Publicystyka,Wywiady

Wywiad z Pawłem Behrendtem o sytuacji na Morzu Południowochińskim dla „Teologii Politycznej”

obrazek2W ostatnim tygodniu na portalu teologiapolityczna.pl ukazał się wywiad z naszym ekspertem, Pawłem Behrendtem, dotyczący sytuacji na Morzu Południowochinskim. Dzięki uprzejmości redakcji, poniżej prezentujemy zapis rozmowy:

Wojciech Majsner (Teologia Polityczna): Jak ocenia Pan obecną sytuację polityczną   na Morzu Południowochińskim?

Paweł Behrendt: Sytuacja w regionie jest dość napięta, zwłaszcza, że ostatnie wydarzenia przyczyniły się do podgrzania nacjonalistycznych nastrojów w Chinach, Wietnamie i na Filipinach. W tym ostatnim kraju trwa nawet kampania na rzecz przemianowania Morza Południowochińskiego na Zachodniofilipińskie. O wszelkich demonstracja i wezwaniach do zbrojnego rozwiązania sporu ze strony internautów ze wszystkich zaangażowanych krajów już nie będę wspominał.

 Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy?

Główną przyczyną są tutaj roszczenia jakie Chińska Republika Ludowa, Republika Chińska (Tajwan), Wietnam, Filipiny, Malezja i Brunei zgłaszają do niewielkich archipelagów Spratly oraz Wysp Paracelskich. Pewne znaczenie ma także, najpewniej nieświadomy, powrót Chińczyków do tradycyjnych założeń ich polityki zagranicznej, w myśl których Chiny są „Państwem Środka” – centrum świata i z tej racji inne państwa winny im okazywać posłuszeństwo. Z bardziej przyziemnych przyczyn można założyć, że Chiny sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć, nie prowokując amerykańskiej reakcji. W myśl kolejnej teorii wszelkie agresywne poczynania ChRL wobec sąsiadów są efektem skrytej walki na szczytach władzy pomiędzy technokratami a militarystami.

 Czy Stany Zjednoczone Ameryki ryzykują, gdy, nie tylko angażują się w panujący tam konflikt, ale bardzo zdecydowanie deklarują poparcie dla jednej ze stron? Przykładem tego mogą być wspólne manewry wojskowe z Filipinami oraz z Wietnamem…

Na początku trzeba zaznaczyć, że to ChRL bardziej obawia się zaangażowania USA w obecny spór. Z racji silnych związków z Filipinami zdecydowane zaangażowanie się Stanów Zjednoczonych po ich stronie było tylko kwestią czasu. Zupełnie inaczej wygląda sprawa Wietnamu. Stosunki chińsko wietnamskie pozostają napięte od czasów wojny w roku 1979; w ostatnich latach wzrost potęgi i mocarstwowych aspiracji Chin sprawił, że Wietnam poczuł się znowu zagrożony i rozpoczął poszukiwania silnego sojusznika. Tym sojusznikiem mogą być jedynie Stany Zjednoczone. Mamy tutaj doczynienia z zaskakującym paradoksem: gwałtowny rozwój Chin doprowadził do tego czego nie było w stanie zrealizować pół miliona amerykańskich żołnierzy – Hanoi bardzo silnie zabiega o przynajmniej poparcie i ochronę ze strony Waszyngtonu.

 W centrum tego konfliktu leżą wysepki Spartly, jak ważne jest to miejsce i czy warte jest takiego zamieszania?

Oprócz Spratly są jeszcze podobne do nich Wyspy Paracelskie, nikt by nie interesował się obydwoma archipelagami, gdyby nie spodziewane tam duże złoża ropy naftowej, gazu ziemnego oraz innych surowców. Dokładne rozmiary tych złóż nie zostały jeszcze oszacowane, jednakże dynamicznie rozwijające się gospodarki Chin i innych państw regionu zużywają coraz większe ilości energii, wykorzystają więc każdą potencjalną okazję, aby zaspokoić swój głód energetyczny.

 Jakie możliwe są scenariusze rozwiązań sytuacji na Morzu Południowochińskim? I czy zgodzi się pan z wnioskami, jakie przedstawia w swym raporcie australijski Low Institute fot International Policy, mówiące o wysokim prawdopodobieństwie wybuchu wojny w tym regionie?

Nie byłbym aż tak pesymistyczny, każda „gorąca wojna” tylko by zaszkodziła Chinom. Obecne pokolenie chińskich przywódców to przede wszystkim technokraci, stawiający na ekspansję gospodarczą, która bardziej pasuje do kreowanego od lat wizerunku „pokojowego mocarstwa. W najbliższych latach czeka nas najprawdopodobniej sytuacja patowa. Państwa zgłaszające roszczenia do archipelagów, z wyjątkiem ChRL, generalnie akceptują propozycję rozwiązania sporu w oparciu o Konwencję Narodów Zjednoczonych o Prawie Morza. Tymczasem największe ustępstwo na jakie gotów jest iść Pekin to wspólna eksploatacja złóż surowców. Możliwe jednak, że w dalszej przyszłości chińscy decydenci uznają, że konflikt nie służy interesom Chin i zdecydują się na rozwiązanie, zgodne z oficjalną propagandą, czyli faktycznie satysfakcjonujące wszystkie strony.

 Jak obecne napięcia w tej części świata oraz ich ostateczny wynik, mogą wpłynąć na resztę świata, chodzi mi tu głównie o Europę, Rosję oraz państwa arabskie?

Już sam ten wywiad jest dowodem na przesuwanie się globalnego środka ciężkości do Azji. Podobny spór w Afryce czy Ameryce Łacińskiej mało kogo by zainteresował. Znaczenie napięć w Azji Wschodniej, z wyjątkiem Korei Płn., są małoistotne w porównaniu z coraz większym gospodarczym znaczeniem tamtejszych państw. Już teraz ceny surowców, żywności i paliw na światowych giełdach są kształtowane przez popyt na rynkach azjatyckich. Z biegiem lat tendencja ta będzie się pogłębiać. Dlatego też uważam, że to rozwój tamtejszych gospodarek, w tym zwłaszcza chińskiej, jest znacznie bardziej istotny dla reszty świata.

 Czy możemy spodziewać się jakiejś reakcji Indii w tej sytuacji?

Indie nie wyjdą w tej sprawie poza oficjalne oświadczenia. Państwo to jest postrzegane jako główny rywal Chin, jednak ich wzajemna rywalizacja rozgrywa się przede wszystkim w Azji Centralnej, Afganistanie, Pakistanie i Birmie. Co więcej, głównym obszarem zainteresowania Indii jako mocarstwa pozostaje basen Oceanu Indyjskiego.

 Bardzo dziękuję.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wywiad z Pawłem Behrendtem o sytuacji na Morzu Południowochińskim dla „Teologii Politycznej” Reviewed by on 26 lipca 2011 .

W ostatnim tygodniu na portalu teologiapolityczna.pl ukazał się wywiad z naszym ekspertem, Pawłem Behrendtem, dotyczący sytuacji na Morzu Południowochinskim. Dzięki uprzejmości redakcji, poniżej prezentujemy zapis rozmowy: Wojciech Majsner (Teologia Polityczna): Jak ocenia Pan obecną sytuację polityczną   na Morzu Południowochińskim? Paweł Behrendt: Sytuacja w regionie jest dość napięta, zwłaszcza, że ostatnie wydarzenia przyczyniły się do podgrzania nacjonalistycznych

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 10

  • @ rysiek:

    Zgadzam się, że owa dwutorowość jest efektem konfrontacji interesów najbardziej wpływowych sił w chińskich elitach władzy. Nie zgodzę się jednak z tym, że podjęcie próby analizy debaty wewnętrznej w Chinach nie ma znaczenia. Głównym problemem obserwatorów i analityków jest właśnie niemożność zrozumienia motywacji, jaką kieruje się Pekin w polityce zagranicznej – stąd pojawiają się bardzo zróżnicowane opinie – z jednej strony wskazujące na coraz bardziej agresywną politykę Chin, a z drugiej widzące w zachowaniu Chin kontynuację strategii promowania stabilizacji i pokoju w regionie. Jako przykład komentarza, który przychyla się bardziej w stronę tego pierwszego stanowiska, można podać wczorajszy artykuł z The Diplomat: the-diplomat.com/china-power/2011/07/26/chinas-zero-sum-game/

    Racja, że w dużej mierze dyskusja na ten temat opiera się na gdybaniach i przypuszczeniach, ale, jak sam Pan podał, można znaleźć kilka ciekawych artykułów. Osobiście miałem okazję przeczytać tekst autorytetu naukowego w sprawach dot. Chin i Azji Wschodniej, prof. Jana Rowińskiego „Dylematy i wyzwania polityki Chin w końcu pierwszej dekady XXI wieku (reperkusje światowego kryzysu finansowo-gospodarczego)” [w:] R. Kuźniar (red.) „Kryzys 2008 a pozycja międzynarodowa Zachodu”, Warszawa 2011. W artykule Profesor nazywa umownie dwa dominujące nurty w debacie wewnątrzchińskiej mianem: 1) nacjonalistyczno-wielkomocarstwowego; 2) internacjonalnego, racjonalno-pragmatycznego. Więcej uwagi skupia na tym pierwszym nurcie, dostrzegając w nim wiele niebezpieczeństw, ale ostatecznie konkluduje, że drugi nurt „nadal okresla główne kierunki polityki wewnętrznej i zagranicznej kraju oraz kwestie związane z szeroko pojętym bezpieczeństwem Chin”. Wśród koncyliacyjnych zachowań zwraca zwłaszcza uwagę na przedstawione 24 listopada 2009 r. przez Hu Jintao „Pięć założeń określających stanowisko Chin w kluczowych kwestiach wspólczesności”, z których można wymienić m.in. integrację ze społecznością międzynarodową i branie większej współodpowiedzialności za ład światowy.

    Nie zmienia to tego, że w ostatnim roku doszło do wielu wydarzeń, które każą ostrożnie podchodzić do polityki Chin. Ww. prof. Rowiński określa to jako błąd chińskich władz, wynikający z nadmiernej pewności siebie Chin po kryzysie finansowo-gospodarczym. Przykładów prowokacyjnej postawy Chin jest sporo, syntetycznie zostały m.in. wymienione w ww. artykule z The Diplomat. Dlatego też absolutnie nie umniejszam roli agresywnych zachowań Pekinu.

    Wydaje mi się jednak, że z uwagi na to, że główne problemy Chin są problemami natury wewnętrznej, władze w Pekinie ostatecznie nie będą szły w kierunku jednoznacznej konfrontacji z sąsiadami. Dla realizacji transformacji wewnętrznej nadal niezbędne jest Chińczykom stabilne środowisko międzynarodowe i nie sądzę, aby chińskie władze świadomie strzelały sobie w stopę. Na Morzu Południowochińskim nadal jest bardzo kontrowersyjnie, ale już np. w przypadku Azji Północno-Wschodniej, a dokładniej Półwyspu Koreańskiego, można od 2011 r. zauważyć pewne zmiany w polityce Pekinu (po tym, jak w 2010 r. chińska postawa wobec incydentów na Półwyspie pogorszyła relacje Pekin-Seul i Pekin-Waszyngton) – dostrzegam zwłaszcza powrót normalizacji kontaktów chińsko-południowokoreańskich.

    Na koniec być może przydługiego wywodu pragnę zastrzec, że nie opowiadam się jednoznacznie ani za wariantem, że Chiny są w pełni pokojowe, ani za opcją agresywną. Jednak wydaje mi się, że prężenie muskułów jest zaledwie elementem, a nie podstawą chińskiej strategii. Chciałbym równocześnie zastrzec, żeby moje słowa nie zostały odebrane jako naiwność i wiara w oficjalne stanowisko władz chińskich. Wątpliwości co do motywacji i interesów Chin jest co niemiara i nie uważam, że nie należy odrzucać zastrzeżenia, że wiele zachowań Chin w polityce zagranicznej wykorzystywane jest w celach dezinformacyjnych.

    • Drobna poprawka w ostatnim zdaniu – powinno być „uważam, że nie należy odrzucać zastrzeżenia…”

      @ rysiek

      Na potwierdzenie Pańskich słów o tym, że „chinczycy stale przesuwaja granice tego na co im wolno” warto zapoznać się z artykułem, który wskazuje na wykorzystywaną przez Chiny słabość ASEAN: the-diplomat.com/2011/06/29/the-limits-of-china-as-villain/

    • po Panskim komentarzu widze, ze jednak mamy wiecej wspolnego
      (i cenimy te same zrodla – vide the diplomat, prof. Rowinski, ktorego znam pobieznie, wiem jednak ze jest przemilym czlowiekiem i autorytetem w sprawach chinskich). niestety tekstu prof. Rowinskiego nie czytalem.

      moj odosobniony na tym forum stosunek odnosnie zagadnien przez ciesnine wynika w znacznej mierze z tego, ze jesli chal odpali rakiety, to jako jedyny z obecnych tu dyskutantow moge je odczuc osobiscie

      z drugiej strony zycie na tajwanie jednak pozwala mi poznac ciekawe opinie.
      kilka tygodni temu spedzilem wieczor w towarzystwie znanego na tajwanie i w chinach aktora, ktory juz od dekady wlasnie tam zarabia na chleb. mial sporo ciekawego do powiedzenia.
      najbardziej zaskoczyl mnie stwierdzeniem, iz chiny z cala pewnoscia nie uderza na tajwan poniewaz maja az nadto wlasnych problemow i to jedynie przyczyni sie do upadku wladzy. ponadto zapewnial mnie, ze jest bardziej niz pewne, ze jesli tylko dojdzie do takiej konfrontacji, od razu powstana muzulmanie i tybetanczycy. na moje powatpiewanie siedzaca z nami dziennikarka nabardziej wplywowego na wyspie dziennika apple daily powiedziala – to ty tego nie wiesz? przeciez to oczywiste, juz wiele na ten temat donoszono.
      to sa plusy czytania wiadomosci po chinsku i czestego przebywania w chinach, jak wlasnie ta wymieniona dwojka.
      ogolnie twierdzil, ze chiny sa tak przytloczone problemami, ze maja zupelnie co innego w glowie, niz zdobywanie tajwanu sila.
      moge tylko miec nadzieje, ze ma racje

      • Avatar Oskar Pietrewicz

        Rozumiem odmienne podejście w sprawie sytuacji w Cieśnine Tajwańskiej, dobrze, że i takie głosy są, sprzyja to dyskusji. Podobnie jak relacje z rozmów z osobami przebywającymi w krajach azjatyckich.

        Jeśli jest Pan zainteresowany tekstem prof. Rowińskiego, mogę udostępnić skan – wówczas proszę o kontakt na maila [email protected]

    • W zasadzie mógłbym podpisać się pod Pańskim tekstem. Może nieznacznie zmieniłbym akcenty. ” Dla realizacji transformacji wewnętrznej nadal niezbędne jest Chińczykom stabilne środowisko międzynarodowe i nie sądzę, aby chińskie władze świadomie strzelały sobie w stopę.” To zdanie kluczowe. Oni są pragmatykami i w momencie daleko idacej transformacji jak ama teraz miejsce, muszą mieć spokój na arenie międzynarodowej. Ale to również oznacza, że ich przeciwnicy – czyli USA-wiedząc o tym będą robili wszystko aby to środowisko międzynarodowe nie było ani spoojne ani tym bardziej przyjazne Chinom. Ostatnio wysłany list przez Johna Kerry, prezesa komisji stosunków międzynarodowych Senatu z ramienia Partii Demokratycznej oraz Johna McCain, dawnego republikańskiego kandydata na prezydenta USA którego adresatem był Dai Bingguo nie pozostawia złudzeń co do polityki USA- również w tej materii dwutorowej. Panowie senatorowie podgrzali nim temperaturę dyskusji która ostatnio zaczęłą słabnąć. Po raz kolejny chcę przypomnieć o ostatnich apelach rządu ChRL o uspokojenie atmosfery i przystąpienie do dwustronnych rozmów na miejscu czyli w Azji a nie w USA. Odnoszę wrażenie jakby te apele nie były dostrzegane przez moich Szanownych Kolegów.

  • Panie Pietrewicz,

    jak dotychczas chal zachowuje sie wyjatkowo prowokacyjnie wobec blizszych i dalszych sasiadow i caly problem napiec glownie stad sie wywodzi.

    vide stuacja sprzed kilku dni, kiedy to chinski mysliwiec naruszyl przestrzen powietrzna tajwanu. to nie jest tak, ze chinskie wojsko jest wszystkiemu winne. winna jest zarowno agresywna postawa chal, jak i ugodowy sprzedawczyk prezio ma oraz beznadziejna polityka usa.
    stad tez chinczycy stale przesuwaja granice tego na co im wolno.
    m.in. wlasnie w tym kontekscie widze powyzszy wywiad.

    • @ rysiek

      Pisząc o niechęci chińskich władz wobec poważnego konfliktu (nazwanego przez p. Pawła Behrendta „gorącą wojną”), w żaden sposób nie marginalizuję działań ChAL w ostatnim czasie. Moim zdaniem zachowanie Chin na Morzu Południowochińskim potwierdza dwutorowość polityki chińskiej i podział chińskich elit – z jednej strony środowisko technokratów, bardziej koncyliacyjnych i niechętnych rozwiązaniom siłowym; z drugiej strony grupa nastawiona na realizację polityki wielkomocarstwowej za pomocą manifestacji siły, w tym militarnej. Obecnie dominują ci pierwsi, co podkreślił również p. Paweł Behrendt. Co oczywiście nie oznacza przyzwolenia chińskich władz na pewne prowokacyjne działania. Mimo wszystko uważam, że w chińskiej polityce nadal przeważa strategia pokojowego i stabilnego regionu, choć jak słusznie Pan zauważył, nie jest ona pozbawiona pewnych wyłomów.

      • Avatar rysiek

        to co Pan nazywa dwutorowoscia ja nazywam walka o wladze, glownie miedzy cywilami a wojskowymi. ale to i tak nie ma znaczenia, bo nie wiemy, co sie wewnatrz tych struktur dzieje. to glownie gdybania.

        jest troche ciekawych komentarzy n.p. osob od lat zajmujacych sie wojskowoscia, glownie amerykanskich, ale to nadal niewiele posuwa nas do przodu. np ostatnio czytalem kilka bardzo ciekawych i w moim odczuciu autorytatywnych komentarzy randy schrivera. jego zaliczam do osob zdecydowanie obeznanych z faktami, tak samo jak bill gertz, autora powazanego w waszyngtonie i poza the gertz file

        moze Pan podac przyklady tych koncyliacyjnych zachowan?

  • Bardzo rozsądny wywiad, wyważony głos w ważnej dyskusji nt sytuacji na Morzu Południowochińskim. W obliczu komentarzy o nieuchronnym konflikcie na wyróżnienie zasługuje zwrócenie uwagi przez Autora na niechęć chińskich władz wobec jakiegokolwiek konfliktu w regionie.

  • Pawel – ogromne gratulacje za swietny wywiad, szacunek !

Pozostaw odpowiedź