozace sie konkurencje sportowe. Natomiast chce zauwazyc, ze nawet odnoszac sukces w Azji, czego Wam serdecznie zycze, bo kazdy sukces Polaka za granica jest cenny dla Polski (a zakladam, ze dla nas wszystkich Ojczyzna jest najwazniejsza i pisze to bez patosu), nie bedziecie ponad ogol, gdyz tutaj zadnego ogolu po prostu nie ma. Ogol jest na Wyspach i Ameryce. To tam sa miliony Polakow, wiec odniesienie sukcesu tam jest na prawde znaczace, w sensie wybijania sie ponad ogol Rodakow. Gdybyscie zostali np. szefami brytyjskich korporacji, wowczas moglibyscie powiedziec „wybilismy sie ponad ogol”. W Azji, paradoksalnie bedzie Wam latwiej zrobic kariere, poniewaz nie macie praktycznie zadnej konkurencji. Oczywiscie pomysl na biznes, jego realizacja itd., ale fakt, ze nie ma konkurencji przemawia na plus. Czytalem ostatnio w „The Nation” wywiad z Rosjaninem o imieniu Sasza. Odbyl on w Tajlandii praktyke przy pozyskiwaniu kauczuku z tzw. „drzew gumowych”. A przyjechal do Tajlandii na kontrakt by uczyc j. rosyjskieo na Univr. Rajabat w Surat Thani. W pewnym momencie stwierdzil, ze 30. 000 bath (ok. 900 dolarow) miesiecznie z nauczania to nic w porownaniu z „biznesem gumowym”. Nauczyl sie wiec technologii produkcji. Nastepnie wrocil do Chabarowska, wzial potezny kredyt, zbudowal fabryke produkcji gumy, nawiazal kontrakty z farmerami w Tajlandii, ktorzy dostarczaja juz gotowy surowiec do wyrobu gumy. Zatrudnil u siebie w fabryce 150 osob na poczatek i obecnie prosperuje mu niezly biznes. w chabarowskim okregu jest pierwszym, ktory uruchomil fabryke produkujaca elementy z gumu, m.in. izolacje elektryczne. Ale on takze nie mial konkurencji :)
    Co do Pana, Panie Zyggi (chcialbym poznac imie, jesli mozna), to bardzo lubie wszelkie Panskie teksty. Milo sie je czyta. Sa jasne, loiczne i do obledu merytoryczne! Pewnie nie czulby sie Pan dobrze piszac fikcyjne powiesci, za to analizy spoleczne : kocham to!!! I dziekuje za wszystkie poprzednie.

    • Bardzo dziękuję za miłe słowa! Jednak gdybym był Azjatą, zapewne upierałbym się, że Pan przesadza z pochwałami!
      Jeśli jest Pan zainteresowany kontaktem, to zapraszam tu: [email protected]. Mam i inny, na Onecie, ale po onetowskich „innowacjach” sprzed ok. miesiąca zdecydowałem się na wszelki wypadek założyć rezerwowy adres.
      Pozdrawiam serdecznie. :-)

  • urwalo mi komentarz, przepraszam , kontynuuje.
    Wielu Polakow obawia sie o zdrowie i zycie w krajach, gdzie do demokracji jest jeszcze daleko, gdzie panuje ogromna korupcja i tak na prawde nie wiesz kiedy i za co mozesz trafic za kratki na wiele lat. Pobyt w Azji (np. w Tajlandii gdzie mieszkam juz 3 rok) to takze swiadomosc, ze nie mozna sobie wyskoczyc do Polski (jak z Anglii) na swieta czy wesele siostry. Jesli tutaj sie pracuje i ma zamiar pomieszkac np. 2-3 lata, trzeba sobie uswiadomosc kilkuletnia rozloke z Polska, z rodzina etc. Trzeba tez wiedziec, ze w Tajlandii czy Malezji nie ma Polonii. Owszem, pracuje w Tajlandii kilkudziesieciu Polakow, wliczajac ambasade, ale to nie Polonia (wiekszosc z nich jest w Bangkoku) wiec jesli ktos mieszka daleko na prowincji jak ja (poludnie kraju Pang Gna) nie ma kontaktu z Rodakami, co na prawde boli.
    Tak wiec osobiscie mysle, ze dumne haslo odkrywanie Azji pozostanie haslem. Z takiej szansy skorzystaja nielicznie z nielicznych, w dodatku dzieci zamoznych rodzicow. Opinia Zyggi bardzo trafna, wrecz miestrzowska.
    pozdr.
    mario

    • Dzięki, ale z tym „mistrzostwem” to przesada. Po prostu napisałem na gorąco swoje wnioski po lekturze wywiadu. Ze swej strony powiem, że poruszył Pan ważny aspekt, który jakoś pominąłem w swoich przemyśleniach. No, ale po to jest Forum, żeby dzielić się opiniami i spostrzeżeniami.
      Pozdrawiam.

  • Zgadzam sie z Zygi w calej rozciaglosci. Dodam tylko, iz wielu Polakow obawia sie o zdrowie i zycie

  • Wywiad ciekawy i dla wielu teoretycznie idea mógłaby być ogromnie przydatna. Mogłaby gdyby nie… polska zaściankowość i ograniczenia materialne, z których to spraw chyba szanowni Rozmówcy nie do końca zdają sobie sprawę.
    Cyt. „Globalizacja daje młodym Polakom takie same możliwości jak Szwedom, Anglikom czy Brazylijczykom. Problem w tym, że nasi zagraniczni koledzy skuteczniej te szanse wykorzystują.”
    Z Brazylią to jest tak, że tam 30-40 mln mieszkańców żyje tam na poziomie ekonomicznym krajów bogatych. Dla nich wizyta u ciotki w Lizbonie, narty w Argentynie albo zakupy w Panamie to „normalka”. A z porównaniem możliwości Polaków do Szwedów czy Anglików to już w ogóle przesada. Polska to kraj, gdzie 70% ludzi nie ma ŻADNYCH oszczędności, a 3000 zł na bilet w klasie ekonomicznej plus parę „stówek” na dojazd do Berlina, Frankfurtu lub Londynu (bo z Polski nic do Azji nie lata) plus na wikt i opierunek – to nie bagatelka w sytuacji gdy dzięki solidurnemu państwu gros młodych ludzi zarabia 1000-1500 zł/m-c. Mogliby mieć więcej, ale ktoś musi tyrać ku chwale Zakładu Utylizacji Szmalu… Tak więc już na starcie zaczynają się schody, dla niektórych chyba nie do przeskoczenia. :-( Ukończone studia też niekoniecznie pomagają w znalezieniu sensownej pracy. Ale to nie wszystko. Jest jeszcze kwestia sposobu myślenia.
    Szanowni Rozmówcy najwyraźniej mylą skutek z przyczyną. Cyt. „Powodów tak małej, w stosunku do innych krajów, liczby osób z powodzeniem robiących karierę, prowadzących biznes czy działających choćby w organizacjach NGO na świecie, a konkretnie w Azji, upatrywalibyśmy w niskim poziomie świadomości, braku rzetelnej informacji i merytorycznego doradztwa ‘z zewnątrz’.”
    To prawda, tyle że do kogo adresować te informacje? Do tych, których szczytem marzeń jest praca czyściciela garów w Anglii, by po przyjeździe móc zaimponować „laskom” używanym BMW? W sytuacji, gdy w Polsce jest jak jest, nie dziwi ubóstwo informacji. To pochodna materialnej mizerii i umysłowej zaściankowości, w jakiej żyją kolejne pokolenia Polaków. Jak również tego, że w na tej błogiej niewiedzy bazują różne TVNy, Superstacje itp. Ile % newsów pochodzi z zagranicy i o czym one mówią? O tym, że jakiś Arab wysadził się w izraelskim autobusie, o powodzi w Indiach, o pałowaniu na Białorusi itp. Taka wiedza nic rzeczowego nie wnosi, co komu po niej? Spacyfikowani walką o chleb, Polacy w ogromnej większości poprzestają na małym: od czasu do czasu imprezka, raz na „ruski rok” wypad w góry albo nad morze, no ale żeby nie było, że „bieda” to czasem nawet i do Tunezji ktoś się wybierze! A na co dzień seks, muzyka, TV a w niej to jakiś serial, to jakiś mecz, czasem nawet bijatyka pod krzyżem. :-) I to wystarczy, by nie umrzeć z nudów.
    Mam przekonanie graniczące z pewnością, że dla takich ludzi myśl o ciekawej, twórczej pracy w Chinach czy Tajlandii jest równie egzotyczna jak dla krowy myśl o lataniu. Zwłaszcza dla tych z propisowskiej prowincji (dawna Kongresówka i Galicja). No bo dla wielu z nich widok Azjaty czy Murzyna jest małą sensacją. Niech no się taki pokaże gdziś w Pcimiu, a miejscowi będą się za nim oglądać aż im się głowy powykręcają! :-D Do tego żałosne czytelnictwo. Przecież większości Polaków za ciężko przeczytać choć 1 książkę w roku! A jak już czytają, to na ogół jakieś bzdety, które niczego sensownego o świecie nie uczą. Poza tym ilu młodych Polaków może z ręką na sercu powiedzieć, że BIEGLE ZNA język angielski w mowie i piśmie? O inne języki strach nawet pytać. Jak wygląda odsetek młodych poliglotów w Polsce w porównaniu z ich rówieśnikami z Holandii, Danii, Szwecji czy choćby w republikach nadbałtyckich? Dodam, że znam kilku takich w wieku 25-35 lat, którzy wrócili z UK, bo za ciężko szła im nauka angielskiego. Rozumiecie? W sytuacji, gdy codziennie mieli mnóstwo okazji, by uczyć się go ZA DARMO! Niektórzy bez żenady przyznają, że nie bardzo im się chce uczyć języków. Ręce opadają. I jak tacy patentowani lenie mieliby się uczyć jakiegokolwiek języka azjatyckiego?…
    „Jaki jest koń, każdy widzi”, toteż nie wróżę Panom spektakularnego sukcesu. Jednak i tak Wasz pomysł jest cenny. I pozostając chłodnym realistą (taka chyba moja natura) szczerze ufam, że może choć kilka osób skorzysta z Waszej idei i uświadomi sobie, że droga do sukcesu nie musi iść przez angielskie zmywaki i irlandzkie bary. A jeśli tak – to znaczy, że było warto!
    Pozdrawiam serdecznie.

    • Drogi Panie Zyggi bardzo dziękujemy za ciekawy komentarz. Dobrze mieć świadomość, że materiał jest na tyle interesujący, iż zdecydował się Pan poświęcić czas i podzielić swoimi refleksjami.

      W wielu miejscach zgadzamy się z Panem, gdyż pisze Pan merytorycznie i do rzeczy.
      Chcielibyśmy jednak wyjaśnić na początku jedną rzeczy, a w zasadzie jeszcze raz ją powtórzyć. Otóż nasze materiały kierowane są głównie do osób młodych, które są na etapie zdobywania pierwszych doświadczeń zawodowych i szukania rozwiązań, a nie wymówek. Po przez nasze relacje oraz wywiady pokażemy, że każdy odpowiednio zdeterminowany student może zdobyć wartościowe doświadczenie zawodowe w Azji nawet nie dysponując wielkimi możliwościami finansowymi.

      Pańska wypowiedź jest interesująca, zahacza jednak o przeróżne aspekty począwszy od ZUSu, po przez marny poziom czytelnictwa w Polsce, a kończąc na angielskich zmywakach i tak na prawdę nie wiemy czy odnosi się Pan krytycznie do nas, systemu edukacji czy może wszystkich Polaków.
      Naszym celem nie jest wnikanie w przyczyny tego, dlaczego w Polsce jest tak, a nie inaczej, ale przedstawianie możliwości, które istnieją i z pewnością będą się pojawiać.

      Na koniec pragniemy się odnieść do stwierdzenia:
      „(…)toteż nie wróżę Panom spektakularnego sukcesu”
      Otóż Drogi Panie, z całym szacunkiem, nie bierzemy udziału w żadnym konkursie, teleturnieju, ani reality show. Z nikim się też nie ścigamy. Będziemy mogli powiedzieć, że „odnieśliśmy sukces”, w sytuacji gdy nasze materiały pomogą choć garstce młodych osób zainteresowanych wyjazdem do Azji na praktyki, staże, studia czy wolontariat.

      Gorące pozdrowienia dla wszystkich sympatyków CSPA.

      • Avatar Zyggi

        Dziękuję Panom za odniesienie się do mojego postu, czy raczej zbioru przemyśleń pisanych na gorąco po przeczytaniu Waszego wywiadu.
        Owszem, poruszyłem różne aspekty problemów, z jakimi borykają się u nas młodzi ludzie. Jak również postaw dominujących w naszym społeczeństwie. Odniosłem się też do Waszych wypowiedzi. Natomiast chcę przypomnieć, że Wasz rozmówca z CSPA zadał pytanie: „Jakbyście ich przekonali, że szczęścia warto szukać w egzotycznej Azji, a nie w Dublinie czy w Londynie?” W ten sposób padła sugestia, że Wasz projekt jest adresowany do szerszej grupy ludzi, bo przecież do UK i Irlandii wyjechało conajmniej 1,5 mln Polaków. Takie postawienie sprawy wydało mi się absurdalne. Dlatego napisałem, że nie wróżę Panom SPEKTAKULARNEGO sukcesu. Nie sądzę też, że w świadomości ogółu młodych Polaków możliwość pracy w Szanghaju zastąpi możliwość pracę w Londynie. W każdym razie nie przez najbliższe 15-20 lat.
        Natomiast całkowicie zgadzam się, iż Wasza idea i przygotowywane przez Panów materiały są ważne z punktu widzenia tych ludzi, którzy mogą, a przede wszystkim chcą mieszkać i pracować w Azji. Tych, którzy po prostu widzą się tam, nie boją się specyfiki społeczno-kulturowej krajów Azji, chcą poznawać miejscowych ludzi i życie w tej fascynującej części świata. No i są gotowi stawić czoła temu, o czym napisał Mario: specyficznym azjatyckim problemom i rozłące z rodziną, przyjaciółmi i krajem.

    • nie wiem gdzie Zyggi zyje, ale odnosze wrazenie, ze w Polsce.
      nigdy nie moglem zrozumiec ludzi, ktorzy w dzisiejszych czasach zyja w jakims kraju i tylko narzekaja. jest mnostwo takich cudzoziemcow na tajwanie i ogrom polakow w polsce.
      a wystarczy kupic bilet i sprobowac sie gdzie indziej.
      jednak plusem takiej postawy jest to, ze automatycznie stawia nas to (w naszym mniemaniu) ponad ogol

      • Avatar Zyggi

        Panie Ryśku, owszem, żyję w Polsce (na ogół) i akurat na swój los narzekać nie mogę. Prawdopodobnie wynika to z tego, że w życiu nie zajmowałem się zbytnio narzekaniem tylko coś robiłem. Co nie znaczy, że mam nie dostrzegać minusów i ciągle zachowywać się jak po zażyciu Prozacu.
        Uważa Pan, że „wystarczy kupic bilet i sprobowac sie gdzie indziej.” Jakie to proste!… Wie Pan, jest jeden drobny szczególik: nie każdy jest takim „wolnym motylem”. Jedni mają rodzinę i różne związane z tym obowiązki, inni problemy ze zdrowiem, jeszcze inni problemy finansowe (niekoniecznie z własnej winy) – to ostatnie dotyczy zwłaszcza ludzi młodych, o których wzmiankowałem w poprzednim poście.
        Moje uwagi wynikają z realizmu, nie z malkontenctwa, które na siłę mi Pan przypisuje.

Pozostaw odpowiedź