Artykuły,Publicystyka

Wojciech Jakóbik: Zachód daje fory Chinom

usachinyKonflikt interesów pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami wynikający z kształtu geopolitycznych układanek na Pacyfiku jest faktem. Europa nie zajmuje w nim żadnego miejsca ponieważ jej uwagę w całości pochłaniają problemy wewnętrzne. Siła prochińskich mediów po naszej stronie globu daje wrażenie nieuchronności upadku Pax Americana na rzecz nowego ładu w którym wielką rolę grać będą Chińczycy. Zachód robi wszystko, żeby ten scenariusz się spełnił.

Wiele już pisano o upadku Zachodu i jego konsekwencjach dla całego świata. Należy już chyba przejść nad tym faktem do porządku dziennego. Szczególnie jeśli przyjrzeć się Europie, można zobaczyć niedomagania wskazujące kierunek rozwoju kontynentu, z którego kiedyś eksportowano większość norm cywilizacyjnych na cały świat, a dziś eksportuje się jedynie idee w które wierzą chyba jedynie lewicowi Europejczycy. Stany Zjednoczone znajdują się obecnie w momencie krytycznym. Ich przyszłość zależy od tego, czy wybiorą drogę europejskiego zamierania, czy też zdecydują się pozostać w koleinach anglosaskiego pojmowania gospodarki i polityki.

Linia obecnej administracji w USA podąża w kierunkach etatystycznym w gospodarce i idealistycznym w dyplomacji. Oba poniosły klęskę na kontynencie europejskim co widać w ramach projektu Unii Europejskiej, który od kilku dobrych lat się chwieje, a przez wielką falę niepokojów typu greckiego może się ostatecznie zawalić. Jeśli Amerykanie nie odrzucą europejskich wzorców wkradających się za rządów Baracka Obamy do ich amerykańskiego snu, czeka ich podobny uwiąd co po naszej stronie Atlantyku.

 Ekonomia

Jego podłożem będzie wtedy, tak jak w Europie, przegrana ekonomiczna wynikająca z niewydolności systemu redystrybucji. W obliczu kryzysu greckiego Chińczycy jawią się dziś Grekom, Irlandczykom i innym Europejczykom już ustawiającym się do kolejki po zasiłek jako odkupiciele z workami dolarów bez dna. Europa sięga po chiński portfel z taką desperacją, że Mark Blyth na łamach Foreign Affairs pisze wręcz o chińskiej gorączce zakupów na Starym Kontynencie[1]. Zauważa on, że transfer dolarów z Chin do potrzebujących pieniędzy europejskich państw-dłużników jest obopólnie korzystny.

Dzięki udzieleniu pożyczek niewydolnym budżetom tych krajów, w świetle pojawiających się przesłanek o możliwości osiągnięcia poziomu niewypłacalności przez USA, Chińczycy będą mogli zamienić kłopotliwe dolary na aktywa europejskie. Blyth przewiduje, że zdesperowani przywódcy naszego kontynentu mogą w walce o chiński kapitał targnąć się na embargo narzucone na produkty podwójnego użytku, które Chiny mogą wykorzystać do kopiowania zachodnich technologii, także wojskowych. Po masakrze na Placu Tiananmen w 1989 roku Zachód solidarnie zablokował sprzedaż tego typu do Chin. Wobec coraz większych problemów finansowych, w Europie może zabraknąć idealizmu, by lojalnie podtrzymać zakaz.

 Wojskowość

Sytuacja determinuje Stary Kontynent do przychylnego traktowania chińskiego reżimu. Pomimo coraz bardziej asertywnej, a wręcz aroganckiej, polityki Chin w regionie Azji Południowo-Wschodniej (zatargi z Wietnamem i Filipinami o Morza Chińskie) i galopującego rozwoju militarnego, jedynie w USA zauważono problem. Fakt, że w Europie temat w ogóle nie istnieje świadczy o zaściankowości w jaką popadł nasz region przez trapiące go problemy.

Chińczycy prawie opracowali technologię pulsu elektromagnetycznego (Electro-magnetic pulse) zdolnego w małej skali niszczyć sieci energetyczne i urządzenia elektryczne wroga, a w dużej atakować system nerwowy istot żywych[2]. Ta broń zmienia rzeczywistość konfliktu zbrojnego. Dzięki niej eliminacja czynnika ludzkiego na wielką skalę nie musi się równać całkowitej destrukcji ziemi, sprzętu wojskowego i punktów strategicznych, jak ma to miejsce przy użyciu broni nuklearnej. Zastosowanie tej broni daje wielką przewagę taktyczną agresorowi, który może przyjąć taktykę elektromagnetycznego blitzkriegu przejmując kolejne połacie terenu przeciwnika bez negatywnych konsekwencji logistycznych. Dodając do tego prace nad pociskami typu carrier-killer, bronią kosmiczną i stałym rozwijaniem arsenału jądrowego przy jednoczesnej denuklearyzacji Stanów Zjednoczonych wynikającej z traktatów międzynarodowych na które Chińczycy w ogóle nie zwracają uwagi, możemy zdiagnozować niepokojącą tendencję także w dziedzinie bezpieczeństwa międzynarodowego.

W tej rywalizacji Europa już dawno wypadła z peletonu. Rozmowa o kondycji europejskiej wojskowości powinna się skończyć na kwestii wojny w Libii, wywołanej przez buńczucznego Sarkoleona – nazwanego tak prześmiewczo przez Amerykanów francuskiego prezydenta do spółki z prezydentem Davidem Cameronem, który tuż po rozpoczęciu konfliktu wprowadził największe od lat cięcia w budżecie wojskowym Wielkiej Brytanii. Dziś konflikt pozostaje nierozstrzygnięty, przede wszystkim przez brak wyraźnego przywództwa USA, które nie palą się do otwierania nowego frontu i sprzątania bałaganu po europejskich generałach bez armii. Europa nie potrafi nawet podjąć dyskusji z reżimem Kaddafiego. Chiny wspierają poczynania Unii Afrykańskiej[3], która tuż za południową miedzą Starego Kontynentu może niebawem ustanowić mediację nad negocjacjami pokojowymi i wykluczyć Zachód z dyskusji na temat przyszłości Libii.

Dyplomacja

Słabość ekonomiczna i militarna Zachodu (póki co głównie Europy) przekłada się na malejącą siłę dyplomatyczną. Europejczycy nie mogą i nie chcą spierać się już z Chińczykami o wartości. Kto żałuje róż (do tego cudzych) gdy płonie las (za oknem)? Amerykanie pozostają niezmiennie największą potęgą ekonomiczną i militarną na świecie. Ale przez oddawanie pola na wszystkich frontach Chinom tracą siłę dyplomatyczną.

USA może w nieodległej przyszłości zacząć brakować argumentów militarnych w przepychankach z Chinami. Amerykańska dyplomacja niezmiennie zapewnia swoich azjatyckich sojuszników, że pozostanie aktywna w regionie i nie pozwoli Chińczykom zbytnio po nim hasać. Dan Blumenthal z American Enterprise Institute pyta się przewrotnie za pomocą jakich środków Jankesi będą tę aktywność realizować[4]. Lojalność azjatyckich sojuszników USA jest porównywalna do lojalności Zachodniej Europy w okresie Zimnej Wojny. Jest tak, ponieważ Chiny mogą być w tym regionie poczytywane za zagrożenie nie mniejsze niż Związek Sowiecki w tamtych czasach. Azjaci obawiający się potęgi Chin oczekują czytelnego wsparcia ze strony Amerykanów. Z kolei Stanach rośnie niechęć opinii publicznej wobec wydatków na zbrojenia. Administracja daje jej upust realizując cięcia w wydatkach na rozwój technologiczny i nowe uzbrojenie dla amerykańskiej armii. Nie powstają nowe F-22, produkcja nowego bombowca strategicznego ruszy dopiero za dekadę. Kto nie idzie naprzód, ten się cofa – szczególnie w tej branży. A Chińczycy zacierają ręce. Blumenthal przywołuje wypowiedź szefa Sztabu Generalnego Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej Chen Binge’a, który wręcz namawia swojego odpowiednika Admirała Michaela Mullena do kontynuowania cięć w amerykańskim wojsku.

Morze Południowo-chińskie staje się areną coraz ostrzejszych spięć pomiędzy siłami spierającymi się o to terytorium. Również w Cieśninie Tajwańskiej miał ostatnio miejsce incydent[5], kiedy to chińska armia przechwyciła amerykański samolot szpiegowski. Amerykanie utrzymują, że stało się to w przestrzeni międzynarodowej – Chińczycy uważają to wydarzenie za atak na ich suwerenność. Odmawiają interpretacji problemu z uwzględnieniem władz w Tajpej. Jak wiadomo Tajwan jest uznawany przez komunistów za zbuntowaną prowincję. Amerykańscy eksperci wskazują na coraz śmielsze poczynania Chin także w sprawie Pięknej Wyspy. Tymczasem Waszyngton boi się stanowczo zareagować. Obecna administracja nadal wstrzymuje sprzedaż sześćdziesięciu sześciu F-16 Tajwańczykom. Dyplomatyczne rozmowy o przyszłości wyspy od dawna stoją w miejscu. Ustawa o pomocy dla Republiki Tajwanu z 1979 roku pozostaje martwa.

Świat nie czeka na Zachód

Zachód traci inicjatywę i oddaje pola, za co z pewnością nie otrzyma w zamian tego samego od dużo bardziej pragmatycznych potęg, takich jak Chiny. Nieufność i niezgoda nie znikną same z siebie. Jednak w ich usuwaniu nie pomoże podkopywanie swojej pozycji w każdym wymiarze relacji międzynarodowych. Michael Auslin z American Enterprise Institute apeluje[6] do amerykańskich władz o podjęcie realnych i stanowczych działań. Jego zdaniem jest to kwestia bezpieczeństwa USA i jego sojuszników. Zgadzam się z tym publicystą.

Zachód słaby ekonomicznie, militarnie i dyplomatycznie to Zachód przegrany. Być może Europa na dobre zeszła już na drugi tor i jest skazana na miejsce w kącie. Jednakże Chiny również mają swoje problemy, z którymi w przyszłości mogą sobie nie poradzić. O niewydolności modelu ekonomicznego i politycznego mówią już najwyżsi przywódcy[7]. Nie znaczy to jednak, że Zachód może sobie pozwolić na wspomaganie reżimu mającego potencjał upaść własną biernością wynikającą ze słabości. Stany Zjednoczone mają jeszcze pole do manewru i powinny z niego skorzystać zanim będzie za późno.

[1] http://www.foreignaffairs.com/articles/67992/mark-blyth/chinas-european-shopping-spree

[2] http://www.washingtontimes.com/news/2011/jul/21/beijing-develops-radiation-weapons

[3] http://www.geopolityka.org/index.php/libia-2011/950-chiny-poparly-plan-unii-afrykanskiej-dla-libii

[4] http://www.aei.org/article/103876

[5] http://www.washingtontimes.com/news/2011/jul/25/chinese-jets-chase-us-surveillance-jet-over-taiwan

[6] http://www.aei.org/article/103862

[7]http://www.cfr.org/china/win-chinas-economy-changes/p25531?cid=rss-china-who_will_win_as_china_s_econom-072511

Autor: Wojciech Jakóbik – jest redaktorem naczelnym portalu www.ebe.org.pl, współpracuje z Ośrodkiem Myśli Politycznej. Więcej tekstów Wojciecha Jakóbika można przeczytać na stronie Ośrodka Myśli Politycznej poświęconej stosunkom międzynarodowym www.usa-ue.pl.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wojciech Jakóbik: Zachód daje fory Chinom Reviewed by on 3 sierpnia 2011 .

Konflikt interesów pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami wynikający z kształtu geopolitycznych układanek na Pacyfiku jest faktem. Europa nie zajmuje w nim żadnego miejsca ponieważ jej uwagę w całości pochłaniają problemy wewnętrzne. Siła prochińskich mediów po naszej stronie globu daje wrażenie nieuchronności upadku Pax Americana na rzecz nowego ładu w którym wielką rolę grać będą Chińczycy.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

komentarzy 21

  • „Chiny prawdopodobnie mają obecnie wyraźną przewagę militarną nad USA.”
    niezle kuriozum, proponuje propagowac ten poglad szerzej jako ciekawostke, bo jeszcze nie spotkalem sie z tym, zeby ktokolwiek cos takiego napisal, ani z osob przychylnych chinom, ani nieprzychylnych. sama chal twierdzi odwrotnie niz Piotr Badura, ale to drobiazg
    USA maja mnostwo sojusznikow wokol chin, nie zas vice versa, 11 (dzialajacych) lotniskowcow (w sumie zbudowanych kolo 60), doswiadczone od dekad w stalych konfliktach zbrojnych wojsko itd itd itd

    istnieja rozne wyliczenia i rozne dane, w swietnie udokumentowanych ksiazkach1. prof yasheng huang, 2. niedawnej pozycji red capitalism, 3. dr victor shih z uniwersytetu berkeley dowodza bardzo slabych podstaw chinskiej gospodarki. w przeciwienstwie do Piotra Badury cytuja chinskie dokumenty i opracowania

    oczywisice amerykanska gospodarka i polityka jest obecnie w stanie oplakanym, ale w ciagu praktycznie dowch miesiecy po skandalu korupcyjnym i jednym wypadku zamknieto chlube chinskich wladz – program szybkich pociagow

    swiat nie jest bialy lub czarny

  • Szanowny Panie Wojciechu
    Wprawdzie Pan „przyznał się bez bicia, że jest pod stałym wpływem amerykańskiej propagandy która gwałci Pana światopogląd”, ale natycmiast, niesłusznie, obrócił Pan to w żart. Tymczasem rzeczywiście korzysta Pan z propagandy, zamiast sięgać po konkretne dane, choćby i amerykańskie.
    Napisał Pan: „Amerykanie pozostają niezmiennie największą potęgą ekonomiczną i militarną na świecie.” Przypuszczam że to stwierdzenie zaczerpnął Pan właśnie z amerykańskiej propagandy, bo gdyby zajrzał Pan do liczb, np. publikowanych przez CIA, to wiedziałby Pan, że to brednia.
    Z dostępnego w internecie Factbooka CIA może Pan wyczytać, że w 2010 PKB PPP wynosił szacunkowo:
    USA – 14,66 biliona dolarów
    Chiny – 10,09 biliona dolarów
    Na pozór, wg. CIA, gospodarka chińska w 2010 to tylko 69 proc. gospodarki USA. Jeśli pamiętamy, że w 2008 było to 56 proc., to możemy założyć, że w obecnym, 2011 roku będzie to już ponad 75 proc. Ale to przecież tylko pozory.
    Factbook informuje, że w amerykańskim PKB na rolnictwo przypada 1,2 proc., na przemysł 22,2 proc. a na usługi aż 76,7 proc. Tymczasem w chińskim PKB, wg CIA, rolnictwo to 9,6 proc., przemysł 46,8 proc. a usługi 43,6 proc. Jeśli w podanych przez CIA amerykańskim i chińskim PKB PPP wyliczy Pan udziały sektorów w dolarach, to dowie się Pan, że w 2010 na rolnictwo przypadało w USA 176 mld a w Chinach 969 mld, tj. 551 proc. tego, co w USA. Ludność Chin to tylko 427 proc. ludności USA, więc łatwo ustalić, że nawet licząc na głowę Chiny mają produkcję rolniczą wyższą o 29 proc. niż USA.
    Jeśli z kolei policzy Pan przemysł, to dowie się Pan, że w 2010 w USA jego udział w PKB PPP wynosił 3.254 miliarda dolarów podczas gdy w Chinach 4.722 miliarda dolarów. W 2010 przemysł Chin wytworzył więc 145 proc. tego, co przemysł USA. W rzeczywistości różnica jest jeszcze większa, bo wyroby przemysłu USA mają mocno zawyżone ceny a wyroby przemysłu chińskiego wprost przeciwnie.
    Przewaga USA nad Chinami, nawet wg CIA, leży dziś wyłącznie w usługach a to jest ta szczególnie „umowna” część gospodarki. Jeśli chodzi o realną gospodarkę, to Chiny już dawno są nieporównanie większe niż USA. Przypuszczam, że gdyby taka była wola Chin, to z gospodarki USA w ciągu tygodni, a najdalej miesięcy, pozostałaby kupa gruzów. Nie jest to jednak wolą Chin.
    Chiny prawdopodobnie mają obecnie wyraźną przewagę militarną nad USA. Dały dowody, że potrafią niszczyć bądź blokować satelity. Zapewne potrafią też sparaliżować przeciwnika w cyberprzestrzeni, a więc są w stanie cały potencjał ofensywny przeciwnika zamienić momentalnie w złom. Przewaga militarna nie jest jednak potrzebna Chinom do podbijania innych krajów, ale do obrony siebie i innych. To odwrotnie niż w przypadku USA.
    Zagrożeniem dla świata jest dziś fakt, że walące się w gruzy USA i UE mają broń nuklearną (a zapewne też chemiczną i bakteriologiczną). Chiny muszą się zachować odpowiedzialnie. Nie mogą dopuścić do gwałtownego upadku USA i UE, przynajmniej dopóki nie zostanie odpowiednio zabezpieczony ich arsenał nuklearny etc. Niekontrolowany upadek USA i UE mógłby doprowadzić do tego, że groźna dla ludzkości broń trafiłaby w ręce szaleńców. Dlatego Chiny ciągłymi kroplówkami wciąż podtrzymują gospodarki USA i UE, dążąc zapewne do zabezpieczenia ludzkości przed katastrofą. Zresztą Chiny nie mają żadnego interesu w upadku USA i UE. Wprost przeciwnie, Chiny mają interes w tym, by gospodarki USA i UE były w końcu zdrowe, by mieszkańcy USA i UE powszechnie wzięli się za uczciwą pracę i żyli z niej, a nie z okradania innych państw. To jednak oznacza, że stopa życiowa USA i UE musi zjechać mniej więcej do poziomu chińskiego.
    Myślę że ci, którzy faktycznie rządzą w USA i UE, współdziałają dziś z Chinami w trudnym zadaniu rozbrojenia swego obszaru świata i wprowadzaniu zdrowych zasad do swych gospodarek. Perspektywy są chyba pomyślne.

    • „W rzeczywistości różnica jest jeszcze większa, bo wyroby przemysłu USA mają mocno zawyżone ceny a wyroby przemysłu chińskiego wprost przeciwnie.”

      Przecież przytaczał Pan dane uwzględniające siłę nabywczą, w których różnica cen jest już uwzględniana!

      „Jeśli chodzi o realną gospodarkę, to Chiny już dawno są nieporównanie większe niż USA. ”

      Ma Pan na myśli produkcję stali i wydobycie węgla ? Idąc tą logiką Polska znacznie cofnęła się w stosunku do lat 70. jak i większość krajów rozwiniętych.

      „Zapewne potrafią też sparaliżować przeciwnika w cyberprzestrzeni, a więc są w stanie cały potencjał ofensywny przeciwnika zamienić momentalnie w złom.”

      Chińczycy jadą jeszcze często na starym, radzieckim sprzęcie (jak i Polska), a Pan tu implikuje że są najbardziej zaawansowanym technologicznie krajem na świecie. To nawet ciężko nazwać propagandą, to są bajki w które Pan wierzy i je propaguje.

      „Przewaga militarna nie jest jednak potrzebna Chinom do podbijania innych krajów, ale do obrony siebie i innych.”

      Innych ? To że Polska jest Chrystusem narodów to już wiem od dawna, ale Chiny ? Może czas zastąpić krucyfiks flagą ChRL ?

      „Nie mogą dopuścić do gwałtownego upadku USA i UE, przynajmniej dopóki nie zostanie odpowiednio zabezpieczony ich arsenał nuklearny etc.”

      A nawet jeśli USA i UE by upadały, to jak niby Chiny miałyby temu zapobiec ? Chińscy agenci zabezpieczający amerykański arsenał nuklearny ? Niezły materiał na film z Jackie Chanem w roli głównej.

      „by mieszkańcy USA i UE powszechnie wzięli się za uczciwą pracę i żyli z niej, a nie z okradania innych państw”

      Po 1. generalizacją jest, że mieszkańcy USA i UE nie pracują uczciwie. Po 2. generalizacja ta obraża mnie i wielu moich znajomych – ludzie żyjący z socjalu to margines, a lenistwo społeczeństw Zachodu to mit rozsiewany najczęściej przez teoretyków nie mających wiele wspólnego z pracą.
      Po 3. za okradanie wzięli się od niedawna Chińczycy w Afryce idąc śladami europejskich kolonizatorów. Oczywiście ten fakt, nie budzi Pańskich obiekcji.

      „Przypuszczam, że gdyby taka była wola Chin, to z gospodarki USA w ciągu tygodni, a najdalej miesięcy, pozostałaby kupa gruzów. Nie jest to jednak wolą Chin.”

      Upadek dłużnika pogrąża jego wierzyciela, więc jeśli upadną USA upadną i Chiny. Stracą nie tylko swoje pieniądze, ale i główny rynek zbytu. Tylko ślepiec nie dostrzega tak mało skomplikowanych zależności.

      „To jednak oznacza, że stopa życiowa USA i UE musi zjechać mniej więcej do poziomu chińskiego.”

      Na jakiej podstawie wysnuł Pan tak fantastyczny wniosek ? Czy może Pan przedstawić twarde dane na potwierdzenie tej tezy ?

      • Przyłączam się do krytyki danych p. Badury ze względu na ich interpretację. To, że ogólnie ujmując najwięcej produkuje się w Chinach nie znaczy, że ich gospodarka jest we wspaniałej kondycji a amerykańska nie. Chińczycy są tanimi wykonawcami – innowacje i technologia jest jednak gdzie indziej i mogą co najwyżej ją kraść.

        Co do broni przeciwko satelitom to nie jest jeszcze pewna jej skuteczność. Może chodziło Panu o broń typu carrier killer, która rzeczywiście już działa i koresponduje technologicznie z wcześniej wspomnianą?

        Przyznam, że Pańskie wypowiedzi o troskliwych Chinach które dożywiają glukozą z kroplówki truchła USA i UE brzmią dla mnie bardzo propagandowo.

        Jeśli podważa Pan dane think tanków amerykańskich to prosiłbym o podstawę bo równie dobrze ja mogę podważać Factbooka stworzonego przez amerykańskie służby które każde dziecko może sobie ściągnąć na telefon za darmo;) Argument ideologiczny to broń obusieczna

      • Zyggi

        @ Wojciech Jakóbik.
        Cyt. „Chińczycy są tanimi wykonawcami – innowacje i technologia jest jednak gdzie indziej i mogą co najwyżej ją kraść.”
        Wg Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO) Chiny zajmują 4. miejsce w świecie pod względem liczby zgłaszanych wniosków patentowych. Tak więc kraśc technologie może co najwyżej Polska – kraj o wydatkach na R&D na poziomie Ameryki Łacińskiej.

      • Ok. Chińskie służby nie kradną zachodnich technologii;)

      • Zyggi

        @ Wojciech Jakóbik.
        Pan widzi sprawę następująco: albo Chiny kradną wszystko albo nic. Tymczasem to nie jest takie proste. Nie da się zrozumieć świata rozumując: dobry-zły, czarny-biały, 0-1 itd.

      • Zyggi

        Pewnie i coś tam kradną, ale podejrzewam, że w tej chwili raczej niewiele. W każdym razie stwierdzenia, że Chińczycy mogą TYLKO KRAŚC technologie to bzdura jakich mało. Chiny maja mnóstwo własnych ośrodków naukowych i specjalistów. Poza tym wiele technologii przyswoiły dzięki joint-venture oraz zakupowi licencji – to metoda sprawdzona wcześniej m.in. w Korei Pd., zanim kraj ten rozwinął własne imponujące zaplecze naukowo-badawcze.
        A tak na marginesie: Czy zna Pan jakieś mocarstwa, które nigdy nie kradły lub nie kradną technologii, zwłaszcza wtedy, gdy dopiero budowały swoją mocarstwowośc?

    • Pan Badura przedstawił bardzo pouczającą i cenną analizę relacji sił Chin i USA. Nie ulega wątpliwości, że Chiny są silniejsze ekonomicznie od USA, a jedyne atuty jakie pozostały Stanom to Krzemowa Dolina (zresztą usuwana w cień przez jej azjatyckie odpowiedniki) oraz tracące na wartości zielonkawe papierki z podobiznami dawnych amerykańskich mężów stanu, których poglądy nie miały nic wspólnego z poglądami Busha czy Obamy (a raczej oligarchów, którzy pociągają za sznurki tych marionetek).
      Natomiast nie zgadzam się ze stwierdzeniem jakoby Chiny były silniejsze militarnie od USA. Chocby dlatego, że po 1. USA mają wciąż znacznie więcej głowic atomowych, po 2. USA dysponują rozsianą po globie flotą lotniskowców, które wciąż pozostają ważn ym instrumentem wojny agresywnej, po 3. o ile Chiny ostatni konflikt zbrojny miały na swym koncie w 1979 r. (agresja na Wietnam), o tyle US Army wiele razy prowadziła działania wojenne tudzież bombardowania wybranych celów (Grenada, Libia, Panama, Haiti, Irak, Serbia, Sudan, ponownie Irak, Afganistan etc.), dzięki czemu ma ogromne doświadczenie w prowadzeniu wojny w przeróżnych warunkach terenowych, po 4. sporo azjatyckich sojuszników. Tu jednak nie jestem pewny, jaka jest ich przydatnośc i czy w razie czego byłyby skore nadstawiac karku za USA, skoro Chiny mogłyby bez trudu przekupic elity wielu z tych państw miliardami USD. Poza tym nie można wykluczyc, czy w sąsiedztwie takie nieprzyjazne Stanom kraje latynoskie jak Wenezuela, Kuba, Gwatemala, Nikaragua i Boliwia nie staną się kiedyś przyczółkami militarnymi Chin. I czy do nich nie dołączą kraje niezbyt przychylne wobec USA jak Brazylia, Argentyna, Chile, Peru, Ekwador…
      Jakkolwiek jest to niemal zupełnie przemilczane w mainstreamowych mediach, to jest faktem, że USA są dziś mniej stabilne niż USA. W Teksasie coraz głośniej mówi się o secesji. Wypowiedzenie umów z rządem USA dokonali Indianie Lakota: 3w.pardon.pl/artykul/3446/indianie_lakota_wystapili_ze_stanow_zjednoczonych (gdzie 3w = www).
      Można z tego oczywiście robic sobie z tego żarty, można stawiac znak równości między paleorepublikaninem z Teksasu Ronem Paulem a Kononowiczem, jak to zrobił „Dziennik” w osobie pani Elizy Sarnackiej-Mahoney. Ale to wszystko plus ogłupiająca propaganda świadczą o trafności uwagi Zbigniewa Brzezińskiego, że USA w czasie Zimnej Wojny pod wieloma względami upodobniły się do ZSRR.
      Nie podzielam Pańskiego optymizmu w sferze przyszłości gospodarek USA i UE. Najkorzystniejsze byłoby, gdyby Amerykanie i Europejczycy zaczęli ciężej pracowac (dotyczy to także, a nawet zwłaszcza arabskich i afrykańskich imigrantów w Europie, z których wielu poci się nie przy pracy a na myśl o niej). Poziom życia Zachodu będzie nieuchronnie staczał się w dół na skutek różnych czynników: demograficznych, finansowych, spadku innowacyjności (vide: bankructwo Strategii Lizbońskiej). Będzie tak, jeśli wszystko nie zmieni się o 180 stopni. Ale czy jest na to szansa? Do tego potrzebni byliby przywódcy z prawdziwego zdarzenia, mężowie stanu, wizjonerzy, ludzie tacy jak Adenauer czy De Gaulle. Tymczasem mnóstwo ludzi na Zachodzie odczuwa wobec swoich liderów pogardę zamiast respektu. Mimo to ich wybierają. Szkot Tony Blair premierował tak długo aż mu się znudziło, mimo, że miliony Brytyjczyków uważały go za kłamcę i krętacza; jaka była alternatywa dla tego gościa?… A dziś jaka jest alternatywa dla Davida Camerona, który nie wie jak się zachowac w obliczu przemocy w sercu Londynu? Kto dziś uważa Berlusconiego albo Tuska za autorytety? Mimo to rządzą, bo… nie mają konkurencji. Berlusconi jest w dodatku królem mediów, a zaczynał w latach 70. rozbieranymi programami w TV – „prawicowiec” jak trzeba! :-) Chyba na dowód swojego „konserwatyzmu” ten imbecyl niedawno zaszedł od tyłu policjantkę i naśladował ruchy frykcyjne, szczerząc zęby do ochroniarzy. Umberto Eco niedawno stwierdził, że Berlusconi to zapowiedź podobnych przypadków w całej Europie. A więc będzie jeszcze weselej… W USA nie lepiej. Po kabotyństwach Busha przyszedł czas na Obamę, tymczasem do dziś nie wiadomo, czy facet urodził się w USA czy w Kenii. W tle megaprzekręty (Madoff), kreatywna księgowośc (Enron, Tyco) i wpompowanie bilionów USD w banki (sprawców kryzysu) oraz zdychające koncerny samochodowe, które powinny z hukiem upaśc albo zostac sprzedane temu, kto da więcej – tak jak tego wymagają prawa rynku.

      • Zyggi

        P.S. Wkradła mi się tu bzdura: „Jakkolwiek jest to niemal zupełnie przemilczane w mainstreamowych mediach, to jest faktem, że USA są dziś mniej stabilne niż USA. ”
        Oczywiście powinno byc: „USA są dziś mniej stabilne niż Chiny”. :-)

  • udany artykul, trafne podsumowanie sytuacji

    zastrzezenia mam do przesadnej wiary w przetrwanie kpch. w moim odczuciu nie maja jej sami jej szefowie, wiec nie ma co ich w tym przelicytowywac.
    chiny sa znacznie wiekszym zagrozeniem niz zwiazek radziecki, bo maja rozwijajaca sie gospodarke, rozszerzajace sie wplywy i nieograniczone zasoby nacjonalizmu i pychy.

    jesli chodzi o ciesnine tajwanska to poczekajmy az chinczycy odpala varyaga, to dopiero bedzie wesolo

    F-16 usa ich nie chca sprzedac i prezio Ma nie ma zamiaru ich kupowc, to taki temat do rozmow i prezentowania sie administracji przed styczniowymi wyborami

    • Nie sądzę, by Chiny były większym zagrożeniem niż ZSRR. 1) Chiny mają w razie konfliktu o wiele więcej do stracenia niż CCCP z jego księżycową gospodarką nakazowo-rozdzielczą, 2) Chińczycy jako naród byli mniej ekspansywni niż Rosjanie, 3) dzisiejsze Chiny nie mają obsesji na punkcie szerzenia komunistycznej ideologii, 4) nie wtykają nosa w nie swoje sprawy, jak to czynili towarzysze z Kremla, gotowi bronić praw człowieka wszędzie tylko nie u siebie, 5) wydają znacznie mniej pieniędzy na zbrojenia niż to czynili „miłujący pokój” Sowieci.
      Co do przetrwania KPCh, cóż, kompartia może podzielić się na dwie partie, np. partię miłośników maotai i partię miłośników piwa Tsingtao. ;-) Znajdą sobie jakiś okrągły stół, dogadają się, przyłączą paru „opozycjonistów”, dadzą im marchewkę zamiast kija, podzielą media między siebie oraz konfidentów, rozpiszą wybory i wszystko będzie się kręciło jak trzeba! Myślę, że taki scenariusz jest dość prawdopodobny. Przecież na świecie nieraz dochodziło to takich rozwiązań i nie brak przykładów tego, że komuniści potrafią ustawić się plecami do wiatru, a nawet wygrywać demokratyczne wybory. Polecam te przemyślenia uwadze tych, którzy snują rojenia o „demokratyzacji” Chin.

    • Akurat samym Varyagiem bym się nie przejmował bo jest tak stary, że nie zagrozi nikomu, poza tym ma być używany jedynie do szkoleń. Większym zagrożeniem będą lotniskowcowe grupy bojowe które Chiny planują tworzyć. Poza tym niebezpieczne jest totalnie nieprzeniknione pole proliferacji atomowej w tym kraju. Jeśli Chińczycy przegną z atomówkami, to mogą zachwiać światowym porządkiem nuklearnym. Nawet jeśli tylko oni będą w sposób poważny godzić w ustalenia o nonproliferacji czy też wielkości arsenałów, pozostałe siły nie będą mogły biernie pozostać przy limitujących traktatach wobec rosnącej siły atomowej.

      • rysiek

        oczywiscie sam varyag nie jest wielkim zagrozeniem, jest do celow szkoleniowych. kolejne dwa juz wlasnej produkcji sa w budowie
        moze potem zrobia z niego w koncu kasyno, jak poczatkowo zapowiadali

        nie rozumiem z proliferacja atomowa? chodzi o jej sprzedaz do azji centralnej i na bliski wschod? bo raczej nie produkcje wlasnych, trudno sobie wyobrazic, zeby je gdziekolwiek rzucili? Indie i USA maja wlasne i pewnie by takze zrzucili w ramach rewanzu, a na tajwan chyba ich nie skieruja

        wiekszym problemem sa raczej stale prowokacje w regionie czy przypisywane chinskim wladzom cyber ataki

      • Nie chodzi o to żeby rzucili, tylko żeby mieli tak wiele by sprowokować wyścig zbrojeń w regionie i na świecie który może się wymknąć spod kontroli

  • P.S. Pisząc: „A czy widział kto, żeby w dyplomacji nie kierowano się pragmatyzmem?” powinienem napisać „w profesjonalnej dyplomacji”. :-)

  • Powyższy artykuł to bez wątpienia przegląd zagadnień, których znaczenia nie sposób przecenić, bo to przecież Chiny i USA to na dzień dzisiejszy dwie kluczowe potęgi. Oczywiście z jednymi tezami się zgadzam (np. o zmierzchu Europy czy bankructwie europejskiego systemu redystrybucji dochodów), z innymi nie (np. z tym, że prochińskie media stanowią znaczącą siłę w naszej części świata). Wpadki typu „prezydent David Cameron” wynikają zapewne z pośpiechu. Natomiast cały artykuł jest pisany wybitnie z punktu widzenia USA. Chwilami mam wrażenie, że czytam artykuł autorstwa jakiegoś amerykańskiego politologa. :-)
    Cyt. „Szczególnie jeśli przyjrzeć się Europie, można zobaczyć niedomagania wskazujące kierunek rozwoju kontynentu, z którego kiedyś eksportowano większość norm cywilizacyjnych na cały świat, a dziś eksportuje się jedynie idee w które wierzą chyba jedynie lewicowi Europejczycy.”
    Klasycznym przykładem tego jest niebyt (także medialny), w jakim pogrążyła się Strategia Lizbońska. Gdy szumnie ją reklamowano ponad dekadę temu, po cichu zastanawiałem się, jak u diaska oni chcą tego dokonać, żeby UE w ciągu dekady stała się najbardziej innowacyjną gospodarką świata – bardziej niż USA, Japonia, Korea Pd., Tajwan? Jak oni to zrobią z milionami arabskich i afrykańskich dzieciorobów na garnuszku? Wychodzi na to, że eurobiurokraci najwyraźniej nie mieli sensownego pomysłu, tylko dużo i głośno gadali. M. in. być może po to, aby skuteczniej stręczyć członkostwo w UE Polakom, Czechom, Węgrom, Bałtom i innym takim. W efekcie cała Strategia Lizbońska rozeszła się jak, mówiąc kolokwialnie, smród po kalesonach. Okazała się zbiorem pobożnych życzeń. Cyt. „Siła prochińskich mediów po naszej stronie globu daje wrażenie nieuchronności upadku Pax Americana na rzecz nowego ładu w którym wielką rolę grać będą Chińczycy.”
    Czy mógłby Pan wymienić któreś z owych prochińskich mediów? Bo jedynym znanym mi medium, które w ostatnim czasie pisało o Chinach w sposób mniej więcej zrównoważony (bez kadzenia władzom w Pekinie, ale i bez ględzenia w kółko o Tiananmen i Tybecie) jest „Opcja na prawo” – ot, rzeczowe informacje, poparte wypowiedziami Polaków, którzy mieszkają w Chinach lub robili tam interesy.
    Cyt. „Zachód traci inicjatywę i oddaje pola, za co z pewnością nie otrzyma w zamian tego samego od dużo bardziej pragmatycznych potęg, takich jak Chiny.”
    A czy widział kto, żeby w dyplomacji nie kierowano się pragmatyzmem? Państwa tak postępujące zwane są poważnymi, w odróżnieniu od tych, które robią z siebie Wallenrodów ku nie tyle pożytkowi ile uciesze reszty…
    Nawiązując do obecnej kondycji ekonomicznej USA i w ogóle Zachodu. Trzeba stwierdzić, że kraje te kilka dekad temu wpadły w pułapkę tego, co kiedyś głosiły, a bywało, że i militarnie wymuszały na innych krajach: wolnego handlu. Kiedyś np. wymuszały niekorzystne traktaty na krajach pokonanych militarnie, a także kolonialne prawa niekorzystne dla miejscowych (m.in. zakaz pozyskiwania soli w Indiach, który skłonił Gandhiego do bojkotu towarów z UK, tudzież rugi, które w Bengalu z rzesz tamtejszych chłopów uczyniły najtańszą w świecie siłę roboczą). Na dłuższą metę jednak, w wypadku Azji okazało się, że to, co miało być narzędziem eksploatacji podporządkowanych krajów, może być dla tych ostatnich szansą. Dziś USA i W. Brytania mają gigantyczny deficyt w handlu z krajami Azji, zwłaszcza Chinami. Pracownicy GM, Forda, Chryslera, Vauxhalla etc. biadają, bo skończył im się czas że „czy się siedzi czy się leży…” i na samo wspomnienie o azjatyckiej konkurencji szlag ich trafia! Okazało się, że kij ma dwa końce i że oba biją równie boleśnie. Że tak jak kiedyś masowa brytyjska produkcja sprowadziła do „parteru” indyjskie rzemiosło, tak dziś tania produkcja z Azji nokautuje wytwórców z krajów, gdzie za dzień niezbyt mozolnej pracy trzeba zapłacić tyle, co w Azji za tydzień, a gdzieniegdzie i za miesiąc harówki.
    Cyt. „Michael Auslin z American Enterprise Institute apeluje do amerykańskich władz o podjęcie realnych i stanowczych działań. Jego zdaniem jest to kwestia bezpieczeństwa USA i jego sojuszników. Zgadzam się z tym publicystą.”
    O jakie realne i stanowcze działania mogłoby tu chodzić?

    • Przyznaję się bez bicia, że jestem pod stałym wpływem amerykańskiej propagandy która gwałci mój światopogląd;) A tak na serio to rzeczywiście opierałem się głównie na badaniach amerykańskich przy pisaniu tego tekstu.

      Co do problemów chińskich – w tekście daje link do wypowiedzi Wena Jiabao na temat kondycji tamtejszej gospodarki która każe twierdzić, że wcale nie jest tak super.

      Co do faux pas z Cameronem – rzeczywiście chodziło o pośpiech

      Wariant okrągłostołowy w Chinach – może, ale co dalej? Czy Chiny przetrwają w całości bez silnej władzy centralnej? Czy partie demokratyczne w tym kraju nie byłyby od początku skazane na podziały regionalne a nie światopoglądowe?

      Auslinowi chodzi o podreperowanie budżetu wojskowego kosztem wydatków socjalnych. Na temat problemów USA po przyjęciu nowego limitu zadłużenia pisałem na tej stronie http://www.sporyokapitalizm.pl

      Tam też przedstawiłem opinie wiceszefa Heritage Foundation, która jest zbieżna z opinią zgniłego jankesa Auslina:)

      • Zyggi

        Podreperowanie budżetu militarnego (i tak już rozdętego do absurdalnych granic) kosztem wydatków socjalnych skończyc się może rozruchami w dzielnicach murzyńskich. Czy wie Pan, że jakieś 60% ludności Washington D.C. stanowią Afroamerykanie? Coś mi się zdaje, że niebawem w USA zobaczymy sceny podobne do tych, jakimi w 2001 r. skonczyły się „neoliberalne” eksperymenty w Argentynie. Co wtedy nastąpi? Amerykański Tian An Men?…

Pozostaw odpowiedź