Artykuły,Publicystyka

K. Kotlarski: Wybory w Birmie – nowe otwarcie czy fasadowa formalność?

Znamy już oficjalną datę wyborów w Birmie, a wkrótce upłynie termin zgłaszania list kandydatów. Wiemy także, które największe siły polityczne wezmą w nich udział. Gra toczy się o pełną pulę – zwycięskie ugrupowanie zdobędzie nie tylko przewagę w parlamencie i regionach, ale odegra także kluczową rolę w wyborze nowego prezydenta na początku przyszłego roku. Ewentualne zwycięstwo partii opozycyjnych może odmienić oblicze Birmy, ale paradoksalnie może także ponownie umocnić rządy wojskowych.

W ostatnich tygodniach poznaliśmy odpowiedzi na kilka niewiadomych związanych z birmańskimi wyborami. Głosowanie, w którym wybrani zostaną reprezentaci w dwuizbowym parlamencie związkowym oraz członkowie regionalnych organów legislacyjnych, odbędzie się 8 listopada. Udział w wyborach zapowiedziało niemal 90 ugrupowań politycznych oraz wielu kandydatów niezależnych. Ilu kandydatów faktycznie zostanie zarejestrowanych na listach dowiemy się 14 sierpnia, gdyż na ten właśnie dzień, z powodu trwającej w kraju powodzi, przesunięto ostateczny termin zgłaszania kandydatur. Swój start w wyborach oficjalnie potwierdziła również największa partia opozycyjna, Narodowa Liga na Rzecz Demokracji (NLD). Ugrupowanie, któremu przewodniczy laureatka Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi, zbojkotowało poprzednie wybory z 2010 roku ze względu na rażące naruszenia procesu wyborczego, jakich dopuściła się rządząca wówczas wojskowa junta.

Dziś Birma jest już nieco innym krajem. W ramach przemian politycznych i gospodarczych, zapoczątkowanych w 2011 roku, władzę objął formalnie cywilny rząd, choć większość jego członków to wciąż byli prominentni wojskowi. Nowa administracja początkowo pozytywnie zaskoczyła opinię międzynarodową szeregiem reform, przede wszystkim otwierających birmańską gospodarkę. Potem jednak przyszła stagnacja i irytacja społeczeństwa brakiem postępów w reformowaniu systemu politycznego.

Generałowie, świadomi konieczności wpisania się w demokratyczny proces wyborczy, nie szczędzili wysiłków w celu budowy cywilnego zaplecza politycznego dla swojego rządu. W ten sposób powstała Partia Związek Solidarności i Rozwoju (USDP). To właśnie ona będzie głównym konkurentem NLD w walce o władzę. Niewykluczone również, że istotną rolę w wyścigu wyborczym odegrają także partie reprezentujące birmańskie mniejszości narodowe.

Prezentacja faworytów

Układ sił politycznych przed listopadowymi wyborami jest nieco inny od tego, jaki istniał w Birmie przed słynnymi wyborami z 1990 roku, których wyniki nie zostały nigdy uznane przez wojsko. Co prawda NLD oraz sama Aung San Suu Kyi posiada wciąż ogromne poparcie społeczne, które według ekspertów jest wystarczające, by odnieść przekonujące zwycięstwo w wyborach, jednak USDP, której przewodniczy obecny prezydent Thein Sein, nie jest wyłącznie fasadą bez liczącego się elektoratu. Warto bliżej przyjrzeć się tym dwóm politycznym organizacjom.

Narodowa Liga na Rzecz Demokracji to partia socjalliberalna, która powstała w odpowiedzi na wydarzenia tzw. powstania 8888. Jego nazwa pochodzi od daty kluczowej dla przebiegu tych wystąpień społecznych – 8 sierpnia 1988 roku. Krajem wstrząsnęła wówczas seria protestów, demonstracji i marszy, zapoczątkowana przez mnichów i studentów sprzeciwiających się polityce władz, która doprowadziła do katastrofalnej sytuacji gospodarczej i politycznej. Los chciał, że właśnie w tym przełomowym momencie, po wielu latach nieobecności w Birmie, w kraju przebywała córka obdarzanego niemalże królewską czcią bojownika o niepodległość Birmy, generała Aung Sana – Aung San Suu Kyi. Choć przybyła do Birmy jedynie, by zaopiekować się umierającą matką, stała się centralną postacią rodzącego się nowego ruchu politycznego.

Wkrótce po sierpniowych wydarzeniach władze obiecały przeprowadzenie demokratycznych wyborów, a Suu Kyi i jej współpracownicy ogłosili utworzenie partii. W przeprowadzonych w 1990 roku wyborach zdobyła ona 392 z 492 miejsc w parlamencie, wyniki te nigdy jednak nie przełożyły się na faktyczne objęcie władzy. Wielu członków partii aresztowano bądź zabito, a sama Aung San Suu Kyi spędziła 15 z kolejnych 21 lat w areszcie domowym.

Narodowa Liga na Rzecz Demokracji, pomimo wielu lat prześladowań jej członków, głosi hasło pokojowych przemian, które doprowadzić mają do utworzenia wielopartyjnego, demokratycznego systemu politycznego. Domaga się także wprowadzenia rządów prawa i ogólnonarodowego pojednania. W nadchodzących wyborach partia starać się będzie o wprowadzenie do parlamentu nie tylko swoich wieloletnich działaczy, ale także przedstawicieli licznych organizacji obywatelskich. Wśród nich znajdują się działacze na rzecz lokalnych społeczności, pisarze, dziennikarze, obrońcy praw kobiet i mniejszości, przedstawiciele środowisk pracowniczych oraz dużego biznesu. Proces selekcji kandydatów był bardzo surowy. Aby znaleźć się na partyjnych listach, musieli oni chociażby ujawnić stan majątku swojego oraz członków swojej rodziny. Według liderów NLD ma to zbudować zaufanie do przyszłych parlamentarzystów i zapobiegać korupcji. Wyłanianie list wyborczych nie przebiega jednak bez zgrzytów. Wielu znanych i cieszących się społecznym szacunkiem działaczy nie znalazło się ostatecznie na listach NLD, co skutkowało otwartym kwestionowaniem przyjętych metod selekcji. Partyjni liderzy twierdzą jednak, że nie jest to wynikiem konfliktu pomiędzy „starymi” i „nowymi” członkami, a jedynie próbą wyłonienia kandydatów z największym przygotowaniem do pełnienia funkcji politycznych. Pomimo tych wyjaśnień, wielu obserwatorów birmańskiej sceny politycznej uważa, że jest to objaw podskórnej walki o władzę, której NLD jeszcze nie zdobyła. Tymczasem bez możliwie najszerszej konsolidacji sił prodemokratycznych, przekonujące zwycięstwo wyborcze może być trudne do osiągnięcia.

Źródło - flickr.com

Źródło – flickr.com

Zdecydowanie spokojniejsza sytuacja panuje w przeciwnym obozie USDP. Partia, która powstała w czerwcu 2010 roku na bazie bloku wsparcia rządu Stowarzyszenie Związek Solidarności i Rozwoju – USDA jest zdominowana przez byłych prominentnych członków armii. Przewodniczący partii, obecny prezydent Thein Sein, a także trzej wiceprzewodniczący to byli wysokiej rangi oficerowie. Największy wpływ na działania USDP ma wciąż Thein Sein, mimo że formalnie jako prezydent nie może prowadzić żadnej działalności partyjnej. W ostatnich latach umacnia się jednak znacząco pozycja człowieka zastępującego Thein Seina na stanowisku przewodniczącego USDP, pełniącego zarazem funkcję przewodniczącego niższej izby parlamentu, Shwe Manna.

W wyborach z 2010 roku Partia Związek Solidarności i Rozwoju odniosła przekonujące zwycięstwo, przyćmione jednak brakiem najgroźniejszego przeciwnika, czyli NLD oraz oskarżeniami o rażące naruszenia procesu wyborczego. Aby uniknąć podobnej sytuacji, większość uczestniczących w listopadowych wyborach ugrupowań podpisało tzw. kodeks postępowania. Choć nie ma on formy wiążącej, to ma wspomóc partie w rozwiązywaniu wszelkich nieporozumień wynikających w trakcie trwania procesu wyborczego, a złamanie jego zasad będzie zapewne surowo wytykane przez media i obserwatorów. Dodatkowo w komisjach wyborczych obecni będą zarówno obserwatorzy zagraniczni, jak i ci wyznaczeni przez poszczególne partie i krajowe organizacje społeczne. Największe zagrożenie dla uczciwości wyborów stanowi możliwość oddania głosu przed dniem wyborów. Daje to znaczną swobodę dla ewentualnego ich fałszowania. Przedstawiciele USDP na oskarżenia pod swoim adresem odpowiadają jednak, że obserwować należy tych, którzy najgłośniej wypowiadają się o oszustwach.

Faktem jest, że USDP stara się zmienić swój wizerunek i odciąć się od bycia jedynie przybudówką dla struktur wojskowych. W nadchodzących wyborach zamierzają stawiać w dużej mierze na kandydatów cywilnych, popularnych w swoich okręgach. Według zapowiedzi liderów USDP, sugestie aktywnych wojskowych nie będą miały żadnego wpływu na obsadę list wyborczych. Związek Solidarności i Rozwoju dąży także do ocieplenia swojego wizerunku i zbliżenia się do obywateli. Przykładem tego typu działań może być chociażby przedwyborcza aktywność przewodniczącego partii Shwe Manna na portalu Facebook, za pośrednictwem którego namawiał obywateli do przekazywania swoich pomysłów i pretensji wobec rządzących.

Walka o ¾ parlamentu

Modernizująca się i otwierająca na nowych ludzi partia rządząca może okazać się trudnym przeciwnikiem dla Narodowej Ligi na Rzecz Demokracji, tym bardziej że NLD w obliczu potencjalnego zwycięstwa zdaje się bardziej dzielić niż konsolidować. Pozostali uczestnicy wyborów raczej nie mogą liczyć na włączenie się do walki o zwycięstwo wyborcze. Ugrupowania reprezentujące mniejszości narodowe zdobędą z pewnością istotną liczbę głosów w swoich regionach oraz pewną liczbę miejsc w parlamencie krajowym, nie będą jednak decydującą siłą. Mogą za to stać się języczkiem u wagi w trakcie tworzenia nowego rządu.

Warto przypomnieć także, że partie polityczne nie będą jedynymi organizacjami, których przedstawiciele zasiadać będą w nowym parlamencie. Nowe tabliczki z imionami dla swoich parlamentarzystów przygotowuje już bowiem wojsko, które zgodnie z zapisami konstytucji z 2008 roku nominuje 25 procent członków zarówno parlamentu krajowego, jak i regionalnych organów legislacyjnych. To powoduje, że nawet zdecydowane zwycięstwo wyborcze NLD nie musi oznaczać zmiany władzy. Co więcej, nawet przy mało realnym scenariuszu zwycięstwa Narodowej Ligi we wszystkich okręgach wyborczych, nie będzie ona mogła dokonać istotnych zmian w ustroju państwa. Kolejny z zapisów konstytucji wymaga bowiem zgody ponad 75 procent parlamentarzystów dla przeprowadzenia zmian w ustawie zasadniczej. O tym jak trudne będzie uzyskanie takiej większości członkowie NLD mogli przekonać się w czerwcu. Próby zmiany artykułów zapewniających miejsca w parlamencie kandydatom armii, dających prawo weta niewybieralnym organom wojskowym czy też słynnego zapisu uniemożliwiającego ubieganie się o stanowisko prezydenta posiadającej dzieci z zagranicznym obywatelstwem Aung San Suu Kyi, zostały odrzucone. Propozycje te poparło 67 procent parlamentarzystów, a więc także duża część przedstawicieli USDP. Potrzebną większość zdobyła jednak jedynie mało istotna zmiana tekstu konstytucji, mówiąca że prezydent posiadać musi doświadczenie z zakresu „obronności”, a nie jak dotychczas „wojskowości”. Główna część projektu nie miała szans powodzenia bez poparcia wojskowych, a przede wszystkim głównodowodzącego Birmańskich Sił Zbrojnych generała Min Aung Hlaina. Generał Aung Hlain twierdzi tymczasem niezmiennie, że utrzymanie politycznej roli przez armię jest konieczne dla podtrzymania stabilności państwa i pozostanie takim w przewidywalnej przyszłości.

Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że kierownictwo NLD również wyciągnęło wnioski z wydarzeń ostatnich dwóch dekad. Postawa biernego oporu i niezaogniania sytuacji społecznej zaprezentowana przez Aung San Suu Kyi po wyborach z 1990 roku zaprzepaściła szansę na zmianę w obliczu masowego poparcia społecznego. Obecnie liderzy NLD wykazują znacznie więcej zdecydowania i nastawienia na konfrontację, nawet jeśli tylko polityczną. Świadczy o tym sama decyzja o starcie w wyborach, pomimo że nie zlikwidowano niekorzystnych zapisów konstytucyjnych. Choć nie wiadomo jeszcze kto zastąpi Suu Kyi jako kandydat NLD na stanowisko prezydenta, to jasnym jest, że partia opozycyjna nie odda tej pozycji bez walki. Nie wiadomo wciąż też kto będzie kandydatem USDP. Pytany o reelekcję prezydent Thein Sein odpowiada wymijająco, tymczasem swoich prezydenckich ambicji nie ukrywa już wcale przewodniczący Shwe Mann. Niewykluczone, że równie ciekawa rozgrywka co rywalizacja wyborcza toczyć się będzie w najbliższych miesiącach w zaciszu partyjnych gabinetów USDP.

Powyborczy krajobraz

Rzeczywistość powyborcza przedstawiać się może na kilka różnych sposobów. Pierwszy scenariusz to taki, w którym Narodowa Liga na Rzecz Demokracji, zwiedziona poczuciem pewnej wygranej, nie uzyskuje wystarczającej liczby miejsc w parlamencie aby powołać własnego prezydenta i stworzyć rząd. Wówczas nie zmieni się wiele, rozmowy na temat zawieszenia broni ze zbrojnymi organizacjami mniejszości etnicznych wciąż posuwać się będą w żółwim tempie, reformy gospodarcze dalej wyprzedzać będą rzeczywistość polityczną, a poparcie dla NLD i Aung San Suu Kyi może się załamać. Społeczeństwo birmańskie zacznie wówczas szukać nowej alternatywy dla rządów pod dyktando wojskowych.

Druga możliwość to zdecydowane zwycięstwo NLD w wyborach i pokojowe przejęcie władzy. W takim scenariuszu wydarzenia w kraju wciąż toczą się pod nadzorem armii, ale znacząco zwiększy się możliwość prowadzenia przez Aung San Suu Kyi pragmatycznej polityki i stopniowego reformowania kraju. Jest to opcja najbardziej pożądana przez rządy państw zachodnich, liczące na jeszcze większe otwarcie się Birmy, ale akceptowalna także przez najistotniejszego gracza w regionie – Chiny. Niedawne spotkania Suu Kyi z liderami Chińskiej Republiki Ludowej dowodzą ich gotowości na współpracę z ewentualnym nowym rządem. Ta opcja oznaczałaby także zapewne szybsze podpisanie ogólnonarodowego zawieszenia broni z wszystkimi, a nie tylko wybranymi, jak ma to miejsce teraz, organizacjami etnicznymi i rozpoczęcie żmudnego procesu jednoczenia kraju.

Ostatni scenariusz, choć niestety wcale nie niemożliwy, to powtórka z wydarzeń z 1990 roku. W wypadku jednoznacznego zwycięstwa NLD i masowych wystąpień poparcia wśród ludności, może dojść do paniki w szeregach wojskowych, która skutkowałaby spacyfikowaniem społecznych nastrojów i ponownym zamachem stanu. Choć powrót do polityki izolacjonizmu i cofnięcie reform przeprowadzonych po 2010 roku, co skutkowałoby ponownym wpędzeniem kraju w gospodarczą przepaść, wydawać się może krokiem nieracjonalnym nawet z punktu widzenia samej armii, to obawa przed utratą wpływu na rozwój wydarzeń może okazać się silniejsza. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie, a wyłoniony po listopadowych wyborach rząd wprowadzi Birmę na drogę dalszych reform i upora się z trapiącymi ją problemami.

Krzysztof Kotlarski – absolwent kierunku Studia Euroazjatyckie w Instytucie Nauk Politycznych UW. Zainteresowany przede wszystkim tematyką stosunków politycznych i gospodarczych na obszarze byłego ZSRR i na Dalekim Wschodzie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Kotlarski: Wybory w Birmie – nowe otwarcie czy fasadowa formalność? Reviewed by on 4 sierpnia 2015 .

Znamy już oficjalną datę wyborów w Birmie, a wkrótce upłynie termin zgłaszania list kandydatów. Wiemy także, które największe siły polityczne wezmą w nich udział. Gra toczy się o pełną pulę – zwycięskie ugrupowanie zdobędzie nie tylko przewagę w parlamencie i regionach, ale odegra także kluczową rolę w wyborze nowego prezydenta na początku przyszłego roku. Ewentualne

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź