Komentarz eksperta

K. Iwanek: Ostrożna polityka gospodarcza rządu Narendry Modiego

Gdy kilka miesięcy temu władzę w Indiach przejęła BJP, bombajska i delhijska giełda oszalały z radości. Część środowisk oczekiwała, że nowy rząd Indii pod przewodnictwem Narendry Modiego szybko ukróci biurokrację, rozpocznie prywatyzację i ogólne rozszerzenie przestrzeni dla wolnego rynku. Tymczasem premier Modi, ulubieniec wielkich indyjskich koncernów znany ze swoich kapitalistycznych reform, w swoim pierwszym parlamentarnym wystąpieniu zapowiedział, że jego rząd będzie rządem ,,dla ludzi biednych’’. Można w to wierzyć bądź nie, ale jest faktem, pierwszy budżet zaskoczył wielu swoją zachowawczością. Jego istotną część stanowią na przykład szeroko zakrojone programy socjalne, które w większości stanowią po prostu kontynuację programów poprzedniego rządu, trochę tylko zmodyfikowanych i pod inną nazwą. Jak dotąd zatem do żadnego radykalnego przewrotu nie doszło. Pojawiło się jedynie kilka decyzji lub zapowiedzi decyzji o reformach prorynkowych, aczkolwiek należy pamiętać, że rząd pracuje dotąd niewiele więcej niż 100 dni i ma jeszcze prawie pięć lat na dokonywanie zmian.  

Źródło: flickr.com, Narendra Modi

Źródło: flickr.com, Narendra Modi

Gdyby zebrać w całość te kilka już zapowiedzianych przez ostatnie miesiące reform – i przyjmie się, że zostaną wprowadzone w życie – to widać, że nowy rząd zamierza może nie tyle rozmontować niektóre wielkie państwowe spółki, co sprzedać część udziałów w nich. Uważając jednak, by nie oddać pakietu kontrolnego i czasem ograniczając się do określonych projektów i sektorów. Bezpośrednie zagraniczne inwestycje w sektor ubezpieczeń mają być umożliwione do poziomu 49% udziałów (co rząd już popiera, ale parlament musi jeszcze przegłosować).[1] Gigantyczna i powolna Coal India, państwowy monopolista w przemyśle węglowym, miałaby sprzedać kilka swoich projektów firmom zagranicznym.[2] Bezpośrednie inwestycje zagraniczne mają być też dopuszczone do sektora kolei państwowych, do stu procent udziałów w projektach rozbudowy samej infrastruktury.[3] Rząd ogłosił też zwiększenie możliwości wykupu udziałów przez firmy zagraniczne w sektorze obronnym, z 26% do 49%. Warto dodać, że Arun Jaitley[4], jeden z trzech najpotężniejszych obecnie polityków w indyjskim rządzie, jest równocześnie ministrem finansów i obrony narodowej. Jednakże decyzja o zwiększeniu w BIZ w zbrojeniówce również nie została jeszcze przez parlament przegłosowana.[5]

Można także dodać, że ministerstwo środowisko i lasów pod wodzą Prakasha Javadekara[6]  pracuje znacznie szybciej w tym sensie, że zatwierdza znacznie więcej projektów bez, wydaje się, specjalnie długiego oglądania się na przyrodę.[7] To też jednak raczej zapowiada, że rząd zamierza zatrzymać przy sobie wielkie państwowe spółki energetyczne, bo głównie to im są na rękę dotychczasowe decyzje ministerstwa środowiska i lasów.

W razie gdyby rząd zdecydował się na prywatyzację państwowych banków, może z kolei liczyć na poparcie dyrektora (,,gubernatora’’) Banku Rezerw Indyjskich, Raghurama Rajana.[8] Został on zatrudniony pod koniec poprzedniej kadencji, w trudnej sytuacji finansowej i swoimi twardymi decyzjami zdobył sobie zaufanie nie tylko poprzednich rządzących, ale także, jak się zdaje, obecnych. Stwierdził on niedawno, że państwowe banki ,,działają z jedną ręką związaną za ich plecami. Uwolnijmy jedną rękę i pozwólmy ich konkurować. Gdybym miał władzę absolutną, może sprywatyzowałbym jeden mały, publiczny bank i zobaczyłbym, co by się stało.’’[9] Jednakże i Rajan o szerzej zakrojonej prywatyzacji wypowiadał się ostrożnie.

Kolejną decyzją, którą rząd Modiego zaskoczył światową finansjerę, była odmowa podpisania promowanej przez Światową Organizację Handlu Trade Facilitation Agreement, umowy o zmniejszeniu rozmaitych barier, biurokracji i procedur w międzynarodowym handlu. Nowe Delhi obiecywało ją podpisać w 2013 r. Twórcy umowy są przeciwni między innymi składowaniu nadwyżek żywności i subsydiowania jej, a właśnie tych dwóch rozwiązań trzyma się rząd indyjski. Indie niejednokrotnie sprzedają nadwyżki pszenicy i ryżu na zagranicznych rynkach, ale obecny rząd twierdzi, że umowę w obecnej formie odrzucił nie dla zysku, ale dla ochrony ,,biednych rolników’’ (od których ziarno skupuje). Tak w wypadku składowania ziarna, jak i subsydiowania żywności dla własnych obywateli, Nowe Delhi twierdzi zatem, że kieruje się losem biedoty ponad dążnością do wolnego rynku.[10]

Jeśli jednak weźmie się pod uwagę wewnątrz-  i zewnątrzpartyjne czynniki, z którymi premier Modi musi się liczyć, te pierwsze decyzje wcale nie powinny dziwić. W opublikowanym zaraz po wyborach raporcie twierdziłem, że Modi wcale nie będzie aż tak prorynkowy, jak się po nim spodziewano, dlatego tu już nie będę się ponownie na ten temat rozpisywać.[11] Pokrótce, tak w partii Modiego (Bharatiya Janata Party), jak i całym rządzącym sojuszu (Narodowym Sojuszu Demokratycznym, National Democratic Alliance, NDA) i organizacji z partią związanej (Rashtriya Swayamsevak Sangh), jest bardzo wielu przeciwników pełnej ekonomicznej liberalizacji (kto wie czy nie więcej niż zwolenników, przynajmniej jeśli chodzi o oddawanie pola firmom zagranicznym). Poprzedni rząd NDA (1999-2004) przeprowadził rozliczne reformy wolnorynkowe, ale wywołały one kontrowersje, w tym w łonie samego rządu i na linii BJP-RSS i dalsze zmiany w tym kierunku zostały w pewnym momencie powstrzymane. Także i teraz Swadeshi Jagran Manch (wym. Sładeśi Dźagran Mańć), część RSS, która promuje ideę obronę własnego rynku, pochwaliła rząd za niepodpisanie umowy ze Światową Organizacją Handlu, ale zażądała ograniczania importu i cofnięcia ustawy o podniesieniu poziomu BIZ w sektorze obronnym.[12]

Premier Modi obiecywał zajmować się przede wszystkim rozwojem gospodarczym, twierdząc, że dokonał na tym polu cudów w swoim rodzimym Gudźaracie. Teraz widać już, że polityka gospodarcza będzie jednym z jego największych wyzwań. Sam podkreśla, że niczego nie zdziałałby bez nacjonalistycznej organizacji, do której należy (RSS) i partii, która została przez tę organizacje stworzona (BJP). Teraz organizacja ta może nie pochwalać jego ekonomicznych decyzji. Partia dała mu jak dotąd wolną rękę, ale rozdźwięki w jej szeregach odnośnie prywatyzacji i zagranicznych inwestycji są dobrze słyszalne. Jak dotąd, zamiast rewolucji gospodarczej, zdecydował się na działanie rozłożone na etapy, ostrożne i w szerszym kontekście niezbyt radykalne. Wiadomo też jednak, że Modi jest człowiekiem nieznoszącym sprzeciwu i dbałym o swój wizerunek szybko działającego, sprawnego administratora. Czas pokaże, czy uda mu się jednak przekonać swoją partię i organizację do szerzej zakrojonych zmian.


[4] Wym. Arun Dźetli.

[6] Wym. Prakaś Dźawadekar.

[8] Wym. Raghuram Radźan.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Ostrożna polityka gospodarcza rządu Narendry Modiego Reviewed by on 12 września 2014 .

Gdy kilka miesięcy temu władzę w Indiach przejęła BJP, bombajska i delhijska giełda oszalały z radości. Część środowisk oczekiwała, że nowy rząd Indii pod przewodnictwem Narendry Modiego szybko ukróci biurokrację, rozpocznie prywatyzację i ogólne rozszerzenie przestrzeni dla wolnego rynku. Tymczasem premier Modi, ulubieniec wielkich indyjskich koncernów znany ze swoich kapitalistycznych reform, w swoim pierwszym parlamentarnym

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Modi bardzo umiejętnie podkreślał sukcesy gospodarcze Gujaratu, które ukazywały go jako świetnego organizatora. Tyle, że Gujarat, to nie całe Indie. Wręcz odwortnie, korzystał z biernosci i oporu aparatu biurokratycznego w innych częściach kraju. Modi stworzył sprawny system obsługi inwestorów, daleko lepszy niż w jakimkolwiek innym stanie i to działało. Inwetor „lokował się” w Gujaracie, ale per saldo rachunku inwestycji w Indiach to nie zwiększało. Inwestorzy przychdzili to Gujaratu, a nie do innych stanów.
    Dlatego też wielu obserwatorów indyjskiego życia gospodarczego uważało, że usprawnienie indyjskiej biurokracji da impuls do rozwoju gospodarki. I z pewnoscią tak może być, ale tak jak pisze Pan Krzysztof, jakiś gwałtownych ruchów na tym polu nie ma.

    Modi obiecał coś w rodzaju szybkiej ścieżki dla inwestorów japońskich, ale na tym na razie chyba się kończy.

    Ponadto spotkałem się z komentarzami, że Modiego interesuja przede wszystkim wielkie koncerny. Mniejsze już niekoniecznie, a wskaźniki życia chyba jeszcze mniej, co zresztą też podkreślał Pan Krzystof, że w standardach zycia Gujarat wcale nie przoduje.

    Wielki biznes interesuje przede wszystkim uczciwe i sprawne dysponowanie zasobów kraju, brak pomysłów typu wsteczne opodatkowanie, łatwość w uzyskiwaniu różnego rodzaju koniecznych pozwoleń. Tu Modi może i jest szansa, że zrobi dużo.

    Dla MNC zwiększenie mozliwosci inwestycyjnych w ubezpieczniach, obronności, sprzdaż udzaiałów w firmach państwowych to dobre wiadomości.
    Ale dla małego biznesu ważne są przede wszystkim problemy rozpoczęcia biznesu, nie tworzenie niepotrzebnych kosztów i szansa zbytu. A tu nie zrobiono chyba wiele.

    Nie zauważyłem, aby nawet podjęto jakiekolwiek działania ułatwiające życie małym firmom. Indie są krajem, gdzie nawet załozenie konta bankowego jest problemem, a lista dokumentów do przedłozenia w banku niezwykle długa, co miałem okazję przećwiczyć. Banki spełniaja wręcz w pewnym sensie funkcje policyjno-kontrolną i tu się nic nie zmieniło. A tu sprawę mozna by załatwić jedna wytyczną RBI.

    Nie poprawiono warunków do eksportu. Nadal obowiazuje kod eksportowo-importowy, niezbyt przystajacy do obecnych czasów, kolejne niepotrzebne utrudnienie. Nie wyglada na to, aby poprawiła się sytuacja przy odprawach celnych.

    Dla wielkich firm, to nie są problemy, ale dla małych owszem.

    Ponadto jak Pan słusznie zauważył, „popieramy przedsiębiorczość, ale własną”. Modi zreszta sam się wyraził: „sprzedawajcie gdzie chcecie, ale produkujcie w Indiach”. Tą koncepcję Indie ćwiczyły od wielu lat. Szereg ułatwień dla firm produkujacych na eksport, ale musimy pamiętać o połozeniu i wielkosci kraju. Międzynarodowy koncern chętnie otworzy produkcję w Indiach, jeżeli będzie mógł ja sprzedawać na rynku lokalnym, a ewentualnie część za granicę. Lokowanie w Indiach produkcji tylko dla eksportu ma bardzo ograniczone możliwości. Położenie geograficzne, koniecznośc importu części surowaców i półproduktów, co oznacza problemy na granicy itp. Prosze zwrócić uwagę, że część inwestycji zagranicznych w Gujaracie, to inwestycje w przemysł chemiczny, gdzie znaczenie ma nie tyle koszt siły roboczej. co problemy z ochorą środowiska, rozdęte do absurdu w Europie.

    Rupia nie spada w stosunku do USD, ale się i nie umacnia.
    Na giełdzie chyba jest dość normalnie, nie widać nagłówków w gazetach o wielkich wzrostach i spadkach, ale chyba to dobrze.

    Co ciekawe rząd postanowił nie zmieniać decyzji odnośnie inwetycji zagranicznych w handel detaliczny, mimo że pojawiały się głosy, aby ich zajkazać.

    Nawet pewne oczywiste od dziesiecioleci decyzje raczej wymusza sytuacja, niz jest to zaplanowane działanie. W Delhi, gdzie ceny tak podstawiowaych produktów jak ruz, ziemiaki czy cebula były bardzo wysokie i wzrostu nie udało się zachamować, wreszcie zezwolono, aby handel hurtowy odbywał sie poza wyznaczonymi do tego celu rynkami. Ale napisano o handlu hurtowym, a nie detalicznym. To dobry ruch, ale czy to wystarczy.

    Uważam, ze należy zrozumieć opór Indii, wobec porozumienia WTO. Indie mają ponad miliard ludzi, cześć z nich bardzo biednych i rząd musi się o nich myśleć, a nie wydawać ich na gre „niewidzialnej ręki rynku”. Nie zawsze nasze rozwiazania, a juz na pweno nie ideologia są najlepsze.

    Jeżeli rzeczywiscie się okaże, że Modi jest przede wszystkim „przyjacielem” wielkich firm, to może się okazać, że wielkie firmy pociągną za sobą i mniejsze i wszyscy skorzystają. Ale może wyjść na odwrót, że nagle wielkim firmom przyjdzie działać w próżni.

    Zauważyłem też na razie niezbyt silne, ale jednak forsowanie języka hindii. Czy będzie to miało wpływ na biznes? Językiem biznesu jest język angielski, kto mówi po angielsku zarabia lepiej, istnienie dużej grupy ludzi mówiącej po angielsku pomogło rozwinąć indyjskie IT i BPO. Hindi absolutnie nie zagraża biznesowi, ale jeżeli angielski zacznie się cofać, to Indie moga utracić jedną ze swoich wielkich pzrewag konkurencyjnych, juz zdreszta ją tracą, ponieważ inne kraje azjatyckie na potęgę „uczą się” angielskiego”, a to juz moze być groźnie dla gospodarki.

Pozostaw odpowiedź