Indonezja

Wybory w Indonezji

4 kwietnia tego roku miały miejsce w Indonezji wybory parlamentarne, na początku lipca, odbyła się długo oczekiwana decydująca rozgrywka – wybory prezydenckie. Partie, które zdobyły wystarczającą liczbę głosów aby dostać się do Sejmu, nominowały kandydatów na prezydenta.  W Indonezji, podobnie jak w Ameryce, to prezydent nadaje kształt polityce, dlatego też cała Azja z niepokojem spoglądała na sondaże przedwyborcze, zastanawiając się, który z kandydatów będzie rządził krajem przez najbliższe 5 lat- pisze z Indonezji Sergiusz Prokurat.

 Indonezja jest dużym, 240 milionowym krajem, będącym siłą dominującą w ASEAN pod względem populacji. Co więcej, 40% całego dochodu strefy ASEAN jest generowane przez Indonezję, a więc stabilność całego regionu zależy od tego kogo wybiorą obywatele tego państwa. Dla porównania, ani w bogatym Singapurze, ani w sąsiedniej Malezji nie ma miejsca dla demokracji, co nie przeszkadza tym państwom w rozwoju gospodarczym. Wietnam, Filipiny czy Tajlandia, nie wspominając o Kambodży czy Laosie także nie mają stabilnego systemu demokratycznego. Również w Chinach budowanie dobrobytu państwa nie jest oparte na wyborach ludu. Można by rzec, że Azjaci nie cenią „procesów demokratycznych”, uważając, że mają swój, odmienny od zachodniego sposób na stabilny rozwój gospodarczy. Tym bardziej warto przyjrzeć się młodej demokracji indonezyjskiej.

 

Dokładnie dekadę temu, Indonezja była nazywana spróchniałym państwem z powodu korupcji. Po 32 latach dyktatorskich rządów Suharto, które cechowały afery, korupcja i nepotyzm, państwo znalazło się na krawędzi politycznej, ekonomicznej i społecznej zapaści.

W 1998 roku udało się wymóc na Suharto oddanie władzy i zmianę systemu z dyktatury na demokrację. Zmiana była o tyle trudna, że nie nastąpiło odcięcie od zakulisowych działań oligarchii.

 

Demokracja w Indonezji nie jest mocno zakorzeniona. Społeczeństwo indonezyjskie cieszy się jej wadami i zaletami dopiero od 11 lat, co sprawia, że wielu obywateli zupełnie nie rozumie jej podstaw. Do wyborów w tym kraju w sam raz pasuje sformułowanie, że jest to piękny spektakl pod tytułem „bezradni wybierają zaradnych”. W Indonezji 40% populacji skończyło jedynie szkołę podstawową, a studia są luksusem, na który mogą pozwolić sobie tylko najbogatsi. Społeczeństwo pozbawione podstaw edukacyjnych nie bardzo umie odróżnić założenia programowe kandydatów, a u władzy są wciąż ci sami ludzie, co sprawia, że demokracja przypomina bardziej oligarchię niż realny wybór. Przy wyborze decydują nie kwestie takie jak program czy założenia ekonomiczne, ale wygląd kandydata, strój, fakt, czy odbył pielgrzymkę do Mekki. Decyduje także skuteczność specyficznej akcji marketingowej – ludzie głosują na tego, kto zapłaci za oddanie głosu. Głos oddany na kandydata kosztuje 5USD do 10USD. Wiece przedwyborcze przyciągają ludzi darmowym posiłkiem i koszulkami z logo partii, które noszą niemal wszyscy obywatele. Przyczyna jest prosta – jest to darmowy, czysty i nowy strój, którego nie trzeba kupować w sklepie lub na bazarze. W kampanie zaangażowane są olbrzymie środki, których pozyskiwania nikt nie kontroluje. Nie jest ważne skąd się biorą pieniądze na kampanie i nieważne jak się je wydaje, liczy się tylko wynik ostateczny. Efekt tego jest taki, że cały kraj jest zaplakatowany podobiznami kandydatów w niewiarygodnej do ogarnięcia dla Europejczyka ilości, a w telewizji, podobnie jak w Polsce, w trakcie spotów reklamowych przez cały czas ogląda się te same twarze. Jaki tego może być efekt? Najbardziej znane gwiazdy filmowe, modelki, piosenkarze pop i celebrity, już przed wyborami parlamentarnymi zostały zwerbowane do kampanii, czy to jako kandydaci, czy do działań promocyjnych. Albowiem to popularne twarze przyciągają wyborców łatwiej niż doświadczeni, ale nudni politycy. Do walki o miejsca w 560-osobowym parlamencie wystartowało w kwietniu aż 80 gwiazd. Przed wyborami w jednym z badań poproszono ponad tysiąc osób o wybór najlepszych kandydatów spośród dziesięciu pracowitych i doświadczonych polityków oraz dziesięciu gwiazd. Na pierwszych pięciu miejscach znalazły się cztery gwiazdy i jeden polityk. Do polityki zwerbowana została nawet Miss Indonezji – modelka Vena Melinda, która nawet nie mówi po indonezyjsku. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że wybrańcy ludu w indonezyjskim organie ustawodawczym zarabiają ponad 100 razy więcej niż szary obywatel, a że pensja przeciętnego Indonezyjczyka wynosi 100USD miesięcznie, łatwo sobie wyobrazić, o jaką dysproporcję chodzi.

Również organizacja wyborów parlamentarnych jest daleka od doskonałości, bo prawie 50 milionów ludzi z różnych powodów zostało pozbawionych prawa głosu. Co ciekawe, jak dotąd wykryto dopisanie do list obywateli uprawnionych do głosowania kilku milionów fikcyjnych osób. Skoro ponad 20% ludzi nie może oddać głosu, nowowybrany prezydent, przy frekwencji 50% będzie de facto wybranym przez wyselekcjonowaną mniejszość. Wciąż będzie jednak tym, który zadecyduje o kształcie polityki przez 5 następnych lat. Prezydentem Indonezji może zostać jeden z trzech kandydatów. Do wyboru jest córka byłego dyktatora Sokarno – Megawati, Jusuf Kalla, konserwatywny polityk oraz obecny prezydent Susilo Bambang Yodhoyono,

Megawati Sokarnoputri jest liderką PDI-P, indonezyjskiej „Samoobrony”, populistycznej partii, której pełna nazwa brzmi: „partia ludzi biednych, ale walczących”. Przed wyborami obiecywała wszystko, co tylko można było obiecać: obniżkę ceny żywności, zwiększenie państwowych dopłat do benzyny, podwyżki wypłat dla najuboższych, jak i wprowadzenie darmowej edukacji. Jej głównym hasłem jest „sprawiedliwość społeczna” w walce o poprawę bytu ludzi biednych. Nie zapomniała też głosić, w jaki sposób to się odbędzie – zabierze bogatym. W akcji pozyskiwania środków zapewne nie myślała o sobie, bo Megawati spokojnie zmieściłaby się w dwudziestce najbogatszych Polaków. Jest znana ze swojej ekscentryczności w polityce. Kiedy była prezydentem, w roku 2002, potrafiła na międzynarodowej konferencji organizowanej przez sąsiednie państwo niespodziewanie wygłosić tyradę pełną krytyki wobec organizatora.

Indonezyjski system prezydencki jest tak skonstruowany, że w pakiecie obywatele dostają wiceprezydenta, dlatego też warto wspomnieć, kto komu partneruje. Megawati popiera generał Prabowo, człowiek odpowiedzialny za masakrę studentów w 1998 roku oraz liczne ”zniknięcia” przeciwników politycznych w czasach Soeharto, którego córkę pojął za żonę. Posiada olbrzymi majątek 1,7 tryliarda rupii. Z takim majątkiem w Polsce pociągałby za sznurki zakulisowo. W Indonezji może być oficjalnie wiceprezydentem.

            Drugim kandydatem jest Jusuf Kalla – tradycjonalista islamski i lider partii GOLKAR. Nieoficjalnie stoją za nim wszystkie islamskie organizacje religijne, bojące się modernizacji i westernizacji kraju. Nieustannie przypisuje się mu fakt, że kiedy był studentem w 1964 roku, brał udział w akcjach palenia kościołów chrześcijańskich. Z jego spotów reklamowych w telewizji wynikają dwie rzeczy: nienawidzi obcokrajowców i importu produktów z krajów sąsiednich. Uważa, że protekcjonizm jest najlepszą drogą rozwoju kraju, a zagraniczny kapitał niszczy Indonezję. Najwyraźniej nie wie, że w walce pomiędzy krajami traktującymi protekcjonizm jako siłę przewodnią w ekonomii nie ma zwycięzców, są tylko przegrani. Na partnera politycznego, przyszłego wiceprezydenta, wybrał sobie generała Wiranto, który, podobnie jak Prabowo, jest współwinny śmierci kilku studentów w 1998 oraz odpowiada za liczne incydenty w Timorze Wschodnim. ONZ chciało drogą sądową doprowadzić do potwierdzenia złamania praw człowieka przez gen. Wiranto, niestety bez skutku.

            Ostatnim kandydatem i jednocześnie obecnym prezydentem jest Susilo Bambang Yodhoyono, przewodniczący Partii Demokratycznej, nazywany przez media w skrócie „SBY”. Polityk, do którego przylgnął przydomek „myślący generał”. Na zachodzie zwykle nazywa się go dr.Yodhoyono, z powodu doktoratu z ekonomii, który obronił w 2004 roku jako 54 latek. Wielu wierzy, że ma on wizję Indonezji XXI wieku, zwłaszcza, że jako jedyny ma jakikolwiek program ekonomiczny. W czasach jego prezydentury Indonezja podpisała kluczowe umowy dotyczące partnerstwa z Chinami, Japonią i Koreą Południową. Jak na muzułmanina jest dość liberalny w kwestiach światopoglądowych, a nawet zarzuca mu się, że jego żona nie chodzi w tradycyjnej islamskiej chuście. Również w gospodarce lata jego prezydentury to łagodne dryfowanie od protekcjonizmu w stronę gospodarki liberalnej. Gdyby SBY wygrał, wiceprezydentem miały zostać Boediono, profesor ekonomii i były szef indonezyjskiego banku centralnego, neoliberał. W obliczu kryzysu, jak tłumaczy swój wybór obecny prezydent, jest to obecnie najlepszy możliwy kandydat. W Indonezji, kraju komunitarian, „neolib” to popularna obelga. Boediono, jeden z najbardziej znanych na arenie międzynarodowej ekonomistów indonezyjskich, musi się zatem kamuflować, permanentnie dementując swoje przywiązanie do liberalnej szkoły ekonomicznej Miltona Friedmana. Wystarczy jednak wziąć do ręki książki tego „indonezyjskiego Balcerowicza”, aby przekonać się, że jest to osoba o jasno wykrystalizowanym programie ekonomicznym.

Wydaje się, że SBY, „myślący generał”, przestudiował uważnie przyczyny sukcesu chińskiego i będzie chciał skopiować część rozwiązań. Musi to jednak zrobić w taki sposób, aby naród nie dowiedział się, że kluczem rozwoju Indonezji mają być kolejne liberalne reformy, dla których nie ma poparcia społecznego. Oczywiście istnieje też ciemna strona jego prezydentury. Nieoficjalnie rządzi oligarchia związana z Yodhoyono i nie ma tygodnia bez korupcji i afer, a co gorsze, niektórzy podejrzewają, że jako urzędujący prezydent może mieć  wpływ na wyniki wyborów.

Najpopularniejszym politykiem i murowanym kandydatem na prezydenta jest właśnie SBY. Indonesian Survey Institute szacuje, że 60% głosów zostanie oddanych na tego polityka. Z wyboru Yodhoyono, zdaniem sondaży, ucieszy się społeczeństwo, ale to nie wszystko. Bez wątpienia także policja i wojsko, które również mają sporo do powiedzenia, też chętnie zaakceptują taki wybór. Na dużą popularność tego polityka składa się jego image osoby walczącej z korupcją i gwarantującej rozwój ekonomiczny. W przeciwieństwie do sąsiednich krajów, Indonezja zdołała uniknąć kryzysu. Z niską inflacją oraz stabilnym wzrostem gospodarczym w ostatnich latach kraj ten osiągnął rekordowy w swej historii wynik, jeżeli chodzi o inwestycje zagraniczne. Indonezja przyciągnęła aż 8,3 miliarda dolarów, co w porównaniu z 92 miliardami, jakie inwestorzy ulokowali w Chinach i 27 miliardami zainwestowanymi w Indiach wydaje się dobrą prognozą na przyszłość. Także rupia indonezyjska w 2009 wydaje się być najszybciej umacniającą się walutą w regionie. Od początku tego roku zyskała 8,5% w stosunku do dolara. Zdaniem Indonezyjczyków tylko Yodhoyono może zapewnić stabilność i dalszy rozwój kraju.

Wygląda na to, że Indonezja powoli znajduje swoje miejsce pośród krajów wiodących w światowej polityce. Jakkolwiek Republika Indonezji nie jest traktowana jeszcze na równi z czterema wielkimi i wpływowymi rozwijającymi się krajami: Brazylią, Rosją, Indiami czy Chinami, to wielu obserwatorów międzynarodowych uważa, że niebawem dołączy do tego grona i będzie miała większy wpływ na decyzje międzynarodowe.

 

Artykuł ukazał się w Najwyższym Czasie, nr 1000, 07/2009

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wybory w Indonezji Reviewed by on 4 sierpnia 2009 .

4 kwietnia tego roku miały miejsce w Indonezji wybory parlamentarne, na początku lipca, odbyła się długo oczekiwana decydująca rozgrywka – wybory prezydenckie. Partie, które zdobyły wystarczającą liczbę głosów aby dostać się do Sejmu, nominowały kandydatów na prezydenta.  W Indonezji, podobnie jak w Ameryce, to prezydent nadaje kształt polityce, dlatego też cała Azja z niepokojem spoglądała

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź