Wywiady

Wywiad z D. Krajewskim: Iran i jego przewidywalna polityka wschodnia

„Ahmadinejadowi zdarzyło się wiele wpadek. Niektóre z jego wystąpień przesycone są elementami ksenofobicznymi czy antysemickimi, jednakże te wypowiedzi nie mają przełożenia na politykę zagraniczną kraju.” – mówi Dariusz Krajewski, autor książki „Stosunki USA i Iranu za prezydentury Mahmouda Ahmadinejada. Analiza sfery doktrynalnej irańskiej polityki zagranicznej”, której patronem medialnym jest między innymi CSPA.

Napisał Pan książkę o relacjach USA i Iranu za prezydentury Mahmouda Ahmadinejada, stawiając w niej tezę, że to właśnie Islamska Republika Iranu jest kluczowym aktorem na Bliskim Wschodzie. Dlaczego akurat Iran jest Pana zdaniem tak ważnym państwem?

Iran jest moim zdaniem regionalnym mocarstwem. Nie jestem odosobniony jeśli chodzi o taką opinię. Ten sam pogląd na kwestię układu sił w rejonie bliskowschodnim ma choćby były oficer CIA, Robert Baer. Wyjątkowa pozycja Iranu w regionie wynika co najmniej z kilku przesłanek. Warto wspomnieć tu o tych najważniejszych, do których możemy zaliczyć bogate zasoby surowców naturalnych, w tym ropy  czy gazu ziemnego. Kolejnym aspektem jest strategiczne położenie w Zatoce Perskiej i możliwość kontroli niezmiernie ważnego przesmyku – Cieśniny Ormuz. Trzeba mieć na uwadze, że to przez tę właśnie cieśninę przepływają tankowce z ropą trafiającą później na Zachód. W przypadku konfliktu zbrojnego Iran może pokusić się o blokadę wąskiego przesmyku – wtedy ceny ropy poszybowałyby w górę. Co więcej, Iran jest, o czym trzeba pamiętać, krajem zdominowanym przez szyitów, przez co ma znaczne wpływy choćby na irackim południu, które zamieszkane jest w ogromnej większości przez szyitów właśnie. To tylko niektóre przesłanki stanowiące o potędze tego kraju.

Prezydenta Iranu, Mahmouda Ahmadinejada, wielu uważa za fanatycznego polityka, przywołując choćby jego wypowiedzi o „wymazaniu Izraela z map świata”. Jak wygląda polityka wschodnia jego administracji? Czy kraje azjatyckie są ważne z punktu widzenia irańskich decydentów kształtujących politykę zagraniczną tego państwa?

Jedną z najważniejszych tez mojej książki jest to, że mimo agresywnej retoryki, Ahmadinejad jest politykiem racjonalnym. Polityka zagraniczna Iranu za jego prezydentury, co może zaskoczyć wielu, jest przewidywalna. Ahmadinejadowi zdarzyło się wiele wpadek. Niektóre z jego wystąpień przesycone są elementami ksenofobicznymi czy antysemickimi, jednakże te wypowiedzi nie mają przełożenia na politykę zagraniczną kraju. Jego wypowiedź z konferencji negacjonistów w Teheranie, której fragment Państwo przytoczyli, została przeinaczona przez mainstreamowe media. Ahmadinejad nie wzywał wcale do ataku na Izrael. Wyraził jedynie nadzieję, że „reżim okupujący Palestynę”, jak często mówi się o Izraelu na Bliskim Wschodzie, upadnie, podobnie jak Związek Radziecki czy wrogi wobec Iranu reżim Saddama Husajna.

Również irańska polityka wschodnia jest przewidywalna. Komponent wschodni polityki zagranicznej administracji Ahmadinejada jest, jak się często podkreśla, o wiele bardziej rozwinięty niż za czasów prezydentury jego poprzedników. Dzieje się tak przede wszystkim ze względu na pogorszenie relacji z państwami Zachodu, które oskarżają Iran o militaryzację programu nuklearnego. Warto pamiętać jednak, że wzmożoną aktywność Iranu w Azji, a zwłaszcza w Chinach, Pakistanie czy Indiach, można było zaobserwować już na w latach 90. W latach 1993-1997 o dobre relacje z krajami Wschodu zabiegał ówczesny prezydent, Rafsanjani. To jego uważa się za polityka, który zaczął intensywnie rozwijać irańską „politykę wschodnią”. Zależało mu na tym, aby wydźwignąć kraj z gospodarczej zapaści, w której Iran znalazł się między innymi ze względu na wyniszczającą, ośmioletnią wojnę z Irakiem. Iran potrzebował inwestycji zagranicznych, rynków zbytu dla rodzimych surowców. Ahmadinejad jest kontynuatorem tej polityki.

Wspomniał Pan o Chinach. Jak wyglądają relacje tych państw?

Od lat możemy mówić o partnerstwie tych krajów. Przejawia się ono nie tylko w sprzedaży przez Chińczyków Iranowi rakiet przeciwokrętowych czy pocisków balistycznych, czy też w poparciu udzielanym Iranowi przez chińskich oficjeli na arenie międzynarodowej. To między innymi dzięki Chinom, a także Rosji, przegłosowywane przez Radę Bezpieczeństwa ONZ sankcje wobec Iranu – związane z rozwijaniem przez ten kraj programu nuklearnego, który jak twierdzi Zachód, ma charakter wojskowy – są „rozwodnione”. Wielokrotnie na stanowisko Chińczyków uskarżali się, choć nieoficjalnie oczywiście, Amerykańscy dyplomaci, którzy chcieliby, aby sankcje wobec Iranu były jak najbardziej skuteczne czy, jak zwykło się mawiać, „twarde”.

W Iranie obecnych jest wiele chińskich firm. Weźmy przykład teherańskiego metra – mało kto pewnie wie, ale było one budowane między innymi przez chińską spółkę NORINCO. Co chyba jednak najbardziej istotne i co bezsprzecznie ma największe przełożenie na relacje tych krajów – Państwo Środka importuje znaczną część ropy, bo około 15% swojego zapotrzebowania, z Iranu. Więcej surowca Chiny importują tylko z Arabii Saudyjskiej. Co więcej, w ostatnich latach wzrasta też wartość wymiany handlowej pomiędzy tymi krajami.

W ostatnich tygodniach, a zwłaszcza przed upublicznieniem na początku listopada przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej (IAEA) raportu dotyczącego irańskiego programu nuklearnego, w mediach często pojawiały się spekulacje odnośnie możliwego ataku Izraela na irańskie instalacje atomowe. Czy powinniśmy się wobec tego szykować na konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie?

Atak Izraela na irańskie obiekty nuklearne jest mało prawdopodobny. Przeszkodą wydaje się nie tylko dystans, który musiałyby pokonać izraelskie myśliwce. Warto pamiętać, że kluczowe irańskie obiekty nuklearne są doskonale chronione, część z nich znajduje się w ufortyfikowanych bunkrach, jak na przykład wirówki do wzbogacania uranu w Fordow, niedaleko świętego miasta Irańczyków – Kom. Co więcej, są one rozsiane po całym kraju, co tylko utrudnia hipotetyczną akcję. Z tych powodów ciężko byłoby nawet ocenić skuteczność ataku. Izrael musiałby liczyć na wsparcie USA. Wątpliwym jest jednak, aby w okresie przedwyborczym administracja Obamy zdecydowała się czy to pomóc Izraelowi, czy chociażby dać przyzwolenie, „zielone światło” na taką operację. W tym kontekście powtarzane przez izraelskich oficjeli groźby i rozważanie możliwości ataku na Iran, czy też prowokacyjne manewry wojskowe, jak te przeprowadzone ostatnio wespół z Włochami, należy odbierać jako sposób wywierania presji na Chiny czy Rosję celem nakłonienia ich do przegłosowania jak najbardziej restrykcyjnych sankcji.

Na chwilę chcielibyśmy wrócić do kwestii relacji irańsko-chińskich. Chiny nie tylko oponują przeciwko przegłosowywaniu nowych sankcji, lecz również, jak Pan wspomniał, zbroją Iran. Czy są jakieś rysy na tych, zdawałoby się idealnych, relacjach?

W ostatnich latach pojawiło się kilka rys. Choćby w 2009 roku, kiedy to władze chińskie brutalnie dławiły protesty Ujgurów [Ujgurzy to grupa etniczna pochodzenia tureckiego, wyznająca islam, oficjalnie uznawana przez Pekin za mniejszość narodową – przyp. CSPA] w Urumczi. Wtedy jeden z najbardziej wpływowych irańskich polityków, uważany za nr 2 w państwie, Hashemi Rafsanjani, wyraził nadzieję, że w przyszłości nie będzie dochodziło do takich incydentów wobec muzułmanów zamieszkujących Chiny. Warto zauważyć w tym kontekście, że uciszył on wiernych, których reakcją na jego wypowiedź było skandowanie hasła „Śmierć Chinom!”. To wydarzenie symboliczne, aczkolwiek pokazujące jak ważnym dla Iranu państwem są Chiny.

Dziękujemy za wywiad.

Dariusz Krajewski (urodzony w 1985 r.) – interesuje się zagadnieniami związanymi z szeroko pojętą problematyką stosunków międzynarodowych, w tym kwestiami bezpieczeństwa międzynarodowego, terroryzmu oraz polityki zagranicznej USA i państw rejonu bliskowschodniego. Publikował między innymi na łamach „Stosunków Międzynarodowych” i „EKRANów”. Jest autorem książki „Unilateralizm USA po zimnej wojnie”.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wywiad z D. Krajewskim: Iran i jego przewidywalna polityka wschodnia Reviewed by on 14 grudnia 2011 .

„Ahmadinejadowi zdarzyło się wiele wpadek. Niektóre z jego wystąpień przesycone są elementami ksenofobicznymi czy antysemickimi, jednakże te wypowiedzi nie mają przełożenia na politykę zagraniczną kraju.” – mówi Dariusz Krajewski, autor książki „Stosunki USA i Iranu za prezydentury Mahmouda Ahmadinejada. Analiza sfery doktrynalnej irańskiej polityki zagranicznej”, której patronem medialnym jest między innymi CSPA. Napisał Pan książkę

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 4

  • Ksiazke z checia przeczytam, jak tylko bede mial okazje zdobyc, chociazby dlatego, ze autor mowi wprost, ze slowa o „wymazywaniu z mapy” nigdy nie padly, albo zostaly blednie przetlumaczone, albo celowo zle zinterpretowane.
    Natomiast co do ostatniego raportu IAEA to warto podkreslic kilka ciekawostek, ktore mainstreamowe media pomijaja straszac Iranem. Otoz agen­cja ato­mowa w swo­ich „rewe­la­cjach” potwier­dzila (o czym warto mowic), roz­li­cze­nie sie Iranu z całych zaso­bow uranu i ogra­ni­cze­nia jego wzbo­ga­ca­nia tylko do 20% oraz pro­wa­dze­nie badan teo­re­tycz­nych nad eks­plo­zjami nukle­ar­nymi. Trak­tat o Nie­pro­li­fe­ra­cji nie zabra­nia takich badan, zatem Iran ma prawo takie bada­nia pro­wa­dzic o czym warto wie­dziec sledzac obecna nagonke na kolejny kraj.

  • Cieszy mnie fakt pojawienia się na polskim rynku wydawniczym tak aktualnej pozycji.

  • Na siłę próbuje się zrobić z Irańczyków wrogów a potem się dziwimy że nienawidzą zachodu. A raczej to zachód nienawidzi ich. Ameryka chce im ukraść surowce tak jak zrobili to w Iraku, obecnie szukają powodu do wojny a jak wiadomo taki zawsze się znajdzie.

    • O dziwo, za czasów szacha, gdy Iran zbroił się na potęgę a wszelcy opozycjoniści przebywali na emigracji lub 2 metry pod ziemią, kraj ten nie był uznawany przez tzw. „społeczność międzynarodową” za zagrożenie.
      Wojciech Giełżyński zauważył, że Irańczycy są bodajże bardziej zbliżeni do Zachodu niż Turcy. Nie bez wpływu na to są korzenie obu narodów. Turcy wywodzą się głównie z Azji Centralnej, gdzie do dziś żyją ludy mówiące językami tureckimi z rodziny ałtajskiej (Kazachowie, Kirgizi, Uzbecy, Turkmeni, Azerowie). Natomiast Persowie (stanowiący blisko 60% ludności Iranu) mówią językiem z grupy irańskiej, należącej do rodziny języków indoeuropejskich. Są najbliżej spokrewnieni m.in. z Kurdami, afgańskimi Pusztunami, Tadżykami i żyjącymi na pn. od Kaukazu Osetyjczykami.

Pozostaw odpowiedź