BLOGOSFERA

Chiny? Dlaczego nie… – poranek w autobusie sypialnym

Autobus sypialny

…Taksówką pędzimy do centrum. W pewnym momencie zatrzymujemy się i biegiem przecinamy ulicę, a nasza chińska znajoma, machając zatrzymuje nadjeżdżający autobus. Podaje kierowcy bilety, coś mu tłumaczy, a nas wpycha do środka. Ktoś podaje zielone reklamówki i wskazuje na buty. Rozumiemy, że trzeba je zdjąć i po chwili orientujemy się, że jesteśmy w autobusie sypialnym. To dopiero atrakcja!

Autobus sypialnyWzdłuż pojazdu ciągną się trzy rzędy dwupiętrowych łóżek, mówiąc górnolotnie, bo faktycznie to metalowe skrzynki wyłożone krótkimi materacykami z poduszką i kocem. Próbujemy wbić się we wskazane nam dolne, środkowe miejscówki, ale podobnie jak na promie, którym udawałyśmy się na wyspę Putuo Shan, są one wymiarami dopasowane do wzrostu przeciętnego Chińczyka, a dla nas zdecydowanie za krótkie. Sprawa jest tym bardziej skomplikowana, że pod uniesionym podgłówkiem musimy zmieścić bagaż, który jest niemały, a trzeba jeszcze podwiesić gdzieś słomiane kapelusze kupione na tarasach ryżowych…

…Kiedy zatrzymujemy się – po raz ostatni podczas nocnej podróży z Guilin do Guangzhou – jest już całkiem widno, a stacja benzynowa całkiem szykowna. Przed nami kolejny upalny dzień. Jak wszyscy dokonujemy porannej ablucji w umywalkach zamontowanych na zewnętrznych ścianach pawilonu i wracamy do autobusu, a tam zastajemy poranną krzątaninę.

Matki przewijają niemowlęta i podają im posiłek. W nocy nie dostrzegłyśmy, że podróżuje z nami wiele małych dzieciaczków, które wtulone w matki lub ojców nie dawały znaku życia. Zagadką dla nas pozostanie jak można zmieścić obok siebie do niewielkiej skrzynki pełniącej rolę łóżka maleńkie nawet dziecko, ale fakty pozostają faktami.

Młode dziewczyny rozczesują swoje długie, proste, kruczoczarne, błyszczące włosy. Im nie potrzebne są prostownice, bo i tak po chwili wyglądają jakby wyszły od fryzjera.

Chłopak zajmujący miejsce na górze wyjmuje lusterko, przegląda się, przygładza włosy i rozgląda dookoła obserwując zwłaszcza młode dziewczyny. Zatrzymuje wzrok na jednej z nich i zaczyna nucić piosenkę. Ona również ukradkiem na niego zerka. Jestem świadkiem scenki, której inni zdają się nie zauważać. Chłopak śpiewa coś niby pod nosem, ale tak naprawdę stara się zwrócić na siebie uwagę dziewczyny. Takich wysublimowanych zaczepek w naszym kraju nie doświadczysz…

fot: Katarzyna Karpa

Książka, której fragmenty prezentujemy, jest do nabycia w empikumerlinie i wielu innych księgarniach internetowych.Chiny_okladka

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Chiny? Dlaczego nie… – poranek w autobusie sypialnym Reviewed by on 22 lutego 2014 .

…Taksówką pędzimy do centrum. W pewnym momencie zatrzymujemy się i biegiem przecinamy ulicę, a nasza chińska znajoma, machając zatrzymuje nadjeżdżający autobus. Podaje kierowcy bilety, coś mu tłumaczy, a nas wpycha do środka. Ktoś podaje zielone reklamówki i wskazuje na buty. Rozumiemy, że trzeba je zdjąć i po chwili orientujemy się, że jesteśmy w autobusie sypialnym.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 6

  • „Takich wysublimowanych zaczepek w naszym kraju nie doświadczysz…” Mylisz sie Pani Zlota.

  • Avatar Chiny? Dlaczego nie...

    Nie rozumiem…w tekście jest tylko jeden Chińczyk i zapisany jest dużą literą: „dopasowane do wzrostu przeciętnego Chińczyka”…chyba, że jest coś jeszcze między wierszami czego dostrzec nie potrafię…

    Świadkami równie ulotnego, publicznego okazywania uczuć – tym razem osób, które do młodzieży od dawna już nie należą – byłyśmy też w Hongkongu, ale o tym w najbliższą środę :)

    • …”dopasowane do wzrostu przeciętnego Chińczyka”… uprzednio, a więc rano gdy ta notka wpadła w moje oczy – Chińczyk był z małej litery.

      Stąd moja ponowna interwencja…

      Teraz jest w porządku.

      Ślę Wam pozdrowienia i do środy!

      • Avatar Chiny? Dlaczego nie...

        Czyżby cenzura??? Obiecuję, że w środę nie będzie żadnego Chińczyka…żeby nie rozpraszać uwagi :)

      • Avatar Oskareusz

        To się nazywa korekta, a nie cenzura :)

  • Uwielbiam wmieszać się w podobne sytuacje. To się zwie poznać narod od podszewki…

    Dla wyjaśnienia tej zalotnej sceny młodzieńczej wspomnę, że jeszcze do niedawna publiczne okazywanie uczuć nie było akceptowane w Chinach. Tradycyjnie chińskie mniejszości narodowe organizuja święta zakochanych, w których młodzi się zbierają śpiewając swe miłosne strofy.

    I jeszcze jedno… to samo co poprzednio: Chińczyk pisze się dużą literą.

    Oj, oj, Dziewczyny będzie mi się z Wami trudno pogniewać. Szybko poporawcie!

Pozostaw odpowiedź