BLOGOSFERA

Adam Machaj, Raport z Państwa Środka: Uczciwi i nieuczciwi Chińczycy – historie prawdziwe

fot.Adam Machaj / Deptak w Zhuzhou, prowincja Hunan.

fot. Adam Machaj / Deptak w Zhuzhou, prowincja Hunan.

Stało się. Przedwczoraj wieczorem chiński taksówkarz chciał mnie przewałkować, ale finalnie to ja przewałkowałem jego. A było to tak. Dzwoni do mnie kolega Chińczyk i zaprasza na kolację, a potem na wypad do KTV (powiedzmy, że to taki chiński pub). Z jednej kolacji zrobiły się dwie, ale to nieistotne, zabawa w KTV przebiegła bez niespodzianek. Godzina pierwsza w nocy, powoli trzeba wracać do domu. Jako pierwszemu udało mi się złapać taxi, zabrałem resztę kompanów, odwiozłem ich pod hotel (część to przyjezdni), a sam wróciłem do domu. Rachunek wysoki, ale trzeba było przejechać spory kawałek miasta. Zapłaciłem i… rozejrzałem się po aucie czy nic czasem nie wypadło mi z kieszeni, taka rutynowa czynność. Wymieniłem pożegnania z taksówkarzem i poszedłem do domu. Idąc po klatce schodowej sięgnąłem ręką po klucz do kieszeni. Klucz jest, ale w kieszeni nie ma telefonu. W torbie też nie ma. Pewny byłem, że jeszcze w taxi miałem telefon, bo zdzwaniałem się z Chińczykami. Na szczęście miałem przy sobie tablet, z którego mogłem zadzwonić. Wybrałem numer mojej komórki, jest sygnał, komórki na pewno nie mam przy sobie. Po chwili ktoś odbiera, to taksówkarz. Mówię mu co i jak i ten zawraca. Schodzę na dół, a ów pojawia się po minucie. Ja w międzyczasie szykuję w jednej kieszeni dychę, a w drugiej dwie. Trzeba będzie mu zapłacić za to zawrócenie, gdyby włączył licznik wracając to byłoby to 10, ale wina po mojej stronie, więc na 20 też się zgodzę.

Jednak taksówkarz ma inny plan na „bogacza” z Europy. Na dzień dobry pyta o nagrodę, ja mówię, że dam mu dyszkę za ten dodatkowy kilometr (maksymalnie tyle ujechał w wąskich uliczkach osiedla, którego nie znał, w nocy). Jednak ten stanowczo mówi, że należy się 200 rmb (100 zł). Ja na to, że nie mam 200 rmb i że w ogóle nie mam chińskich pieniędzy. Na to taksiarz mówi, że mogę zapłacić w dolarach. Ja na to, że dolary mam w domu (już wtedy zrodził mi się automatycznie w głowie pewien pomysł). Taksówkarz mówi, żebym szedł do domu po kasę, bo jak nie zapłacę, to on telefonu mi nie odda. Mogłem się kłócić, spisać numer taxi, ale co to by dało? On miał w ręku telefon, a ja bez telefonu jak bez ręki, nie mam ochoty na zadymy – szkoda czasu, a telefon rzecz bardzo ważna i trzeba go odzyskać. Poszedłem więc na górę po moje „dolary”. Zszedłem na dół i aby zwiększyć zaufanie mówię do niego na wstępie: „Przepraszam, ale mam tylko euro i w sumie to tylko 180 rmb, nie mam więcej przy sobie”. Dałem mu kasę, a ten obejrzał i mówi, żebym w takim razie dołożył jeszcze tę dychę rmb, którą oferowałem na wstępie (niezły cham). Mówię do chama, że tę dychę zostawiłem u góry w domu i to moja ostatnia dycha w gotówce, którą potrzebuje na śniadanie nim pójdę do banku po kasę. Oddał telefon i odjechał. Euro, które mu dałem jest w Chinach niewymienialne, a mówiąc dosłownie nieużyteczne, chyba że do celów kolekcjonerskich. Polska na szczęście też nie jest w strefie euro. Cham ma w garści 1 zł i 40 gr w nominałach 2 razy po 50 gr i 2 razy po 20 gr. W sumie to 3 rmb. To takie moje drobne, które wrzucam w Chinach do fontanny, mam tego pełno w domu. Był na tyle głupi, że uwierzył, że to prawdziwe euro (na to mógł się nabrać), ale jeszcze do tego łyknął fakt, że 140 euro (w sumie miał 140 gr) to 180 rmb (140 prawdziwych euro to około 1200 rmb). W ciągu kilkuletniego pobytu w Chinach nieraz już zostawiłem coś w taxi czy w innym miejscu i zawsze dostałem to z powrotem. Ten przypadek to wyjątek pośród masy uczciwych Chińczyków, a opisany przeze mnie z powodu zabawności całej sytuacji.

Dla przeciwwagi inna historia. Kwiecień 2013, targi w Kantonie. Jestem tam jako asysta pewnego dyrektora z Polski (pozdrowienia jeżeli to czyta). W dzień targi, a wieczorem kolacyjki. Któregoś ranka w hotelu pan dyrektor obwieszcza, że poprzedniej nocy zgubił telefon. Telefon drogi, bo oryginalny Apple, a co więcej miał w nim wszystkie swoje ważne dyrektorskie oraz prywatne  kontakty. Uzgadniamy, że udamy się tropem naszych miejskich wojaży, które odbyliśmy poprzedniej nocy. Pierwsza na cel idzie średniej klasy restauracja, w której poprzedniej nocy jedliśmy kolację. Podjeżdżamy, restauracja czynna, jednak personel stanowią całkiem inne osoby, ranna zmiana. Pytam o telefon, ale nikt nic nie wie. Mówię, że byliśmy tam poprzedniej nocy. Wtedy jakiś tam kierownik mówi, że zadzwoni do kierownika, który pracował w czasie, kiedy my tam byliśmy. Dzwoni, rozmawia po kantońsku, ja nic nie rozumiem, odkłada słuchawkę i mówi do mnie po mandaryńsku, że telefon jest u kucharza, ale on jest w domu i śpi po nocce. Mówi, żebyśmy przyjechali wieczorem i odebrali telefon. Dzień mija na targach, a wieczorem jedziemy pod wskazany adres. Kucharza jeszcze nie ma, ale personel mówi, że będzie za jakieś pół godziny. Siadamy i zamawiamy jedzenie, jesteśmy z taksówkarzem, któremu poleciliśmy poczekać na nas, zapraszamy go do stolika i czekamy. W trakcie kiedy jemy pod restaurację podjeżdża auto kucharza. Ów oddaje nam telefon i idzie na kuchnię, a my za moment wołamy kelnera i pan dyrektor wręcza banknot 100 rmb (największy nominał w Chinach) z poleceniem przekazania kucharzowi w ramach znaleźnego. Kelnerka wraca po paru minutach i mówi, że kucharz nie przyjął kasy i chce nam ją zwrócić. Pan dyrektor jednak upiera się, aby kucharz przyjął znaleźne, reszta załogi nas wspiera, dłonie z kciukami do góry pokazywane są w naszym kierunku. Ostatecznie kucharz przyjmuje nagrodę, a nam dosyła kolejną potrawę gratis.

A propos rozpoznawalności obcych walut, to miałem też z tym inną zabawną historię. Gościłem kiedyś w Chinach pewną szacowną delegację z Polski, a że było ich 5 osób plus ja, to nie mieściliśmy się do jednej taxi. Któregoś razu jadąc na 2 auta, dzwonią do mnie ci z drugiego, że już dojechali, ale taksówkarz chce ich ewidentnie naciągnąć na kasę. Kiedy dojechałem sprawa się wyjaśniła. Rachunek był 10 rmb, a Polacy dali taksówkarzowi dwa banknoty po 5 z tym, że były to dwa razy po 50 chińskich groszy. Więc taksiarz wciąż domagał się, aby dołożyli kasę. Wyjaśniam, że w Chinach 1 rmb dzieli się na 10 mao, a nie na 100 jak w Polsce, tak więc dwa razy po 5 wyszło właśnie 1 rmb. Rachunek za przejazd był rmb 10. Zmyliło ich również to, że chińskie mao, czyli jakby nasze dziesięciogroszówki, są również papierowe.

Oceniając Chińczyków, nie można uogólniać. Oceniając Polaków również nie należy uogólniać. W moim chińskim życiu spotkałem wielu uczciwych ludzi oraz mniej nieuczciwych. Czarne owce są wszędzie, a ujawniają się zwykle tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Adam Machaj, Raport z Państwa Środka: Uczciwi i nieuczciwi Chińczycy – historie prawdziwe Reviewed by on 25 czerwca 2013 .

Stało się. Przedwczoraj wieczorem chiński taksówkarz chciał mnie przewałkować, ale finalnie to ja przewałkowałem jego. A było to tak. Dzwoni do mnie kolega Chińczyk i zaprasza na kolację, a potem na wypad do KTV (powiedzmy, że to taki chiński pub). Z jednej kolacji zrobiły się dwie, ale to nieistotne, zabawa w KTV przebiegła bez niespodzianek.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź