Japonia news,Publicystyka,Wywiady

Wywiad Anny Świątek z Yuko Eguchi, Japonką z Kioto

U.S. Navy/CCBY

U.S. Navy/CCBY

Kiedy w ponad tydzień po katastrofie z 11 marca rząd japoński wciąż walczy z zagrożeniem nuklearnym, a ofiary kataklizmu z załamaniem pourazowym, reszta obywateli Japonii śle pomoc pieniężną i jednoczy się w bólu ze wszystkimi, którzy stracili swoich bliskich. Yuko Eguchi, choć mieszka w prefekturze Kioto daleko od rejonów dotkniętych katastrofą, przeżywa swój własny mały dramat. Jej mąż jest żołnierzem japońskich Sił Samoobrony. Jak tylko usłyszeli o tragedii, nie zważając na własne zdrowie, chcieli od razu jechać, by nieść pomoc rodakom w potrzebie. Wstrzymywał tylko system i początkowy brak zgody rządu obawiającego się kolejnej tragedii. Obecnie część żołnierzy japońskich Sił Samoobrony już była w rejonie Tohoku (obszar dotknięty trzęsieniem ziemi, tsunami, obecnie zagrożony skażeniem nuklearnym). Mąż Yuko wciąż czeka na swoją kolej.

Anna Świątek: Jak zapamiętałaś feralny dzień 11 marca?

Yuko Eguchi: Robiłam zakupy w supermarkecie, kiedy moją uwagę zwrócili ludzie skupieni wokół telewizora. Podeszłam bliżej i zobaczyłam najświeższe doniesienia o trzęsieniu ziemi w Tohoku oraz ostrzeżenie o nadchodzącym tsunami. Choć w rejonie, w którym mieszkam, nie odczułam najmniejszego nawet drgnięcia, od tamtej pory każdą wolną chwilę spędzam przed telewizorem i śledzę rozwój sytuacji. Słyszałam, że zaraz po trzęsieniu ziemi ludzie zostali odcięci od świata i nie mogą wrócić do swoich domów. Stanęły szybkie pociągi shinkansen, zamknięte zostały lotniska i zapadnięte drogi. Wielu ludzi wracało do domów na rowerach, które kupowali w pobliskich sklepach. Mój niepokój rósł wraz z kolejnymi doniesieniami o zniszczeniach. Byłam naprawdę coraz bardziej przerażona.

A teraz? Co możesz powiedzieć o obecnej sytuacji po upływie ponad tygodnia od katastrofy?

Wielu ludzi organizuje tzw. bokin, czyli zbiórki pieniędzy. Pudełka na datki – bokin bako znaleźć można w całej Japonii w miejscach takich jak poczta, sklepy, etc. Są też rachunki bankowe specjalnie otwarte w celu zbierania pieniędzy. Przelewów można dokonywać na rachunki Czerwonego Krzyża bądź należące do stacji telewizyjnych.

Wszystko wydaje się funkcjonować, jak w szwajcarskim zegarku…

– Nie do końca. Niestety w tym wszystkim jest też spory chaos informacyjny. Na przykład wiele fałszywych informacji przekazywanych jest za pośrednictwem Internetu czy poprzez łańcuszki smsowe. Moja koleżanka, która mieszka w Fukuchiyamie (prefektura Kioto), otrzymała informację mniej więcej o następującej treści: „Do wszystkich ludzi z rejonu Kansai. Jeśli będziecie oszczędzać energię , możecie pomóc tym z rejonu Tohoku, którzy cierpią z powodu jej braku”. Znajoma uwierzyła i przesłała wiadomość czym prędzej do wszystkich swoich znajomych. Niestety wiadomość nie była prawdziwa. Częstotliwość prądu wytwarzanego w rejonie Kansai (okolice Kioto i Osaki) różni się do tej z Kanto (Tokio i okolice). Zatem nawet jeśli zaoszczędzimy energię, nie możemy jej tak łatwo przesłać .

Jak oceniasz szanse na uporanie się z katastrofą naturalną oraz zagrożeniem nuklearnym, które grozi Japonii?

– Nigdy wcześniej w historii naszego kraju nie doświadczyliśmy katastrofy na podobną skalę, więc ciężko mi powiedzieć. Z pewnością wiele lat zajmie nam odbudowa zniszczeń i powrót do życia codziennego.

Czy czujesz się bezpieczna i dobrze poinformowana, szczególnie w kwestii zagrożenia nuklearnego? Jak oceniasz działania rządu japońskiego w tej materii?

– Tak, nasz premier oraz władze często, czasem nawet kilka razy dziennie udzielają wywiadów oraz publikują oświadczenia dotyczące bieżącej sytuacji. Wierzę, że robią wszystko, co w ich mocy.

Nie jest to pierwsze doświadczenie tego typu w Twoim życiu, prawda?

– Tak, to prawda. W 1995 roku przeżyłam Wielkie Trzęsienie Ziemi w Kobe. Kiedy zaczęły się wstrząsy, jakich nigdy wcześniej dotąd nie doświadczyłam, mieszkałam w Kioto. Zator komunikacyjny, jaki wtedy powstał był wręcz niewyobrażalny, ale to nie było najgorsze. Ja i mój mąż straciliśmy wtedy bliską nam osobę – najlepszego przyjaciela mojego męża. Kolega przeniósł się do Kobe na krótko przed wielkim trzęsieniem ziemi. Często odwiedzał nas, wspólnie spędzaliśmy czas, jeździliśmy na narty, pływaliśmy… Mój mąż bardzo chciał uczestniczyć w pogrzebie swojego najlepszego przyjaciela, ale ze względu na utrudnienia w kursowaniu środków komunikacji miejskiej, nie był w stanie dotrzeć na czas. Po tak traumatycznym doświadczeniu wszyscy cierpieliśmy na PTSD (zespół stresu pourazowego). Nie byliśmy w stanie normalnie egzystować. Nie mogliśmy jeść ani spać. Czuliśmy się wtedy strasznie zagubieni, bo narzędzia komunikacyjne, jakimi Japonia w tamtym czasie dysponowała, bardzo różniły się od tych, które mamy teraz. W ogóle nie byliśmy przygotowani na taki kataklizm. Ale tamto doświadczenie nauczyło nas, że takie rzeczy jak latarki, wodę, czy jedzenie musimy w każdym domu zawsze trzymać w pogotowiu. Jeszcze przed katastrofą wiemy też, gdzie możemy się schronić. Ponieważ nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy tak wielki kataklizm naturalny wydarzy się po raz kolejny, my którzy doświadczyliśmy, już czegoś podobnego, wiemy jak ważne w takich sytuacjach jest zachowanie spokoju.

Mówisz to z takim opanowaniem…

– Opinia którą wyrażam, jest tylko moim własnym punktem widzenia i z pewnością nie jest reprezentatywna w stosunku do całego społeczeństwa japońskiego. Ofiary kataklizmu na pewno pełne są takich uczuć jak niepokój, strach, złość, smutek, ból czy bezsilność. Ci, którzy mieszkają niedaleko elektrowni atomowej gdyby tylko mieli wystarczającą ilość benzyny, mogliby uciec w miejsca bardziej bezpieczne. Niestety obecnie ofiary cierpią nie tylko ze względu na brak paliwa, ale również ze względu na niedostatek wody, tak naprawdę wszystkiego…

Autor: Anna Świątek

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wywiad Anny Świątek z Yuko Eguchi, Japonką z Kioto Reviewed by on 21 marca 2011 .

Kiedy w ponad tydzień po katastrofie z 11 marca rząd japoński wciąż walczy z zagrożeniem nuklearnym, a ofiary kataklizmu z załamaniem pourazowym, reszta obywateli Japonii śle pomoc pieniężną i jednoczy się w bólu ze wszystkimi, którzy stracili swoich bliskich. Yuko Eguchi, choć mieszka w prefekturze Kioto daleko od rejonów dotkniętych katastrofą, przeżywa swój własny mały

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 13

  • Nie chciałam robić wykładu z komunikowania kryzysowego za pośrednictwem mass mediów :-)

    Choć z czysto ludzkiego punktu widzenia, rozumiem Pana zbulwersowanie, Panie Mariuszu. Chciałam jedynie podkreślić, że w społeczeństwie medialnym, jakim jest Japonia, w zatrważającej części to media pełnią funkcję nośnika w komunikacji i tej codziennej, i tej kryzysowej. Komunikują zatem również sytuacje zagrożenia, a już szczególnie te dot. klęsk żywiołowych, bo jest to ich misją społeczną. Nie da się ich wyeliminować, bo są częścią wypracowanego systemu. W tym wypadku może i dobrze, bo mają niezliczone możliwości techniczne, co niezaprzeczalnie pomaga w takich sytuacjach. Trudno mi jest sobie wyobrazić lepszy i szybszy nośnik przekazywania informacji w XXI wieku. Nie dziwię się, więc że rząd je wykorzystuje. Chyba, że Pan ma jakiś lepszy pomysł … :-)

    Pozdrawiam
    AS

    • Pani Aniu, nie kwestionuję roli mediów, ponieważ sam wielokrotnie podczas trzęsień ziemi włączałem TV, aby uzyskać wstępne informacje. Media odgrywają bardzo ważną rolę, ale przekazują informacje podstawowe, które są wystarczające dla mnie, czy dla przeciętnego pana Suzuki. Natomiast władze lokalne powinny mieć prawo do bardziej szczegółowych informacji ze strony władz centralnych (i na odwrót), ponieważ muszą podejmować decyzje, które mają wpływ na życie innych osób. Jeśli dochodzi do awarii w elektrowni jądrowej to władze centralne, władze lokalne i operator elektrowni powinni ze sobą ściśle współpracować. Natomiast obecnie tej współpracy zabrakło. Burmistrz Miasta Minamisoma zwrócił się do rządu o bezpośrednie informacje i pomoc w trudnej sytuacji, ale został przez władze centralne zignorowany. Moim zdaniem jest to skandal. Bardzo dobrze, że ignorancja rządu wyszła na jaw, bo jest to bardzo ważna informacja dla wyborców. Społeczeństwo japońskie w 2009 r. obdarzyło socjalistów wielkim kredytem zaufania i zapowiada się, że ten ich krótki epizod wkrótce dobiegnie końca. Nie tylko za sprawą obecnej katastrofy ale między innymi za liczne afery i fatalny stan finansów publicznych. Trochę się rozpędziłem :-) Mam nadzieję, że będziemy mieli kiedyś okazję, aby się spotkać i uciąć dłuższą pogawędkę. Pozdrawiam :-)

  • Drodzy Panowie,

    Pozwolą Panowie, że odniosę się do kilku poruszonych przez Panów kwestii…

    Komunikowanie kryzysowe
    Japonia to społeczeństwo medialne. W takim społeczeństwie obieg informacyjny we wszystkich sferach życia odbywa się lub jest wspomagany właśnie przez media. Japończycy są do tego przyzwyczajeni. Czy wyobrażają sobie Panowie w tej sytuacji jakąś inną formę komunikacji (lepszą, szybszą, ogólnie bardziej efektywną) niż właśnie za pośrednictwem mass mediów, które są w posiadaniu najnowocześniejszych technologii i wielokrotnie w historii Japonii odegrały już dużą rolę w procesie prewencji oraz komunikacji kryzysowej? W sytuacji, gdy trzeba informację przesłać natychmiast ciężko winić władze, że w procesie informowania wykorzystują transmisje satelitarne, radiowe, publikują oświadczenia w Internecie. Bo co niby mają zrobić innego? Wysłać faks za pośrednictwem zerwanych linii telefonicznych? Wysłać pocztą list, kiedy drogi są nieprzejezdne, a pociągi nie jeżdżą? A może wysłać gołębia pocztowego? Komunikaty o konieczności ewakuacji czy zbliżającym się zagrożeniu nadawane są za pośrednictwem mass mediów, bo taka jest również obok rozrywkowej ich rola w japońskim społeczeństwie. Np. telewizja NHK zapobieganie katastrofom naturalnym ma wpisane w swoją misję. Jest to element całego planu japońskiej komunikacji kryzysowej. To, co przydarzyło się Japończykom, to ogromna tragedia i nie podlega to dyskusji. Proszę jednak wyobrazić sobie jak ucierpiałby nasz kraj, gdyby to nas-Polaków dotknął taki kataklizm, jak zachowałby się nasz rząd… Jak napisał Pan Zyggi „strach się bać”

    Informacje w polskich mediach
    Choć media powinny zawsze rzetelnie i starannie informować obywateli o tym, co dzieje się nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami, ciężko wymagać by informacje przekazywane przez większość polskich mediów były w 100% rzetelne od początku do końca, bo:
    1. w większości polskich mediów brak korespondentów z Japonii, specjalistów znających się głębiej na tematyce japońskiej
    2. informacje z tak dalekich regionów czerpie się po prostu z agencji informacyjnych, bo tak jest taniej
    3. mało jest dziennikarzy znających dobrze język japoński, stąd niemożliwe jest analizowanie bieżących informacji w oryginale, w większości analizuje się materiał polski bądź angielski, a szkoda.

    Rząd
    To fakt, że rząd japoński nie panuje nad sytuacją, do czego oficjalnie się przyznaje. Dlatego też m.in. przyjmuje pomoc innych krajów. My ludzie Zachodu często mamy tendencję do obwiniania rządu i władz o to, że nam zwykłym zjadaczom chleba źle się dzieje. Chętnie też krytykujemy innych. Pamiętajmy jednak, że bardzo trudno jest rządzić krajem po katastrofie naturalnej. Nie ma wody, elektryczności, gazu, ale dzięki temu akcja ratunkowa może przebiegać sprawniej i w sytuacji wstrząsów wtórnych jest mniejsze zagrożenie. Często trzeba podejmować trudne decyzje, np. czy podawać informację niesprawdzoną, czy poczekać aż stanie się pewnikiem, by nie budzić niepotrzebnej paniki. Japończycy z niektórych rejonów (głównie tych niewiele dalej od strefy objętej ewakuacją wokół elektrowni Fukushima Daiichi) i tak nie uciekną, bo nie mają jak. Brakuje benzyny. Drogi są często nieprzejezdne. Pociągi słabo kursują. Ludzie są zdezorientowani. Ale to również zasługa mediów wszędzie szukających sensacji.

    Nie mam zamiaru bronić rządu japońskiego, jednak mam wrażenie, że w obliczu takiej tragedii ciężko wyobrazić sobie, by jakiś inny naród mógł poradzić sobie lepiej. Choć moim zdaniem to w dużej mierze zasługa całego społeczeństwa – jego przygotowania, zorganizowania, a także poczucia obowiązku i wspólnoty w imię którego działają. Teraz jest im ciężko, ale wiedzą, że to minie i znów się podźwigną. Wierzą, że system działa. Wiedzą to z doświadczenia. Niewiele słabsze trzęsienie ziemi przeżyli w 1995 roku w Kobe. By odbudować zniszczenia po kataklizmie z 11 marca potrzeba będzie dużo czasu, bo tym razem do gry weszło też tsunami i zagrożenie nuklearne, ale jak pokazuje japońska historia nie będzie to niemożliwe.

    Pozdrawiam
    AS

    • Dziękuję za długi i wyczerpujący komentarz. Do mass mediów mógłbym dodać jeszcze jedną formę, która funkcjonuje w pewnych rejonach Japonii, a jest nią radiowęzeł. Głośniki radiowęzłowe zainstalowane są w domach oraz na ulicznych słupach. Władze lokalne informują przez radiowęzeł mieszkańców o nadchodzącym zagrożeniu i o bezpiecznym miejscu, do którego należy się ewakuować. Ponadto straż pożarna dokonuje patroli, aby dodatkowo poinformować mieszkańców o zagrożeniu i wstępnie oszacować ewentualne straty. Zetknąłem się z tą formą osobiście. Niestety wiele osób, które straciło życie w wyniku fali tsunami zignorowało jakiekolwiek ostrzeżenia. Kilku moich znajomych zginęło właśnie przez zbagatelizowanie zagrożenia.

      Niestety postawa japońskiego rządu budzi duże zastrzeżenia jeśli chodzi o przepływ informacji z władzami lokalnymi. Burmistrz Miasta Minamisoma, znajdującego się w pobliżu elektrowni jądrowej Fukushima Daiichi, skarżył się mediom, że informacje o zagrożeniu musi czerpać ze środków masowego przekazu. Moim zdaniem jest to skandal!

  • „Niestety obecnie ofiary cierpią nie tylko ze względu na brak paliwa, ale również ze względu na niedostatek wody, tak naprawdę wszystkiego…”- czy o tym w mainstreamowych mediach się mówi? Rozumiem że japoński rząd jest „silny, zwarty i gotowy”. Natomiast z uporem maniaka pytam- a co ze zwykłym Japończykiem. Jak wielka siła Japonii przekłada sie na zwykłego obywatela? Coś mi się wydaje, że się nijak nie przekłada. Że zwykli ludzie cierpią po prostu ogromne braki! Wszystkiego! Ale o tym nikt nie mówi- bo po prostu wstyd.

    • cnn mowi o tym stale, prowadza wywiady z normalnymi japonczykami, emituja filmy normalnych ludzi w ramach ireport
      w mediach czesto podkresla sie gotowosc obywateli do poswiecen, ich przygotowanie do dzialania w ramach kataklizmu dzieki szkoleniom i edukacji prowadzonej przez wladze, wzorcowe wrecz zorganizowanie spoleczenstwa.

      z dyskusji prowadzonych w tajwanskich mediach a takze z prywatnych rozmow wnioskuje, ze tajwan i jego wladze nie sa nawet ulamkowo tak przygotowane jak japonia

      • Avatar Wiesław Pilch

        Przepraszam, ale ja pisałem o polskich mediach. Poza tym jest dla mnie oczywisty niezwykle obywatelski stosunek Japończyków do swoich powinności. Stąd Ich wzorowe zachowanie.Co nie zmienia postaci rzeczy iż traktuje się ich potrzeby jak „piąte koło u wozu”. Tutaj wychodzi ze mnie człowiek z innej kultury relacji międzyludzkich, który nie do końca rozumie to, że TAM myśli się innymi kategoriami. Zapewne Ich postawa wynika z wielowiekowej tradycji stosunku grupy do pojedynczego człowieka, jak i jego własnego „usytuowania” się w niej. To jest chyba charaktereystyczne dla całej Azji- myślenia pojedynczego człowieka w kategoriach jego obowiązków w stosunku do grupy a nie odwrotnie.

      • Avatar Zyggi

        Oczywiste, że w Azji obowiązki jednostki wobec grupy są zdecydowanie ważniejsze niż vice-versa. Natomiast nie wiem czy gdzieś jest odwrotnie. Poza tym to, że w Nowym Orleanie i na zalanych powodzią obszarach Polski górę wzięła dewiza „róbta co chceta i ratujta się jak umieta” wskazuje, że człowiek jako jednostka na południu USA czy w Polsce chyba nie znaczy więcej niż w Japonii. A w ogóle to czy ktoś wyobraża sobie, że dom przeciętnego Smitha czy Kowalskiego byłby ratowany przed żywiołem tak samo gorliwie jak dajmy na to centrala JP Morgan lub PKO BP? :-)

    • Panie Wiesławie, to co przeżywają Japończycy stanowi kompromitację władz w Tokio. Ale to i tak niewiele wobec np. absolutnej kompromitacji ekipy Busha oraz władz Luizjany w czasie, gdy huragan Katrina uderzył w Nowy Orlean. Z najbogatszego kraju świata dochodziły obrazy jak Trzeciego Świata: unoszące się na wodzie ciała topielców, totalny chaos, czarna rozpacz i desperacja najuboższych, pozostawionych na pastwę losu. A ponad tym wszystkim głupawe uśmieszki i dyrdymały w ustach imbecyla, którego ironia losu uczyniła prezydentem…

      • W polskich mediach często pojawia się wyidealizowany obraz japońskiego społeczeństwa w kontekście tej katastrofy. Myślę, że wynika to faktu, iż dziennikarze bezkrytycznie czerpią informacje od osób, które można by określić jako „japonofile”. Z drugiej strony skąd mają czerpać informacje? Dlatego, aby wyrobić bardziej krytyczne spojrzenie na Japonię polecam książkę Alexa Kerra pt. „Psy i demony: Ciemne strony Japonii”.

      • Avatar richard

        dla Pana Pilcha:
        to tylko jeden z przykladow jak nasze media ponoc omijaja ten temat
        kontakt24.tvn.pl/raport,katastrofa-w-japonii-relacje-reporterow-24,78171,temat,japonia-wszyscy-kupuja-liczniki-geigera,85770.html

        dla Pana Zyggiego
        wlasnie w kontekscie tragedii w japonii sledzilem dyskusje amerykanow na facebooku, w ktorej sie denerwowali na przejaskrawiony i nieprawdziwy obraz w amerykanskich mediach. nie bylo tam tak strasznie, nie bede wyliczal jak i dlaczego, ale przekaz mediow nie byl zgodny z prawda.
        tu wycinek NO-New Orleans
        „The two situations were utterly different — for one thing, there is little left to loot in tsunami ravaged areas, whereas in NO everything was still standing. For another, the Katrina population was confined to the city by troops whereas the Japanese were allowed to leave.

        Although your point is dead on, and another issue — people trapped in NO knew the gov’t wasn’t going to do anything for them.”
        tak jak pisze Pan Mariusz Dabrowski, podkreslali takze wyidealizowany obraz, tu takze wycinek
        „The people in NO also shared limited resources. The media just didn’t report it. It’s part of the way Japan is orientalized in the US media.”
        to oczywiscie fragmenty obszernej dyskusji

  • Pozwolę sobie dodać komentarz do następującej części wywiadu:

    „Czy czujesz się bezpieczna i dobrze poinformowana, szczególnie w kwestii zagrożenia nuklearnego? Jak oceniasz działania rządu japońskiego w tej materii?
    – Tak, nasz premier oraz władze często, czasem nawet kilka razy dziennie udzielają wywiadów oraz publikują oświadczenia dotyczące bieżącej sytuacji. Wierzę, że robią wszystko, co w ich mocy.”

    Zgadza się – można tylko wierzyć, że robią wszystko, co w ich mocy ale przepływ informacji nie jest najlepszy. Ostatnio przeczytałem wywiad z panem Katsunobu Sakurai, Burmistrzem Miasta Minamisoma leżącego w pobliżu elektrowni Fukushima Daiichi. Pan burmistrz powiedział dziennikarzowi z gazety Mainichi Daily, cytuję: „naszym jedynym źródłem informacji o awarii w elektrowni jądrowej są media. Miasto nie otrzymuje bezpośrednich informacji od rządu oraz od operatora elektrowni”. Jest to wypowiedź burmistrza miasta, który musiał ewakuować mieszkańców ze względu na zagrożenie atomowe!

    • Zaufanie ludzi do władz (zakładam, że nie jest ono jedynie deklarowane werbalnie) jest w dużym stopniu rezultatem dotychczasowych doświadczeń. Nawet obecna, w dużym stopniu kompromitująca sytuacja (mam na myśli zwł. kwestię japońskich elektrowni atomowych, które rzekomo miały być bezpieczne) nie jest tak absolutnie katastrofalna, jaka byłaby w tej sytuacji w większości innych krajów. Co byłoby np. gdyby żywioł dotknął jakąś elektrownię atomową w USA, Rosji czy Indiach? Strach się bać…
      Co do wspomnianego zaufania, w Japonii wygląda ono chyba dużo lepiej niż np. w USA po Katrinie czy w całym szeregu innych klęsk żywiołowych w różnych krajach.

Pozostaw odpowiedź