Indie news,Komentarz eksperta

K. Iwanek: Baba Ramdev i ,,styl świętego’’ w indyjskiej polityce

iwanek2Czy politykiem może zostać nauczyciel jogi, hinduski guru z bujną czarną brodą a klatką piersiową tylko częściową zasłoniętą przez szafranowe szaty? W świecie zachodnim taki pomysł uznany byłby pewnie za absurdalny, a w każdym razie co najmniej śmieszny. Podejrzewam, że wiele komentarzy w europejskiej czy amerykańskiej prasie na temat takiego rozpolitykowanego guru nie odbiegałyby od sposobu, w jaki W. Churchill określił M. Gandhiego jako ,,pozującego na fakira, przechadzającego się półnago po stopniach pałacu wicekróla by rozmawiać na równi z reprezentantami króla-cesarza’’. W wypowiedzi tej czuć pogardę: ktoś, kto chodzi półnago i ,,pozuje na fakira’’ z pewnością nie pasuje do dostojności wicekrólewskiego pałacu. Tym niemniej, czy się to Churchillowi podobało czy nie, Gandhi był w swoim czasie najbardziej wpływowym z polityków subkontynentu. Czy zatem rzeczywiście w realiach indyjskich półnadzy święci nie pasują do pałaców władzy?

Temat ten jest ponownie aktualny, a to za osoby wspomnianej w pierwszym zdaniu tekstu: Baby Ramdeva, którego postać króluje w indyjskich mediach. Ramdev, zapewne najbogatszy z indyjskich nauczycieli jogi, dorobił się fortuny między innymi na sprzedaży ziołowych leków i płyt z lekcjami jogi, a teraz protestuje przeciw dręczącej jego kraj korupcji, rozpoczął głodówkę do śmierci domagając się przekazania do kraju brudnych pieniędzy trzymanych przez Indusów na zagranicznych kontach a także zapowiada utworzenie własnej partii.

By jednak zrozumieć dlaczego Ramdev znalazł się w centrum uwagi mediów, należy cofnąć się trochę w czasie. Od zeszłego roku obecny rząd republiki Indii, kierowany przez koalicję United Progressive Alliance, kompromitowany jest ujawnianiem coraz większej ilości afer korupcyjnych. Doprowadziło to już do ruchu na rzecz utworzenia antykorupcyjnego urzędu, w zamierzeniu funkcjonującego podobnie do szwedzkiego ombudsmana,  a który miałby możliwość nadzorowania polityków i urzędników. Na czele ruchu na rzecz powołania tego urzędu, nazwanego w hindi Jan Lokpal [wym. Dźan Lokpal], stanął działacz społeczny Baburao ,,Anna’’ Hazare. Piątego kwietnia b.r. rozpoczął on głodówkę do śmierci, jeśli rząd nie wprowadziłby ustawy powołującej ów urząd do życia. Po kilku dniach rządzący ustąpili i zgodził się na wszystkie jego żądania. Jednakże, sam określił to sam, Hazare, wtedy ,,zaczęła się prawdziwa walka’’. Powołano wspólną komisję, w połowie złożoną z reprezentantów rządu, w drugiej połowie zaś z protestujących, łącznie z Hazarem. Komisja ta przygotować ma projekt ustawy tworzącej antykorupcyjny urząd. Do dziś jednak komisja pogrążona jest w personalnych i merytorycznych sporach.

Można podejrzewać, iż był to przykład typowego w Indiach oddalenia problemu przez zbiurokratyzowanie go. Teraz komisja może borykać się z wciąż nowymi urzędowymi problemami przez lata lub nawet dziesięciolecia. Zaproszenie Hazarego i wspierających go osób do komisji zamknęło go w złotej klatce. Jest teraz odpowiedzialny za powodzenie projektu i mimo nawarstwiających się problemów nie wypada mu teraz porzucić dialogu z rządem, lecz nie jest go też w stanie przyspieszyć. Choć rząd zobowiązał się wprowadzić ustawę w życie jeszcze w tym roku, należy pamiętać projekt ustawy o indyjskim ombudsmanie krąży już po parlamencie od kilkudziesięciu lat.

I tej właśnie sytuacji na scenę wkroczył guru jogi, Baba Ramdev. Tak jak Hazare, podniósł on publicznie sprawę korupcji, otrzymał liczne poparcie ludzi i zainteresowanie mediów. Szóstego czerwca b.r., w dwa miesiące po Hazarem,  Baba Ramdev rozpoczął swoją głodówkę, żądając sprowadzenia z zagranicznych kont i rajów podatkowych wszystkich brudnych pieniędzy, jakie składują tam według niego Indusi. Ramdev sprowadził zatem debatę o korupcji na miejsce, w którym rozpoczął ją swego czasu Hazare: wróciła ona z komisji i urzędów na ulice i do mediów. Rząd jest znowu jest w niekomfortowej sytuacji bycia zmuszonym do negocjacji z protestującymi, będąc szantażowanym groźbą głodowej śmierci znanej osoby.*

To tyle jeśli chodzi o kontekst pojawienia się guru Ramdeva w sporach o korupcji. Powróćmy teraz do pytania ze wstępu: czy obecność świętego męża w indyjskiej polityce jest rzeczywiście czymś dziwnym i nowym?

Już dawno temu badacz polityki Morris-Jones stwierdził, iż w Indiach można wyróżnić trzy style czy sposoby wyrażania się polityków. Morris Jones nazywa je po angielsku idioms i są to style::

– tradycyjny (traditional idiom)

– współczesny (modern idiom)

– i święty (saintly idiom)

Polityk indyjski może zatem odwoływać się celowo do języka, gestów i symboli z dziedziny religii, powoływać się na świętości. Rozwijając tezy Morrisa-Jonesa można powiedzieć, iż nie chodzi tylko o język, ale w niektórych wypadkach nawet o sposób bycia, o wizerunek. Nietrudno znaleźć dowody na istnienie takiego ,,stylu świętego’’ w indyjskiej polityce. Numerem jeden jest oczywiście Mahatma Gandhi: człowiek, który żył jak asceta i święty mąż, ale działał w polityce, nosił proste stroje w otoczeniu ludzi w garniturach, mówił o tradycji przy zalewie modernizacji, używał (i nie tylko on) kategorii i symboli religijnych w dialogu politycznym, z samoascezy uczynił metodę politycznego nacisku a z kar nakładanych na niego przez Brytyjczyków – formę pokuty. Można dyskutować, czy Gandhi był bardziej świętym czy politykiem, ale lud z pewnością widział w nim tego pierwszego i to było jedno ze źródeł politycznego sukcesu. Gandhi nie był i nie jest wszak jedynym. Jedną z ważnych polityk partii BJP jest Uma Bharti, przedstawiona przez niektórych jako kobieta święta**, a która znana jest między innymi ze swoich nasyconych mitologią przemów, , jak i z życia w celibacie. Do tego grona zalicza się teraz Baba Ramdev, który swój protest urządził na Ramlila Maidan w Delhi, to jest w miejscu o symbolice religijnej: to tutaj co roku urządza się inscenizacje zwycięstwa boga Ramy ,nad demonem Rawaną***, a którego postowi towarzyszą lekcje jogi i religijne pieśni.

Zupełnie inną kwestią jest jednak to, czy Ramdev (przyjmując, iż przetrwa głodówkę) rzeczywiście zdecyduje się wejść do świata polityki i czy osiągnie w nim sukces. Jeśli taką próbę podejmie, to pierwszy warunek bycia politykiem już spełnia: jest sławny. Dzięki swojej pozycji jako nauczyciela jogi, jego statusowi świętego męża i popularności jego protestów ma też zaczątki elektoratu. Zupełnie inną sprawą jest program, ale wszak on jest pisany w trakcie: najpierw polityk musi ,,wypłynąć’’, najlepiej na fali jakiejś bardzo medialnej i kontrowersyjnej sprawy. Tym niemniej także tutaj Ramdev poczynił pierwsze kroki, ogłaszając listę kilkunastu żądań wobec rządu. Większość z nich tyczy się spraw korupcji i ogólnie finansów, i o ile jedne są dość konkretne (np. podpisanie przez Indie konwencji ONZ przeciwko korupcji czy wprowadzenie urzędu Jan Lokpala), to inne są dość demagogiczne (jak bowiem w praktyce rząd Indii miałby sprowadzić wszystkie brudne pieniądze zgromadzone na zagranicznych kontach i to jeszcze uczynić to na tyle szybko, by przerwać głodówkę guru?). Są jednak na tej liście i takie, po których widać poszukiwanie przez Ramdeva konkretnego elektoratu: np. żądanie usunięcia wszelkich zachodnich wpływów z ustroju Indii i zastąpienie ich rozwiązaniami własnymi, indyjskimi (odwołanie się do elektoratu tradycjonalistów) czy promowanie języka hindi kosztem angielskiego (szukanie poparcia użytkowników języka hindi z północy kraju, które równocześnie przekreśla szanse Ramdeva na drawidyjskim południu). Wszystko to nie oznacza bynajmniej, iż Ramdev, zapowiadający swój start w wyborach parlamentarnych w 2014 r. rzeczywiście odniesie sukces. Chociaż guru szumnie zapowiada utworzenie własnego ugrupowania i wystawienie swoich kandydatów w każdym okręgu wyborczym (co jest zupełnie nierealne) w praktyce może się okazać, iż nie będzie on mieć większych szans bez wsparcia któregoś ze ugruntowanych środowisk politycznych, np. opozycyjnej partii BJP, która przyjęłaby go z otwartymi ramionami.

Reasumując, rozsławioną teraz w indyjskich mediach sprawę Ramdeva warto śledzić z trzech powodów:

– dla obserwacji jego własnej, politycznej kariery (choć jest to powód mniej ważny od pozostałych dwóch);

– jako ciekawego kulturowo przykładu realizacji wizerunku ,,świętego polityka’’ w indyjskiej polityce;

– jako odzwierciedlenia toczącej się w Indiach dyskusji o korupcji i problemów rządu. Działania Ramdeva sprawiły, iż temat ten nie opuścił pierwszych stron gazet. Czy Ramdev, tak jak Hazare, zgodzi się w końcu na zmienić protest w dialog, dzięki czemu sprawa z czasem przycichnie? A jeśli tak, to czy na miejsce Hazarego i Ramdeva pojawi się ktoś kolejny, kto rozpocznie następny protest uliczny i głodówkę? Rządowi zależy na tym, by tak się nie stało równie mocno, jak opozycji zależy, by do tego doszło. Tak długo zatem jak Ramdev i jego ewentualni następcy królują w mediach, tak długo cierpieć będzie wizerunek obecnie rządzących. Wybory do parlamentu związkowego mają się, co prawda, planowo odbyć dopiero w 2014 r., ale jeśli ludzie tacy jak Ramdev zdołają do tego czasu podtrzymać ogień publicznej złości przeciw korupcji, to może to nawet doprowadzić o klęski obecnie rządzącej w Delhi koalicji.

*Co może oznaczać głodowa śmierć protestującej osoby przekonano się w Indiach jeszcze  w 1952 r., kiedy to taka właśnie śmierć Pottiego Sriramulu, głodującego na rzecz utworzenia osobnego stanu Andhra, wywołała tak wielkie i krwawe zamieszki, iż już w następnym roku rząd zdecydował się na spełnienie tego żądania.

** Używa się tutaj terminu sadhwi, który jest żeńską formą słowa sadhu, znaczącego właśnie ,,świętego męża’’. Częstym sposobem tytułowania świętych mężów jest również baba i to właśnie słowo używane jest wraz z imieniem Ramdeva.

*** Po tym jak w nocy z 4 na 5 czerwca b.r. delhijska policja dokonała ataku na to miejsce protestów, pojawił się w Indiach satyryczny rysunek, przedstawiający – w zgodzie ze ,,stylem świętego’’ – policję jako demona Rawanę, Ramdeva zaś jako boga Ramę (żeby było mało tej symboliki, imię Ramdev znaczy dokładnie tyle co ,,bóg Rama’’).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Baba Ramdev i ,,styl świętego’’ w indyjskiej polityce Reviewed by on 10 czerwca 2011 .

Czy politykiem może zostać nauczyciel jogi, hinduski guru z bujną czarną brodą a klatką piersiową tylko częściową zasłoniętą przez szafranowe szaty? W świecie zachodnim taki pomysł uznany byłby pewnie za absurdalny, a w każdym razie co najmniej śmieszny. Podejrzewam, że wiele komentarzy w europejskiej czy amerykańskiej prasie na temat takiego rozpolitykowanego guru nie odbiegałyby od

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Bardzo ciekawy artykuł. Pokazuje on być może przyszłą siłę polityczną Indii, czy może metodę uprawiania polityki. Może jest to jakiś sposób na rozerwanie spetryfikowanego i często rodzinnego układu politycznego. Zobaczymy, jak sprawa się rozwinie. Widziałem, że na ten temat pisała też „India Today”, ale nie zdążyłem przeczytać. Na pewno jest to wątek wart dalszych badań.

Pozostaw odpowiedź