Chiny,Polecane

Xi Jinping – syn żółtej ziemi

Fot.1 – Xi Jinping jeszcze nie jako prezydent (z George’em Bushem)

Według powszechnych oczekiwań, odbywający się w Pekinie Kongres Komunistycznej Partii Chin ostatecznie przypieczętuje zmianę na najwyższym partyjnym stanowisku: nowym pierwszym sekretarzem zostanie dotychczasowy wiceprezydent i członek Komitetu Stałego Biura Politycznego, Xi Jinping. W przyszłym roku przejmie on także fotel prezydenta, z którego po dwóch kadencjach ustąpi Hu Jintao. Jednak oszczędna polityka informacyjna pilnie strzegącego swych tajemnic rządu chińskiego sprawia, że postać Xi Jinpinga pozostaje nadal bliżej nieznana na świecie. Czy może stać się reformatorem na miarę Deng Xiaopinga? Czy poradzi sobie z problemami nurtującymi Chiny – przepaścią między bogatymi i biednymi, inflacją, sporami terytorialnymi z sąsiadami? Jedno jest pewne – jego kadencja obfitować będzie w cały szereg wyzwań, którym jako nowy przywódca będzie musiał sprostać.

Goszcząca delegatów na kongres, wzniesiona z rozkazu Mao Wielka Hala Ludowa mieści się przy placu Tian’anmen, blisko rządowego kompleksu Zhongnanhai (chińskiego „Białego Domu”). Obrady odbywały się przy najwyższych środkach bezpieczeństwa: sąsiednie aleje zamykano, gdy samochody wiozące partyjnych notabli docierały do celu, w okolicy zakazano też organizacji imprez masowych. Jednak mimo tej pompatycznej otoczki, właściwy wybór nowych kadr rządowych dokonał się znacznie wcześniej, w toku nieformalnych ustaleń między najważniejszymi członkami Politbiura. To oni przekazali swoje ustalenia wszechwładnemu Departamentowi Organizacyjnemu KPCh, który odpowiada za przygotowywanie list kandydatów na najważniejsze stanowiska: tylko wyjątkowo rzadko zdarza się, żeby poddana pod głosowanie kandydatura otrzymała mniej niż 70% głosów za. Trudno powątpiewać w to, że Xi Jinping wkrótce stanie na czele najludniejszego państwa świata, jednak kim tak naprawdę jest ten polityk?

Długa droga na szczyt

Fot.2 Liangjiahe – miejsce zesłania Xi Jinpinga

Xi Jinping urodził się w 1953 roku jako syn zawodowego rewolucjonisty i weterana wojny domowej, Xi Zhongxuna. Ojciec pełnił ważne funkcje państwowe i na tle szalejącej wówczas w Chinach biedy życie rodziny Xi było sielankowe: nigdy nie brakowało im jedzenia, mieli samochód i służbę. Jednak przyszły gorsze czasy: ojciec Xi w 1962 roku został objęty czystką, stanowiącej wstęp do rewolucji kulturalnej – po złożeniu samokrytyki powierzono mu funkcję dyrektora fabryki traktorów na głębokiej prowincji. Młody Jinping zaś, podobnie jak tysiące jego rówieśników, w wieku lat piętnastu został zesłany na wieś, by uczyć się pracy od robotników i chłopów. W napisanym po latach, bardzo szczególnym autobiograficznym eseju zatytułowanym „Syn żółtej ziemi” przyznaje, że początkowo nie umiał przyzwyczaić się do ciężkiej harówki i mimo masywnej postury nie dorównywał nawet kobietom. Według niektórych doniesień miał uciec ze wsi do Pekinu, ale został złapany i wysłany z powrotem. Stopniowo jednak zmieniał nastawienie, wieśniacy – jak pisze – zaczęli mnie postrzegać jako jednego z nich. W eseju pisze, że kiedy opuścił górzyste Shaanxi, wiedział już, jaki cel obrać w życiu: służyć ludowi. Kochać lud tak mocno, jak swoich rodziców. Partia dała mu szansę – został przyjęty na elitarny pekiński uniwersytet Qinghua, gdzie zaczął studiować technologię chemiczną.

Żona Xi Jinpinga, Peng Liyuan.

Fot.3 Żona Xi Jinpinga, Peng Liyuan

Po ukończeniu studiów stopniowo rezygnował z pracy w zawodzie na rzecz rozmaitych zadań, które powierzała mu partia: był kierownikiem szkoły partyjnej, zastępcą gubernatora prowincji, wreszcie w 1999 roku stanął na czele prowincji Fujian.

Jako jeden z nielicznych przedstawicieli czołowych kadr partyjnych pełnił kierownicze stanowiska na każdym szczeblu władz: od wsi aż po prowincję. Wydaje się jednak, że nie ulegał pokusom władzy i nie dążył do bycia w centrum uwagi – kiedy u schyłku lat osiemdziesiątych poślubił piosenkarkę folkową Peng Liyuan, była ona znacznie bardziej znaną postacią niż on sam. Cechę tę dzieli z dotychczasowym liderem KPCh – Hu Jintao. Ich powodzenie jest nieprzypadkowe. W KPCh daleko zaszli ci, którzy zajmowali koncyliacyjną postawę i zrazili swoją postawą stosunkowo najmniej osób. Pozbawiony nie tak dawno wszystkich kluczowych stanowisk Bo Xilai był przykładem indywidualisty i populisty, który zdawał się dążyć do władzy za wszelką cenę, a to nie zjednywało mu sympatii. Cierpliwość Xi Jinpinga się opłaciła, choć oczywistym jest, że będzie on miał zaledwie ułamek władzy, którą niegdyś dysponowali Mao czy Deng.

Polityczne puzzle

Chiny stanowią typowy przykład państwa monopartyjnego, w którym sprawowanie wysokich stanowisk w rządzącej partii umożliwia jednocześnie pełnienie kluczowych urzędów państwowych. Każdy z członków rządu musi zarazem należeć do Komitetu Centralnego. Komitet Centralny zaś wybiera spośród siebie Biuro Polityczne, które z kolei wyłania Komitet Stały Biura Politycznego: najwyższą instytucję władzy, której członkowie są premierami, wicepremierami czy też ministrami kluczowych resortów. Minęły czasy, kiedy władza sprawowana była zakulisowo – gdy po 1989 roku Deng Xiaoping ustąpił ze wszystkich pozycji w państwie, ale długo jeszcze miał ostatnie słowo w kluczowych kwestiach. Gdy mniej więcej 10 lat temu jego następca Jiang Zemin chciał iść w jego ślady, opór pozostałych przywódców partii skłonił go do rezygnacji z próby zachowania stanowiska szefa Centralnej Komisji Wojskowej (zwyczajowo przywódca państwa jest prezydentem, pierwszym sekretarzem KPCh i szefem CKW). Dodatkowo Jiang Zemin przyjął zasadę, wedle której najwyżsi dygnitarze partyjni powinni odchodzić na emeryturę po przekroczeniu 67 roku życia. Stąd właśnie zmiana: siedmu z dziewięciu dotychczasowych członków Komitetu Stałego Politbiura odejdzie na emeryturę, Li Keqiang zostanie premierem, a Xi Jinping prezydentem.

Machina organizacyjna partii zacina się rzadko: dzieje się tak zwykle wtedy, gdy któryś z dygnitarzy zacznie głosić zbyt liberalne poglądy (spotkało to Li Ruihuana, popularnego polityka z Tianjinu – przed paroma laty nie dość stanowczo poparł działania wymierzone w ruch Falun Gong) czy też popadnie w poważny konflikt z prawem, jak enfant terrible chińskiej polityki, Bo Xilai. Ten ostatni był razem z Xi Jinpingiem sytuowany we frakcji „książąt” (działaczy, których ojcowie pełnili istotne funkcje w partii w czasach Mao), ale unikający rozgłosu i pracowity Xi był przeciwieństwem populisty i autokraty Bo. Zabójstwo Neila Heywooda, jego brytyjskiego partnera w interesach, dokonane przez żonę Bo, mogło nigdy nie wyjść na światło dzienne, gdyby nie podległy Bo Xilaiowi oficer policji Wang Lijun i jego nieudana próba ucieczki do amerykańskiego konsulatu w Guangzhou. Partia stara się nie nadawać rozgłosu oskarżeniom o korupcję i nierzadko przesuwa zamieszanych oficjeli na inne stanowisko, ale tym razem winy Bo Xilaia były zbyt poważne. Różnica między Bo a Xi rzuca się w oczy choćby w sposobie, w jaki wychowali swoje dzieci – internet obiegły niedawno zdjęcia syna Bo Xilaia studiującego w Wielkiej Brytanii, który podczas suto zakrapianej imprezy obściskuje się z półnagimi kobietami, zaś córka państwa Xi, Mingze, studiuje incognito na Harvardzie i nie przysparza rodzinie problemów wizerunkowych.

Xi Jinping od dawna ma reputację dobrego mediatora. Już w czasie przymusowego pobytu na „żółtej ziemi” zwróciło to uwagę chłopów, obserwujących poczynania zesłanych z miasta studentów: kiedy koledzy Xi pokłócili się ze sobą i poszli do niego, by pomógł im rozsądzić konflikt, ten zaś kazał im przyjść za dwa dni: po tym czasie problem rozwiązał się sam. Zdobył szereg doświadczeń w kontaktach z zagranicznymi inwestorami, kiedy jako gubernator nieodległej od Tajwanu prowincji Fujian starał się zachęcić tajwańskich biznesmenów do inwestowania na kontyntencie. Wyróżnił się wtedy wydaniem dyrektywy, w której instruował podległe sobie instytucje: „wszystkie formy działalności ekonomicznej, które nie są wprost zabronione przez prawo, są dozwolone”. Xi jest także lubiany przez zachodnich dziennikarzy, bo różni się nieco od sztywnego i zasadniczego Hu Jintao – trafnym posunięciem z jego strony byłoby na pewno udzielenie wywiadu zagranicznym mediom, nawet jeśli ten wywiad nie byłby potem przedrukowywany w Chinach.

Krajobraz przed bitwą

Nabyta przez Xi umiejętność balansowania między sprzecznymi interesami poszczególnych dygnitarzy partyjnych na pewno przyda mu się teraz, gdy przyjdzie mu kierować olbrzymią, liczącą 83 mln członków partią, kontrolującą największe na świecie państwo. Imponujący wzrost gospodarczy (co prawda już nie dwucyfrowy: 9,2% w 2011 roku) nie może odwracać uwagi od licznych problemów, dotykających Kraj Środka. W otwierającej kongres przemowie Hu Jintao otwarcie napiętnował korupcję urzędników i członków partii. Oczekiwania konsumpcyjne rosnącej klasy średniej są rozbudzane przez reklamy i państwową propagandę sukcesu, ale kawałków tortu nie wystarcza dla wszystkich: sytuacja na rynku mieszkaniowym jest trudna, wielkie miasta są zanieczyszczone i zatłoczone, a mimo inwestycji w efektowne i budzące wrażenie projekty, infrastruktura starzeje się. Dowiodła tego dobitnie lipcowa powódź w Pekinie, która pociągnęła za sobą śmierć prawie stu osób. Los niższych klas społeczeństwa jest nie do pozazdroszczenia: jeżdżący za pracą robotnicy-migranci, prawdziwi sprawcy chińskiego cudu gospodarczego, są w wielkich miastach pozbawieni podstawowych praw z powodu braku meldunku, a chłopi na wsi nadal pracują ciężko i przygnieceni są najrozmaitszymi obciążeniami podatkowymi.
Xi i jego partia mogą także stać się adresatami oddolnych apeli o demokratyzację: zeszłoroczne wybory na Tajwanie odbiły się szerokim echem w chińskiej blogosferze, w nieustannie kasowanych wpisach stale przewijała się myśl, że my też zasługujemy na demokrację. Prawdziwe wyzwania czekają go także w polityce zagranicznej. Choć w swojej karierze odwiedził już wiele krajów (został nawet przyjęty na audiencji u cesarza Japonii, co jest rzadkością w przypadku polityków niebędących głowami państw) to na szczerą wypowiedź pozwolił sobie chyba tylko raz, gdy w Meksyku podczas dyskusji o kryzysie zaczął strofować dziennikarzy: „Ci znudzeni cudzoziemcy bez przerwy wytykają nas palcami. Po pierwsze, Chiny nie eksportują rewolucji, po drugie, Chiny nie eksportują głodu i biedy, po trzecie, Chiny nie przyprawiają was o ból głowy”.

Znaczenie Chin na świecie stale rośnie i niewątpliwie jest to proces niezależny od Xi. Musi on kontynuować linię polityczną swoich poprzedników w najważniejszych kwestiach: ostrego, „godnościowego” podejścia do sporów terytorialnych z Japonią, Filipinami i Wietnamem; dążenia do integracji z Tajwanem i prób zjednoczenia na zasadzie „jeden kraj – dwa systemy”; oraz dalszej realizacji prawdziwie imperialnej polityki w Azji Środkowej i w Afryce, gdzie Chińczycy stają się głównymi rozgrywającymi. Już teraz zastąpili Rosję jako głównego partnera handlowego Kazachstanu, chińskie uczelnie zaś pełne są studentów z Afryki, korzystających z najrozmaitszych programów stypendialnych. Jednak jakkolwiek Chiny otwierają się na świat, to na gruntowną liberalizację trudno liczyć.

Nie dziwi zatem gwałtowna reakcja władz na pojawiające się w amerykańskim serwisie medialnym Bloomberg doniesienia o majątku rodziny Xi Jinpinga: według różnych źródeł, jest on szacowany na kilka miliardów dolarów, choć sam Xi Jinping oficjalnie niczego nie posiada. Strona internetowa Bloomberga została natychmiast zablokowana, podobnie jak odnoszące się do tych informacji wpisy pojawiające się na chińskim odpowiedniku Twittera: Sina Weibo. Mit „syna żółtej ziemi” nie może być zagrożony, partia doskonale widzi, że olbrzymie nierówności mogą stać się przyczyną niepokojów społecznych.

Wspólna trauma

 Gdy Xi Jinping wyjechał do górzystego Shaanxi na przymusową reedukację, pewien młody student uniwersytetu Qinghua na własne oczy mógł oglądać chaos rewolucji kulturalnej: na uczelni wybuchła regularna wojna pomiędzy grupą radykałów i grupą umiarkowaną. Studenci zdobyli broń palną i chałupniczo produkowali granaty. Po obu stronach padali zabici, każda śmierć tylko podsycała żądzę odwetu i nakręcała spiralę zemsty. Bojówki długo były wspierane (i wykorzystywane) przez wpływowe postaci związane z Mao Zedongiem, m.in. przez jego żonę i szefa służb bezpieczeństwa Kang Shenga. Sytuacja szybko jednak wymknęła się spod kontroli i działania bojówek całkowicie sparaliżowały funkcjonowanie państwa. Kres przemocy położyły dopiero wezwania do spokoju ze strony władz i interwencja wojska.

Fot. 4 Qinghua, 1968 rok

Studentem, który oglądał walki na Qinghua (fot. 4 z lewej – 1968 rok), był Hu Jintao, późniejszy pierwszy sekretarz KPCh i zarazem poprzednik Xi Jinpinga. Fakt, że dzieciństwo i młodość pokolenia obecnych przywódców ChRL przypadły na krwawą dekadę rewolucji kulturalnej, ma doniosłe konsekwencje. Ich rozumienie polityki i kluczowej w hierarchicznym społeczeństwie chińskim relacji rządzący-rządzeni ukształtowało się właśnie wtedy: można przypuszczać, że będą dążyli do zachowania pokoju i stabilności za wszelką cenę. Czasy rewolucji kulturalnej są wielką, niezaleczoną traumą, kładącą się cieniem na życiu milionów pamiętających je ludzi. Chaos, przemoc, głód i niepewność jutra, śmierć zadawana z byle powodu, tortury, „sesje samokrytyki” i publiczne upokarzanie: taki obraz zachowali w pamięci wszyscy ci, którzy wówczas świadomie obserwowali otaczający ich świat. Niewątpliwie także i Deng Xiaoping przeląkł się tych demonów i  dlatego właśnie w taki, a nie inny sposób postanowił rozprawić się z rozruchami studenckimi z 1989 roku: sam rewolucji kulturalnej omal nie przypłacił życiem.

Dopóki obecny model absolutnego prymatu partii komunistycznej się sprawdza, dopóty będzie jedynym możliwym: mimo podejmowanych tu i ówdzie eksperymentów z wyborami na najniższym szczeblu (wieś Wukan, prowincja Guandong) czy demokracją deliberatywną. U podłoża takiej wizji świata znajduje się także konfucjański pogląd o wojnie jako zhengfa, czyli „ekspedycji karnej”, podejmowanej w celu przywrócenia porządku i harmonii. Przemoc jest usprawiedliwiona, bo to harmonia jest celem nadrzędnym. Każda próba naruszenia władzy partii komunistycznej – czy będą to zamieszki, czy pokojowie demonstracje – spotkają się na pewno ze zdecydowanym odporem i to niezależnie od tego, kto będzie sprawował najwyższe funkcje w państwie. Xi Jinping być może przewyższy Hu Jintao, ale raczej nie ma zadatków na wielkiego reformatora.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Xi Jinping – syn żółtej ziemi Reviewed by on 10 listopada 2012 .

Według powszechnych oczekiwań, odbywający się w Pekinie Kongres Komunistycznej Partii Chin ostatecznie przypieczętuje zmianę na najwyższym partyjnym stanowisku: nowym pierwszym sekretarzem zostanie dotychczasowy wiceprezydent i członek Komitetu Stałego Biura Politycznego, Xi Jinping. W przyszłym roku przejmie on także fotel prezydenta, z którego po dwóch kadencjach ustąpi Hu Jintao. Jednak oszczędna polityka informacyjna pilnie strzegącego swych

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź