Artykuły

Włodzimierz Madziar: Jakie Indie w XXI w.?

Co przeciętny cudzoziemiec wie o Indiach? Odpowie zapewne Gandhi, Taj Mahal, święte krowy. I będzie miał rację. Bieda nadal jest przerażająca, znaczna część społeczeństwa nie umie czytać, ale dzisiejsze Indie to nie jest już  kraj świątyń i prastarej tajemniczej kultury, a raczej nie tylko. To kraj, który posiada własny program kosmiczny, znakomite leki, gdzie skonstruowano robota do bardzo skomplikowanych operacji przy leczeniu raka. Co szósty zatrudniony w ośmiu największych światowych firmach informatycznych jest Hindusem.

Muppies

Kiedyś będąc w Hyderabadzie, koło Char Minar, widząc zakwefione od stóp do głów muzułmanki zażartowałem, że pewnie jutro pójdą one do biur i w modnych ciuchach siądą za komputerami.

Czy islam może być nowoczesny? W Indiach okazuje się, że może. Nie musi być zasilany milionami petrodolarów i objawiać się drapaczami chmur i wielopasmowymi autostradami. Okazuje się, że młodzi muzułmanie również potrafią być silnie zorientowani na karierę obalając panujący jeszcze w latach dziewięćdziesiątych stereotyp rozgoryczonych, niewykształconych i bezrobotnych młodych ludzi.

31-letni Imran Khan, dzisiaj dyrektor Western India Metal Processors Ltd., przeżył wiele upokorzeń w szkole, potem ciężko pracował i przekształcił mały rodzinny biznes w międzynarodową firmę. Nie był jedyny. Jego szkolnymi kolegami byli sławni dziś aktorzy Zayed Khan i Saif Ali Khan.

Za mężczyznami w tyle nie pozostają kobiety. Jeszcze dziesięć lat temu było nie do pomyślenia, aby muzułmanka naukowiec pracowała z mężczyznami niezmuzułmanami. Maksimum kariery dla dziewczyny z rejonu Starego Miasta w Hyderabadzie to był licencjat z pedagogiki. W wieku 20 lat większość z nich była już mężatkami. Pracownicy organizacji pozarządowych musieli odwiedzać rodziców, aby przekonać ich, że warto posyłać córki do szkół. Dziś muzułmanka Meher Tabassum pracuje w prestiżowym Bhabha Atomic Research Centre. 25-letnia Afsana, doradca inwestycyjny w międzynarodowej korporacji, kiedy przychodzi do firmy najpierw zdejmuje burkę.

Posyłanie dziewcząt do szkół wymusza też „rynek małżeński”. Po prostu kawalerowie nie chcą niewykształconych żon.

Dziś wielu młodych muzułmanów jest wykształconych. Do dyspozycji mają system świeckich państwowych i prywatnych szkół w Indiach, ale także szkoły muzułmańskie. Od setek lat istnieją medresy, tyle że wiele się zmieniło. Część jest bardzo tradycyjna, ale nawet one oferują minimalny kurs angielskiego i obsługi komputerów, część uczy islamu po lekcjach w „zwykłej” szkole, zresztą podobne rozwiązanie pamiętamy z Polski, kiedy po lekcjach chodziło się na religię. Część, to natomiast nowoczesne szkoły, kończące się egzaminem po klasie XII, przygotowujące swoich absolwentów do studiów lub pracy we współczesnym świecie.

Istnieją i wyższe uczelnie muzułmańskie jak uniwersytet Jamia Millija Islamia w Delhi, czy Anjuman-e-Islam w Mumbaju (ze 100.000 studentami). Oferują one oczywiście kursy wiedzy o islamie, ale gros kierunków to kierunki politechniczne. Swoją drogą władze uniwersytetu Jamia  Islamia wpadły na bardzo nietypowy pomysł walki z absencją studentów na zajęciach. Mianowicie postanowiły wysyłać maile do rodziców z informacją o obecności ich pociech.

Edukacja staje się priorytetem dla młodych muzułmanów. Ci młodzi wykształceni, posiadający dobrze płatne posady muzułmanie „dorobili się” przezwiska muppies.

W 1959 r studia (odpowiednik naszego licencjatu) kończyło tylko 1% muzułmanów, przy średniej dla kraju 5%, w 2001 licencjatem może się wylegitymować 5% muzułmanów (średnia krajowa 12%). Wskaźnik analfabetyzmu spadł z 48% w r. 1965 do 24 w 2001 (28 i 11 dla całego kraju).

Muzułmanie zdają sobie sprawę, że edukacja to ucieczka od biedy i są świadomi, że pomoże im w tym nie teologia, a kierunki techniczne. Dystrykt Mewat pod Delhi, w stanie Haryana, 70% mieszkańców to muzułmanie, analfabetyzm 56%, co powstaje? Engineering college.

Na pewno jest jeszcze ogromnie wiele do zrobienia, pojawia się problem wykształconych bezrobotnych, ogromna jest jeszcze skala biedy, nadal koło Jami Masjid na Starym Delhi kobieta w koszulce na ramiączkach musi liczyć się z nieprzychylną reakcją, ale coś się dzieje.

jakie_indie

Indie podbijają świat

Niedawno koncern Tata, o korzeniach sięgających brytyjskiego panowania w Indiach, kupił takie ikony rynku motoryzacyjnego jak Jaguar i Land Rover. Dla wielu ludzi w Europie nazwy takie jak Tata, Reliance, Ranbaxy, czy Mahindra nie brzmią jeszcze tak znajomo jak Ford, Shell czy Lloyds, ale nie wykluczone, że niedługo zapewne już będą. Wzrost znaczenia indyjskich firm międzynarodowych jest już przedmiotem dyskusji w gabinetach zarządów w USA i Europie. Przejęcia dokonywane przez firmy indyjskie finansowane są w znacznej mierze przez banki międzynarodowe. Oznacza to, że firmy indyjskie cieszą się zaufaniem, aby pozyskać fundusze, umiejętnością dokonania zakupu i możliwościami prowadzenia biznesu na wielką skalę.

W ciągu ostatnich kilku lat gospodarka indyjska rozwijała się niezwykle szybko, nieznacznie ustępując jednak chińskiej. Mierząc dochód narodowy metodą PPP Indie są już obecnie czwartą gospodarką świata, a wkrótce wyprzedzą Japonię ustępując tylko USA i Chinom. Połączenie wolnego rynku z protekcjonizmem i gospodarką regulowaną wydaje się skuteczne.

Krajowy GDP w r. 2008 przekroczył bilion USD, czyniąc Indie dziesiątą bilionową gospodarką.

Główną przewagą konkurencyjną firm indyjskich są nadal koszty, ale już nie tylko. Znane firmy farmaceutyczne takie jak Ranbaxy czy Dr Reddy wydały na R&D po kilkanaście procent ich przychodu. Do tego dochodzi skuteczna polityka pozyskiwania klientów. Te cechy pozwalają firmom indyjskim stać się ważnymi klientami, partnerami handlowymi lub konkurentami największych światowych korporacji.

Co ciekawe „indyjska ekspansja” nie jest bynajmniej dziełem małej liczby firm i nie ogra­ni­cza się do kilku sektorów – obejmuje ona wiele gałęzi przemysłu od farmaceu­tyków i telekomunikacji, samochodów i ich części po IT, farby i papier. To samo dotyczy miejsca inwestycji, które możemy znaleźć na wszystkich kontynentach od Japonii, po Nigerię i USA. Jednym z głównych miejsc lokowania inwestycji indyjskich są Chiny.

„Myśl o wielkości, działaj, aby stać się wielkim” – jest to obecna mantra indyjskich menedżerów i nie kończy się bynajmniej tylko na marzeniach. Firmy indyjskie okazały się zadziwiająco dobrze przygotowane do ekspansji zewnętrznej. Zadecydowało o tym kilka czynników, przy czym najważniejsze tkwiły w nich samych.

Indyjskie spółki najpierw nabierały siły i wielkości na rynku krajowym, a następnie „wychodziły w świat”. Środki wypracowane w kraju pozwalają wkroczyć na rynki zagraniczne, a zwiększenie rynków zbytu pozwoliło na uzyskanie efektu skali.

Indie mają rozległe doświadczenie w usługach, dzięki czemu ich firmy miały do czynienia z rozmaitymi klientami w różnych miejscach.

Indyjską ekspansję w świecie ułatwia z pewnością liczna diaspora indyjska rozsiana po krajach byłego imperium, jak również w USA i Kanadzie.  Hindusi stanowią najliczniejszą grupę cudzoziemców w Londynie. Indie wysyłają najwięcej studentów do USA, przewyższając Chiny, Japonię i Koreę.  Często podejmują oni pracę związaną z kierunkiem ich studiów. Oprócz wiedzy zdobywają znajomość kraju i kontakty, które są potem nie do przecenienia w prowadzeniu międzynarodowego biznesu.  Ta grupa, to typowi „obywatele świata”, zupełnie swobodnie poruszający się w każdym praktycznie kraju, potrafiący tam pracować, budować kontakty i poszukiwać klientów.

Niemniej obraz gospodarki kraju nie jest chyba jednak tak bardzo optymistyczny.

Obecne spowolnienie pokazało, że wzrost nie jest czymś danym raz na zawsze. Gdzie jest zatem kres? Kto płaci za rozwój kraju i jak długo będzie to trwało?  Pojawiają się napięcia społeczne.

Rosły ceny artykułów stanowiących podstawę wyżywienia znacznej części społeczeństwa. Nie obniży to może znacząco poziomu wskaźników gospodarczych kraju, ale spowodować niepokoje społeczne już może. Rozwój społeczny kraju jest bardzo nierównomierny, do tego dochodzą przeludnienie i dramatyczne braki infrastruktury. Przede wszystkim rozwój gospodarczy nie przekłada się na wzrost zamożności społeczeństwa, co spędza sen z powiek rządzących. Liczba milionerów wzrasta w tempie 12,8 % rocznie, a z drugiej strony ponad połowa społeczeństwa żyje za niewiele więcej niż 1 USD dziennie. Zorganizowany sektor gospodarki jest w stanie wykreować rocznie ok. 1 mln miejsc pracy, co w porównaniu z Europą jest wynikiem znakomitym, ale nie jest w stanie zaabsorbować ogromnego przyrostu naturalnego, szczególnie w biednych warstwach społeczeństwa – ok. 20 mln rocznie. Większość ludności nadal mieszka na wsi, gdzie zresztą przyrost ludności jest największy. Do tego w dużych miastach  znacznie podrożały nieruchomości dodatkowo pogarszając sytuację bytową znacznych grup społeczeństwa. Występują też braki, bądź wysokie koszty wykwalifikowanych pracowników, szczególnie w sektorze IT. Pamiętać musimy, że IT, to „motor” rozwoju nowoczesnych Indii, wysoki koszt, może spowodować, że usługi te po prostu zostaną przeniesione do innych krajów, bądź nie będzie się ich opłacało wykonywać w Indiach. Nadal ogromna masa dzieci, szczególnie w rejonach wiejskich pozbawiona jest dostępu do edukacji na poziomie pozwalającym na podjęcie bardziej produktywnej pracy, a prawie połowa kobiet nie umie czytać. Dochód narodowy na osobę  nadal jest o połowę niższy chińskiego.

Co dalej?

Dotychczas indyjskie reformy koncentrowały się na wyzwoleniu przedsiębiorczości z okowów nieprawdopodobnie rozrośniętej biurokracji, te proste rezerwy jednak szybko się wyczerpują, potrzebne są poważne zmiany strukturalne. Reform nie ułatwiał brak poparcia politycznego. Prywatni inwestorzy często obawiali się, że populistyczne działania władz mogą odebrać im zyski. Wybory w 2009 r, zmieniły sytuacje. Rząd premiera Manmohana Singha otrzymał wotum zaufania od wyborców. Znacznie osłabło poparcie dla partii lewicowych i rząd przestał być ich zakładnikiem.

Niewątpliwie wąskim gardłem rozwoju kraju jest infrastruktura – koszmarne drogi, gdzie trudno poruszać się szybciej niż 50 km/h, w podobnym tempie jadące pociągi ekspresowe i przede wszystkim braki energii.

Realizowane są wielkie projekty (gigaelektrownie, rozbudowuje się porty, drogi, linie kolejowe), ale i tak rynek bardzo daleki jest on nasycenia. Według premiera Manmohana Singha sama infrastruktura w ciągu najbliższych kilku lat wymagać będzie inwestycji rzędu 320 mld USD. Sam sektor energetyczny będzie potrzebował inwestycji ok. 100 mld USD. Planuje się zwiększenie mocy elektrowni o 68.000 MW, w większości z elektrowni bazujących na węglu. Narodowy Program Rozwoju Gospodarki Morskiej przewiduje 276 projektów związanych z budową i rozbudową portów czyli ich mechanizację, modernizację, pogłębienie kanałów, poprawę połączeń drogowych i kolejowych. Powinno to zwiększyć ich zdolność przeładunkową do 800 mln t do lat 2011-2012. Przewidywane inwestycje „portowe” to ok. 12 mld USD.  Znakomicie funkcjonuje i ciągle jest rozbudowywane delhijskie metro. 3 lipca otwarto na lotnisku im. Indiri Ghandi w Delhi wielki i bardzo nowoczesny terminal pasażerki.

Kraj posiada nowoczesną i dobrze zarabiającą klasę średnią, czy może lepiej nazwać ją klasą profesjonalistów. Co roku indyjskie uczelnie opuszcza 440.000 absolwentów kierunków technicznych, 300.000 absolwentów studiów podyplomowych i 2,3 mln absolwentów kierunków nie technicznych. Jeżeli nawet co czwarty znajdzie dobrze płatną pracę to i tak da to imponująca liczbę 760.000.

Indie mają także atuty, których nie ujmują statystyki. Największym jest znakomita kadra menedżerska, z łatwością poruszająca się po świecie, zdolna sprostać wyzwaniom globalnej gospodarki. „Rodzinność” firm pozwala na realizowanie długoterminowych strategii. Sprawdza się również tradycyjny model rodziny wypracowany od wieków. Wzajemne wsparcie w rodzinie pozwala na realizowanie przedsięwzięć wymagających znacznych nakładów, skutecznie pozwala stosunkowo małym firmom wprowadzać indyjskie towary na rynki zagraniczne (często transakcje eksport – import dokonują się w rodzinie), a utworzone firmy zdolne są przetrwać przez wiele generacji.

Podsumowując możemy zacytować „The Economist”: „The question is no longer whether India can fly, but how high …” Otwartą kwestią pozostaje, czy prąd wznoszący uniesie przy tym polskie firmy czy nie, ale to zależy w znacznej mierze od nas.

Opracował:

Włodzimierz Madziar

Autor spędził w Indiach sześć lat. Jest partnerem w firmie www.vanlalluti.com i byłym I Sekretarzem Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji w Ambasadzie RP w New Delhi

Za:

1. Businessworld

2. Times of India

3. The Economist

4. The Hindu Business Line

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Włodzimierz Madziar: Jakie Indie w XXI w.? Reviewed by on 20 października 2010 .

Co przeciętny cudzoziemiec wie o Indiach? Odpowie zapewne Gandhi, Taj Mahal, święte krowy. I będzie miał rację. Bieda nadal jest przerażająca, znaczna część społeczeństwa nie umie czytać, ale dzisiejsze Indie to nie jest już  kraj świątyń i prastarej tajemniczej kultury, a raczej nie tylko. To kraj, który posiada własny program kosmiczny, znakomite leki, gdzie skonstruowano

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 6

  • Ciekawe i dające do myślenia zestawienie. Wydaje mi się, że pytanie jakie Pan postawił pod 1991, tzn. czy stagnacja Indii przyczyniła się do częściowej liberalizacji ich gospodarki, ma odpowiedź pozytywną. Jakkolwiek Indie notowały wówczas dodatni wzrost gospodarczy, to jednak na tle krajów Dalekiego Wschodu był on śmiesznie niski (o ile wiem, coś około 3-4 %), ledwo przewyższający ówczesne wskaźniki przyrostu naturalnego. Stało się jasne, że polityka wprowadzona po uzyskaniu niepodległości (drakońskie cła na artykuły „luksusowe” – w tym samochody, ochrona wszelkiej lokalnej wytwórczości, etatyzm, centralne planowanie) w warunkach indyjskich zaczyna przynosić coraz mniej pożytku, co gorsza przyczynia się do pogłębienia zacofania indyjskiej gospodarki, wzrostu korupcji itd. W efekcie Indie coraz bardziej przypominały technologiczny skansen wypełniony pojazdami z epoki Króla Ćwieczka, budżacymi rozbawienie i politowanie cudzoziemców. W tej sytuacji eksport nie miał szans, chyba że prosto do zagranicznych muzeów techniki. :-) Trochę jak w końcówce PRL-u…
    Klasycznym przykładem była branża samochodowa. Weźmy takie auta jak Hindustan Ambassador i Premier Padmini. W sytuacji, gdy konkurencja na rynku motoryzacyjnym niemal nie istniała (efekt wspomnianych ceł), producenci nie musieli się trudzić i modernizować tych pojazdów. Bo i po co, skoro żadna japońska, niemiecka czy francuska konkurencja nie przepcha się przez celne Himalaje? Stąd indyjskie modele (bazujące na brytyjskich konstrukcjach bodaj starszych niż panowanie Elżbiety II) przetrwały bez zmian. To nawet więcej niż nasz Żuk, produkowany w Lublinie przez prawie 4 dekady (1959-1998). Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że Żuk przechodził pewne korekty.
    Dziś firmy z Indii postawiły na nowoczesny design, ale z racji zbytu wspomniane „dinozaury” jeszcze są produkowane. Pojazdy te mają bowiem dwie bardzo istotne w indyjskich warunkach zalety: niską cenę i fakt, że nawet takie cudo naprawią nawet w przydrożnym warsztacie kowalskim. :-)

    • Co do samochodow, to calkowicie sie z Panem zgadzam. Ambasadory dzisiaj to taksowki i samochody dygnitarzy. Czasem szef jedzie Ambasadorem, a ochrona Toyotami. Obecne indyjskie ulice wygladaja juz calkiem inaczej. Przede wszystkim kroluja samochody japonskie. Co ciekwe, wlasna montownie ma tu Skoda.
      Zaleta Ambasadora jest wysokie zwieszenie (co jest bardzo wazne w Indiach) i jak Pan slusznie zwrocil uwage latwosc naprawy. Stacje autoryzowane sa bardzo drogie, nie jest ich wiele, itd.
      Natomiast polityka eksportowo-importowa jest nadal bardzo restrykcyjna. Trzeba miec tzw. licencje eksportowo-importowa, dlugie procedury celne w imporcie powoduja, ze import jest trudny. Ma to dwie wady. Po pierwsze malo produktow dzis da sie wytworzyc tylko z krajowych elementow, po drugie trzeba sie liczyc, ze zirytowane kraje, ktore nie moga sprzedawac swych towarow w Indiach zastosuja retorsje wobec towarow indyjskich.
      Ponadto jedna, byc moze bardzo wazna przyczyna blokujaca indyjski eksport jest ogolna postawa handlowa indyjskich partnerow:
      1. Bardzo trudno znalezc prawdziwego producenta. Kazdy przysiega, ze nim jest, chocby byl tylko osiedlowym sklepikiem. Oferty od posrednikow nie sa konkurencyjne i po ktorejs nieudanej probie idzie sie z zakupem do innego kraju.
      2. Oferty trzeba „wyrywac”. Klient sie niecierpliwi i robi jak wyzej
      3. Tutaj stara sie zadowolic osobe odpowiedzialna za zakupy, a nie uzytkownika. Taka taktyka moze sprawdza sie przy dostawach rzadowych, ale nikt nie pozwoli sobie na to w towarach handlowych.
      4. Pierwasza podana cena czesto jest tak „kosmiczna”, ze klient wstaje od stolu.
      5. Produkty czesto projektowane sa bez mysli o uzytkowniku. W efekcie sa ciekawe dla projektanta lub producenta, ale niesprzedawalne.

  • Statystyki Banku Światowego. Do 1990 nieuwzględnione kraje bloku wschodniego.
    1980
    12 miejsce. Chiny za Hiszpanią, Meksykiem, Kanadą, Indiami, Brazylią, Zjednoczonym Królestwem, Włochami, Francją, RFN, Japonią, USA (kolejność zachowana). Wysoka lokata Indii zaskakuje.
    1981
    11 miejsce. Wyprzedzona Hiszpania.
    1982
    9 miejsce. Padają Kanada i Meksyk.
    1984
    8 miejsce. Indie wyprzedzone minimalnie.
    1988
    7 miejsce. Brazylia za Chinami. (W 1987 Włochy razem z Francją 4 gospodarką świata. Zastanawia mnie, że kraj obecnie zaliczany do PIGSów rozwijał się w latach 80. tak szybko
    1990
    W statystyce pojawiają się wcześniej nieuwzględnione kraje byłego bloku wschodniego w tym Rosja.
    8 miejsce. Chiny za Wlk. Brytanią, Włochami, Francją, Rosją (właściwie jeszcze wtedy Rosyjską Socjalistyczną Republiką Radziecką), RFNem, Japonią, USA.
    PKB Japonii, której ekonomicznego sukcesu obawiali się Amerykanie stanowi 40 % PKB USA. Od tej chwili dystans między tymi dwoma państwami będzie już tylko rosnąć.
    1991
    7 miejsce. Wielka Brytania. Podczas gdy Chiny notują spektakularne sukcesy, Indie tkwią w stagnacji tracąc 9 lokatę na rzecz Brazylii. Czy ta stagnacja przyczyniła się do częściowej liberalizacji gospodarki ?
    1992
    4 miejsce. Przełomowy rok. ChrL wyprzedza dogorywającą gospodarkę Rosji, Francję, a także Włochy.
    1996
    3 miejsce. Również największa gospodarka Europy – Niemcy dają za wygraną.
    Tymczasem Indie odrabiają gigantyczne straty jakie utworzyły się w latach 80. i pod koniec lat 90. zajmują miejsca kolejno Włoch, Wielkiej Brytanii i Francji.
    2002
    ChRL już tylko za USA.
    2006
    Do Chin dołączają Indie wyprzedzając RFN.

    Prognozuje się, że Chiny będą pierwszą gospodarką świata już w 2016.
    Humaniści wybaczcie toporny i wyjałowiony język.

    Źródła:
    Bank Światowy
    MFW

  • PPP (purchasing power parity) ma swoje polskie tłumaczenie tj. parytet siły nabywczej. Bardzo cieszę się, że w końcu uwzględnia się PKB wg parytetu siły nabywczej, który jest bardziej miarodajny od PKB nominalnego. Ten drugi nie uwzględnia różnic stosunku cen do wynagrodzeń w badanych krajach, a więc biedne gospodarki, gdzie płace są niskie, PKB jest niedoszacowane. Siła nabywcza 1$ we Francji jest dużo niższa niż w Polsce, dlatego porównywanie gospodarek za pomocą PKB nominalnego prowadzi do przeinaczań. W CIA World Factbook, jednym z największych źródeł statystyk w internecie (korzysta z niego b. często Wikipedia) stosuje się ranking „wielkości” gospodarek korzystając jedynie z parytetu siły nabywczej. Dlatego w tym kierunku powinni iść polscy dziennikarze. Nóż się w kieszeni otwierał kiedy czytałem ostatnio, że Chiny stały się światową potęgą gospodarką nr. 2, kiedy pozycję tą zajmują już od 2001 r. gdy wyprzedziły Japonię.

    Dla zainteresowanych zaprezentuję wielki pochód gospodarki chińskiej w następnym komentarzu.

  • Panie Włodzimierzu, artykuł po prostu na medal! W skondensowanej formie ujął Pan szanse i problemy rozwojowe współczesnych Indii. To obszerny i arcyciekawy temat, więc mam nadzieję, że Pański artykuł wywoła tu szerszą polemikę.
    Ze swej strony pozwolę sobie zauważyć, iż jakkolwiek szybki rozwój Indii wykazuje pewne podobieństwa do sukcesu Chin (wzrost poziomu wykształcenia mieszkańców, eksplozja przedsiębiorczości, ekspansja krajowych firm na rynki światowe, rosnące nakłady na badania i rozwój nowoczesnych technologii) to są między tymi dwoma azjatyckimi kolosami bardzo istotne różnice, np. wciąż kiepski poziom infrastruktury w Indiach w zestawieniu z jej imponującym rozwojem w Kraju Środka czy brak większego zapotrzebowania na usługi IT na rynku wewnętrznym, skazujący firmy z tej branży na zależnośc od zagranicy. To pierwsze ma chyba związek z niewielkimi w stosunku do Chin możliwościami finansowymi (dużo skromniejsze nadwyżki handlowe), a drugie – z wciąż niezbyt wielką innowacyjnością gospodarki Indii. O ile w dzisiejszych Chinach imponujący rozwój dociera dziś nawet na odległe peryferie (Sinkiang, Tybet, Junnan), o tyle w Indiach nadal istnieją enklawy skrajnej biedy i zacofania, jak choćby stany Bihar i Orisa. Chińskie reformy gospodarcze rozpoczęto kilkanaście lat wcześniej niż w Indiach. I jakkolwiek Indie nigdy nie były krajem komunistycznym, to eksperymentowały z czymś w rodzaju „trzeciej drogi”. Rezultatem był wszechobecny etatyzm, monopolizacja wielu branż przez firmy państwowe i „zaprzyjaźnione” z władzą prywatne koncerny oraz niewiarygodnie rozrośnięta biurokracja, która zresztą wciąż „trzyma się mocno”. Problemem jest też zakorzeniony w indyjskiej kulturze marazm i fatalizm. Zwłaszcza wśród warstw upośledzonych społecznie i ekonomicznie wciąż pokutuje przekonanie, że „może w przyszłym wcieleniu pójdzie lepiej” (hindusi) albo „insz Allah” – „wola Boga” (muzułmanie). I aczkolwiek w obu grupach nie brak wyjątków, to na ich tle zdecydowanie pozytywnie wyróżniają się przedsiębiorcze mniejszości etniczno-religijne, takie jak parsowie (w tym słynny ród Tata) i sikhowie.
    Na koniec dodam, iż atutem największej demokracji świata jest chyba bardziej niż w Chinach uregulowany i przewidywalny system prawny oraz powszechniejsza znajomość angielskiego (zwłaszcza na drawidyjskim południu).

    • Slusznie zwrocil Pan uwage na roznice pomiedzy Indiami i Chinami. Dzis widzimy, ze nie sa to partnerzy rownorzedni. Wzrost gospodarczy Chin jest nadal szybszy niz Indii, chinski eksport i naplyw FDI mniej wiecej dziesieciokrotnie wieksze niz indyjskie. Dwie indyjskie przewagi: wieksza znajomosc angielskiego i wiecej swiatowych firm szybko zanikaja. Chinczykom udaje sie wypracowywac swiatowe marki, i coraz wiecej ich firm staje sie globalnymi graczami. Dzieki ogromnym zasobom finansowym sa w stanie wyslac wiele osob na nauke angielskiego, badz sprowadzic nauczycieli do siebie. Czyli w tych dwoch punktach Chiny szybko nadrobia opoznienie. Ponadto Chiny jakos tam rozwiazaly problem przyrostu naturalnego. W Indiach on spadl, ale nadal jest ogromny.

      W Indiach idealogia odgrywala rowniez ogromna role w gospodarce. Przede wszystkim idea samowystarczalnosci, niechec do zagranicy. Na sylwestra spotkalem sie z sytuacja, kiedy jedna osob widzac cos zagranicznego powiedziala „nie potrzebujemy tego, mamy wlasne”. Najwiekszy cios Indie zadaly same sobie wyrzucajac w latach 60 i 70tych jezyk angielski ze szkol. Obecnie Angielski ma byc trzecim jezykiem w szkolach po ojczystym i hindi. Mozna sobie wyobrazic poziom trzeciego jezyka. Odnosze przykre wrazenie, ze angielski sie cofa. Coraz wiecej jest ludzi, ktorzy nie rozumieja po angielsku ani jednego slowa.
      W Indiach rowniez wspolpraca prywatnych koncernow z wladza ma swoja tradycje. Wladza chroni koncern przed konkurencja, a ten w zamian czasem realizije pewne cele spoleczne wskazane przez wladze. Oczywiscie z wolnym rynkiem ma to niewiele wspolnego. Ponadto przeludnienie stworzylo wiele kwadratur kola. Jak realizowac jakikolwiek projekt infrastrukturalny, jezeli kazdy szplachec ziemi zamieszkuje masa ludzi. Jak zapewnic oplacalnosc produkcji rolnej i wyzywienie dla mas ludzi. Nowoczesna gospodarka nie wymaga wielkich ilosci sily roboczej. Z handlu zyje 150 mln ludzi. Chlopi chca hipermarketow, bo te uwalniaja ich od lancucha posrednikow, ale tych posrednikow sa miliony. Jak to wszystko pogodzic.
      Niemiej najwiekszym wyzwaniem Indii jest przyrost naturalny. Jezeli ten problem Indie rozwiaza, to z innymi predzej, czy pozniej sobie poradza, jezeli nie, to zadne reformy nie pomoga.

Pozostaw odpowiedź