Japonia news

Wikileaks ujawnia istnienie japońskiej agencji wywiadowczej

autor: Cirt, CCBY

autor: Cirt, CCBY

„The Sydney Morning Herald”, powołując się na poufne noty dyplomatyczne udostępnione dziennikowi przez Wikileaks, informuje, że Japonia posiada własną agencję wywiadowczą. Wzorowana na amerykańskim CIA czy brytyjskim M16 agencja powstała w 2008 roku decyzją rządzącej wówczas Liberalnej Partii Japonii i premiera Yasudo Fakuda oraz jego następcy – Taro Aso.

Do końca drugiej wojny światowej działał w Japonii wywiad wojskowy współpracujący z tajną policją, Kempeitai. Jednak w okresie powojennym, obawiając się ryzyka dyplomatycznego, żaden japoński rząd nie zdecydował się na odtworzenie struktur wywiadowczych.

Według korespondencji dyplomatycznej z 2008 roku ujawnionej przez Wikileaks, ówczesny szef japońskiego wywiadu, Toshio Yanagi w rozmowie  z Randallem Fordem, szefem amerykańskiego Biura Wywiadu i Badań mówił o tym, że działania jego instytucji skupione są przede wszystkim na Chinach, Korei Północnej oraz zagrożeniach związanych z terroryzmem.

Źródło: The Sydney Morning Herald

Opracowanie: Małgorzata Pawłowska

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wikileaks ujawnia istnienie japońskiej agencji wywiadowczej Reviewed by on 21 lutego 2011 .

„The Sydney Morning Herald”, powołując się na poufne noty dyplomatyczne udostępnione dziennikowi przez Wikileaks, informuje, że Japonia posiada własną agencję wywiadowczą. Wzorowana na amerykańskim CIA czy brytyjskim M16 agencja powstała w 2008 roku decyzją rządzącej wówczas Liberalnej Partii Japonii i premiera Yasudo Fakuda oraz jego następcy – Taro Aso. Do końca drugiej wojny światowej działał

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Cyt. „Szef japońskiego wywiadu, Toshio Yanagi, informuje, że działania jego instytucji skupione są przede wszystkim na Chinach, Korei Północnej oraz zagrożeniach związanych z terroryzmem.”
    Mam pytanie: Kogo p. Yanagi informuje o działaniach jego podwładnych? Bo chyba nie panów z Wikileaks ani dziennikarzy z australijskiej gazety.

Pozostaw odpowiedź