Indie,Polecane

Z ziemi polskiej do kraju Bharaty

Surender K. Bhutani jest jedynym indyjskim korespondentem w Polsce. Od 25 lat odpowiada za to, jakie informacje docierają z Europy Środkowej i Wschodniej do Indii. O swojej pracy rozmawia z Igą Burniewicz, redaktorką działu Indie.

Iga Burniewicz: Dlaczego Polska?

Surender K. Bhutani: Przyjechałem do Polski w 1984 jako visiting profesor w departamencie indologii Polskiej Akademii Nauk na trzy lata, więc jestem tu nie tyle z miłości do Polski, ile z konieczności. Jako dziennikarz Indo-Asian News Service zajmuję się stąd całą Europą Wschodnią i częściowo krajami skandynawskimi.

I. B.: Jest Pan odpowiedzialny za to, jakie informacje z Polski docierają do Indii, więc częściowo także za to, jak Polska jest postrzegana w Indiach. Jak wybiera Pan informacje?

S. K. B: Moja agencja koncentruję się na relacjach Indii z krajami Unii Europejskiej, więc w doborze informacji kieruję się perspektywą indiocentryczną, i piszę przede wszystkim o rzeczach związanych z Indiami. Zaliczają się do nich też wiadomości dotyczące Bangladeszu, Pakistanu, Nepalu i Sri Lanki. Większość indyjskich gazet poświęca niewiele miejsca sprawom zagranicznym, koncentruje się głównie na wydarzeniach lokalnych. Tylko kilka tytułów przeznacza na wiadomości z zagranicy 3-4 kolumny, pozostałe ograniczają je do jednej. Gazety zarabiają na ogłoszeniach, w Indiach prasa się tabloidyzuje – zmniejszają się rozmiary gazet, a jakość wiadomości jest coraz gorsza. Indusi, którzy znają język angielski, mogą oglądać BBC, CNN i stamtąd czerpać informacje o zagranicy. Zapotrzebowanie na informacje prasowe w językach lokalnych jest niewielkie i występuje przede wszystkim w małych miastach. Za to strony internetowe bardzo chętnie zamieszczają informacje z zagranicy.

I. B.: Jak Polska jest postrzegana przez Indusów?

S. K. B: Cieszymy się, że Polska stała się państwem demokratycznym i wstąpiła do Unii Europejskiej. Nie cieszymy się, że Polska wstąpiła do NATO. Nie cieszymy się, że Polska staje się narzędziem w rękach Amerykanów, którzy zaczynają nową zimną wojnę z Rosją. Spodziewaliśmy się, że w Polsce powstanie dojrzała demokracja, ale tak się nie stało. Dwaj Polacy potrafią stworzyć trzy partie. Między 1990 a 2007 rokiem było w Polsce czternastu premierów. W tym samym czasie w Indiach czterech. Nie pozwalacie rządowi dotrwać do końca kadencji. Gdzie jest polityczna stabilność i dojrzałość? Macie wykształconych ludzi, a zachowujecie się jak dzieci.

I. B.: Ile informacji z Polski dociera do Indii?

S. K. B: To zależy. Czasami jest to kilka informacji w ciągu dnia, czasami przez tygodnie nic. Nie interesują nas wasze problemy z Prawem i Sprawiedliwością, Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. To problemy małego państwa, które nie mają wpływu na Indie. Najistotniejsze są zawsze informacje z krajów sąsiednich – Pakistanu, Bangladeszu, Nepalu i Sri Lanki, w drugiej kolejności pojawiają się wiadomości z USA, Rosji i Chin. Polska jest na szarym końcu, ale jeżeli napiszę informację o popularności kina bollywoodzkiego, mogę mieć pewność, że zostanie opublikowana. Indusów bardzo interesują losy ich produkcji filmowych.

I. B.: Po tym, jak w Polsce pojawiło się indyjskie kino, spekulowano, jak długo utrzyma się moda na Indie. Niektórzy mówili, że szybko przeminie. A jednak zainteresowanie krajem Bharaty od kilku lat nie słabnie.

S. K. B: Kino bollywoodzkie jest popularne nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie Wschodniej, nawet w krajach byłego Związku Radzieckiego. W Polsce jest to stosunkowo nowe zjawisko, które rozpoczęło się od „Czasem słońce, czasem deszcz”. Jakiś czas temu w kinach był wyświetlany film „Fanaa”. Część materiału kręcono w Zakopanem ze względu na podobieństwo krajobrazu Tatr do Kaszmiru. Uważam, że wszystko, co zbliża nasze kraje, jest krokiem we właściwym kierunku. O zainteresowaniu Polaków Indiami najlepiej świadczy to, że Ambasada Republiki Indii wydaje 12 tysięcy wiz rocznie. Z drugiej strony nadal są restrykcje dla obywateli Indii – polska ambasada wydaje tylko 3 tysiące wiz. Pracownikom ambasady wydaje się, że każdy Indus, który chce przyjechać do Polski, jest potencjalnym imigrantem.

I. B.: Poeta musi być mieć zdolność obserwacji, empatii. Te same cechy są niezbędne dziennikarzowi. Czy to, że jest Pan poetą ułatwia Panu pracę dziennikarską?

S. K. B: Nie widzę wpływu mojej pracy dziennikarskiej na poezję i odwrotnie. Są w moim umyśle dwoma oddzielnymi pudełkami. Nie mieszam ich. Nie uprawiam poezji politycznej. Staram się pisać o rzeczach uniwersalnych, ludzkich emocjach, które są wszędzie są takie same.

Surender K. Bhutani – ur. w 1943 r., visiting profesor w Polskiej Akademii Nauk, gdzie zajmuje się polityką międzynarodową, korespondent Indo-Asia News Service z Europy Wschodniej. Absolwent historii i stosunków międzynarodowych, doktor filozofii. Był korespondentem „Hindustan Times” z Izraela oraz Kuwait News Agency, United News of India, Press Trust of India i All India Radio z Polski. Wykładał na uniwersytetach w Oksfordzie, Bombaju, Warszawie i Poznaniu. Wydał sześć tomików poezji w języku urdu. W Polsce ukazały się m.in. jego „Gazele” i „Współczesna poezja urdu” (z Januszem Krzyżowskim).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Z ziemi polskiej do kraju Bharaty Reviewed by on 18 lutego 2009 .

Surender K. Bhutani jest jedynym indyjskim korespondentem w Polsce. Od 25 lat odpowiada za to, jakie informacje docierają z Europy Środkowej i Wschodniej do Indii. O swojej pracy rozmawia z Igą Burniewicz, redaktorką działu Indie. Iga Burniewicz: Dlaczego Polska? Surender K. Bhutani: Przyjechałem do Polski w 1984 jako visiting profesor w departamencie indologii Polskiej Akademii

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

KOMENTARZE: 1

  • Ale Buc!
    Jak mu sie w PL nie podoba to po co tu tyle siedzi? Jazda do Bollywood Panie Bhutani!

Pozostaw odpowiedź