Chiny news,Wydarzenia i zapowiedzi

Zapraszamy na spotkanie pt. „Czy USA szykują się do wojny z ChRL?”

Fundacja Republikańska we współpracy z Centrum Studiów Polska Azja zaprasza na kolejne Spotkanie Czwartkowe pt. „Czy USA szykują się do wojny z ChRL?”.

Na początku stycznia tego roku prezydent Barack Obama przedstawił założenia nowej polityki USA w zakresie obronności. Sprowadza się ona do dwóch zasadniczych elementów: cięcia wydatków na armię i strategicznego przeorientowania zainteresowania USA na obszar Pacyfiku.

Założenia nowej koncepcji wojny powietrzno-morskiej na Pacyfiku przedstawi Jacek Bartosiak, autor raportu na ten temat.

Spotkanie odbędzie się w czwartek 2 lutego o godz. 19.00 w siedzibie Fundacji Republikańskiej w Warszawie (ul. Kopernika 30/421, IV piętro).

Serdecznie zapraszamy!

mec. Jacek Bartosiak – Adwokat, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, Centrum Prawa Angielskiego i Europejskiego przy Uniwersytecie w Cambrigde oraz Centrum Prawa Amerykańskiego przy Uniwersytecie Floryda. Wspólnik w kancelarii adwokackiej Barański i Bartosiak. Ekspert CAFR w zakresie bezpieczeństwa narodowego i polityki międzynarodowej.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Zapraszamy na spotkanie pt. „Czy USA szykują się do wojny z ChRL?” Reviewed by on 31 stycznia 2012 .

Fundacja Republikańska we współpracy z Centrum Studiów Polska Azja zaprasza na kolejne Spotkanie Czwartkowe pt. „Czy USA szykują się do wojny z ChRL?”. Na początku stycznia tego roku prezydent Barack Obama przedstawił założenia nowej polityki USA w zakresie obronności. Sprowadza się ona do dwóch zasadniczych elementów: cięcia wydatków na armię i strategicznego przeorientowania zainteresowania USA

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 15

  • W tym przypadku zgadzam się z panem Plichem tz. nie warto debatować nad wirtualną wojna która się w moim przekonaniu nie zdarzy i gorąco popieram pana Plicha -Umacniajmy przyjażń między narodami ,szukajmy wspólnych działań,interesów które ją umacniają ,wydaje się że jest sporo takich tematów.A o Iskanderach można porozmawiać bo to nie witrualna sytuacja.

  • Myślę, że samo postawienie Takiego pytania na Tym forum, źle świadczy o osobach organizujących dyskusję na nim. Takie dywagacje mogą mieć miejsce na jakim forum miltarystycznym, ba nawet trudno mi znaleźć na to nazwę. Być może takie rozważania są czynione na jakichś forach wariatów ogarniętych manią wojenną, ale na Boga, nie na CSPA! Tutaj powinniśmy- tak mi się wydawało- PROPAGOWAĆ kraje Azji, ich kulturę, wiedzę o nich, sprzeczając się co do naszych punktów widzenia na nie. Ale nie dywagować o WOJNIE! Niestety ostatnio widzę duży „przechył” intelektualny w tym kierunku. Naprzód artykuł o przygotowaniach Indii do wojny z Chinami, teraz USA. Co się z Wami dzieje? Opętała Was jakaś wojenna psychoza? Widzę, że tylko Ziggi stoi na nogach i wie, że ta cała dyskusja nie ma sensu. Ja w każdym razie ,nawet nie będę na ten temat niczego czytał, a tym bardziej komentował, bo …aż strach się bać. O nowej doktrynie wojskowej USA napisałem kilka artykułów – są dostępne na moim blogu „Chiny widziane z daleka” na http://www.salon24.pl- mam o niej swoje zdanie i sądzę, że wiem do czego służy.
    Ale ta rozpoczynająca się dyskusja czemu- jeśli wolno zapytać- ma służyć? Umacnianiem przyjaźni między narodami?
    P.S. Jeśli tak bardzo lubicie mówić i pisać o wojnie, to zacznijcie myśleć na poważnie o tych Iskanderach najnowszej generacji, które zaczynają być rozmieszczane w rejonie Kaliningradu. O zasięgu rażenia do W-wy. Może wam przejdzie.

  • Taka wojna niekoniecznie odbyłaby się z użyciem broni jądrowej. W przypadku ataku
    USA na Chiny, wojna rozegrała by się w powietrzu i na morzu. Amerykanie starali by się zniszczyć:
    – satelity chińskie
    – lotnictwo morskie
    – systemy dowodzenia
    – rakiety balistyczne
    – marynarkę nadwodną a przede wszystkim podwodną
    – infrastrukturę morską (sonary, miny podwodne..itp.)
    Atak amerykański nastąpiłby z kosmosu (satelitarne zakłócenia telekomunikacyjne,
    broń laserowa) oraz z morza (lotnictwo morskie, łodzie podwodne, rakiety
    balistyczne). Wszystko to poprzedzone byłoby zmasowanym atakiem amerykańskich
    hakerów (wojskowych i cywilnych) na chińskie ośrodki dowodzenia.
    Wątpliwa byłaby inwazja na ląd, chociaż nie można wykluczyć lokalnych desantów,
    głownie na porty marynarki wojennej. Do tego należy dodać blokadę linii morskich
    w relacji Chiny – Bliski Wschód.
    Nie wykluczam takiego wariantu, jednocześnie pozwalając sobie zakładać, że żadna ze stron nie użyłaby broni jądrowej, ze strachu przed odwetem. Jeśli USA

    • cd.
      podczas takiej wojny powstrzymałyby się od chęci inwazji lądowej to szansa
      na uniknięcie „atomówki” zwiększyłaby się.

      • Avatar Zyggi

        Uniknięcie konfliktu atomowego byłoby trudne, a siły bardziej wyrównane niż możwe się to wydawać z porównania sił konwencjonalnych czy wielkości wydatków zbrojeniowych. Chiny to nie Irak, gdzie przewaga USA w zakresie techniki i wyszkolenia była miażdżąca i gdzie świat jednomyślnie potępił agresję Iraku na Kuwejt. W wypadku konfliktu Chiny – USA należy pamiętać o kilku innych czynnikach:
        – Chiny są stałym członkiem RB ONZ z prawem veta, więc jakakolwiek akcja USA raczej nie ma sznsy odbyć się pod egidą ONZ.
        – Chińska diaspora w USA, w której z pewnością nie brak potencjalnych dywersantów.
        – Chiński potencjał militarny, choć słabszy niż USA mógłby wyrządzić Stanom ogromne szkody. Nietrudno przewidzieć jaka panika i chaos wybuchłyby w USA, gdyby kraj ten dotknęły jakieś działania wojenne. Społeczeństwo amerykańskie pod tym względem znacząco różni się od państw azjatyckich takich jak Chiny.
        – Biorąc pod uwagę poprzedni punkt, myślę, że USA powinny obawiać się użycia broni atomowej przez przeciwnika w nie mniejszym stopniu niż Chiny.
        – Chiny jako strona słabsza militarnie za to odnosząca sukcesy gospodarcze nie dąży do konfrontacji militarnej. Swoje cele imperialne (zakładając, że je ma) może spokojnie realizować drogą pokojową. To nie budzi takiego sprzeciwu światowej opinii publicznej jak militarne awanturnictwo niektórych innych potęg. Tym bardziej, że mnóstwo ludzi poza Chinami odnosi pożytek z kooperacji gospodarczej z tym krajem. Jeśli USA chcą utrzymania supremacji nad śwqiatem to mają do wyboru: 1) głębokie reformy wewnętrzne lub 2) sprowokowanie wojny, w której będą „tym złym”. Gdyby do tego doszło, w co nie wierzę, byłby to być może finał kariery imperium zbudowanego na kościach milionów wymordowanych Indian… Bo w to, że Chińczycy nie odpuszczą, nie wątpię…
        Świadom tego, Sołżenicyn w liście do sowieckiego Politbiura 40 lat temu stwierdził, że wojna ZSRR z Chinmami musiałby się zakończyć zagładą narodów ZSRR. Moim zdaniem Sołżenicyn nie był pesymistą, bo w razie takiej wojny losy całej ludzkości stanęłyby pod znakiem zapytania.
        Jest jeszcze jeden czynnik. Nawet gdyby stał się cud i USA wygrałyby wojnę z Chinami, to co dalej? Jak przyjęłaby reszta ludzkości wizję świata, w którym jeden kraj bezkarnie rozdaje ciosy na prawo i lewo? Jak przyjęliby to np. najbliżsi sąsiedzi USA – Latynosi – którzy od lat głosują na liderów wrogich Waszyngtonowi? Jak odebrano by to w Azji i w Afryce? Kto czułby się bezpiecznie wiedząc, że w razie najmniejszej niesubordynacji wobec globalnego żandarma może być „następnym do bicia?” Czy taki świat gdzie jeden mówi, a reszta musi słuchać, byłby lepszym i bezpieczniejszym miejscem?…

      • Avatar wute

        @ Zyggi
        1. Uniknięcie atomówki byłoby trudne ale możliwe, jęśli działania wojenne ograniczyłyby się do morza, powietrzna i co najwyżej nadbrzeża.
        2. Zapewne nikt nie przejmowałby się ONZ.
        3. Największym problemem byłoby co po zwycięstwie USA.
        – Chińczycy nigdy by im tego nie podarowali
        – Rosja zawarła by z nimi sojusz
        – wszelkiego rodzaju terroryści straciliby ostatnie hamulce
        Za zwycięstwo militarne, Ameryka zapłaciłaby straszną klęską
        polityczną.

      • Avatar Zyggi

        @ Wute.
        USA podejmując taką wojnę nie będą walczyły z chińskim nadbrzeżem tylko z krajem liczącym prawie 1,4 mld ludzi plus kilkadziesiąt mln chińskiej diaspory. Chiny to nie Irak, kraj liczący mniej ludności niż Kalifornia. Nie sposób 1,4 – miliardowemu krajowi „dać po łapach” i zakończyć wojnę w tydzień lub dwa. Ryzyko wojny atomowej istnieje i jest ono duże. Podejmowanie takiego ryzyka jest szaleństwem większym niż np. wybryk jakim było instalowanie sowieckich rakiet na Kubie przez Chruszczowa.
        Tak, jak piszesz, rezultatem nawet wygranej wojny byłaby klęska polityczna USA. Myślę, że Chiny byłyby moralnym wygranym. Niepotrzebny byłby Pekinowi rozwinięty PR, by wszem i wobec prezentować Kraj Środka jako jeszcze jedną ofiarę amerykańskiej agresji. Mało tego, by propagandowo przedstawiać dwie wizje świata: chińską jako świat postępu, harmonii i przyjaźni między narodami oraz amerykańską jako globalny obóz koncentracyjny z US Army, ACTA zamiast wolności słowa, pomocą dla banków i wyzyskiem Trzeciego Świata. Ludzie kochają widzieć światy w kategoriach: dobry-zły, biały-czarny, anioł-potwór itd.
        Poza tym w jednym kraju po drugim amerykańskie towary byłyby zapewne bojkotowane, a dziesiątki krajów solidaryzowałoby się z Chinami. I to niekoniecznie tylko takie państwa jak Białoruś, Iran, Kuba czy Wenezuela.
        Piszesz o terrorystych. Otóż myślę, że w wypadku konfliktu można się spodziewać niepokojów w samych USA. Potencjalne przyczyny: ekonomiczne konsekwencje wojny, straty poniesione przez amerykańskich inwestorów w Chinach, rosnące bezrobocie i wykluczenie, nienawiść do finansjery, bunty mniejszości (nawet Mulat w Białym Domu może nie złagodzić gniewu murzyńskiej i latynoskiej biedoty) – to wszystko przemawia za tym, że terroryzm i dywersja mogą przestać być domeną islamistów.
        Teoretycznie istnieje też ryzyko rozpadu federacji; poszczególne stany mogą ugiąć się pod wolą ludzi mających dość tego wszystkiego, co się wyprawia od dekady. Jednym słowem: powtórka z Sojuza. Myślę, że taki scenariusz wydarzeń jest o wiele bardziej prawdopodobny niż łatwe zwycięstwo nad najludniejszym krajem świata. Skoro z Irakiem nie było łatwo, to co dopiero z krajem o 4,5 raza większej ludności niż USA i silnym nacjonalizmie?

      • Avatar wute

        @ Zyggi
        Ostatnio mam trochę problemów z czasem i dlatego z opóźnieniem reaguję na Twój komentarz.
        Zaznaczam, że taka wojna to minimalne prawdopodobieństwo, ale jako komentatorzy powinniśmy również przeanalizować taki
        wariant
        1. Jeżeli wojna odbyłaby się w przestrzeni nienaruszającej terytorium lądowe lub na jego obrzeżach to uniknięcie atomówki byłoby realne
        2. Przypuszczam, że akcje dywersyjne na terenie USA byłyby
        wkalkulowane w koszty tej wojny.
        3. Sądzę, że Chin jeszcze nie stać na wyrządzenie ogromnych
        szkód na terytorium USA.
        4. Amerykanie dobrze zdają sobie sprawę, że próba inwazji na
        mainland to samobójstwo. Ich strategią byłoby wyeliminowanie
        chińskiej marynarki i lotnictwa i wojsk rakietowych. W ten
        sposób „zepchnęliby” Chiny do pozycji przed pól wieku.
        Ogrodziliby ich od dostaw z Bliskiego Wschodu i poczekaliby
        aż Chiny zaczną być „głodne” surowców. Taka strategia miała
        by dodatkowy walor w postaci uniknięcia etykiety okupanta.
        5. Ameryka jako agresor poniosłaby ciężkie koszty polityczne,
        ale nie do końca. Wiele krajów azjatyckich byłoby zadowolonych z klęski Chin, nawet jeśliby protestowały. To tak
        jak z krajami arabskim, które wyklinają Izrael, ale po cichu
        namawiały go żeby skończył z Hamasem.
        6. Nie sądzę, żeby amerykańskie towary były bojkotowane. Np.
        wielu ludzi w Polsce krytykuje politykę Izraela, ale nikt nie
        bojkotuje izraelskich pomarańczy. Wiele krajów arabskich
        kupuje towary izraelskie, nawet Iran nieoficjalnie po przeznakowaniu towaru. Klientom różnych Biedronek czy Globi
        a takich w świecie są miliony, pochodzenie kraju jest zupełnie
        obojętne, byle taniej. Skuteczny bojkot to złudzenie oburzonych
        intelektualistów.
        7. Protesty i demonstracje w Stanach. Tak, ale skutki takich
        zachowań są zawsze ograniczone. Najwyżej do zmiany
        prezydenta. Zapewne największe demonstracje byłyby w
        Europie, ale Amerykanie pokazali, że dawno już się nimi nie
        przejmują.
        8. Nie sądzę, żebv nastąpił rozpad federacji. To myślenie
        życzeniowe. W demokracjach jednonarodowych, największym
        zagrożeniem dla jedności są kwestie nierównego podziału
        dochodu między prowincjami np. Włochy (Północ – Południe)
        czy Niemcy (Bawaria, Bad-Wirt, Hesja kontra reszta).

      • Avatar Zyggi

        @ Wute.
        Z niektórymi argumentami się zgadzam, ale jak wyobrażasz sobie cofnięcie Chin do pozycji sprzed pół wieku i odgrodzenie od dostaw z Bliskiego Wschodu? Chodzi Ci o zatapianie chińskich tankowców? Chiny kupują coraz więcej paliw w Kazachstanie i Turkmenistanie. Poza tym w razie czego mogą zwiększyc dostawy z Rosji. Mają też całkiem spore złoża własne. Więc nie sądzę, by ich przemysł paliwowy w gwałtowny sposób ucierpiał.
        Poza tym wydaje mi się, że koszty mogą byc dla Waszyngtonu ogromne, jeśli Chiny podejmą wojnę finansową i np. upłynnią amerykańskie obligacje. Dodajmy też możliwośc konfiskaty wszystkich amerykańskich aktywów na terenie Chin. Kraje, które miałyby ochotę przyłączyc się do amerykańskiej awantury mogą byc postawione przed perspektywą utraty własnych aktywów w Chinach. Poza tym istnieje możliwośc, że chińskie władze wybrałyby raczej eskalację konfliktu niż utratę twarzy, jaką byłaby klęska na morzu. W interesie USA byłoby nie dopuścic do takiej eskalacji. Ale czy mamy dokładną wiedzę, jakimi rodzajami broni dysponuje ChALW i jakie szkody mogłaby zrobic US Navy. Czy taką dokładną wiedzę ma Pentagon?… Obawiam się, że może jej nie miec.
        Myślę, że w interesie Amerykanów jest bardziej pogodzenie się ze wzrostem znaczenia rywala. niż ewentualne wymknięcie się konfliktu z ChRL spod kontroli. Pamiętajmy, że w Iraku też miało byc łatwo, szybko i bezproblemowo.
        Dzisiejsze potencjały Chin i USA są bardziej wyrównane niż 40 lat temu Chin i ZSRR. A przecież to wtedy Sołżenicyn ostrzegał sowieckie Politbiuro, że konflikt zbrojny z Chinami może wygrac tylko Pekin, że militarna próba udowodnienia kto lepiej interpretuje Marksa, skończyłaby się zagładą narodów ZSRR. Sołżenicyn stawiał sprawę jasno: Chińczycy nie odpuszczą.
        Uważam, że strateg, który sądzi, że do pokonania Chin wystarczy wyeliminowanie ich floty jest w błędzie. Nasuwa się analogia do japońskich planów z 1941 r., wg których wystarczyło zniszczenie amerykańskiej floty w Pearl Harbor, żeby wyeliminowac rywala. Nie brali pod uwagę, że rywal może się pozbierac i oddac cios…

      • Avatar wute

        @ Zyggi
        1. Pisząc o zepchnięciu na pozycje przed pól wieku miałem na
        myśli, nie powrót do przeszłości w sensie politycznym czy
        gospodarczym, a o militarne wpływy Chin w Azji Południowo-
        Wschodniej.
        2. Po rozbiciu chińskiej floty Amerykanie prawdopodobnie
        zastosowaliby blokadę dostaw z Bliskiego Wschodu do
        Chin.
        3. Udział importu ropy w jej zużyciu w Chinach wynosi ca. 53%
        i wzrasta w tempie 2% rocznie kosztem lokalnego wydobycia
        Przewiduje się, że w 2020 r. importowana ropa będzie
        stanowiła 65% s krajowe wydobycie 35% zużycia w ChRL.
        Obecnie od sąsiadów (Rosja, Kazachstan) kupuje ropę w
        ilości stanowiącej ca. 10% – 15% całego importu. Blokadę
        połączeń morskich w żaden sposób nie da się zastąpić
        zwiększonymi dostawami od tych krajów, nawet gdyby chcieli
        sprzedać. Przypuszczam, że Rosja, która zapewne
        najgłośniej by protestowała przeciw agresji amerykańskiej,
        w gruncie rzeczy byłaby zadowolona z militarnej porażki
        Chin. Reasumując ten punkt, blokada przez dłuższy czas,
        morskich dostaw ropy spowodowałaby załamanie
        obecnego rozwoju gospodarczego Chin.
        4. Upłynienie amerykańskich obligacji to mit. Kot je kupi?
        Jest rzeczą oczywistą, że decydując się na wojnę, USA
        zawieszą wykup swoich obligacji będacych w rękach Chin.
        W takiej sytuacji nikt nie kupi je od Chińczyków. To tak jak
        z bankiem, który udzielił gigantycznego kredytu jednej firmie
        Tak naprawdę to taka firma dopóki nie zacznie go spłacać,
        nie jest kredytobiorcą a jest de facto współwłaścicielem
        banku.
        Jedną z przyczyn ataku Hitlera na Zachód w 1940 r. był fakt,
        że nie musiał przeto spłacać pożyczek, zaciągniętych tam
        przez Niemcy.
        5. Zgadzam się, że ci którzy przyłączyliby się do amerykańskiej
        agresji ponieśliby straty w postaci konfiskaty majątku.
        6. Amerykanie prowadzą intensywny wywiad przeciw ChRL,
        który jak sądzę wraz z otwieraniem się Chin ma coraz
        większe pole do działania. Ponieważ takie akcje prowadzą
        też sojusznicy Waszyngtonu: Tajwan, Japonia i Korea, więc
        nie uważam, żeby Pentagon nie miał mniej lub więcej
        dokładnej wiedzy.
        7. Straty – Zgadzam się. US Navy i Air Force poniosły by
        ciężkie straty.
        8. Może jak pamiętasz z mojego artykułu to w Pearl Harbour
        nie było żadnego z amerykańskich lotniskowców, a one
        były z najważniejsze. Z kilku zatopionych pancerników,
        oprócz Arizony, podniesiono wszystkie i je wyremontowano
        a następnie przywrócono do służby. De facto amerykańska
        flota nie została zniszczona.

        9. Celem tej wojny nie byłoby pokonanie Chin i jej okupacja,
        ale zniszczenie jej militarnych narzędzi i znacznego
        osłabienia ich wpływów w świecie. Jednocześnie poprzez
        blokadę zmuszono by Pekin do pewnych „rozwiązań
        gospodarczych” np. kurs juana, „rewaloryzację” wartości
        obligacji amerykańskich….itd.
        Zniszczenie w/w sił zbrojnych ChRL miałoby też znaczny
        wpływ na politykę takich państw jak: KRLD, Iran czy grający
        na dwie strony Pakistan.

      • Avatar Zyggi

        @ Zyggi
        Ad. 1. Rozumiem, wszystko jasne.
        Ad. 2. OK, blokada. A jeśli jakiś tankowiec zechciałby ją przełamać, to co wtedy, zatopią go razem z ładunkiem? Co na to RB ONZ?
        Ad. 3. Rozumiem, jednak myślę, że rosyjskie i kazachskie rezerwy są większe. A oba kraje potrzebują gotówki. Zwłaszcza Rosja, która mogłaby ją zużytkować na aktywizację gospodarczą swoich dalekowschodnich rubieży. Tak, by zneutralizować ekspansję Chin w tym regionie.
        Ad. 4. Cyt. „Upłynienie amerykańskich obligacji to mit. Kot je kupi? A kto oprócz Chińczyków kupuje je teraz?”
        Cyt. „Jest rzeczą oczywistą, że decydując się na wojnę, USA
        zawieszą wykup swoich obligacji będacych w rękach Chin.
        W takiej sytuacji nikt nie kupi je od Chińczyków. To tak jak
        z bankiem, który udzielił gigantycznego kredytu jednej firmie
        Tak naprawdę to taka firma dopóki nie zacznie go spłacać,
        nie jest kredytobiorcą a jest de facto współwłaścicielem
        banku.”
        Być może, tylko kto takiej niepłacącej firmie udzieli kredyty? A kto kupi obligacje od kraju, który ani myśli wywiązywać się ze swoich finansowych zobowiązań? Co do Hitlera, znana sprawa, ale on przecież był szaleńcem; powtarzał te same błędy co Napoleon.
        Ad. 5. Cyt. „Zgadzam się, że ci którzy przyłączyliby się do amerykańskiej
        agresji ponieśliby straty w postaci konfiskaty majątku.”
        No właśnie, a co dostaliby w zamian? „Thank you”, trochę F-16 i garść amerykańskich obligacji? :-)
        Ad. 6. Amerykanie prowadzą intensywny wywiad przeciw ChRL,
        który jak sądzę wraz z otwieraniem się Chin ma coraz
        większe pole do działania. Ponieważ takie akcje prowadzą
        też sojusznicy Waszyngtonu: Tajwan, Japonia i Korea, więc
        nie uważam, żeby Pentagon nie miał mniej lub więcej
        dokładnej wiedzy.”
        Część chińskiego potencjału militarnego znajduje się w okręgach wojskowych na zachodnich rubieżach ChRL. Są to bezludne połacie, gdzie dostęp jest utrudniony. Tam znajdują się m.in. chińskie instalacje nuklearne, podobno równie mistrzowsko kamuflowane jak sowieckie. Jeśli chodzi o wywiad – to działa w dwie strony. Chiński wywiad ma co najmniej równie duże możliwości jak amerykański. Chińczycy są obecni na całym terenie USA. Jestem pewny, że chińskimi agentami są też obywatele USA i innych państw. Dla przykładu wielu białych Amerykanów, m.in. niemieckiego pochodzenia, w czasie wojny na Pacyfiku było agentami japońskiego wywiadu Kempeitai.
        Ad. 7. Cyt. „Straty – Zgadzam się. US Navy i Air Force poniosły by
        ciężkie straty.” Pytanie: Jaki poziom strat zaakceptowałaby amerykańska opinia publiczna.
        Ad. 8. Cyt. „Może jak pamiętasz z mojego artykułu to w Pearl Harbour
        nie było żadnego z amerykańskich lotniskowców, a one
        były z najważniejsze. Z kilku zatopionych pancerników,
        oprócz Arizony, podniesiono wszystkie i je wyremontowano
        a następnie przywrócono do służby. De facto amerykańska
        flota nie została zniszczona.”
        O tym dobrze wiem, natomiast chodziło mi o samą strategię prowadzenia wojny.
        Ad. 9. Cyt. „Celem tej wojny nie byłoby pokonanie Chin i jej okupacja,
        ale zniszczenie jej militarnych narzędzi i znacznego
        osłabienia ich wpływów w świecie. Jednocześnie poprzez
        blokadę zmuszono by Pekin do pewnych „rozwiązań
        gospodarczych” np. kurs juana, „rewaloryzację” wartości
        obligacji amerykańskich….itd.
        Zniszczenie w/w sił zbrojnych ChRL miałoby też znaczny
        wpływ na politykę takich państw jak: KRLD, Iran czy grający
        na dwie strony Pakistan.”
        Myślę, że bezpowrotnie minęły czasy wojen opiumowych, gdy Brytyjczykom wystarczyło zatopić flotę chińskich dżonek i zablokowć porty, by wymusić traktat nankiński. Myślę, że gdyby to wystarczyło, by Pekin skapitulował, to sami Chińczycy nie darowaliby swoim władzom takiego „kapitulanctwa”. Władze w Pekinie są tego z pewnością świadome. Należy się spodziewać terroryzmu, tym razem ze strony chińskich nacjonalistów. Co wtedy? Skanowanie siatkówek oka na amerykańskich lotniskach? Przecież po 11 IX 2001 r. wprowadzili te wszystkie obostrzenia, jak ściąganie linii papilarnych itd. A może o to właśnie chodzi? Innymi słowy, amerykańskie dążenie do supremacji za wszelką cenę niczego dobrego by nie przyniosło. Raczej albo zagładę świata, albo też jego faszyzację i w końcu wojnę wszystkich ze wszystkimi.
        Nie jestem fanem Pekinu, ale nie wiem czy nie wolałbym żyć w ChRL niż w świecie, w którym Wielki Brat wie o Tobie wszystko, gdzie ciągle podsycana jest atmosfera zagrożenia i gdzie jeden kraj zmusza inne do uległości za pomocą pałkarskich metod.
        Dlatego myślę, że jeśli wojenna awantura przeciw Chinom jest rozpatrywana poważnie, to należy się bać USA i traktować to państwo jako zagrożenie dla ludzkości. Takie refleksje nachodzą mnie, gdy myślę o kraju, gdzie na ziemiach pomordowanych Indian szumią łany genetycznie modyfikowanej pszenicy…

      • Avatar wute

        @ p.Stefan, @ Zyggi
        Chciałbym wyjaśnić, że nie jestem militarystą ani też jakimś
        podżegaczem wojennym. Natomiast zajmuję się analizą sytuacji. Faktem jest, że zbroją się Chiny, Indie, Japonia a także USA na obszarze Pacyfiku. Niezależnie co o tym myślimy uważam, że jako Think Tank winniśmy dokonać analizy tych tendencji z uwzględnieniem różnych wariantów. Nie jesteśmy żadnym forum militarystycznym, zajmujemy się sprawami Azji, w tym także sprawami wojskowymi, które
        zresztą na naszym forum stanowią zdecydowaną mniejszość
        poruszanych tematów. Ja sam jestem chyba na tym forum
        najbardziej znany z propagowania wielkości cywilizacji
        chińskiej
        Poruszanie tematu ewentualnej wojny w Azji Wschodniej nie
        jest niczym niestosownym. Wojnę amerykańsko-chińską
        uważam za mało prawdopodobną, ale żadnego wariantu w
        polityce nie można wykluczyć.
        Mecenas Bartosiak z Fundacji Republikańskiej przedstawił
        bardzo plastycznie koncepcję wojny rozpoczętej przez Chiny przeciwko USA i ich sojusznikom. Polecam jego artykuł, jest on na rzadko spotykanym profesjonalnym poziomie.
        Ja natomiast zastanawiam się nad odwrotną sytuacją, to jest
        nad wojną prewencyjną USA przeciw Chinom, w sytuacji kiedy
        Amerykanie dochodzą do wniosku, że jeśli nie zrobią tego w
        odpowiednim czasie, to w nadchodzącej przyszłości utracą
        przywództwo w świecie.

        @ Zyggi
        ad.2 Zatopią bez wahania. Nikt się nie będzie przejmował ONZ. w takiej wojnie. Poza tym armatorzy będą starali się trzymać swoje tankowce z daleka.
        ad.3 Wielkość importu ropy z Kazachstanu do 4% importu.
        Rosjanie sprzedają więcej, ale i tak nie są w pierwszej
        trójce importerów. O ile mogą nagle zwiększyć eksport ropy
        do Chin. Kazachstan nawet jeśli zwiększy o połowę to tak to
        będzie 2% kwoty importowej. Trochę inaczej wygląda to z
        Rosją. Fakt, że potrzebują pieniędzy, ale jak widać ich eksport
        do Chin nie jest byt duży. Nie wykluczam, że sprzedawaliby o
        wiele więcej, po horendalnych cenach, nawet znacznie wyższych niż te, które wywindowałaby wojna. Niemniej nawet wtedy nie zrównoważyłoby to utraty dostaw morskich, które
        przypominam stanowią do 90% całego importu. Takich ilości
        dla takiego kraju jak Chiny nie da się zastąpić. (kwestia posiadania wolnych ilości przez Rosję, przepustowości rur).
        ad.4 Gdyby USA ta wojnę wygrały to chętni na biznes z nimi zawsze się znajdą
        ad.5 Udział tych, którzy by wzięli udział w takiej awanturze
        ograniczałaby się do niewielu krajów. Na pewno Tajwan,
        logistyczną pomoc udzieliłaby Korea, Japonia i Filipiny, może
        Wietnam. To są dywagacje. Amerykanie nie udzerzyliby o tak
        sobie. Atak byłby następstwem poważnego wzrostu napięcia
        w Cieśninie Tajwańskiej, faktycznego lub sprowokowanego,
        żeby móc się przedstawić jako obrońca.
        ad. 6 ok.
        ad. 7 Zależałoby od wyniku wojny. Zwyciężcom wiele się
        wybacza.
        ad. 8 ok.
        ad. 9 Chiny by nie kapitulowały a USA formalnie by nie zwyciężyły. Po prostu odpisano by porozumienie regulujące
        stosunki między oboma krajami.

      • Avatar Zyggi

        @ Wute.
        Zgadzam się, że przez jakiś czas gospodarka Chin borykałaby się z ogromnymi trudnościami. Ale Pekin mógłby je wykorzystać do wojny propagandowej z USA. Tak czyni od półwiecza reżim Castro na Kubie; jak się okazuje dość skutecznie wmawia ludziom, że ich bieda to efekt sankcji USA.
        Z drugiej strony konflikt Chin z USA odbiłby się czkawką sojusznikom Stanów znad Zatoki Perskiej. Braku chińskiego popytu na ropę nie dałoby się wyrównać wzrostem zamówień gdzie indziej. Każdy kupuje tyle, ile mu jest potrzebne i ani baryłki więcej. Jednocześnie znacząco wzrosłaby pozycja Rosji, Kazachstanu i Turkmenistanu. W ciągu kilku lat Chiny stanęłyby na nogi i porozumienie, o którym piszesz w pkcie 9. mogłoby zostać uznane za nieważne. Co wtedy? Nowa prowokacja USA? No cóż, od czasów „incydentu” w Zatoce Tonkińskiej panowie z Pentagonu nabrali wprawy. Pytanie: czy świat dałby się na to nabrać? Bo raczej nie wierzę w to, by Chiny, którym czas działa na korzyść, decydowały się na jakąś awanturę.
        Cyt. „Chiny by nie kapitulowały a USA formalnie by nie zwyciężyły. Po prostu odpisano by porozumienie regulujące
        stosunki między oboma krajami.”
        Możliwości rozwoju sytuacji jest mnóstwo. A co wtedy, jeśli Chiny nie zgodzą się na żadne porozumienie tylko skonfiskują amerykańskie aktywa, postawią sprawę na porządku dziennym RB ONZ, zażądają od USA wielomiliardowych odszkodowań za szkody poniesione wskutek agresji i blokady? Myślę, że wówczas mamy sytuację patową. Wygranym w takiej sytuacji byłaby Rosja.
        Ale to są nasze dywagacje. Myślę, że istnieje zbyt wysokie ryzyko użycia broni masowej zagłady i eskalacji wojny, by zdrowy na umyśle strateg przedsiębrał taki konflikt.

  • dokładnie, wygląda na żenujące insynuacje. niepoważne.

  • Sam temat to chyba raczej political fiction (albo, jak kto woli – science fiction). Mimo wszystko nie chce mi się wierzyć, żeby jakiś amerykański polityk był aż takim wariatem, by chciał niemożliwej do wygrania wojny z 1,4 mld ludzi (nie licząc potencjalnych sojuszników Chin). Nikt nie może mieć pewności, ile procent ludzkości przeżyłoby taką wojnę i czy ocalali z niej nie zazdrościliby umarłym…

Pozostaw odpowiedź