BLOGOSFERA,Chiny news

Wyprawa CSPA: Dzień trzeci i czwarty, czyli Chińczycy o Igrzyskach

Jako że po przyjeździe znów nie poradziłem sobie ze zmianą czasu, w nocy dość wnikliwie śledziłem transmisję z Igrzysk Olimpijskich wsłuchując się w komentarze chińskich sprawozdawców i rozmowy w studiu (by już w czasie dnia rozmawiać o tym z chińskimi znajomymi). Dwie rzeczy okazały się bardzo widoczne… Niesamowita i niewyobrażalna ambicja chińskich sportowców i szokujące okoliczności ich porażek, a także coraz bardziej napięte relacji Chin i Zachodu, które choć w Londynie bardzo widoczne, zostały w TV w zasadzie ostentacyjnie przemilczane.

Lubię sport, zarówno oglądać jak i uprawiać (choć to drugie z gorszym skutkiem). Ale jednak nic nie boli tak jak oglądanie chińskich sportowców. Jeśli ktoś myśli, że sport to tylko triumfy i ręcę wzniesione w górę w geście zwycięstwa, a chce obejrzeć drugą stronę medalu, powinien jak najczęściej oglądać relacje chińskie.

I to niekoniecznie relacje w TV, gdyż ta robiła wszystko, by pokazać że liczy się udział, prezentując także tych, którzy uplasowali się gdzieś w okolicach naszych reprezentantów, czyli na 8 miejscu lub w Finale B. Publiczność, która 4 lata temu nie wybaczyła płotkarzowi Liu Xiangowi kontuzji, teraz jest zdecydowanie bardziej współczująca. Sporo materiałów w telewizji, troszczących się o stan zdrowia złotego medalisty olimpijskiego sprzed… 8 lat.

Mimo tego łagodzącego przekazu, reakcje chińskich sportowców są zgoła inne. To niewyobrażalna ambicja. Na przykład przylot chińskich pingpongistów, którzy na igrzyskach wygrali wszystkie konkurencje. Zadowolony mistrze Zhang Ji ke i kobieca reprezentacja. Ale trener mistrzów Liu Guoliang wygląda jakby ostatni tydzień był drogą przez mękę.

A Wang Hao, 29 letni (wciąż chyba młody) człowiek o fantazyjnej fryzurze, wyglądający bardziej jak piosenkarz niż sportowiec, złoty medalista w drużynie i srebrny indywidualnie, jest po prostu załamany. Właśnie z powodu srebrnego medalu (nigdy indywidualnie nie zdobył złota – w Atenach i Pekinie także był drugi).

Płacząc w czasie wywiadu po zdobyciu medalu w drużynie, zapewniał, że „wypełniliśmy to” (daliśmy radę zrobić, women zuodao), ale podkreślił, że jest jednak bardzo zawiedziony. To jego ostatnie Igrzyska – „czuję już presję młodych (czyli następcy są!), którzy są coraz lepsi, moje dni są policzone”. Gorycz tym większa że Wang Hao zawiódł sponsorów, chińską firmę Double Happiness.

Z Wang Ji ke, z którym przegrał wewnętrzną rywalizację o złoto, zagrał jeszcze w turnieju drużynowym jako deblowy partner. Sądząc po tym jak straszne było jego rozczarowanie po porażce z nim, jest co podziwiać, że był w stanie grać z rywalem, który zagrodził mu ostatnią szansę na złoto.

Ta wewnętrzna rywalizacja toczy się w wielu, jeśli nie większości, dyscyplin. Także u gimnastyczek. Gdy jedna z nich o wyglądzie kilkunastoletniej dziewczynki perfekcyjnie wykonała ćwiczenie, chwilę później jej koleżanka z kadry zalała się łzami. Wyprzedziła ją o 0,1 punkta (chyba 15,600 do 15,500). Kadr z liderką zawodów, zadowoloną z występu i w napięciu oczekująca na kolejne zawodniczki ( które przy dużej stracie tylko cudem mogły ją wyprzedzić), w tle z zapłakaną i przytulaną przez wspólną trenerkę koleżankę z kadry, ukazywał w pełnej krasie jak okrutny bywa sport dla przegranych.

Co ciekawe, jak się okazuje, sami Chińczycy już nie do końca chcą patrzeć na taką rywalizację, nie znającą chyba granic, w której ambicja wytrenowanych przez nich zawodników, którym zapewnili wszystko, by w tej szaleńczej rywalizacji odnieśli sukces, zdaję się nie mieć granic. Stąd jak sądzę tonujące emocje relacje w chińskiej TV.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, jak zabawnie brzmi takie stwierdzenie z perspektywy kraju, który ma tabuny jeżdżących z zawodnikami działaczy, ale nie ma systemu i zdobywa tak mało medali, że przegrywa z krajami mniej licznymi (Czechy, Chorwacja, Dania) i często znacznie uboższymi (Kenia, Etiopia, Białoruś, Azerbejdżan) wypadając poza czołową trzydziestkę, a więc znacznie poniżej swojego potencjału.

Tymczasem jak się okazuje, wielu Chińczyków- być może już rozpieszczonych i przyzwyczajonych do sukcesów od czasów Aten 2004- mówi iż te sukcesy są im obojętne. Wśród chińskiego społeczeństwa jest coraz więcej zwolenników stwierdzenia, że „liczy się udział”, a także polskiego „nic się nie stało, Polacy (Chińczycy) nic się nie stało”.

– Nasz sport, oparty wciąż na wzorcach sowieckich, każe wygrywać za wszelką cenę.

– No chyba jest efektywny? – odpowiadam – przecież wygrywacie

– Przynosi rezultaty (hui chu chengji), ale nie jest efektywny… Liczba medali nie przekłada się na sytuację społeczną, to tylko zabawa. Sport nie jest po to by wygrywać – ale chodzi o to by był masowy, amatorski.

–  Amerykański system też jest skuteczny. A jest inny…

I druga sprawa.

Napięcia w kontaktach Chin z Zachodem już widać. Szokujące, ale na razie pozostawiane bez komentarza. Mnie osobiście zszokowały trzy sytuacje: Chiński skoczek w wzwyż szykuję się do skoku. Zaczyna rytmicznie klaskać, próbując – jak jest to przyjęte na stadionach lekkoatletycznych – uzyskać wsparcie od publiczności. Stadion jego wezwanie… zwyczajnie ignoruje. Komentator nie reaguje. Zawodnik chiński skacze (i strąca tyczkę).

Druga sytuacja. Konkurs z udziałem naszej srebrnej medalistki Anity Włodarczyk. Gdy korpuletna Chinka biegnie dookoła stadionu owinięta flagą (brązowy medal to dla niej życiowy sukces), do sędziów podchodzi Niemka i „negocjuje”, czy na pewno jej daleki rzut był spalony? Sędziowie przychylają się do tego. Przyznają jej brązowy medal. Na jakiej podstawie – nie wiadomo. Oburzony był tym trener Anity Włodarczyk, ale komentator chiński nie zareagował. A przecież Chiny są na punkcie takich incydentów bardzo wrażliwe, by nie powiedzieć przewrażliwione. Teorie konspiracyjne o Zachodzie, który wykorzystuje Chiny, będące ofiarą itd. ze względu na trudną historię, zawsze trafiają tutaj na podatny grunt. Komentator jednak nie zająknął się ani słowa o tym, że akurat w tym wypadku, chińskiej zawodniczce stała się prawdziwa, a nie wyimaginowana wielka krzywda ( chcielibyście biec po stadionie, przykryci polską flagą, po największym sukcesie w karierze i zdobyciu brązowego medalu, by za chwilę dowiedzieć się, że rywalka … wynegocjowała, ze to jednak ona stanie na podium?)

Wreszcie finał boksu kat. 48 kg. Muszę przyznać, że tylko bezsenne noce i udział dwóch Azjatów zachęciły mnie do oglądania tego widowiska, bo kompletnie go nie rozumiem, w jaki sposób przyznawane są punkty i kto w danym momencie wygrywa walkę (najbardziej emocjonuje mnie przerwa między rundami, bo wtedy pokazywane są – często zaskakujące -wyniki).

W finale wystąpił Chińczyk i Taj i było to zderzenie dwóch stylów. Ten pierwszy był lepszy technicznie, sprawiał wrażenie rozluźnionego i udanie kontrował przeciwnika.  Miał wielka wole walki, walczył do upadłego. Miał inicjatywę i wydawało się  zadawał jednak więcej ciosów ( gdy dochodził do klinczu wyprowadzał np. śmieszne serie bardzo szybkich i lekkich ciosów na korpus rywala- chyba o to chodzi w absurdalnej punktacji amatorskiego boksu, gdzie liczą się trafienia?). Nie znam się na boksie a tym bardziej na amatorskim. Wydawało się, że –choć brakowało mu jakości- to jednak osiągnął lekką przewagę. Jednak sędziowie ocenili to inaczej i wygrał Chinczyk. Taj nie chciał pogodzić się z werdyktem, podobnie jak jego zachodni (sądząc z zachowania amerykański) trener, który nie podał ręki Chińczykowi, gdy ten zbliżył się do narożnika, wymachując jedynie rękoma i krzycząc „No! No! No!”. Wszystko to odbywało się przy akompaniamencie potężnych gwizdów i budzenia publiczności, znacznie donośniejszej niż wygwizdywanie oficjalnych polskich władz w czasie uroczystości rocznicowych powstania warszawskiego.

Gdy zachodni trener podniósł rękę swojego podopiecznego wymownie wskazując to on jest mistrzem, publiczność przyjęła ten gest z co najmniej 10krotnie większym zachwytem niż przyjęłoby pojawienie się Antoniego Macierewicza na obchodach powstania warszawskiego.

Jak na tą ewidentną potwarz ( gwizdy, niepogodzenie się z porażką, nie podanie ręki, sprzyjającą rywalowi publiczność i co nie bez znaczenia zachodniego trenera podburzającego ją) zareagował komentator chińskiej TV? W ogóle tego nie skomentował!

O czym to świadczy? Chyba o tym, że sami Chińczycy postanowili odpuścić i nie zadrażniać sytuacji. Nie jestem pewien, czy wybaczą im to rodzimi nacjonaliści, dumni i bardzo czuli na punkcie takich drobnych gestów. Zapewne sprawa nie została zamknięta i o tych wydarzeniach jeszcze usłyszymy.

 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wyprawa CSPA: Dzień trzeci i czwarty, czyli Chińczycy o Igrzyskach Reviewed by on 12 sierpnia 2012 .

Jako że po przyjeździe znów nie poradziłem sobie ze zmianą czasu, w nocy dość wnikliwie śledziłem transmisję z Igrzysk Olimpijskich wsłuchując się w komentarze chińskich sprawozdawców i rozmowy w studiu (by już w czasie dnia rozmawiać o tym z chińskimi znajomymi). Dwie rzeczy okazały się bardzo widoczne… Niesamowita i niewyobrażalna ambicja chińskich sportowców i szokujące

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Faktycznie chińskiej zawodniczce stała się krzywda jestem o tym przekonany w każdym razie paskudna sprawa.Oby takich sytuacji jak najmniej a Macierewicz panie Radosławie nie wzbudza mojego zachwytu jak wszystkich moich znajomych.

Pozostaw odpowiedź