Filipiny news,News

Departament Zdrowia: pokuta może szkodzić zdrowiu

fot. Baptiste Marcel CCBY

fot. Baptiste Marcel CCBY

Departament Zdrowia (ang. DOH) przypomniał w piątek, że akty pokuty i umartwienia dokonywane w Wielkim Tygodniu mogą doprowadzić do udaru cieplnego lub tężca.

Dyrektor Narodowego Centrum Epidemiologicznego (ang. NEC), dr Eric Tayag stwierdził, że pokutnikom przebywającym zbyt długo w nieocienionym miejscu grozi odwodnienie, które może doprowadzić do udaru. Również turyści obserwujący obrzędy pokutne mogą ucierpieć w wyniku przegrzania organizmu.

Tayag zaleca penitentom wcześniejszą konsultację z lekarzem, tak, aby upewnić się, że organizm jest na tyle silny, by wytrzymał obrzędy.

Ostrzega się też przed możliwymi zachorowaniami na tężec, chorobę bakteryjną mogącą się wywiązać przez kontakt z zanieczyszczoną bakteriami ziemią lub niesterylnymi narzędziami używanymi podczas rytuałów. Chorobą tą są zagrożone szczególnie osoby praktykujące samo-biczowanie i te poddające się ukrzyżowaniu. Tayag zalecił chcącym podjąć te akty pokuty zaszczepienie się przeciw tężcowi na kilka tygodni przed przystąpieniem do pokuty.

Dodał też, że wszelkie rany powstałe w wyniku praktyk powinny być odpowiednio zdezynfekowane i opatrzone tak, aby uniknąć infekcji i komplikacji.

źródło:www.gmanews.tv

opracowanie: AG

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Departament Zdrowia: pokuta może szkodzić zdrowiu Reviewed by on 17 kwietnia 2011 .

Departament Zdrowia (ang. DOH) przypomniał w piątek, że akty pokuty i umartwienia dokonywane w Wielkim Tygodniu mogą doprowadzić do udaru cieplnego lub tężca. Dyrektor Narodowego Centrum Epidemiologicznego (ang. NEC), dr Eric Tayag stwierdził, że pokutnikom przebywającym zbyt długo w nieocienionym miejscu grozi odwodnienie, które może doprowadzić do udaru. Również turyści obserwujący obrzędy pokutne mogą ucierpieć

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 13

  • Drogi Panie Zyggi!
    Jakkolwiek spoleczna sytuacje Filipinczykow ocenia Pan trafnie,to jednak dosrzeganie w tym winy religii, nie wydaje sie rozsadne. J.K.Mikke ,ktorego Pan ceni jak wiem, madrze kiedys powiedzialw rozmowie z lewacka mlodzieza: „czlowiek nie zyje po to tylko aby zrec”. Bardzo mi sie to spodobalo. Bo zycie jest krotkie.Dzisiaj Pan zyje jutro umiera – mowiac metaforycznie. 28 tys.Japonczykow pokladajacych wszelkie nadzieje w zyciu doczesnych stracilo zycie jednego dnia. To musi wywolywac refleksje. Religia jest potrzebna. Pisze to, choc sam nie chodze do Kosciola. Warto aby Pan przeczytal 13 list do Koryntian…wszystko jest chwilkowe i ulotne, wszystko moze Pan stracic jednego dnia, tylko milosc i wiara przetrwaja. Dla wierzacych ,ktorym czesto zazdroszcze wiary, wszystko zamyka sie w powiedzeniu „Czxas ucieka, wiecznosc czeka”. I dla tej wiecznosci warto zyc,.
    Nie dodal Pan, ze USA,kraj ludzi w wiekoszosci wierzacych jest wciaz pierwszapotega swiata i wcale religia im nie przeszkadza w rozwoju. Nie dodal Pan takze, ze wiele krajow arabskich, ktorych system jest oparty na religii to takze ekonomiczne potegi, np. Emiraty czy Arabia Saudyjska.

    • Szanowny Panie Snake!
      Wie Pan, zestawienie zwrotów „religia” i „religia katolicka” przypomina mi zestawienie „sprawiedliwość” i „sprawiedliwość społeczna”. Niby tożsame ale nie takie same. Bo gdyby wiedzę katolików o ich religii prównać np. z wiedzą muzułmanów albo ortodoksyjnych żydów, to podejrzewam, że rezultaty byłyby raczej żenujące dla kościoła rzymskiego.
      Norwegia (dziś bezbożna a dawniej ewangelicka) jest potęgą bodaj większą niż Emiraty. Co więcej, była krajem zamożnym jeszcze zanim znaleziono tam ropę i gaz, czego o żadnym kraju arabskim powiedzieć się nie da.
      Co do miłości zgadzam się całkowicie, bez niej nie da się żyć. Skąd jednak przypuszczenie, że Filipińczycy mają jej więcej od Japończyków?

  • Jedyne z czym się mogę zgodzić to, że Filipiny bardziej przypominają swoją kulturą
    kraj Ameryki Południowej niż Azję. Reszta ma charakter bardziej propagandowy.
    Pragnę dodać, że po Hiszpanach dominowali tam Amerykanie znani z pracowitości.
    Nb. Konkwistadorzy nie byli chyba leniwi skoro podbili kawał świata.

    • Gdyby byli pracowici, to wzięliby się za robotę u siebie zamiast węszyć za łatwym zarobkiem w dalekich krajach. Proszę nie zapominać, że Hiszpanów napędzała zysku i awansu społecznego, nie chęć pracy. Większość konkwistadorów pochodziła ze zubożałej szlachty z najbardziej zacofanych regionów Kastylii i Extremadury. To, że hidalgowie (kastylijska szlachta) byli patentowanymi leniami, o tym przekonał się sam Krzysztof Kolumb. Gdy próbował nakłonić ich do pracy fizycznej przy budowie umocnień, doszło do buntu przeciw niemu. Słynny Genueńczyk często miał więcej problemów z hiszpańskimi podkomendnymi niż z tubylcami.
      Poza tym proszę przyjrzeć się, jak funkcjonował podbój zachodu dzisiejszych USA i Kanady, a jak np. podbój Ameryki Południowej. W Stanach i Kanadzie pionierzy zakładali niewielkie, ale intensywnie zagospodarowywane farmy, podczas gdy Hiszpanie i Portugalczycy tworzyli wielkie latyfundia, w których zwykle zmuszali do pracy Indian, żerując na ich pracy. To samo dotyczy górnictwa. W USA i Kanadzie najpierw pojawiali się poszukiwacze złota, potem firmy górnicze. Z kolei w Ameryce Łacińskiej łapę na kopalniach Meksyku i Górnego Peru położyła korona hiszpańska, korzystająca z systemu przymusowej pracy Indian. Wszelkie powstania były tłumione z niesłychanym okrucieństwem, a w podbitych krajach szalała inkwizycja. Na Filipinach było o tyle inaczej, że nie było zbyt wiele surowców, stąd (a także z powodu odległości od metropolii) Hiszpanie osiedlali się tam dużo mniej chętnie niż np. w Meksyku czy w koloniach andyjskich. Natomiast Hiszpanie czerpali korzyści z pracy filipińskich chłopów na plantacjach. Jednocześnie podobnie jak Anglicy w Indiach stworzyli piramidalny system wyzysku posługując się posłusznymi sobie kacykami, wyzyskującymi ziomków w zamian za określone przywileje i korzyści materialne. Tyle tylko, że system hiszpański w odróżnieniu od brytyjskiego był zdecydowanie konserwatywny, nieufny wszelkim innowacjom itp. „zagrożeniom”. Struktura społeczna była wybitnie sztywna, niewielkie były w niej szanse awansu dla osób rzutkich, przedsiębiorczych i energicznych. M.in. dlatego Hiszpania jako imperium kolonialne poniosła klęskę.

      • Avatar wute

        @ p. Zyggi @ p.Ciekawy

        Panowie. W tym co piszecie jest dużo racji, a nawet powiem
        b.dużo racji. Niemniej chciałbym dodać:
        1. Węszenie, jak to Pan nazwał, z łatwym zarobkiem w innych krajach nigdy nie jest łatwe. W moim przekonaniu ci ludzie wykazali się niebywałą odwagą i przedsiębiorczością wypuszczając się w nieznane. To był XVI wiek, gdzie jechało się zazwyczaj bez drogi powrotnej.
        2. Hidalgowie byli niesłychanie dumni, podobnie jak nasza
        szlachta zagrodowa. Dla nich praca fizyczna była ujmą, tak
        jak dla naszej szlachty-posesjonatów. Oni uważali, że rolą
        szlachcica jest walczyć a nie pracować fizycznie. Nasi
        posesjonaci też nie pracowali fizycznie, uważali, że to zajęcie dla „chamów”. Czy byli leniwi. Nie. Stworzyli wielkie
        lub średnie folwarki, świetnie prosperujące, które zaopatrywały w zboże przysłowiowe pól Europy Zachodniej..
        Jedyny przypadek jaki pamiętam, to bitwa pod Chocimem
        w 1621 r. kiedy hetman Jan Chodkiewicz dał przykład i sam
        z łopatą w ręku sypał szańce a wraz z nim oficerowie.
        To co p.Zyggi napisał o systemie anglosaskim i hiszpańskim
        w koloniach – pełna zgoda.
        Niemniej jak napisałem poprzednio, potem byli Amerykanie
        ze swoją kulturą pracy.
        Zgoda, że do końca XIX w. konserwatyzm w krajach katolic-
        kich ograniczał rozwój społeczny, ale nie mieszałbym za bardzo religii z systemem społecznym, bo gdyby religia i kler faktycznie przeszkadzali w rozwoju społecznym to najbogatszym krajem powinien być Związek Radziecki.
        Pragnę też dodać, że przez całe dziesięciolecia za najbogatszy kraj w Europie uchodziła Szwajcaria, gdzie
        większość stanowią katolicy. W wymienionych krajach
        Niemcy, Holandia – katolicy stanowią ca. 40-50%.
        Obecnie najbogatszym landem w Niemczech jest katolicka
        Bawaria.

      • Avatar ciekawy

        @p. Wute

        Katolicyzm też przybierał różne postacie, na pewno inaczej wyglądało to w Bawarii, a inaczej w Hiszpanii. Przytaczana przez mnie teza o wyższości gospodarczej krajów protestanckich nad katolickimi była adekwatna do poł. XX w (co też wspomniałem w poprzednim komentarzu).
        Religia straciła na znaczeniu, więc straciła zarówno pozytywny jak i negatywny wpływ na ekonomię. W tej chwili katolicka Irlandia w PKB na głowę prześciga protestancką Wielką Brytanię, która to w latach 80. znajdowała się za Włochami. Na poziom gospodarczy wpływają też inne czynniki – np. zamożność Żydów nie wynikała z judaizmu, ale z zakazu prowadzenia lichwy przez chrześcijan (wydanego przez któregoś z papieży na początku tysiąclecia) – lukę szybko wypełnili starozakonni.

      • Avatar wute

        Przyjemnie i interesująco się z Panem dyskutuje.
        Jedna uwaga.
        Zamożność Żydów o czym się rzadko pisze wynikała nie tylko z wycofania się chrześcijan z lichwy, ale także z nakazów religijnych.
        Księga Powtórzonego Prawa:
        28.12 – Ty będziesz pożyczał wieku narodom a sam u nikogo
        nie zaciągniesz pożyczki
        23.20 – Od obcego możesz się domagać, ale od brata nie
        będziesz żadał odsetek….

      • Avatar ciekawy

        @wute

        Dziękuję. Z Panem także.

        Rzeczywiście popełniłem błąd w kwestii wpływu Judaizmu na zamożność Żydów – nie zdawałem sobie sprawy z istnienia zacytowanych przez Pana fragmentów., które zmieniają postać rzeczy. Człowiek uczy się przez całe życie :)

    • To nie jest propaganda. Teraz z powodu laicyzacji to nie ma już takiego znaczenia (choć ślady pozostają), ale jeszcze na początku XX w. najbogatszymi krajami były kraje protestanckie (Niemcy, Holandia, Wlk. Byrtania), a tam gdzie religią panującą był katolicyzm (Polska, Hiszpania, Portugalia, Włochy) dominowała nędza i brak perspektyw. Dlaczego ? Bo w interesie kleru było i jest utrzymanie status quo, a więc obskurantyzm, który skutecznie hamował wszelkie inicjatywy. Zresztą wystarczy porównać państwa będące niegdyś koloniami brytyjskimi (USA, Kanada), a hiszpańskimi.

      • Avatar Zyggi

        Zgadzam się z Panem. Najbogatszymi krajami Europy były i są kraje protestanckie. Dodałbym tu jeszcze te z krajów i regionów katolickich, na które oddziaływał ożywczo protestantyzm: Austria, Belgia, Luksemburg, niemiecka Bawaria, katolickie kantony Szwajcarii, poniekąd Francja i północne Włochy. Co do Niemiec, najbogatsza (biorąc pod uwagę PKB na 1 mieszkańca) nie jest katolicka Bawaria a protestancki Hamburg i takaż Hesja.

      • Avatar Zyggi

        P.S. Ściślej mówiąc, powinienem napisać: BYŁE kraje protestanckie, bo dziś za taki kraj trudno uznać np. Danię, gdzie do kościołów ewangelickich uczęszcza… 3% wiernych.

      • Avatar wute

        @ p. Zyggi @ p.Ciekawy
        Oddziaływanie protestantyzmu na kraje katolickie to rzecz
        do dyskusji, choć nie zaprzeczam, że ten nurt istniał.
        W Austrii np. nienawidzono protestanckich Prus i się na nich
        nie wzorowano.
        W czasie I WŚ cesarz Franiszek Józef przejeżdzając przez
        Wiedeń, spytał adiutanta dlaczego ludzie stoją przed piekarnią. Mamy wojnę Najjaśniejszy Panie, odpowiedział
        oficer.
        Wojnę? hmmm, nagle staruszek się ożywił – ” Bijcie te Pruskie świnie” wykrzyknął

        Do roku 1870 katolicka jeszcze Francja była krajem o wiele
        zamożniejszym niż państwa niemieckie. W wyniku przegranej wojny z Prusami, Francja musiała zapłacić
        gigantyczną jak na owe czasy kontrybucję w wysokości 5 mld franków w złocie.
        To z tych pieniędzy cesarstwo niemieckie zbudowało swoją
        przemysłową potęgę w okresie belle epoque.
        Nie negując protestanckiej etyki pracy trzeba uczciwie dodać,
        że tak chwalone Niemcy zbudowały swoją potęgę
        przemysłową na finansowym złupieniu najbogatszego
        wówczas państwa Europy, katolickiej Francji.

  • Japończycy 400 lat temu wygnali katolickich duchownych gdzie pieprz rośnie i dobrze na tym wyszli. Filipińczycy tego nie zrobili i ci niedomyci, leniwi, prymitywni, żerujący na cudzej pracy hiszpańscy konkwistadorzy i duchowni w ich kraju zdołali zaszczepić rabunkową kolonialną eksploatację i średniowieczne zabobony – tak samo jak w Ameryce Południowej i Centralnej.
    Efekty tego są dziś widoczne jak na dłoni. O ile dzisiejsi Japończycy zachowali tradycje uczciwej, rzetelnej pracy i są jedną z najbogatszych nacji świata, o tyle Filipińczycy pracowitością się nie wyróżniają a pracują, bo muszą coś jeść i w coś się ubrać. Zamiast jak Chińczycy, Japończycy czy Koreańczycy polegać na własnej przedsiębiorczości, wolą biczować się i leżeć krzyżem w nadziei wybłagania choć trochę lepszego losu. Nie przyjmują do wiadomości, że ów los jest głównie ich własną zasługą. Ci mniej zabobonni przy każdych kolejnych wyborach łudzą się, że jak nie Bozia to może jakiś polityczny krzykacz ulży ich biedzie. Na to wszystko nakłada się wszechobecna korupcja i najwyższa na Dalekim Wschodzie przestępczość. Jak kiedyś pisałem na CSPA, Filipiny pod wzgledem cywilizacyjnym i społeczno-gospodarczym przypominają bardziej Amerykę Łacińską niż Azję.

Pozostaw odpowiedź