Komentarze,Publicystyka

Włodzimierz Madziar: Do 2050 r. Indie przegonią Chiny pod względem liczby ludności

india people

mdiocuh galeals/CCBY

O tym, że Indie są drugim co do liczby ludności krajem świata, wszyscy wiemy. Problem w tym, iż wygląda na to, że już niedługo tak będzie. Rządowy raport Ministerstwa Zdrowia (Ministry of Health and Family Welfare) przygotowany przez Janasankhya Sthirta Kosh (czyli Population Stabilization Fund – Fundusz Stabilizacji Populacji) mówi, że jeżeli przyrost naturalny będzie odbywał się w obecnym tempie, ludność kraju do 2050 r. przewyższy liczbę ludności Chin. W ciągu 50 lat podwoi się, co uniemożliwi zrównoważony rozwój. „Zrównoważony rozwój” jest pewnego rodzaju mottem przewodnim władz państwowych, które starają się, aby korzyści ze wzrostu gospodarczego mieli wszyscy obywatele. Absolutnie nie ma mowy o twierdzeniu, że rozwój, czy postęp, są dla elity.

Ci, którzy mieli okazje być w Indiach, nie mogli nie odczuć przeludnienia. Napierający ze wszystkich stron tłum – to jest rzeczywistość Delhi, Kalkuty, do skrajności doprowadzona w Mumbaju. W ciągu ostaniach 100 lat ludność Indii zwiększyła się pięciokrotnie. Zniknęły „tradycyjne regulatory” liczby ludności. Zlikwidowano głody pochłaniające chyba w każdej dekadzie po kilka milionów ofiar, nie likwiduje się noworodków dziewczynek (przynajmniej bardzo silnie to ograniczono, choć i dziś proporcje płci dalekie są od równowagi), możliwe są rozwody, wdowy mogą wychodzić za mąż. Do tego Indie są wielkim producentem znakomitych leków, co zmniejsza śmiertelność niemowląt i młodych matek. Jak na ironię, postęp w tych dziedzinach spowodował eksplozję demograficzną.

Według danych rządowych, w ciągu ostaniach pięciu lat, przyrost naturalny w Indiach wynosił 1,4%, podczas gdy w Chinach 0,6%. Ludność Indii w 2009 r. wynosiła 1.198 mln, Chin 1.345 mln, Pakistanu 180 mln. W 2050 r. liczby te wyniosą 1.613,8 mln dla Indii i 1.417 mln dla Chin. Najwyższy natomiast przyrost naturalny na subkontynencie notuje Pakistan 2,2%.

W wielu stanach liczba ludności dorównuje niemałym krajom, np. Uttar Pradesh z 183 mln, to prawie Brazylia, Maharashtra i104 mln – Meksyk, Bihar (90 mln) jest ludniejszy niż Niemcy. Niemalże co piąte dziecko rodzi się w Indiach, co minutę przybywa 51 dzieci, z tego 11 w Uttar Pradesh. To tyle co w Nigerii. Średnia dla Chin wynosi 28. Już do 2026 r. w Indiach przybędzie 371 mln ludzi. 22% ludności będzie mieszkało w Uttar Pradesh, 8% w Biharze, w czterech południowych stanach 13 % i po 7% w Madhya Pradesh i Rajasthanie.

Jako główną przyczynę wysokiego przyrostu naturalnego widzi się wysoką śmiertelność niemowląt, która prowadzi do chęci posiadania dużej ilości dzieci, małżeństwa kobiet poniżej 18 lat (nadal dotyczy to prawie połowy kobiet, szczególnie w bajkowym Rajastanie) i ciąże nastolatek. Niestety trzeba dodać, że często są to „normalne” ciąże małżeńskie. Brak powszechnego systemu opieki społecznej powoduje, że jedynym zabezpieczeniem rodziców na starość są dzieci, a dokładniej synowie. Stąd w jednym z najbiedniejszych stanów Indii, Biharze, każda rodzina stara się mieć co najmniej trzech synów, jeżeli „po drodze” trafią się dziewczynki to rodziny stają się bardzo liczne. Sąsiedni Uttar Pradesh ma też najwyższy wskaźnik umieralności dzieci poniżej 5 lat. Wynosi on 9,64% (dla całego kraju jest to 7,43%), to tłumaczy, dlaczego synów musi być wielu – nie ma czasu na „czekanie” po 5 lat pomiędzy kolejnymi dziećmi.

Kolejne rządy starają się ograniczyć przyrost naturalny. Postawiono sobie ambitny cel, 2,1 dzieci na kobietę, co pozwoliłoby na ustabilizowanie liczby ludności do 2045 r (1.450 mln).

Popularyzowane jest hasło „Mała rodzina, szczęśliwa rodzina”. W reklamach telewizyjnych, które często odwołują się do rodziny, nigdy rodzina nie ma więcej niż dwoje dzieci. Przyznawane są specjalne granty ubogim rodzicom edukującym córki, ale pod warunkiem, że w wieku 18 lat nie jest zamężna. Prowadzona jest akcja (oczywiście dobrowolna) sterylizacji kobiet po urodzeniu dzieci. W stanie Chhattisgarh poddaje się jej 74% kobiet, w Jharkhand 68%. Ale dla Madhya Pradesh czy Uttar Pradesh liczby te wynoszą 58% i 43%. Rząd pilotuje projekt dostarczanie w 150 dystryktach środków antykoncepcyjnych mieszkańcom wsi „do drzwi” za 10% ceny (przedtem musieli często daleko jeździć do aptek).

Jansankhya Sthirata Kosh prowadzi też badania i podaje projekty działań mających na celu wyhamowanie przyrostu naturalnego. Jednym z nich miałoby być przyznanie depozytu finansowego małżeństwom decydującym się na sterylizację po pierwszym lub drugim dziecku.

Są też efekty, niestety mniejsze niż oczekiwano. Jeszcze niedawno przyrost naturalny wynosił 2,2%, teraz 1,4%. W 14 stanach, niestety głównie w mniejszych (jak na warunki indyjskie) udało się ograniczyć liczbę dzieci do współczynnika „zastępowalności”, w sześciu, niestety wielkich wskaźnik dzietności kobiet nadal utrzymuje się na poziomie 3-4. Prognozę ustabilizowania liczby ludności obecnie przesuwa się na rok 2060 i niestety przewiduje znacznie większą liczbę ludności (1.650 mln).

Na indyjski przyrost naturalny można patrzeć z dwóch perspektyw. Publicznie mówi się o dywidendzie demograficznej, hasło „jesteśmy młodym społeczeństwem, połowa z nas nie ma 25 lat” ma kusić inwestorów, ale na spotkaniach bardziej „specjalistycznych” nikt tego nie powtarza. Zresztą widok indyjskiej ulicy pokazuje jak wątpliwa jest to dywidenda. Tłumy młodych chłopców nie mających żadnego zajęcia. W 2007 roku, bardzo dobrym dla gospodarki, indyjski tzw. „sektor zorganizowany” (czyli pracodawcy zarejestrowani, oficjalnie zatrudniający pracowników) wykreował około miliona miejsc pracy. To dużo, szczególnie jeżeli na każdego nowo zatrudnionego w sektorze zorganizowanym przypada pięciu w niezorganizowanym (nie mylić tego z pracą nielegalną czy „na czarno”, to po prostu pracownicy nie ujęci w statystyki) i fakt, że często kobiety nie pracują. Ale razem da to (1 + 5)x2 = 12 milionów. A gdzie pozostałe 3-4 miliony, a tak naprawdę więcej, ponieważ obecnie na rynek pracy wchodzi pokolenie ponad dwuprocentowego przyrostu?

Przeglądając wpisy internautów (Times of India – gazeta anglojęzyczna, więc elitarna) można zaobserwować niepokój. Zdają sobie oni sprawę z ogromnego obciążenia dla kraju, jakie stanowi eksplozja demograficzna, kiedy zasobów nie przybywa.

Władze państwowe mają do rozwiązania kolejną kwadraturę koła. Jak zapewnić dochodowość produkcji rolniczej, gdzie ceny produktów rolnych powinny być jak najwyższe i jednocześnie wyżywić masy ubogiej ludności, która z kolei potrzebuje cen niskich.

Zapewnienie funkcjonowania kilkunasto- bądź kilkudziesięciomilionowych metropolii, to już nie wiedza inżynieryjna, ale dzieło sztuki. Zgromadzony ciągle i wszędzie tłum jest bardziej podany na wszelkiego rodzaju manipulacje i skory do „zadym”.

Wzrost gospodarczy kraju, imponujący w ostatnim czasie, może być wartością przejściową, a przyrost naturalny, jak na razie stałą. Najwięcej dzieci jest w rodzinach ubogich, powstaje więc kolejny paradoks, kraj się rozwija, a biednych nie ubywa.

Poziom ubóstwa (Multi-dimensional Poverty Index – MPI). klasyfikuje ok. 645 mln ludzi, czyli 55% społeczeństwa kraju jako biednych. Wskaźnik ten opracowany przez Oxford Poverty and Human Development Initiative (OPHI) dla United Nations Development Programmes (UNDP) bierze pod uwagę 10 wskaźników: dostępność i długość szkolnictwa, śmiertelność dzieci, higienę, dostęp do paliwa i sprzętów do gotowania, itp.

Tylko w Kerali wskaźnik ubóstwa jest mniejszy niż 20%, a nawet w stanach ogólnie uważanych za zamożne jak Haryana, Gujarat czy Karnataka przekracza 40%. Madhya Pradesh przypomina subsaharyjską Demokratyczną Republikę Konga: MPI 0.389 i 0.393).

Informatyka, biotechnologia z których Indie są dumne i słusznie mają jedną podstawowa wadę. Nie dają wielu miejsc pracy. Sektor IT to nieco ponad milion osób, kropla w morzu potrzeb. Stąd nacisk rządu na rozwój produkcji przemysłowej, nazwijmy to „wytwórczej”, ponieważ tylko ona jest w stanie zatrudnić masy ludzi.

Truizmem jest twierdzenie, że ucieczką od biedy jest edukacja. Tylko jak zbudować tyle szkół?

W kręgach rządowych mówi się, że ograniczenie przyrostu naturalnego jest koniecznością. Rozważane są różne projekty, miedzy innymi mające dać rodzicom jakieś zabezpieczenie na starość.

Przeludnione Indie, to z racji swojej skali problem dla całego świata. Już dziś widać ogromne ciśnienie na granicach, świadczą o tym tłumy przed ambasadami i konsulatami zamożniejszych krajów. Ogromne zasoby bardzo taniej siły roboczej są konkurencją dla wysokich kosztów pracy na Zachodzie.

Ponadto musimy pamiętać, że problem przeludnienia dotyczy nie tylko Indii, ale jeszcze w większym stopniu sąsiednich Pakistanu i Bangladeszu. W tych krajach nie ma efektu skali jak w Indiach, które mogą pozwolić sobie na realizację wielkich projektów i są wielkim rynkiem przyciągającym inwestorów. Ponadto fundamentalizm religijny, niezależnie od religii, nie jest specjalnie popularny w Indiach. W Pakistanie natomiast masy bezrobotnej młodzieży mogą być bardzo podatne na hasła fundamentalistyczne.

Życie przynosi niespodzianki. Być może rozwój nauki i techniki spowodują, że pojęcie przeludnienia zniknie, może zmiany w podejściu społeczeństwa do ilości dzieci nastąpią szybciej, niż się tego spodziewamy, ale na razie eksplozja demograficzna jest chyba najważniejszym problemem Indii. Jeżeli uda się ją opanować, to z pozostałymi problemami nękającymi ten kraj jak bieda, analfabetyzm, czy korupcja władze sobie prędzej, czy później poradzą (raczej prędzej), jeżeli nie, to będzie ciężko.

Autor: Włodzimierz Madziar

Źródło danych: Times of India

Autor spędził w Indiach sześć lat. Jest partnerem w firmie www.vanlalluti.com i byłym I Sekretarzem Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji w Ambasadzie RP w New Delhi.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Włodzimierz Madziar: Do 2050 r. Indie przegonią Chiny pod względem liczby ludności Reviewed by on 22 lutego 2011 .

O tym, że Indie są drugim co do liczby ludności krajem świata, wszyscy wiemy. Problem w tym, iż wygląda na to, że już niedługo tak będzie. Rządowy raport Ministerstwa Zdrowia (Ministry of Health and Family Welfare) przygotowany przez Janasankhya Sthirta Kosh (czyli Population Stabilization Fund – Fundusz Stabilizacji Populacji) mówi, że jeżeli przyrost naturalny będzie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Włodzimierz Madziar

Autor niniejszego artykułu od 12 lat mieszka w New Delhi, gdzie wraz z żoną prowadzą własną firmę Oriental Adventure Pvt. Ltd. http://indianadventure.eu Główne obszary działania to: - konsulting głównie dla polskich przedsiębiorstw planujących działania w Indiach - turystyka (organizacja indywidualnych wypraw i wyjazdów biznesowych do Indii - eksport i import Żona autora pochodzi z Manipuru, stąd szczególnie bliskie są mu problemy North-Eastu.

komentarzy 6

  • Bardzo dziekuje za uznanie. W Indiach nie ma ZUSu w naszym tego slowa znaczeniu. Emerytury dostaje najogolniej mowiac „sluzba panstwowa”. W biznesie istnieje tzw. Provident Fund. Sa to pieniadze odkladane na koncie pracownika w specjalnym funduszu. 12% placi pracodawca i 12% placi pracownik. Czyli teoretycznie umawiacie sie na 100, to pracownik w gotowce dostaje 88, a Pana kosztje on 112. 24 placa Pan na Provident Fund. Kiedy pracownik opuszcza firme, Provident Fund jest mu wyplacany. Ale pod Provident Fund nie podlegaja wszystkie firmy. Generalnie nie dotyczy on malych firm. Nie pamietam, od ilu pracownikow Provident Fund jest obowiazkowy. Ale jak juz raz zacznie Pan go placic, to nawet jak potem Pana firma teoretycznie „wyjdzie” z obowiazku placenia (np. zmniejszy Pan liczbe pracownikow), to juz prowident fund musi Pan placic.
    Zeby nie zanudzac czytelnikow, o wiecej szczegolow proponuje Panu albo napisac na moj mail [email protected], albo zajrzec na strone internetoiwa mojej firmy w Indiach http://www.vanlalluti.com . Pozostawia duzo do zyczenia, ale jest tam podwieszony przewodnik po rynku indyjskim.

  • Przeczytałam Pana artykuł:„Włodzimierz Madziar: Do 2050 r. Indie przegonią Chiny pod względem liczby ludności” w dniu 22 lutego, 2011 Umieszczony w dziale: Komentarze, Publicystyka.
    Przyznam że nigdy się nie interesowałam tematyką Indii, ale artykuł jest bardzo ciekawy i wywarł na mnie wrażenie.
    W związku z tym iż moja firma planuje zatrudnienie w Indiach osoby „współpracującej” bardzo interesuje mnie system zabezpieczenia społecznego oraz system podatkowy, jakie tam obowiązują.
    Z Pana artykułu wynika że w Indiach brakuje systemu społecznego takiego jak w Polsce i organizacji będącej odpowiednikiem polskiego ZUS. Jak to wygląda w przypadku systemu podatkowego?
    Jeżeli jest Pan zorientowany w temacie to bardzo proszę o informację, lub przepisy w których znajdę odpowiedzi na moje pytania.
    Z poważaniem,

  • Ważny i na czasie temat. Eksplozja demograficzna w Azji Południowej, na Bliskim Wschodzie, Ameryce Łacińskiej określi przyszłość świata. Islamizm jest taka nowa ideologia rzesz młodziezy krajów muzułmańskich, bez nadzei na normalne zycie, skazanych na wegetację.
    W Indiach problemem jest powstanie dwch odrębnych ekonomii – nowoczesnej, opartej o informatykę, i tradycyjnej, nie uzywajacej pieniadza ani rynku jako miejsca wymiany, wg Jeana Dreze z Uniw. Delhijskiego dotyczy to ok. 500 milionów Hindusów. Pozdrawiam serdecznie.

  • Ma Pan rację, ale w Indiach trzeba by wprowadzić jakiś system zabezpieczenia ludzi na starość. Istnieje projekt, aby tym kobietom, które pozwolą się wysterylizować po pierwszym lub drugim dziecku przyznać grant, który zainwestowany (np. w prywatny fundusz) byłby jakimś zabezpieczeniem finansowym.
    Obciążanie skromnych zarobków składką emerytalną byłoby bardzo trudne i mało efektywne.
    Problem wielości dzieci dotyczy głównie rodzin biednych i na wsi. Dla nich nawet prywatne fundusze nie są alternatywą, ponieważ oni nie dysponują środkami na jakiekolwiek wpłaty.
    To są Indie, kraj problemów, które możemy zdiagnozować, przepisać lekarstwo, tylko nikt nie wie, jak je podać.

    • Niedługo trzeba będzie zaludnić całą syberię a w Europie będą potrzebni mln młodych ludzi by się opiekowali starcami/ Za odpowiednią opłatą/ i następne miliony do przemysłu i budownictwa.Przyszłość rysuje się całkiem obiecująco.

  • Bardzo ciekawy i ważny artykuł, za który dziękuję!
    Ze swej strony pozwolę sobie zauważyć pewną niebezpieczną prawidłowość, która cechuje procesy demograficzne w odniesieniu do powszechnych ubezpieczeń społecznych. Cyt. „Brak powszechnego systemu opieki społecznej powoduje, że jedynym zabezpieczeniem rodziców na starość są dzieci, a dokładniej synowie.”
    Cały szkopuł w tym, że gdyby w takim kraju jak indie wprowadzić powszechne ubezpieczenia społeczne, to składki byłyby obciążeniem dla z reguły szczupłych dochodów mieszkańców. Poza tym, stopniowo zniechęciłoby to Hindusów do posiadania dzieci w ogóle, bo po przyszłemu emerytowi inne zabezpieczenie na starość niż emerytura? To w perspektywie kilku pokoleń zagroziłby załamaniem systemu emerytalnego wskutek spadku liczby ludności. Z drugiej strony ściągalność składek i tak byłaby ograniczona do osób ujętych w statystyki dotyczące zatrudnienia, a więc może nie byłoby tak źle. Jedno jest pewne: gdyby w takim kraju jak Indie stworzono coś w stylu naszego przymusowego, państwowego ZUS-u, byłaby to zapowiedź nieuchronnej katastrofy, także humanitarnej. O ile wcześniej nie wywołałoby to eksplozji społecznego niezadowolenia. Najrozsądniejsze wydaje się więc rozpropagowanie wśród ludzi ubezpieczeń w firmach prywatnych jako alternatywy w miejsce gromadki dzieci. Oczywiście powinny to być ubezpieczenia dobrowolne, bo pozbawianie ludzi władzy nad ICH dochodami nie służy niczemu dobremu, a nieuchronnie nasila zjawiska takie jak „szara strefa” w gospodarce.

Pozostaw odpowiedź