Artykuły,Polecane,Publicystyka

K. Kotlarski: Chińsko-birmańskie małżeństwo z rozsądku

Stosunki birmańsko-chińskie na przestrzeni wieków przybierały najróżniejsze kształty. Niemal zawsze była to jednak relacja asymetryczna, z Chinami jako silniejszym partnerem. Nie inaczej sytuacja przedstawia się obecnie, gdy siła Chin, nie tylko w regionie, ale i na świecie, rośnie z każdym rokiem. Nie pozostaje to bez reakcji Birmy, coraz częściej działającej wbrew dalekosiężnym planom Chin, których nieodłączną częścią jest państwo nad Irawadi.

Trudne sąsiedztwo

Przez kilkaset lat pomiędzy ludami zamieszkującymi terytorium obecnych Chin i Birmy panowały burzliwe stosunki. Częste były próby militarnych podbojów, nie brakowało jednak także pokojowego mieszania się kultur poprzez obustronną migrację. Efektem migracji jest również obecność mniejszości etnicznych zamieszkujących oba kraje, takich jak Szanowie, Kaczinowie czy lud Wa. Z kolei ludność zamieszkująca birmański specjalny region Kokang to etniczni Chińczycy Han, posługujący się językiem mandaryńskim.

Oba kraje złączone są więc wspólną przeszłością. Relacje wzajemne nie straciły jednak na burzliwości wraz z nawiązaniem nowożytnych stosunków po uzyskaniu przez Birmę niepodległości w 1948 roku. W okresie rządów premiera U Nu (1948-1962 z niewielkimi przerwami) stosunki Birmy z przebudowującymi państwo chińskie komunistami były ostrożne, ale nastrojone pozytywnie. Birma jako pierwsze niekomunistyczne państwo świata uznała władze Chińskiej Republiki Ludowej. Nie obyło się jednakże bez incydentów, takich jak wtargnięcie w 1952 roku na terytorium Birmy Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w ramach walk z ostatnimi oddziałami Kuomintangu w prowincji Junnan czy wsparcie okazywane przez Chiny birmańskim komunistom od lat 60. Relacje wzajemne ociepliły się szczególnie w latach 80., kiedy to wizytę w Birmie złożył przewodniczący Deng Xiaoping, a chińskie wsparcie dla ruchu komunistycznego zakończyło się.

Prawdziwa zależność Birmy od ChRL rozpoczęła się jednak wraz z nieuznaniem wyników wyborów z 1990 roku i przejęciem pełni władzy przez wojskową juntę. Nałożenie kolejnych sankcji przez społeczność międzynarodową na jaskrawo łamiący prawa człowieka reżim niejako wepchnęło birmańskich generałów w ramiona Chin, które nie miały oporów przed prowadzeniem z nimi interesów. Birmańscy wojskowi nie pałali do Chin gorącym uczuciem, ale było to wyjście pragmatyczne, pozwalające na zachowanie niezależności kraju i własnej władzy. Chińscy komuniści w owym czasie również nie cieszyli się popularnością na światowych salonach ze względu na wydarzenia z placu Tian’anmen. O ile jednak w ciągu kolejnych dwóch dekad pozycja Chińskiej Republiki Ludowej na arenie międzynarodowej uległa drastycznej zmianie, o tyle Birma do 2011 roku jedynie grzęzła coraz głębiej w swojej zależności od większego sąsiada.

Przyjazny uścisk czy zapaśniczy nelson?

Wielu ekspertów przypisuje nagłą decyzję o otwarciu birmańskiego reżimu na świat zachodni, szczególnie w sferze gospodarczej, właśnie obawie przed dominacją Chin. Zarówno chińskie koncerny państwowe, jak i prywatne przedsiębiorstwa zdobywały powoli kluczowe pozycje w najważniejszych birmańskich gałęziach gospodarki i inwestycjach. Obecnie około jednej trzeciej birmańskiej wymiany handlowej i inwestycji ma źródło w Chinach, a statystyka ta nie uwzględnia chińskich przedsiębiorstw operujących z innych krajów regionu. Nie można jednak powiedzieć, że Birma nie korzysta w żaden sposób na tym związku. Intensywny handel odbywa się w obie strony, a chińskie inwestycje niewątpliwie przyczyniły się do gospodarczego rozwoju kraju.

Czemu Państwo Środka tak mocno angażuje się w Birmie? Celem Chin w stosunkach bilateralnych z państwami Azji Południowo-Wschodniej, szczególnie ewidentnym w ostatnich latach, jest kontrola ich rynku surowców i uzyskanie dostępu do sieci przesyłowych. Choć zasoby Birmy nie są małe, to nie czynią z niej priorytetowego partnera Chin. Istotną wartość dodaną stanowi tu jednak strategiczne położenie Birmy, której porty mogą stać się chińskim oknem na Morze Andamańskie i cały Ocean Indyjski. Jednym z kluczowych elementów tej polityki była budowa birmańsko-chińskiego gazociągu i ropociągu. Gazociąg ukończony został w 2013 roku, podczas gdy ropociąg, wraz z nowym portem głębokowodnym i zbiornikami do przechowywania ropy, oddany do użytku został w marcu 2015 roku. Zapewnią one Chinom dostęp zarówno do surowców wydobywanych u wybrzeży Birmy, jak i dostaw z Bliskiego Wschodu i Afryki z pominięciem Cieśniny Malakka, przez którą obecnie przepływa 80% chińskiego importu ropy. Co więcej, w wielu birmańskich złożach chińskie firmy posiadają większościowe udziały.

Chiny to najistotniejszy inwestor także w innych gałęziach przemysłu. Na przykład firma China Nonferrous Metal Mining, zajmująca się wydobyciem metali nieżelaznych, ma większościowy udział w największym birmańskim projekcie wydobywczym – kopalni niklu w Tagaung. Z kolei państwowa China Gezhouba Group Corporation jest większościowym udziałowcem, a zarazem konstruktorem tamy o mocy 7110 MW na rzece Saluin w stanie Szan, której koszt budowy szacowany jest na 6 mld dolarów.

Birma w nowej rzeczywistości geopolitycznej nie jest jednak dla Chin jedynie surowcowym zapleczem wiecznie nienasyconego monstrum, jakim staje się chińska gospodarka, lecz także buforem bezpieczeństwa w rywalizacji z USA. Amerykański zwrot ku Azji, którego celem jest powstrzymanie ekspansji chińskiej w regionie, również zamierza uczynić z Birmy ważny punkt. USA postrzegają wzrost pozycji Chin jako duże zagrożenie dla własnych interesów gospodarczych oraz ich sojuszników, a także jako początek potencjalnej rywalizacji o pozycję militarną na tym obszarze. Stany Zjednoczone starają się otoczyć Chiny państwami sojuszniczymi lub przynajmniej przyjaźnie nastawionymi wobec USA. ChRL musi temu zapobiec, by zachować dostęp do Oceanu Indyjskiego, stworzyć upragniony korytarz gospodarczy z Chin do Indii poprzez Birmę i Bangladesz oraz zapewnić intensywny rozwój południowo-zachodniej części kraju, szczególnie granicznej prowincji Junnan.

Gospodarcze podporządkowanie Birmy jest ważnym elementem chińskiej koncepcji budowy „nowego jedwabnego szlaku”, który połączyć ma Chiny z jednej strony z państwami Azji Centralnej, Rosją i dalej Europą, a z drugiej właśnie z Birmą i Oceanem Indyjskim. W ten sposób chcą uniezależnić się od opanowanego przez USA Atlantyku i stworzyć własną koalicję zależnych od siebie państw, która ma być podstawą nowego, dwubiegunowego ładu światowego. W celu realizacji tych dalekosiężnych zamierzeń koniecznością jest utrzymanie dobrych stosunków z rządem birmańskim, bez względu na to, czy w kraju tym nastąpią w najbliższym czasie zmiany polityczne czy też nie.

Prowincja Junnan, granica birmańsko-chińska ;Źródło: flickr.com, David and Jessie

Prowincja Junnan, granica birmańsko-chińska ;Źródło: flickr.com, David and Jessie

Gra na uwolnienie

Przedstawiona powyżej wizja chińskiej dominacji traktuje Birmę jak pionek w grze pomiędzy mocarstwami. Rozumieją to także birmańscy generałowie i starają się temu procesowi przeciwstawić. Stąd decyzja o próbie zrównoważenia gospodarczej obecności Chin, poprzez wprowadzenie na rynek podmiotów i kapitału z USA, Unii Europejskiej i innych krajów.

W ostatnich latach władze w Naypyidaw poza pasywnym równoważeniem wpływów zaczęły podejmować także decyzje wymierzone bezpośrednio przeciwko chińskim interesom. Jednym z poważniejszych ciosów dla chińskich przedsiębiorców była chociażby decyzja o wstrzymaniu budowy tamy Myitsone na Irawadi o mocy 6000 MW. Według początkowych planów miała być ukończona w 2017 roku, jednakże ze względu na przewidywany istotny negatywny wpływ na środowisko oraz konieczność przesiedlenia dziesiątek tysięcy ludzi prezydent Thein Sein, pod naciskiem opinii publicznej, postanowił zastopować inwestycję. Decyzja ta wywołała niemałą konsternację, a następnie protesty strony chińskiej, które do tej pory nie przyniosły jednak żadnych rezultatów. Chińscy inwestorzy de facto stracili wyłożone na projekt środki, a chiński rząd po raz pierwszy przekonał się, że nie jest w stanie Birmy do niczego zmusić.

Lokalni aktywiści od początku sprzeciwiali się projektowi. Wszystkie skierowane przeciw niemu oskarżenia były jednak formułowane także pod adresem chociażby budowy gazociągu. Różne potraktowanie obu inwestycji przez rząd birmański dobitnie wskazuje, że decyzja o wstrzymaniu budowy tamy podyktowana była czynnikami politycznymi, a nie społecznymi. Tym bardziej, że na terenie Birmy działa już lub jest w planach ponad dwadzieścia wielkich elektrowni wodnych, z których energia przeznaczona jest w większości na eksport.

Bardziej racjonalne podejście do interesów z Chinami podyktowane jest nie tylko przesłankami politycznymi, ale także naciskiem opinii publicznej, której stosunek do wszechobecnych chińskich inwestorów systematycznie pogarsza się. Tendencję tę nasilają takie wydarzenia jak chociażby te mające miejsce wokół zespołu kopalni Letpadaung. Od początku swojego istnienia ta birmańsko-chińska inwestycja wywołuje protesty lokalnej ludności. Udokumentowane zostały liczne przypadki nielegalnych przesiedleń, a także jej negatywny wpływ na zdrowie mieszkańców. Podczas protestów w listopadzie 2012 roku miała miejsce brutalna akcja policji, w wyniku której poważnie rannych zostało wielu demonstrantów. Nawet uwielbiana przez Birmańczyków Aung San Suu Kyi, w wyniku porozumienia z władzami, opowiedziała się w konflikcie po stronie rządu i Chin. Spór ten co kilka miesięcy odżywa na nowo i jest źródłem rosnących pretensji wobec Chin oraz nacisków na birmański rząd.

Przedmiotem nieustannych sporów pomiędzy Birmą a ChRL są także napięcia w regionach przygranicznych. Birma od początku swej postkolonialnej historii zmaga się z konfliktem między centrum a peryferiami, a więc między etniczną większością Bamarów a licznymi i różnorodnymi mniejszościami. Większość zasobów naturalnych Birmy znajduje się na terytoriach peryferyjnych, więc zrezygnowanie z kontroli nad nimi przez rząd centralny nie wchodzi w grę. Stąd liczne zbrojne interwencje, mające na celu podporządkowanie buntujących się, represjonowanych mniejszości, takich jak Kaczinowie czy mieszkańcy Kokangu. Odbija się to na stosunkach z Chinami. Natarcie birmańskiej armii na tereny zajmowane przez bojowników z Kokangu już dwukrotnie, w 2009 roku oraz w lutym 2015 roku, doprowadziło do przekroczenia przez falę uchodźców granicy z Chinami. Birmański samolot zrzucił w marcu omyłkowo bomby na terytorium Chin, zabijając czterech cywilów. Z kolei Chiny, według wielu źródeł, potajemnie wspierają rebeliantów. Dzięki chaosowi na granicy jest bowiem możliwy przemyt i handel żywym towarem, na którym po cichu zbijają majątek chińscy biznesmeni. Aby uszczelnić granice i nie dopuścić do rozgrywania przez Chiny birmańskiego konfliktu centrum-peryferie, władze w Naypyidaw, wraz z przedstawicielami mniejszości etnicznych, rozpoczęły w tym roku intensywne prace nad podpisaniem ogólnonarodowego zawieszenia broni. Do wypracowania ostatecznego dokumentu, który zyska aprobatę wszystkich zbrojnych grup etnicznych, jest jednak daleko.

Przedstawione powyżej fakty świadczą o zmianie koncepcji relacji birmańsko-chińskich. Generałowie starają się dać do zrozumienia, że mogą wybierać, które wspólne przedsięwzięcia będą realizowane, że mają alternatywę w postaci inwestorów zachodnich, oraz że zdolni są do podejmowania suwerennych decyzji. Wciąż jest to jednak w dużej mierze gra, a obie strony pozostają silnie uzależnione od siebie. Choć bowiem inwestycje z całego świata napływają do otwartej gospodarki birmańskiej coraz szerszym strumieniem, to pozycja Chin jeszcze długo nie będzie zagrożona. Czas pokaże, czy wspierany społeczną niechęcią proces uniezależniania się od Chin przybierze w kolejnych latach na sile. Istotny wpływ na to będzie miał zapewne rozwój sytuacji politycznej w Birmie.

Na rozstaju dróg

Dziś niemal pewne jest, że oczekiwana zmiana birmańskiej konstytucji, która umożliwiłaby Aung San Suu Kyi ubieganie się o stanowisko prezydenta, nie nastąpi przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi. Nie znaczy to jednak, że Narodowa Liga na rzecz Demokracji, której Suu Kyi przewodniczy, nie zdobędzie większości miejsc w parlamencie. O ile wybory nie zostaną sfałszowane. I o ile ich wynik zostanie uznany przez armię.

Jeżeli głosowanie nie przyniesie żadnych zmian, a u steru władzy pozostaną generałowie, stosunki z Chinami również zachowają status quo. Owszem, większy akcent postawiony zostanie na suwerenność Birmy i samodzielność decyzji, ale nie nastąpi żaden gwałtowny zwrot przeciwko Chinom. Państwo Środka, jako wschodzące supermocarstwo i stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ, jest jedynym gwarantem zachowania władzy przez obecnie rządzące Birmą elity. Chin nie zajmują kwestie takie jak prawa człowieka czy demokracja. Nie mają więc nic przeciwko robieniu interesów z wojskową juntą i wypełnianiu prywatnych kieszeni jej członków pieniędzmi.

Trudniej przewidzieć rozwój wypadków, jeśli w Birmie faktycznie dojdzie do demokratycznej zmiany władzy i zostanie ona pokojowo przekazana w ręce opozycji. Dobre stosunki Aung San Suu Kyi z zachodnimi przywódcami z pewnością zaowocują drastycznym wzrostem zainteresowania zagranicznych inwestorów Birmą. Opinia publiczna zaś, rozbudzona demokratycznym sukcesem, będzie domagać się zmniejszenia roli Chin w kraju. Suu Kyi pokazała już jednak, że potrafi sprzeciwić się społecznym oczekiwaniom w imię politycznego interesu państwa. Jako doświadczony polityk nie da się nabrać na poklepywanie po plecach i oczekiwać będzie twardej gospodarczej i politycznej alternatywy, a jeśli jej nie uzyska, bez skrupułów rozwijać będzie ścisłą współpracę z Chinami. Odpowiedź na pytanie, który z tych scenariuszy się ziści lub czy pojawi się inny, poznamy pod koniec roku.

Krzysztof Kotlarski – absolwent kierunku Studia Euroazjatyckie w Instytucie Nauk Politycznych UW. Zainteresowany przede wszystkim tematyką stosunków politycznych i gospodarczych na obszarze byłego ZSRR i na Dalekim Wschodzie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Kotlarski: Chińsko-birmańskie małżeństwo z rozsądku Reviewed by on 23 maja 2015 .

Stosunki birmańsko-chińskie na przestrzeni wieków przybierały najróżniejsze kształty. Niemal zawsze była to jednak relacja asymetryczna, z Chinami jako silniejszym partnerem. Nie inaczej sytuacja przedstawia się obecnie, gdy siła Chin, nie tylko w regionie, ale i na świecie, rośnie z każdym rokiem. Nie pozostaje to bez reakcji Birmy, coraz częściej działającej wbrew dalekosiężnym planom Chin, których

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź