BLOGOSFERA

„Dziennik Polska”: Festiwalowe uciechy Japończyków

Po porażająco upalnym i dusznym lecie, nie tylko przyroda japońska budzi się do życia. Gdy zaczynają kwitnąć jaskrawo czerwone kwiaty lykorysów, podobne trochę do fajerwerków, zaczyna się sezon świętowania.

Hakata_gion_yamakasa_2005_01Od końca sierpnia do końca września, w każdej dzielnicy, w każdej wsi i miasteczku urządzane są festiwale, które są bardzo podobne do naszych wiejskich odpustów.

Co roku Japończycy mają na ten czas aż trzy dni wolne od pracy. Razem z weekendem (zawsze są to dni od poniedziałku), to pięć dni wakacji, które cieszą, ale też i frustrują tłumy pracowników korporacji, nienawykłych do wolnego czasu.

Na ulicach pojawiają się tłumy, na drogach wyjazdowych straszliwe korki, a do tego prawie wszystkie świątynie shinto przygotowują swoje procesje. Zaludniają się ulice i wszelkie, zwykle puste w ciągu dnia zakątki: bo siedzenie z całą rodziną w mikroskopijnym mieszkaniu jest opcją raczej trudną do zniesienia. Szczególnie w Japonii, gdzie dzieci w wieku szkolnym uczą się do późnego wieczora, a mężowie, czy rzadziej żony, wracają z pracy zwykle po 22.00. Po odespaniu robi się ciasno, więc nie przyzwyczajone do przebywania ze sobą rodziny wybierają przestrzeń publiczną.

Bon – tańce dla przodków
Pierwszym i jednym z najważniejszych świąt końcówki lata jest festiwal Bon. To Święto Przodków, którzy raz w roku mogą „odwiedzić” swoje rodziny na ziemskim padole. Przygotowania odbywają się dużo wcześniej, tak jak w Polsce na Zaduszki, czyści się groby i ozdabia je kwiatami. Prócz tego, głównie na wsiach, bo tam jest taka możliwość, zamiata się i wyznacza ścieżki prowadzące do domów, aby duchy zmarłych mogły łatwo trafić.

Do tego często przygotowuje się dwa ogniska: pierwsze, zwykle 13 sierpnia, by przywitać zbłąkane dusze, drugie – trzy dni później, by znalazły drogę powrotną. Wbrew pozorom, to święto radosne, przygotowuje się smaczne jedzenie, piwo i sake, a wieczorami odbywają się tańce. Przodują w nich głównie staruszki, bo przez lata praktyki opanowały do perfekcji skomplikowane gesty i ustawienia w wielkim kręgu tańczących.

Tańce i festiwale Bon można też spotkać w wielkich miastach, ale już bez ognisk. Za to większą rolę odgrywa tu religia buddyjska, mnisi są zapraszani do domowych ołtarzyków, by odmawiać sutry za dusze przodków. To bardziej formalne i w naszym rozumieniu religijne, podejście do zmarłych. Na wsiach bowiem wizyta dusz przodków, to powód do świętowania i radości. Śmierć jest procesem naturalnym, ale nie ostatecznym, dopóki jest na ziemi ktoś, kto przyjmie tych co odeszli i odpowiednio ich ugości.

To właśnie niezwykła i trudna do zrozumienia dwoistość japońskich wierzeń shinto i buddyzmu. Prostota, wręcz „poganizm” obrzędów shinto i wyrafinowana filozofia buddystów nie stwarzają konfliktu, lecz wzajemnie się uzupełniają o formalne i „ludowe” treści. Ta dwoistość jest dla innych kultur, szczególnie monoteistycznych, nie do przyjęcia. Jednak to dzięki niej i zachowaniu odwiecznych rytuałów, Japonia jest krajem unikalnym kulturowo.

Omikoshi i dzikie tańce
Po Święcie Przodków przez Japonię zaczyna przepływać fala przeróżnych festiwali. To sezon związany z zakończeniem prac na polach ryżowych i świętowaniem plonów. Każda wieś i miasteczko przygotowuje swoją wersję dożynek, oczywiście pełną jedzenia i picia.

W świątyniach Shinto lokalne kami, czyli bóstwa przeprowadzają się tymczasowo do omikoshi, czyli przenośnych ołtarzy. Są to prawdziwe dzieła sztuki: mają formę większych lub mniejszych jakby lektyk, na których widnieją ozdoby, czasem wizerunek założyciela i sponsora czyli miejscowego szoguna. Niektóre są wielkości niewielkiej skrzyni, niektóre zaś są tak ogromne, że muszą być niesione przez kilkadziesiąt osób. Czasem są pokryte złotymi listkami, czasem papierowymi wizerunkami. Ulice, przez które będzie niesione bóstwo w omikoshi, są ozdabiane papierowymi latarniami i transparentami.

Te procesje są też powszechne w Tokio i innych miastach. Słychać je z daleka, bo często zatrzymują się przed blokami i domami. Wtedy niosący wołają: „Łaszej, łaszej!” czyli „Ciężko, ciężko!”, a mieszkańcy i właściciele sklepików ofiarują uczestnikom procesji smaczne przekąski, soki i piwo. W omikoshi mieszka bowiem bóstwo, które może pomóc lub zaszkodzić gospodarstwu.

Atmosfera w takim pochodzie jest prawdziwie świąteczna i radosna. Każdy może się przyłączyć i po założeniu specjalnego kaftana ze znakiem świątyni, ponieść omikoshi. Lepiej jednak wybrać te mniejsze, bo prawdziwie wielkie i ciężkie może nam nieźle posiniaczyć ramiona!

Poza procesją sezon matsuri jest też okazją do zaprezentowania wszelkiego rodzaju tańców, nie tylko tradycyjnych. Na scenach przy świątyniach grzmią bębny taiko lub pogrywają piskliwe flety, ale jeśli festiwal jest organizowany przez dzielnicę, wtedy nie ma ograniczeń co do repertuaru! Pojawiają się wszelkie możliwe grupy taneczne. Od tańców hawajskich po znanych dj’ów.

Najbardziej jednak kolorowe, pełne fantazji i dzikie są … tańce japońskie stylizowane do nowoczesnej muzyki. To grupy taneczne z okręgu, od młodzieży do staruszków, które przygotowują się do tych dożynkowych występów przez cały rok. Szyją oraz projektują własne kostiumy i próbują swych sił w parkowych muszlach koncertowych, otoczonych wianuszkiem budek z jedzeniem i piwem. Nad tancerzami powiewają ogromne, jedwabne flagi z nazwami zespołów, których utrzymanie wymaga nie lada wysiłku.

Te kolorowe grupy są ozdobą okolicy, szczególnie panowie noszący kostiumy, które w Europie uchodziłyby raczej za damskie szatki. W Japonii jednak nie ma takich uprzedzeń i fakt, że mają ubrać obcisłe spódnico-spodnie w różowe groszki nie zraża mężczyzn do festiwalowych występów.

Przy tak wielkiej liczbie uczestników festiwali trudno nie zauważyć jak jest czysto. Nigdzie nie walają się papierki ani puszki. Przy wejściu zwykle jest punkt segregowania odpadków a porządkowi chodzą z plastikowymi workami i zbierają odpadki bezpośrednio od publiki. Takim „zbieraczem” może zostać każdy, kto ma takie społeczne zacięcie. Wystarczy zgłosić się do specjalnego punktu, w którym dostaniemy rękawiczki, worek, szczypce i zacząć darmową pracę. W Europie takie podejście byłoby trudne do zrozumienia. W Japonii jednak, bycie użytecznym jest wysoko cenione i zbieranie śmieci to poważna funkcja, a na festiwalu może być i całkiem wesoła. No i oczywiście możemy zatrzymać cały nasz ekwipunek, aż do następnej imprezy!

Anna Sanders

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Dziennik Polska”: Festiwalowe uciechy Japończyków Reviewed by on 25 października 2009 .

Po porażająco upalnym i dusznym lecie, nie tylko przyroda japońska budzi się do życia. Gdy zaczynają kwitnąć jaskrawo czerwone kwiaty lykorysów, podobne trochę do fajerwerków, zaczyna się sezon świętowania. Od końca sierpnia do końca września, w każdej dzielnicy, w każdej wsi i miasteczku urządzane są festiwale, które są bardzo podobne do naszych wiejskich odpustów. Co

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź