Artykuły

J.Daszczyński: Chiński punkt widzenia

ppg-logoChiny to wielki, ludny i zróżnicowany kraj. Dlatego bardzo trudno jest formułować jakiekolwiek uogólniające oceny lub wygłaszać opinie rozciągające się na całe Państwo Środka. Pozostaje subiektywny punkt widzenia. Dlatego od razu zastrzegam – ja Chiny lubię. Lubię też Chińczyków.

Maybach i Louis Vuitton, czyli Chińczyk chce być bogaty

– Zobacz, jeszcze pięć lat temu tych sklepów tu nie było – oznajmił jeden z moich chińskich współpracowników, gdy wyjechaliśmy z tunelu pod rzeką Huang Pu, tuż obok Perły Orientu, niegdyś najwyższego budynku w Szanghaju. – A czy wiesz, że teraz co trzecia młoda mieszkanka mojego miasta nosi torebkę od Louisa Vuittona? – zapytał retorycznie.

Rzeczywiście, widok firmowych salonów oferujących towary konsumpcyjne najbardziej znanych światowych marek robi wrażenie nie tylko na przybyszu z Polski. Są i na Pudongu, gdzie akurat jechaliśmy, ale przede wszystkim na ulicy Nankińskiej, handlowej wizytówce bogatego Szanghaju. Mimo wysokich cen sklepy nie świecą pustkami. Jest popyt, jest i podaż. Są pełne półki, a w roli kupujących występują przeważnie miejscowi – Chinki i Chińczycy. I – choć to słabe pocieszenie nawet dla przedstawicieli bogatszych od nas nacji – jest tu dosyć drogo. To samo w Londynie czy Paryżu można kupić o jedną trzecią taniej. Ale nie wolno dać się zwieść temu sielankowemu obrazowi. Przede wszystkim Szanghaj i całe wschodnie wybrzeże to nie są „prawdziwe” Chiny (te zobaczymy w interiorze), a i tu można bez trudu dostrzec szalone kontrasty, które obrazuje na drodze symbioza Maybacha i rozklekotanego roweru.

Dumna klasa średnia

Tajlen Jin, niespełna trzydziestoletni Chińczyk, jeden z pracowników Pawilonu Polski na Wystawie Światowej EXPO 2010, mówi o swoim kraju z wyraźną dumą. Dobrze wie, że współczesne Państwo Środka zadziwia cały świat. Jest przekonany, że druga gospodarka naszego globu (jego gospodarka!) będzie wkrótce pierwsza; mówi, że prześcignięcie Stanów Zjednoczonych to tylko kwestia czasu, kilku, może kilkunastu lat. Tym samym potwierdza, pewnie bez złych intencji, że ugruntowana przez wieki w chińskiej świadomości wyższość nad innymi narodami trzyma się dobrze. Trzeba ją, co prawda, umacniać posiadaniem jakiegoś markowego, zachodniego gadżetu, ale cóż – signum temporis.

Tajlen Jin chce dołączyć do klasy średniej – chińskiej społeczności konsumpcyjnej, liczącej już teraz (bagatela) około 300 mln ludzi i zapatrzonej w amerykańskie wzorce. Nie jest synem bogatych rodziców. Musi do swojego wyśnionego statusu dojść samodzielnie. Expo to ważny etap jego kariery. Funkcja szefa pionu logistyki Pawilonu Polski i dobre referencje potwierdzone okrągłym stemplem Wystawy Światowej pozwolą mu ubiegać się o coraz wyższe stanowiska, najlepiej w sektorze prywatnym – rodzimym lub zagranicznym. Pomoże mu w tym nowiutki, opasły wizytownik, świadczący o zawiązanych dopiero co rozległych znajomościach, bez których w Chinach ani rusz.

Prestiż i pieniądze

Chiński kierownik logistyki Pawilonu Polski jest typowym przedstawicielem pokaźnej grupy młodych, dobrze wykształconych Chińczyków, z reguły apolitycznych, aspirujących do osiągnięcia szybkiego sukcesu zawodowego i finansowego. A to daje i prestiż, i pieniądze. Pozycja potrzebna jest po to, by w hierarchicznym społeczeństwie cieszyć się uznaniem innych, pełne konto – by móc sobie pozwolić na ładną żonę, komfortowy apartament, duży samochód i markowe ubrania. Przy okazji: idę o zakład, że za kilka lat karta biznesowa Tajlen Jina będzie łakomym kąskiem dla wszystkich, którzy postanowią realizować podobne cele. Dlatego gdybym był polskim przedsiębiorcą, już niedługo stawiałbym na niego i jemu podobnych. Zanim jednak to nastąpi, biznesmeni z Polski i innych krajów świata skazani są przeważnie na obecnych „nosicieli” prestiżu i pieniędzy – wywodzących się z aparatu partyjnego Chin, zarządców lub – coraz częściej – właścicieli poważnej części chińskiej gospodarki.

Konfucjusz, Sun Tzu i Deng Xiaoping

Czy motywacje przyszłego partnera polskich biznesmenów stoją w sprzeczności z chińską tradycją? Nie, gdyż są współczesną emanacją konfucjanizmu, do którego powrót jest tu aż nadto widoczny. Przecież myśl, że „złoto nie karaluch, samo do domu nie przyjdzie”, zachęca wprost do przedsiębiorczości, a sentencja, że „na drzewie dobrych intencji jest wiele kwiatów, lecz mało owoców”, przestrzega przed bujaniem w obłokach. Ale uwaga: Chińczycy, jako mistrzowie sprzeczności, idee harmonii Konfucjusza łączą coraz częściej z przekazem wynikającym z traktatu Sun Tzu pt. „36 strategii”. A to nic innego jak sztuka wojny, czyli „jak wygrać za wszelką cenę”. Stąd zapewne u Chińczyków tak wiele pragmatyzmu biznesowego, który na nowo zdefiniował Deng Xiaoping na początku lat osiemdziesiątych minionego stulecia, mówiąc: „Nie jest ważne, czy kot jest czarny czy biały, ważne, by łowił myszy”.

Kierunek: wschodnie wybrzeże?

To przyzwolenie na robienie interesów z całym światem Chińczycy potraktowali poważnie. Jednak władze nie byłyby sobą, gdyby dopuściły do pospolitego ruszenia biznesowego wszystkich naraz. Jak zdecydowały, tak zrobiły. Dlatego wcześniej otwarte na międzynarodową współpracę wschodnie wybrzeże Chin, a w szczególności delta rzeki Jangcy, jest teraz wyraźnie przesycone obecnością niechińskiego kapitału i towarów, a cały interior dopiero wita zagranicznych pionierów. Dlatego gdybym był przedsiębiorcą i miał decydować, gdzie w Chinach szukać swojej szansy, ominąłbym szerokim łukiem wschód i zapuściłbym się w głąb Państwa Środka. Na przykład do największego miasta świata, Chongqingu. Wybrałbym jedną z kilkunastu tamtejszych dzielnic (najpewniej jakąś niewielką, zaledwie milionową). Tam jeszcze przeważa konfucjanizm, choć drapieżna sztuka negocjacji wykorzystywana jest nawet przy kupowaniu warzyw na bazarze.

Chińska mapa świata

Nie zrażałbym się tym, że i tamtejsi Chińczycy o Polsce wiedzą mało. Nie ma się zresztą czemu dziwić, bo gdy chiński uczeń staje przed mapą świata, na której w samym centrum są Chiny właśnie, trudno mu dostrzec jakiś stosunkowo nieduży, daleki kraj. Bardziej światli dorośli są przekonani, że Polska znajduje się gdzieś na peryferiach Europy. Niektórzy sądzą, że jesteśmy jakąś wschodnią częścią byłego Związku Radzieckiego. Że produkujemy samochody „Dacia”. Że naszą specjalnością są „matrioszki”. A Wojtyła? A Wałęsa? Cóż to za ludzie? – Nie, nie znamy – mówią. Na osłodę zostaje Fryderyk Chopin i Maria Curie­-Skłodowska. No, może jeszcze Kopernik. O nich uczy się w tutejszych szkołach, choć niewielu Chińczyków pamięta, że byli oni Polakami. Jest jednak jeden wyjątek. Ciągle jeszcze blaskiem przyjaźni świeci „Chipolbrok”, sześćdziesięcioletnia ikona polsko­-chińskiej współpracy, pierwsze joint­-venture w Chinach.

Co na to socjolodzy?

Dacii, matrioszek, Wałęsy i Wojtyły jako przykładów nieznajomości Polski w Chinach nie wyssałem z palca. To wszystko autentyczne wątki rozmowy „na wysokim szczeblu” z chińskim urzędnikiem, szefem organizacji skupiającej ponad 30 tys. małych i średnich szanghajskich firm, który – jak sam stwierdził – przygotował się starannie do spotkania z Polakami. To przykre doświadczenie znajduje potwierdzenie w wynikach unikatowych badań, przeprowadzonych jeszcze przed EXPO (w roku 2007) przez Instytut ARC Rynek i Opinie na zlecenie Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Jednak w miejsce słupków i diagramów proponuję pochodzące z tego opracowania głosy trojga Chińczyków. Głosy, które – moim zdaniem – zupełnie nieźle oddają stan wiedzy obywateli Państwa Środka o naszym kraju i ich doświadczenia z pobytu w Polsce. Ale uwaga: to opinie jednostkowe, pochodzące od ludzi wykształconych, a ich uogólnianie obarczone jest dużym ryzykiem. Jednak trudno kwestionować ich wartość poznawczą (dla mnie – miejscami – także humorystyczną).

Głos 1: „Mało jest osób z długimi brodami i dużymi nosami”

Wiedziałam, że Polska leży w Europie, Polacy więc będą raczej mieli niebieskie oczy, ale nie bardzo wiedziałam, jaka jest tu kultura, jacy są ludzie. Mieliśmy wcześniej styczność z Rosjanami, dlatego myślałam, że Polacy będą do nich podobni, to znaczy raczej grubiańscy, nieprzyjemni.

O Polakach nie wiedziałam przed wyjazdem dużo, ale wydawało mi się, że powinni być wysocy i raczej grubi – ponieważ ludzie na Zachodzie jedzą dużo sera i tłustych rzeczy, więc powinni być grubsi od Chińczyków. Ale zauważyłam, że nie są aż tak wysocy jak myślałam, są podobni do Chińczyków z Północy.

Po przyjeździe do Polski okazało się, że moje wyobrażenia są zupełnie różne od rzeczywistości. Były to różnice zdecydowanie na plus. Przede wszystkim dotyczyły ludzi. Po pierwsze okazało się, że mało jest osób z długimi brodami i dużymi nosami. Myślałam, że Polska przypomina Chiny, a kiedy tu się znalazłam, okazało się, że nie ma tu tak dużo ludzi, wszędzie są ładne domy, budynki, piękne lasy i krajobrazy. Przepiękny jest też Bałtyk, złocisty piasek, który przypomina mąkę.

Głos 2: O obchodzeniu przepisów

W niektórych instytucjach, takich jak bank czy firma ubezpieczeniowa, obsługa jest niegrzeczna, niekulturalna, sprawia wrażenie, jakby nie potrafiła rozmawiać z klientem. Urzędnicy są strasznie powolni, załatwiają wszystko bardzo długo, nie są elastyczni, są tacy sztywni w załatwianiu spraw. I bardzo wolno pracują. W Polsce załatwienie jakiejkolwiek sprawy trwa bardzo długo. W Chinach sprawy załatwia się jednak szybciej, ludzie są serdeczniejsi, bardziej otwarci do obchodzenia przepisów, jeśli jest to możliwe.

Negatywna jest sprawa efektywności pracy, nie bardzo to rozumiem. Nikt w urzędach nie mówi po angielsku, w bankach, na poczcie trzeba bardzo długo czekać. Największe rozczarowanie i problem to niska efektywność pracy. To już zaczęło się od wizy, straciłem strasznie dużo czasu, zanim udało mi się ją załatwić, nie było dobrej informacji i organizacji pracy.

Głos 3: O polskiej gościnności

Najbardziej rozczarowało mnie podejście Polaków do Chin i Chińczyków. Nie wiem, z czego to wynika, może z historii. Nie mają dużej wiedzy o Chinach. Mam nadzieję, że wraz z rozwojem gospodarki chińskiej coraz więcej Polaków będzie przyjeżdżało do Chin, a Chińczyków do Polski, i że będą się lepiej poznawać. Niektórzy Polacy nie lubią Chin. Nie znają współczesnych Chin.

Również moje wyobrażenia o Polakach zmieniły się dość znacznie po przyjeździe do Polski. Przed przyjazdem miałam bardzo pozytywne zdanie o Polakach. Teraz, jeśli miałabym starać się obiektywnie powiedzieć coś o tej zmianie, to dotyczy ona tego, że Polacy mają pewien brak, pewną wadę, którą jest brak tolerancji. Mam odczucie, że nie są zbyt przyjaźni i mogłabym tu podać wiele przykładów. Nie zawsze wiedzą, w jaki sposób traktować obcokrajowca.

EXPO jako szkoła międzykulturowości

No cóż. Wiele jest jeszcze do zrobienia, by runęły stereotypy na temat Polski pojawiające się w Chinach. Jeszcze więcej trzeba uczynić, by Chińczycy zechcieli uczyć się Polski, postrzegać nasz kraj jako atrakcyjne, położone w sercu Europy, nowoczesne i silne gospodarczo państwo, otwarte na współpracę międzynarodową, a Polaków – jako ludzi dobrze wykształconych, ambitnych i przyjaznych Chinom i Chińczykom (mimo wyjątków, których nigdzie nie brak).

Wystawa Światowa w Szanghaju pokazała obywatelom Państwa Środka, że w jednym miejscu, w jednym czasie, na jednym terenie mogą spotkać się przedstawiciele prawie dwustu narodów. Najpierw była ciekawość, potem próby wzajemnego poznania. Po niedługim czasie można było obserwować zawiązujące się przyjaźnie. W końcu stworzyła się różnorodna, kolorowa, ciężko pracująca, ale także w wolnym czasie rozbawiona, pełna uśmiechu i wzajemnej życzliwości, pomagająca sobie nawzajem „społeczność Expo”. To dowód, że komunikacja interkulturowa nie tylko jest możliwa, ale i bardzo potrzebna. Tak jak potrzebne jest życzliwe zrozumienie pomiędzy Polską a Chinami.

Próba konkluzji

Jeśli chcemy lepiej współpracować z Chińczykami, jest ku temu dobra sposobność. Warto dyskontować sukces polskiej obecności na Wystawie Światowej w Szanghaju, podtrzymywać i poszerzać osobiste kontakty między Polakami i Chińczykami, dbać o zawiązane dopiero co, jeszcze kruche sympatie i przyjaźnie.

Bo z obywatelami Państwa Środka jest tak, że tu nie zawiera się przyjaźni i nie robi się interesów pospiesznie, przez internet czy telefon. Najpierw trzeba się poznać, wspólnie pojeść, pogadać, obdarować symbolicznymi prezentami, spotkać się znowu, a jak to nie wystarczy – powtórzyć ów rytuał wiele razy. Trzeba uszanować też inne zwyczaje – wspomnianą już hierarchiczność, godność powiązaną z prestiżem, wyższość umowy ustnej nad pisemną, stempel ważniejszy od podpisu. To jedyna droga do przyszłych sukcesów. Kto jej nie zna, niech się nawet tu nie wybiera.


Autor: Janusz Daszczyński – dyrektor Pawilonu Polski na Wystawie Światowej EXPO 2010 w Szanghaju. Uznany przez Biuro Koordynacyjne EXPO za jednego z trzech najlepszych szefów pawilonów narodowych (obok Amerykanina i Szwedki). Przez 11 lat dyrektor marketingu i public relations sopockiej grupy Ergo Hestia. W latach dziewięćdziesiątych dyrektor Telewizji Gdańsk i wiceprezes Telewizji Polskiej SA. Wcześniej – zastępca Lecha Bądkowskiego, redaktora naczelnego „Tygodnika Samorządność”, pisma Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”.

Tekst pochodzi z Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego nr 2/2011 pt. “Jak wykorzystać szansę chińską?”

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
J.Daszczyński: Chiński punkt widzenia Reviewed by on 21 sierpnia 2011 .

Chiny to wielki, ludny i zróżnicowany kraj. Dlatego bardzo trudno jest formułować jakiekolwiek uogólniające oceny lub wygłaszać opinie rozciągające się na całe Państwo Środka. Pozostaje subiektywny punkt widzenia. Dlatego od razu zastrzegam – ja Chiny lubię. Lubię też Chińczyków. Maybach i Louis Vuitton, czyli Chińczyk chce być bogaty – Zobacz, jeszcze pięć lat temu tych

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 6

  • Drodzy Państwo!
    Ten „Brian” to jak na moje przeczucie to prawdopodobnie ten sam internauta, który co jakiś czas wchodzi na portal, za każdym razem pod innym nickiem. Jak zwykle jego obsesja to Azja, a szczególnie Chiny. Po wyrzuceniu z siebie porcji sinofobicznych uwag i stwierdzeń typu „CSPA to tuba Pekinu”, grozi, że już więcej nie wróci, po czym za jakiś czas najwyraźniej pojawia się znowu pod zmienionym nickiem. Każdy kto lubi Chiny lub nawet jest wobec tego kraju obiektywny, ten dla niego jest komuchem i rzecznikiem KPCh.
    Jak zapewne niejeden z forumowiczów pamięta, kilka miesięcy temu pojawiały się tu jakieś „Jacki”, „Wacki” czy inne takie, już nie pamiętam, bo głowa to nie śmietnik. Potem była dłuższa przerwa (przez grzeczność wolę myśleć, że gość nie miał pieniędzy na internet, a nie że był na leczeniu). Jakiś tydzień temu reaktywował się niejaki „czytelnik”. Tymczasem wszystko: sinofobiczna retoryka, a nawet sposób pisania (np. zdania pisane raz dużymi, raz małymi literami) wskazują, że to jeden i ten sam osobnik.
    Ciekawe, co na to Administrator? Czy jest możliwość zweryfikowania moich podejrzeń? Pytam, jako że niektóre z wcześniejszych wypowiedzi „Czytelnika” trąciły rasizmem i chyba byłoby wskazane uważne monitorowanie tego Pana. Szanuję wszystkie poglądy z wyjątkiem narzucanych „jedynie słusznych” dogmatów oraz wszystkiego, co nawołuje do nienawiści lub jest obliczone na wywołanie niechęci do jakiejś rasy czy narodowości. Każdemu wolno nie lubić Chińczyków i ich kultury. Każdemu wolno mówić, że jakaś nacja ma takie czy inne przywary. Ale sugerowanie, że którejś rasie lub nacji brakuje cech ludzkich, artykułowanie pogardy dosłownie do wszystkich aspektów życia danego kraju czy narodu, to już za wiele! To już nie tylko objaw schorzenia psychicznego – to coś poważniejszego. W moim odczuciu to propaganda nienawiści. Historia pokazała, do czego prowadzi przyzwolenie na propagandę nienawiści. Mam nadzieję, że Chinatowns i inne dzielnice etniczne w Europie nigdy nie staną się obiektem ataków, że nie zapłoną jak kiedyś getta Żydów i Romów. Aby do tego nie doszło, trzeba piętnować rasizm we wszelkich jego formach.

    • Ziggi, myślę że sprawa jest prosta. Ludzi takich jak Brian jest bez liku. Myślą i piszą podobnie. Są produktem naszej własnej, polskiej propagandy sączonej codziennie przez największe media. Czasami czytam jakiś artykulik o Chinach i włos mi się na głowie jeży( nie jeży, bo nie mam włosów!). Kiedyś pisałem sprostowania, ale po jakimś czasie dałem spokój. Masa półprawd jest tak ogromna, że poraża. I stąd biorą się tacy maniacy jak Brian. Nieszczęśliwi- bo zaczadzeni propagandą.

  • @Brian

    Czy musisz być następnym, który wchodzi na portal i drze ryja ?” Cooooooo?!” Masz jakieś problemy emocjonalne ?

    Jednak odpowiem na twoje pytania : Tekst, który tutaj został zamieszony nie jest dziełem żadnego z ekspertów CSPA – tylko jak można przeczytać ” dyrektora Pawilonu Polski na Wystawie Światowej EXPO 2010 w Szanghaju ”
    CSPA daje możliwość wypowiedzenia się każdej ze stron !! Tym którzy posiadają negatywne opinię na temat Chin jak i pozytywną !!

    Po 2 każda osoba na CSPA posiada swoje prywatne życie własną pracę etc.etc. i nie istnieje taka możliwość, aby opisywać wszystko ( jak leci ) szczególnie, że wiele osób ma konkretne sprecyzowane zainteresowania !!
    ( typu ekonomia, gospodarka, polityka, współpraca międzynarodowa etc.etc. )
    Więc jeśli masz chęć oraz możliwość napisz artykuł, który odnosiłby się do danej sprawy zamykania księży … dokładnie taki sam artykuł można napisać o wadach producenta szybkich pociągów, umywania rąk przez władze … oraz powołaniu na nowego szefa, kolesia, który został zwolniony po poprzedniej katastrofie kolejowej etc.etc. O_o

    Po 3 Jeśli nie chcesz wchodzić na CSPA to tego nie czyń .. twoja wolna wola !!! Nikt tutaj niczym nie manipuluje co więcej każdy ma własną subiektywną ocenę sytuacji .. CSPA nikomu ust nie zatyka ….

  • Caly artykul to jedna wielka propaganda na rzecz Chin!!! A ten cytat, ze w Polsce nie ma tolerancji to juz SKANDAL! Hanba panowie z CSPA. Czemy i komu sluzy ten propagandowy portal? Czemu panowie nic nie pisza o przesladowanych chrzescijanach w Chinach???!!! Coooo!!!??? Oto, co sie dzieje w Chinach, „tolerancyjnych Chinach”:

    „Chińskie służby bezpieczeństwa w ciągu ostatnich dni aresztowały kilkunastu księży katolickich oraz osoby świeckie. Do uwięzienia wyznawców Chrystusa doszło w diecezji Tianshui. Wśród uwięzionych duchownych znaleźli się m.in. administrator diecezji oraz emerytowany bp Casmir Wang Milu.
    Do obecnego incydentu, relacje miejscowego Kościoła katakumbowego ze wspólnotą „patriotycznych katolików chińskich” i administracją państwową były pokojowe. Katolicy diecezji Tianshui na wieść o aresztowaniach duchownych poprosili o modlitwę za prześladowany Kościół w Chinach.

    OD DZIS NIE WCHODZE NA PORTAL CSPA KTORY MANIPULUJE I NIE MOWI CALEJ PRAWDY O CHINACH! zalosne panowie z cspa, zalosne i smutne!!!
    popularnosci nie zbudujecie na tym. Ja sie od was idcinam raz na zawsze

  • Bardzo ciekawy artykuł. Różne, pozytywne i negatywne, nieraz zaskakujące spostrzeżenia. Wreszcie specyfika chińskiego biznesu, niby znana, ale często uchodząca uwagi Polakom przyzwyczajonym załatwiac różne sprawy „na wczoraj”.
    To, co jest u nas znamienne w stosunkach gospodarczych z Chinami, to niedowład decyzyjny struktur państwowych, na szczeblu państwowym i samorządowym. To trwa już od dawna. Pamiętam, jak pod koniec lat 90-tych sekretarz Polsko-Chińskiej Izby Gospodarczej przy ul. Erazma Ciołka w Warszawie żalił się, że bydgoscy samorządowcy udali się z wizytą do prowincji Hubei żeby popic, zakąsic i może na panienki; nie podpisali tam żadnej umowy. Stwierdził, że takich przypadków – że jadą tam na wczasy za pieniądze podatników – jest zbyt dużo, że Izba pomału traci rację bytu i że przy takim podejściu zainteresowanie Chińczyków zamiast na Polsce, skupi się na innych krajach regionu.

  • Avatar Adam Machaj Bolanren Dagougou

    Tekst oraz tezy w nim zawarte jak najbardziej sluszne. Jak wynika z notki biograficznej autor Pan Janusz Daszczynski jest osoba w jakims sensie wplywowa. Byl m.in dyrektorem TV Gdansk oraz wiceprezesem TVP i zycze Panu aby byl Pan w TVP poraz kolejny. Zyczenie to podpieram faktem ze bedac w TV ma Pan szanse przeforsowac aby wiecej informacji na temat Chin oraz innych zapomnianych krajow przedostawalo sie w eter. My tu na http://www.polska-azja.pl to chyba w 90 % pasjonaci i nas juz przekonywac czy edukowac nie trzeba ale nas jest tu za malo.
    W Polsce wiele mowi sie o wartosciach demokratycznych ale przeciez kazdy wybor musi byc podparty informacja. Jezeli idziesz do sklepu to przed kupnem chcesz wiedziec jak najwiecej informacji o kilku produktach a potem wybierasz ten, ktory twoim zdaniem jest najlepszy i tobie najbardziej pasuje. Bez danych techinicznych wielu modeli jak mozesz wybrac samochod ktory najbardziej Ci pasuje? Polacy nie maja wyboru swojej drogi bo TV (niepodwazalne zrodlo wiedzy dla wiekszosci spoleczenstwa) nas nie informuje. Zyjemy w czasach globalizacji a przegladajac rubryke Azja w TV na http://www.polska-azja.pl rzadko mozemy spotkac jakis polecany dokumenty na publicznej TVP czy TVN czy Polsat. Ja uwazam ze powinien byc jakis cykliczny program o Azji i to nie jeden (dla mlodziezy, podrozniczy, dla studentow, dla biznesmenow, kulturalny itd). Dodam ze nie tylko chodzi mi teraz o Chiny ale i o inne kraje Azji oraz inne kontynenty.

Pozostaw odpowiedź