Inne,Polecane

Grudzień 2009- przegląd najciekawszych artykułów o Azji opublikowanych w „The Economist”

The EconomistW grudniowych wydaniach tygodnika dominowały w części azjatyckiej artykuły i komentarze dotyczące roli Chin i Japonii w Azji Południowo-Wschodniej. Złośliwy komentarz w numerze z 12 grudnia („Banyan; Come together”) sugeruje co prawda, że póki co, jeśli jakaś transcendentna wartość łączy obecnie Azję to jest to iPhone !!! Z drugiej strony jednak sugestie Japonii i Chin, a także Australii kładą zapewne podwaliny pod nowy, bardziej pragmatyczny ład w Azji. Daleko posunięte sugestie w ramach ASEAN dotyczące  stworzenia wspólnej waluty zapewne nie zostaną zrealizowane w bliskiej przyszłości, ale umowy bilateralne o wolnym handlu między poszczególnymi krajami są pierwszym krokiem do powstania wspólnego rynku. Znamienitą rolę odgrywa bez wątpienia gospodarcze zbliżenie Chin i Japonii. Umowa o wolnym handlu dostarcza Chinom możliwości dostępu do nowych technologii i ekspertyz  (np. w dziedzinie ochrony środowiska), a szybko starzejące sie społeczeństwo japońskie nie gwarantuje wysokich dochodów firmom japońskim, jeśli nie zainwestuje w Chinach.

Sugestie Australii o stworzeniu EAS (East Asia Summit) pojawiły się po ostatnim światowym kryzysie finansowym, gdy okazało się, że cały region musi przejąć znacznie większą odpowiedzialność za globalne zmiany w świecie niż kiedykolwiek uświadamiano to sobie w przeszłości.  JAK ZATEM SKONSTRUOWAĆ NOWĄ ARCHITEKTURĘ REGIONU? – Oto zasadnicze pytanie. Najaktywniejszy dotychczas był ASEAN (niestety obciążony członkostwem reżimów takich jak Myanmar). Nie  obejmuje on jednak Chin i Korei Południowej, nie wspominając o Japonii i Indiach. Jeśli kraje Pacyfiku (Australia i Nowa Zelandia) chcą być aktywnymi partnerami, to  jaka powinna być rola Rosji i USA?

Najbardziej realna koncepcja, obecnie popierana przez Chiny, to ASEAN+3, (3= Chiny, Japonia i Korea Południowa).  Jednak Indie nie mieszczą się w tej strukturze, a pozostałe państwa obawiają się ograniczenia wpływów USA  w regionie (niewyartykułowana obawa przed wzrostem dominacji Chin??).

ROLA CHIN NA SWIATOWYM RYNKU DZIEL SZTUKI

Fascynujący przegląd globalnego rynku dzieł sztuki, który ukazał się w wydaniu z przełomu listopada i grudnia („Suspended animation – A special report on the art market” – Nov28-Dec.4th) zawiera zdumiewająco wiele wątków chińskich. Okazuje się, że Chiny wyprzedziły ostatnio Francję i uplasowały się na trzecim miejscu w świecie (po USA i Wielkiej Brytanii), jeśli chodzi o wartość obrotu dziełami sztuki w oficjalnym międzynarodowym obrocie rejestrowanym przez największe domy aukcyjne (m. in. domy aukcyjne Sotheby’s i Christie’s, które mają ponad 50% udział w światowym obrocie na rynku sztuki).  Światowy kryzys wpłynął  w bardzo specyficzny sposób na ten rynek. Obroty na nim nie spadły, a jeśli pojawia się jakiś problem, to wynika on nie z braku popytu lecz z niedostatku podaży naprawdę cennych obiektów. Posiadacze wstrzymują się ze sprzedażą, a kupujących przybywa. Są to kupujący z obszarów, które nie liczyły się na tym rynku do tej pory – zatem globalizacja rynku sztuki uratowała go  przed zapaścią. Obecnie jego najbardziej znaczący klienci pochodzą z Chin, Bliskiego Wschodu, Indii czy Rosji. Dom aukcyjny Sotheby’s  odnotował, że liczba poważnych klientów  (tzn. takich, którzy są skłonni wydać 500 000$ na jednorazowy zakup) potroiła się. Pochodzili oni w roku 2003 z około 36 krajów, ale w 2007 r. już z 58!

Popyt na dzieła sztuki jest rezultatem zakupów dokonywanych przez stare i nowo powstające muzea (ostatnio powstało ich na świecie około 100),  galerie, ale także osoby prywatne. I tak na przykład najwyższą cenę  dzieło sztuki współczesnej osiągnęło w Hongkongu – gdzie Wielkie Twarze Przewodniczącego  Mao – obraz Andy Warhola został zakupiony za cenę 17,4 mln dolarów, (pierwszy Warhol sprzedany na Daleki Wschód).

Zamożni obywatele Państwa Środka są coraz bardziej zainteresowani budowaniem własnych prywatnych kolekcji. Tworzą oni popyt na dzieła sztuki współczesnej ale nie tylko. Dzieła sztuki pochodzące z Chin cesarskich, takie jak ceramika i malarstwo (w sporej części efekt grabieży), stanowiły zawsze znaczącą część rynku, lecz dotychczas obrót nimi odbywał sie głównie w bogatych krajach Zachodu. Obecnie coraz częściej przedmioty te są kupowane przez (często anonimowych) kolekcjonerów z Chin, Hongkongu i Tajwanu. Większość klientów z krajów zachodnich to sprzedający – kupujący  pochodzą coraz częściej z Chin. Zakaz handlu a nawet posiadania cennych przedmiotów podczas rewolucji kulturalnej doprowadził do spadku zainteresowania antykami w Chinach. Obecne zmiany polityczne doprowadziły do dynamicznego odrodzenia popytu na te dzieła. Wszyscy, zarówno prywatni przedsiębiorcy jak i bogaci urzędnicy państwowi, zdradzają rosnące zainteresowanie historią swoich przodków i wolę wydawania pieniędzy na zabytkowe przedmioty.

Chiny są ostatnio jedynym krajem, gdzie liczba miliarderów wzrosła (według szacunków z zeszłego roku od 101 do 130 osób). Dilerzy rynku sztuki oceniają, że istnieje obecnie około 150 kolekcjonerów na Tajwanie i w Hongkongu skłonnych wydać ponad 1mln dolarów rocznie na uzupełnienie swych kolekcji chińskich antyków. Podobna liczba dotyczy ChRL i rośnie nadspodziewanie szybko. Więcej obiektów starej sztuki chińskiej sprzedaje się obecnie na aukcjach w Hongkongu niż w Nowym Jorku i Londynie łącznie. Filia domu  aukcyjnego  Sothebys w Hongkongu miała około 10mln dolarów obrotu w tym segmencie rynku w roku 2004 a w roku 2009 obrót wzrósł siedmiokrotnie i pochodził ze sprzedaży do Chin kontynentalnych.

Kupujący pochodzą nie tylko z Pekinu i Szanghaju. Są oni często z innych miast, których populacja osiąga ponad 5 milionów,  szczególnie z bogatych prowincji Guangdong i Syczuan. Jak twierdzi dyrektor Sotheby’s Azja – Kevin Ching-nastąpiło odwrócenie kierunku przepływu dzieł sztuki chińskiej. Kiedyś płynęły ze Wschodu na Zachód obecnie wracaja znów na Wschód. Handel sztuką chińską rozwija się on bardzo dynamicznie i obejmuje porcelanę, przedmioty z laki i jadeitu, brązy, meble ze szlachetnych gatunków drzewa, pieczęcie, przedmioty z rogu nosorożca i malarstwo.

Poszczególnym transakcjom towarzyszu napięta atmosfera. Jedna z najgłośniejszych dotyczyła skandalu wokół sprzedaży kolekcji zmarłego, słynnego projektanta mody Yves St Laurent’a. W skład kolekcji wchodziły brązy zrabowane przez wojska sprzymierzonych państw europejskich w roku 1860 w pałacu cesarskim Yuanming-yuan. Władze francuskie wyraziły oficjalną dezabrobatę wobec tej sprzedaży a, jak się okazało, najpoważniejszymi, potencjalnymi klientami byli obywatele Chin, którzy mieli zresztą zamiar sprezentować brązy rządowi swojego kraju. Zresztą antyczne przedmioty są często kupowane w celu sprezentowania ich innym i to nie tylko członkom rodziny, ale także szczególnie ważnym klientom a nawet przedstawicielom władz. Bez wątpienia zamożni klienci aukcji odczuwają satysfakcję z odzyskiwania chińskich skarbów i przywożenia ich do kraju. Z drugiej strony mistrzostwo w wytwarzaniu podróbek rodzi obawy, że wiele z tych przedmiotów nie jest autentyczne.

Oprócz obywateli chińskich działających aktywnie na rzecz odzyskania cennych przedmiotów także władze Chin podejmują działania zmierzające do ich ochrony. Obecnie próbują zaostrzyć restrykcje dotyczące wywozu dzieł sztuki pochodzących sprzed  roku 1911 (koniec dynastii Quing) z terytorium kraju. Obrót antykami wewnątrz państwa jest natomiast dozwolony tylko dla chińskich domów aukcyjnych. Oczywiście zagraniczni dilerzy tworzą spółki z lokalnymi firmami, aby wziąć udział w podziale tego rosnącego ciasta. Najwieksze domy aukcyjne w Chinach to działające w  Pekinie Beijing Poly i China Guardian oraz Qui Qui Jang i Chongyuan z Szanghaju. Właścicielką „China Guardian” jest pani Yaunan Wang córka Zhao Ziyanga zmarłego najwyższego urzędnika KPCh. Qui Qui – należy do studentki – doktorantki  historii sztuki orientalnej w Oksfordzie. Klienci tych domów aukcyjnych muszą płacić ok 770 funtów za wstęp i udział w aukcji. Jeśli miernikiem ekspansji zamożności jest rynek sztuki – jak pokazała Japonia lat 70-80tych, to nie ulega wątpliwości, że Chiny zaczynają show-off.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Grudzień 2009- przegląd najciekawszych artykułów o Azji opublikowanych w „The Economist” Reviewed by on 8 stycznia 2010 .

W grudniowych wydaniach tygodnika dominowały w części azjatyckiej artykuły i komentarze dotyczące roli Chin i Japonii w Azji Południowo-Wschodniej. Złośliwy komentarz w numerze z 12 grudnia („Banyan; Come together”) sugeruje co prawda, że póki co, jeśli jakaś transcendentna wartość łączy obecnie Azję to jest to iPhone !!! Z drugiej strony jednak sugestie Japonii i Chin,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź