BLOGOSFERA

Wiesław Pilch przedstawia: Polityka juana

Myślę, że niewiele osób będzie chciało przedzierać się przez tę analizę, ale sądzę że ci, którym się to uda przeczytać do końca, zrozumieją jak ważne są to sprawy dla Chin – i nie tylko. Jak zwykle będzie mowa o juanie i jego znaczeniu w czymś, co ostatnio zaczęto nazywać wojną walutową. Bzdura nie wojna, ale pismacy pod każdą szerokością geograficzną będą wymyślali dowolnie chwytliwe tytuły, byleby tylko przyciągnąć czytelnika do swojego medium. Jest natomiast idący na całego konflikt interesów na światową skalę, którego jeszcze w takim wymiarze nie było. Poza tym żyjemy w cywilizacji internetowej, a więc każdy nawet najdrobniejszy ruch przeciwnika można wykorzystać na swoją korzyść przy założeniu, że dysponuje się mediami o światowym zasięgu. A jedna strona tego ostrego sporu ma takie możliwości.Jako że postaram się przeprowadzić dowód na wzór matematycznego, potrzebne są założenie i teza.

Dowód ów ma na celu wykazanie, iż to USA i instytucje finansowe zlokalizowane w tym kraju od czterech (tylko ten okres wezmę pod uwagę) już lat w sposób urągający wszelkim międzynarodowym ustaleniom, wykorzystując swoją przewagę jaką daje im posiadanie dolara jako nie tylko waluty własnego kraju ale również jak najważniejszej waluty rezerwowej świata, prowadzą politykę monetarną i fiskalną nie licząc się kompletnie z jakimkolwiek innym krajem oraz sterują finansowymi instytucjami międzynarodowymi w celu hegemonistycznego wzmocnienia swojego wąsko pojętego interesu monetarnego i fiskalnego a w konsekwencji gospodarczego, co doprowadziło wprost do wzmiankowanej powyżej „wojny walutowej”. Jak ocenia te fakty laureat nagrody Nobla Joseph Stiglitz przeczytacie Państwo tutaj.
Założeniami do tego dowodu są fakty:
1. Allan Greenspan, były szef FED, od 2007 roku zaczął obniżać stopy procentowe w USA – prowadząc politykę taniego pieniądza,
2. W październiku 2008 gdy widmo krachu – po kontrolowanym upadku jednego z największych amerykańskich banków inwestycyjnych Lehman Brothers – zaglądnęło w oczy amerykańskiemu systemowi finansowemu, sekretarz skarbu USA Henry Paulson wprowadził program ratunkowy m.in. przekazując miliardowe dotacje państwowe na ratowanie zagrożonych instytucji finansowych (banku Bear Stearns, gigantów rynku kredytów hipotecznych Fannie Mae i Freddie Mac oraz potentata ubezpieczeniowego AIG) w kwocie 700 mld.$. (QE1-quantitative easing 1)
3. W grudniu 2008 roku w USA Fed pod wodzą Bena Bernanke obniżył stopy procentowe do rekordowo niskich poziomów – do przedziału 0–0,25%. Tak taniego nominalnie pieniądza jeszcze nigdy nie było. Tak więc zdecydowano się na odważny krok – dalej obniżyć stóp już się nie da. Patrz wykres poniżej.

juan1

4. Na początku listopada 2010 FED zdecydował o zasileniu systemu finansowego kwotą 600 mld dol. oraz reinwestowanie środków z wcześniej zakupionych obligacji czyli na szerokim rynku znajdzie się około 900 mld.$ do maja 2011 r. (QE2).
5. W omawianym czasie, na skutek wyeksportowania poza granice USA instrumentów
finansowych na kwotę ok. biliona $, pozostałe kraje świata zmuszone zostały- w różnym stopniu- do ratowania swoich instytucji finansowych lub doinwestowania podupadających gospodarek na skutek wywołanego przez USA kryzysu kwotami od 2 do 3 bln.$ (w zależności od źródeł).

Tezą tego dowodu jest wina USA za rozpoczęcie „wojny walutowej” rozumianej jako próba zachowania dominacji dolara na rynku międzynarodowym za wszelką cenę.

Dowód przebiega następująco:
A. Plan Paulsona (QE1) zakładał doprowadzenie do zwiększenia ilości pieniądza w gospodarce, tak aby:
a. przedsiębiorstwa zaczęły brać kredyty, ponieważ banki dostały pieniądze i odzyskały płynność
b. zaczęły zatrudniać pracowników- zmniejszenie bezrobocia,
c. pracownicy zaczęli kupować za zarobione pieniądze ale również na kredyt bo mają pracę,
d. popyt konsumpcyjny rośnie,
e. gospodarka zaczyna się kręcić.

Niestety już pierwszy punkt zawiódł. Banki wprawdzie zaabsorbowały setki miliardów dolarów pomocy federalnej, ale nie wznowiły akcji kredytowej dla firm. Punkt „a” nie został zrealizowany, więc pozostałe punkty też nie mogły być wykonane. Gospodarka nie dostała wystarczającego „kopa” ale została wprowadzona do obiegu olbrzymia ilość dolarów .
A to oznaczało osłabianie swojej waluty. A słaba waluta to świetny interes dla kraju bo przecież eksport towarów staje się coraz bardziej opłacalny.

No i drugi wątek tej samej bajki. Obniżając stopy procentowe w okolice 0-0,25% doprowadzono do sytuacji w której opłacało się gigantom rynku finansowego wziąć od państwa tanią pożyczkę (ponieważ niskie stopy to nic innego jak tani pieniądz) i zainwestować w miejscach na świecie gdzie stopy procentowe są znacznie wyższe. Po zarobieniu tych głupich kilku miliardów, oddajemy państwu pożyczkę ze śmiesznym procentem i bierzemy następną aby powtórzyć ten cykl łatwego zarobku. Ten proceder zyskał nazwę carry trade. Skoro amerykańskie instytucje finansowe zarobiły na carry trade to ktoś inny musiał stracić (to jest gra o sumie zerowej). A straciła np.
a. Polska, gdy największe banki inwestycyjne jak Goldman Sachs, JP Morgan Chase zaczęły grać (bo miały pieniądze na carry trade) naprzód na umocnienie złotówki do 3,25 Pln/Euro a później na jej osłabienie do 4,95 PLn/Euro (2009r.) przy równoczesnym wprowadzeniu na rynek opcji walutowych które przy tak znacznych ruchach cen złotówki wyprowadziły z kraju do 17 mld. złotych.
b. Ceny surowców (ropa naftowa, ruda żelaza, miedź, wolfram i inne) i żywności (kukurydza, ryż, soja cukier i inne) stały się w ostatnich latach przedmiotem spekulacji na niewyobrażalną skalę. Żeby to tylko tyle. Niektóre z tych dóbr stały się po prostu instrumentami finansowymi. Tak np. ruda żelaza którą do 2009 handlowano na rynkach światowych po cenach uzgadnianych rokrocznie w kontraktach długoterminowych lub odwrotnie w cenach spot w kontraktach z dostawą „już”, stała się obiektem zażartego sporu na początku 2010, gdy duże instytucje finansowe wraz z gigantami górniczymi Rio Tinto czy BHP Billiton zaczęły narzucać firmom stalowym z całego świata (ale głownie chodziło o rynek chiński) ceny nienegocjowalne narzucane jedynie w transakcjach typu spot) czyli znacznie wyższe. Oczywiście i tutaj miało miejsce słynne carry trade, ponieważ z olbrzymią ilością pieniędzy można dyktować ceny na każdym rynku.
c. Przykładów spustoszenia na światowych rynkach spowodowanych niskimi stopami procentowymi w USA można by mnożyć bez liku.

Najlepszym dowodem jak świetne interesy robiły w I i II kwartale 2009 (czyli w apogeum kryzysu) w/w banki były ich wyniki finansowe za te kwartały, np. GS za IQ 2009 miał 3,5 mld.$ zysku. Zarabiały wszędzie; W Europie, w Azji w Ameryce Łacińskiej, wszędzie tam gdzie im pozwolono. W imię wolnego rynku- ale dla kogo wolnego? Tylko dla tych którzy mieli i mają gigantyczne tanie pieniądze, które mogą zainwestować i zarabiać. Oczywiście kosztem innych.
B. Wprowadzony w życie kilka dni temu QE2 idzie w podobnym kierunku, co QE1. Pomimo, iż tamten plan zawiódł co udowadnia m.in. Joseph Stiglitz, laureat nagrody Nobla z ekonomii z 2001 r w artykule „USA napędzają wojnę walutową”, Ben Bernanke zdecydował się na ponowne wykonanie uderzenia finansowego w podobnym kierunku. Czyli zasilenia rynku tanim pieniądzem, co ma spowodować te same skutki czego nie spowodowało pierwsze pompowanie. Oczywiście świat zaczyna powoli ale jednak zaczyna protestować przeciwko takim egoistycznym poczynaniom USA, które w efekcie nie tylko nie przynoszą znaczącej poprawy sytuacji w samym USA ale powodują spustoszenia na całym świecie. Ostatnio minister finansów Niemiec, Wolfgang Schaeuble mocno skrytykował to posunięcie. Również zareagowały banki centralne Brazylii i Chin otwarcie krytykując tą decyzję i zapowiadając podjęcie „działań odwetowych”, które ograniczą spekulacje w tych krajach.

Czyżby wszyscy się mylili, a tylko FED miał rację? Wygląda na to że jest dokładnie odwrotnie. A tak wygląda wykres kursu dolara od 01.04.2010 do dzisiaj. Co z niego wynika? Otóż jeśli pominąć okres gdy dolar „rósł w siłę” nie dlatego że chciał, ale musiał (okres od połowy kwietnia do końca czerwca), albowiem sprawa Grecji i jej nieodpowiedzialnych rządów na przestrzeni wielu lat doprowadziła do znacznej przeceny euro jako mocnej waluty międzynarodowej(a więc wzrostu dolara), to widać jeden kierunek ruchu – w dół.

juan2

Mamy wielomiesięczny trend spadkowy na dolarze, inspirowany przez władze monetarne tego kraju. A przecież tak jak już napisałem powyżej: jeśli dolar tanieje, to rosną możliwości eksportowe kraju, ponieważ eksport ten staje się coraz bardziej opłacalny (wide Polska w 2009- dzięki temu uniknęliśmy kryzysu finansowego). A to jest właśnie punkt w którym rozpoczęła się owa „wojna walutowa”. http://waluty.onet.pl/niemcy-twierdza-ze-lagodzenie-polityki-monetarnej-,18529,3741947,1,news-detal. No bo cóż na takie dictum mogą rzec inne kraje. Przecież gdy tanieje dolar to drożeje chiński juan, brazylijski real, japoński jen, europejskie euro.

Chiny chcą utrzymywać niski kurs juana, by utrzymać dotychczasowe tempo wzrostu. Z drugiej strony juan jest na sztywno powiązany z dolarem, więc powinien spadać, ale przecież władze w Pekinie przyrzekły światu że juana będą wzmacniać! A więc muszą odchodzić od niegdysiejszego sztywnego powiązania z dolarem. A teraz jeszcze QE2 które nie daje rządowi w Pekinie żadnego pola manewru, wręcz wyprowadził ich bank centralny z równowagi. Tylko czekać na jakieś retorsje, pytanie jakie? Ale cios za cios jest!

Japonia jest w fatalnej sytuacji. Z jednej strony jest najbardziej proamerykańska w Azji, ale przecież musi jakoś żyć! W tej chwili poziom zadłużenia Japonii szacuje się na 190% PKB. To mistrzostwo świata! Ale na domiar złego jen jak się umocnił od czasu kryzysu greckiego tak nie może spaść w dól mimo trzykrotnych interwencji na rynku walutowym Centralnego Banku Japonii które kosztowały ich miliardy dolarów.. A kraj ten nie może pozwolić aby jego waluta się umocniła, bo zniszczy to konkurencyjność jego gospodarki która podobnie jak gospodarka Niemiec jest nastawiona proeksportowo. Tak to wygląda na wykresie.

juan3

Podobną sytuację mamy w przypadku maleńkiej Szwajcarii, która wprawdzie nie żyje z eksportu, ale np.dla Polaków jest „drugą walutą narodową” ze względu na setki miliardów franków szwajcarskich które pożyczyli nasi rodacy biorąc kredyty hipoteczne. Analogicznie jak w przypadku Japonii, bank centralny Szwajcarii w ciągu tego roku kilkakrotnie interweniował na rynku walutowym, aż w końcu skapitulował. Oczywiście interwencje miały na celu obniżenie kursu CHF. Analitycy twierdzą, że podobnie jak w Japonii, Szwajcarzy wydali majątek na te interwencje. A oto wykres.

juan4

I jeszcze sprawa techniczna. Mogę spotkać się z zarzutem że wszystkie wykresy są odnoszone do złotówki, a ta przecież nie stoi w miejscu tylko jej kurs jest ruchomy a więc wypacza obraz sytuacji. To prawda tyle że od dłuższego czasu złotówka jest w trendzie bocznym z lekkimi tendencjami do umacniania się w stosunku do euro (w zakresie 3,92- 4,0). W stosunku do dolara zdecydowanie umacnia się.

Po ostatnim szczycie G20 niemiecki minister gospodarki, Rainer Bruederle podjął kwestię, którą nazwał amerykańską polityką zwiększania płynności. Stwierdził, że w pośredni sposób manipuluje ona kursami walutowymi.

Z tego wszystkiego wyłania się – moim zdaniem – bardzo klarowny obraz międzynarodowej sytuacji monetarnej. Od dłuższego czasu amerykańskie sfery rządowe, nie bacząc na konsekwencje międzynarodowe, deprecjonują wartość swojej waluty. Nic więc dziwnego że władze monetarne innych państw postanowiły bronić swoich walut. I na to amerykanie zareagowali oburzeniem, że przecież to „wojna walutowa”! A kto spowodował że do tego doszło? MARSJANIE no i …Chińczycy. No bo ktoś musi być winien! Ta awantura nie może obyć się bez winnego. A Chińczycy nadają się do bicia aż miło. Z bardzo prostego powodu: nie dbają o publicity, czyli władza w Pekinie nie nauczyła się jeszcze prawideł współczesnego świata białych z których to prawideł najważniejsze jest następujące: możesz kłamać, oszukiwać, przeinaczać fakty i co tam jeszcze chcesz, pod jednym wszelako warunkiem – musisz mieć usłużne środki masowego przekazu, które zgodnie będą powtarzały ludziom tę samą mantrę – winni są Chińczycy! No i tak się dzieje od Waszyngtonu po Tokio, od Portugalii po Polskę. Wszystkiemu winni są Chińczycy! Doszło już do tego, że co rozumniejsi ekonomiści z całego świata (ci, którzy nie są z różnych powodów uzależnieni od mediów) zaczęli opisywać świat taki, jakim jest w rzeczywistości. Ale oczywiście takie wystąpienia można policzyć na palcach jednej ręki, więc są dla tematu bez znaczenia. Natomiast ogromne znaczenie dla sprawy czyli pokazania prawdziwego winnego i napiętnowania go, miałoby zrozumienie w samych Chinach, na szczytach władzy, wagi owej publicity. TU LEŻY PIES POGRZEBANY! A dla Chin to niewyobrażalnie ważna sprawa! Sadzę że np.w Polsce ogól nawet oczytanej ludności nie wie co się dzieje w Chinach bo nie ma skąd się tego dowiedzieć! I tak jest na całym świecie. Jeśli New York Times, Finacial Times i inne najbardziej opiniotwórcze gazety świata będą w kółko pisać o tym że wszystkiemu winni są Chińczycy, a chińczycy ani mru- mru, no to jaki przekaz ostanie się w świadomości opinii publicznej: WINNI SĄ CHIŃCZYCY. I aż wstyd tyle lat po II W.Ś. przypominać prawdę którą odkrył dr. Goebels: wielokrotnie powtarzane kłamstwo staje się prawdą. Tę taktykę stosowali z powodzeniem rządzący w ZSRR a kontynuują w Rosji, w Izraelu a teraz dołączyli do niej biurokraci z Brukseli i państw UE no i oczywiści spece z Waszyngtonu.

Powtarzać będę do skutku (jakiego?): sprawa niedowartościowanego juana jest chwytem marketingowym mającym na celu odwrócenie uwagi od meritum sprawy- od tego co wyprawiają USA na arenie międzynarodowej w kwestii monetarnej. Chcą za wszelką cenę uchronić się przed tym co nieuchronne: przed detronizacją dolara jako podstawowej waluty rezerwowej świata. I nie dopuścic za wszelką cenę do intronizacji juana. Ale ten moment najwyżej opóźnią w/w sposobami, natomiast jest on tak nieuchronny jak dzień następujący po nocy.
CBDO

P.S. FED zdecydował o zasileniu systemu finansowego kwotą 600 mld dol. oraz reinwestowanie środków z wcześniej zakupionych obligacji czyli około 900 mld.$ do maja przyszłego roku znajdzie się na szerokim rynku(QE2). To około 1/6 PKB Chin, więc sporo. Dlaczego piszę to w kontekście Chin? Ponieważ na nowy dodruk amerykańskiego pieniądza jeszcze wczoraj zareagowały banki centralne Brazylii i Chin otwarcie krytykując tą decyzję i zapowiadając podjęcie „działań odwetowych”, które ograniczą spekulacje w tych krajach. Oznaczać to może nie mniej ni więcej tylko zawirowania w relacji juan- dolar a w konsekwencji również uderzy rykoszetem w rozliczenia w kontaktach Chin z partnerami handlowymi. Więc z nami też. Ostatnio juan zaczął się umacniać w stosunku do dolara, więc ciekawe czy ta decyzja FED-u zmieni kierunek posuwania się juana? Myślę że nie, ponieważ rząd chiński jest za bardzo pragmatyczny , żeby kilku durniów z FED zmieniło ich długoterminową politykę dotyczącą juana, ale jakieś retorsje w stosunku do instytucji finansowych prowadzących politykę “carry trade” przy użyciu tego łatwego pieniądza w inwestycjach krótkoteminowych na terenie Chin zapewne nastąpią. Przypominam, że Brazylia już w zeszłym roku wprowadziła ekstra podatek od inwestycji krótkoterminowych pochodzących właśnie z tych tanich pieniędzy (pierwsze QE).

Myślę że “polityka juana” jak ją skrócie nazywam, jest z punktu widzenia globalnych chińskich interesów zupełnie pierwszorzędna.

Napisano 22. 10. 2010 r.

[email protected]

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch przedstawia: Polityka juana Reviewed by on 22 lutego 2011 .

Myślę, że niewiele osób będzie chciało przedzierać się przez tę analizę, ale sądzę że ci, którym się to uda przeczytać do końca, zrozumieją jak ważne są to sprawy dla Chin – i nie tylko. Jak zwykle będzie mowa o juanie i jego znaczeniu w czymś, co ostatnio zaczęto nazywać wojną walutową. Bzdura nie wojna, ale

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarzy 17

  • Panie Ciekawy. Rękami i nogemi głosuję „ZA”. Genialny pomysł! Tylko pytanie czy Chińczycy by Go chcieli? Oni używają głowy do myślenia…

    • Dla niego robota fizyczna w Chinach by się znalazła. Tylko, że do niej potrzeba ludzi pracowitych, a nie „Słońc Peru” itp. niebieskich ptaków…

  • Drogi Panie Zygi!
    Jakkolwiek jestem za Panem i generalnie sie zgadzamy, to jednak tutaj deczko Pan przesadzil, piszac, ze Polska nie moze sie porownywac nawet ze Slowacja, ktora bije nas na glowe. Nie znam obecnych wskaznikow gospodarczych obu krajow, ale bywalem na Slowacji czesto i nie widzialem az takich roznic. POnadto, Slowacja jest malenka, bez dostepu do morza i obecnie boryka sie z kryzysem po wprowadzeniu Euro. A jesli chodzi o Ukraine, to na pewno Polska jest lepiej rozwinieta i ma wiecej swobod obywatelskich.
    serdecznie pozdrawiam

    • Drogi Panie Mariuszu!
      Miałem na myśli przede wszystkim infrastrukturę i jakość życia obywateli, to bowiem powinny być priorytetu władz, a nie np. wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Białorusi.

  • Panie Zyggi
    Otóż w przeciwieństwie do Pana, sądzę że, to jaki PR mają Chiny na arenie międzynarodowej jest dla nich samych b. ważne. A właściwie dla decydentów.
    Spraw pierwsza z brzegu: spotkanie grupy G20 w Seulu zostanie zapamiętane jako ostre spory o przyczyny nierównowagi w gospodarce i szukanie winnego. Starano się też odpowiedzieć na pytanie, czy większą winę za nierównowagę ponosi polityka Chin (polityka kursowa) czy USA („życie na kredyt”). Nie udało się znaleźć odpowiedzi na to pytanie i nie sformułowano też pełnej dziagnozy. Sęk w tym, że Chiny dały się wmanewrować w „bycie winnym” w tzw. polityce kursowej. Gdyby miały szanse, a przede wszystkim chciały powalczyć o swój PR, Amerykanie nie mieliby argumentów tych które mają teraz. Bo Chiny milczały, więc przez domniemanie były winne.
    Proszę pamiętać, że na arenie międzynarodowej również można komuś zrobić „gombrowiczowską gębę”. Później diabelnie trudno jest jej się pozbyć. I zawsze ma to swoją cenę którą TRZEBA zapłacić. I teraz Chiny ją płacą.
    A więc: międzynarodowy PR jest ważny czy nie?

    • Panie Wiesławie,
      pisze Pan: „Gdyby miały szanse, a przede wszystkim chciały powalczyć o swój PR, Amerykanie nie mieliby argumentów tych które mają teraz.”
      Wg mnie byc może Chiny właśnie nie specjalnie chciały, no bo gdyby bardzo chciały… No właśnie, tu pozostaje szerokie pole do domysłów. Na miejscu Chińczyków zainwestowałbym trochę tych ich nadwyżek nie w zakichane obligacje federalne (bo tych starczy, żeby Jankesów trzymac za „nabiał”) tylko w pakiety kontrolne News Corp. lub Bloomberga (co np. Saudyjczycy zrobili z agencją UPI) oraz rozwój CCTV i CRI.

      • Avatar Zyggi

        P.S. Na miejscu Chińczyków starałbym się narobic szumu wokół utajnionej struktury własnościowej FED, żeby maksymalnie zdyskredytowac USA.

      • Avatar Wiesław Pilch

        Panie Zyggi. Zachodzę w głowę dlaczego Chińczycy tak niechętnie podchodzą do PR-u. Ale ze dwa dni temu, przecztałem coś co naprzód „zbiło mnie z pantałyku” a póżniej oświeciło. I nie pomnę miejsca tej krótkiej wymiany zdań między dziennikarzem a jednym z szefów doskonale rozwijającej się chińskiej firmy. Na pytanie; czy wobec tak świetnych perspektyw rozwoju w Chinach będzie i kiedy będzie rozwijał interes międzynarodowy, ów Chińczy odpowiedział: „Po co?????????” No więc na początku zdębiałem, ale później zdałem sobie sprawę z tego, że on wie, że pochodzi z Państwa Środka! Po co ma rozwijać interes gdzieś tam, skora tutaj ma do obsłużenia ponad miliard rodaków? I może tutaj tkwi odpowiedź na pytanie dlaczego? Może?

      • Avatar Zyggi

        Panie Wiesławie. Odpowiedź chińskiego biznesmena byłaby nie do pomyślenia w takiej np. Japonii czy Korei Pd. – narodach, w których pomimo ich swoistego nacjonalizmu, nie funkcjonuje syndrom Kraju Środka, a to z uwagi na ich nieporównywalnie mniejsze rozmiary.
        Inna rzecz to, czy odpowiedź owego Chińczyka nie wynikała z przyjętej akurat przez niego strategii. Tak czy inaczej, nie jest to bynajmniej postawa niemądra. Poniekąd nawet korzystna, bo im mniejszy udział w tworzeniu bogactwa danej firmy będą miały dochody płynące z zagranicy, tym odporniejsza pozostanie ona na różne kryzysy i zawirowania, które będą coraz bardziej gnębic zachodnią hemisferę. Chiny jako kraj zapewne będą starały się stac liderami technologii w różnych branżach (wzorem Japonii, Korei Pd. czy Tajwanu), by byc jak najmniej zależnymi od importu zaawansowanych technologii. I nie ma co miec o to pretensji, bo każdy mądry naród na ich miejscu robiłby tak samo. Wtedy idea Kraju Środka zostałaby z pełni ucieleśniona, co akurat budzi grozę zwłaszcza wśród zachodnich Europejczyków, przyzwyczajonych do 1400 godzin w roku i różnych socjalnych przywilejów. Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, gdy auta chińskich firm zrównają się jakościowo z zachodnimi… Coś mi się wydaje, że jeszcze Eurosojuz będzie trząsł się w posadach nie gorzej niż teraz kraje arabskie!

      • Avatar Zyggi

        P.S. Zapomniałem jeszcze dodac, że nawet duże chińskie firmy z uwagi na rozmiary rynku wewnętrznego mogą sobie pozwolic na taką „izolacjonistyczną” politykę, jaka byłaby w Korei Pd., na Tajwanie czy nawet w Japonii praktycznie nie do pomyślenia.

      • Avatar ciekawy

        1400 godzin znam z własnego doświadczenia – będąc w Holandii czy Francji zawsze dziwiłem się, a czasem mnie to irytowało że sklepy czy stacje benzynowe są czynne bardzo krótko. Jest jednak na to wytłumaczenie – pokolenia Francuzów czy Holendrów wypracowały taki dobrobyt, na który Polacy będą pracować jeszcze 30 lat albo najprawdopodobniej nie dopracują się nigdy.

        A teraz półżartem.
        Skoro Chiny nie inwestują w odpowiedni PR to być może po oby przegranych wyborach zostanie wysłany PRemier Donald Tusk. Kto jest za ?

      • Avatar Zyggi

        Jestem za (a nie za i przeciw, jak Lech W. – bożyszcze PO). Jeśli chodzi o dobrobyt naszego kraju, to jest niemal pewne, iż nigdy nie osiągniemy obecnego poziomu dobrobytu Zachodu. Nie ten pragmatyzm, nie ta organizacja, nie ta świadomość obywatelska, nie te elity polityczne etc. etc… Nie ma ku temu żadnych przesłanek. Nasza rola w UE to bycie dostawcą taniej i zdyscyplinowanej siły roboczej, poddostawcą półproduktów, miejscem montażu gotowych komponentów. Wystarczy porównać liczbę patentów zgłoszonych w przemyśle w 2010 r.: 16 tysięcy w Niemczech i raptem… 172 w Polsce. Niemiecki dobrobyt ma więc określone podstawy, a nasz? My nawet nie mamy bezpośrednich połączeń lotniczych w Chinami. Nie mamy porządnych dróg, szybkich kolei, przyzwoitej służby zdrowia. Mamy za to rosnące zadłużenie zagr. (z którego płacimy spore odsetki Zachodowi). Takie są osiągnięcia „grubej kreski” i libacji w Magdalence. Możemy się porównywać z Ukrainą, Rumunią, Bułgarią ale nie z Zachodem, nawet nie z Czechami, Słowacją czy postsowiecką Estonią, które biją nas na głowę we wszystkim, a zwłaszcza w IQ rządzących.

      • Avatar PZ

        O polaczeniach lotniczych z Chinami coraz glosniej sami Chinczycy wspominaja, wiec cos niedlugo bedzie nawet jak LOT nie bedzie mial tego w planach, a na razie mowi ze ma. Interesujacy bylby takze lotniczy rynek cargo z Chinami. Jesli chodzi o logistyke to dodalbym jeszcze wykorzystanie LHS do transportu towarowego zarowno z Chin do Europy jak i w druga strone, ale na to potrzeba sporych pieniedzy.
        Polski dobrobyt ma podstawy w Niemieckim glownie.:) I nie mowie tego zlosliwie, ale coraz bardziej widac, ze Niemcom z Chinczykami po drodze (a Amerykanom niestety nie), na czym Polska moze tylko zyskac, jako poddostawca i podwykonawca (w przeciwienstwie do zludnych benefitow bycia stanem zamorskim USA). Do poziomu zachodu wydaje mi sie, ze nie dojdziemy za szybko, zarowno ze wzgledu na przyczyny, ktore wymienia Zyggi, jak i na fakt ze zachod nie ma interesu zeby sobie dodatkowa konkurencje robic. Dodatkowo Zyggi, pominales kluczowa sprawe edukacji w Polsce, ktora jesli szybko nie zostanie wyprowadzona z zapasci naukowo-nepotycznej, to wbije przyslowiowy „gwozdz” do trumny rozwoju nowoczesnej gospodarki. Na obecna chwile Polska jest w duzej czesci na unijnej kroplowce finansowej, ale ta kroplowka nie bedzie wieczna co juz widac, miedzy innymi po odwolanych przetargach na drogi i dyskusji nad nastepnym budzetem UE.

  • Pan PZ
    Jeśli mamy n- równań z n+1 niewiadomymi to nigdy nie rozwiążemy tego układu. W takiej sytuacji jest Departament Skarbu USA. Poza tym, każdy ruch w jakąkowiek nie odbył by się stronę, zawsze pociągnie za sobą dwie nawzajem sprzeczne reakcje, np. wprowadzenie dużej gotówki do obrotu QE1 i QE2 skutkuje tym, że wprawdzie amerykańskie instytucje finansowe na całym świecie robią kokosowe interesy, ale p. Smith nic z tego nie ma, bo kredyt w dla jego firmy jest drogi- więc ona go nie weźmie, a on sam też nie weźmie kredytu bo boi się o przyszłość.
    Co do intencji FED-u (a wiec i Departamentu Skarbu) można uznać, że mają wszystkich zainteresownaych w nosie (czego już wielokrotnie dowiedli)- czyli rządy innych państw, myśle że chińskie aktywa w USA też (japońskie są już wyższe) i można założyć, że ich podstawowym celem jest- jak Pan słusznie ujął- utrzymanie dolara jako podstatwowej waluty rozliczeniowej świata. Nawet nie mogę sobie wyobrazić (chodzi mi o stan finansów USA), co by się stało gdyby któregoś dnia dolar „padł”.
    Pan Izydorczyk
    My się „nie martwimy” długiem Japonii- zresztą wczoraj „zrecenzowała go Moodies obniżając rating. My po prostu pozycjonujemy Japonie w tym kontekście tam, gdzie Ona jest. To wszystko.

  • Cyt. „A Chińczycy nadają się do bicia aż miło. Z bardzo prostego powodu: nie dbają o publicity, czyli władza w Pekinie nie nauczyła się jeszcze prawideł współczesnego świata białych z których to prawideł najważniejsze jest następujące: możesz kłamać, oszukiwać, przeinaczać fakty i co tam jeszcze chcesz, pod jednym wszelako warunkiem – musisz mieć usłużne środki masowego przekazu, które zgodnie będą powtarzały ludziom tę samą mantrę – winni są Chińczycy! No i tak się dzieje od Waszyngtonu po Tokio, od Portugalii po Polskę. Wszystkiemu winni są Chińczycy!”
    Ale Panie Wiesławie, jakie znaczenie ma to dla samych Chińczyków, że ludzie z Zachodu (i to też jedynie co bardziej podatni na manipulacje medialne) właśnie ich obwiniają o różne poblemy? A niech sobie myślą co chcą. KPCh ma w Chinach własne media, którymi prezentują chińskiej (i nie tylko) opinii publicznej swój punkt widzenia, np. anglojęzyczne CCTV, CRI, China Daily itd. A opinia reszty świata? A może po prostu od czasu, gdy priorytetem towarzyszy z Pekinu przestała być światowa rewolucja maoistowska, Chinom „lotto”, co myślą o nim zjadacze chleba w dalekich krajach? Busha niemal cały świat nienawidził i myśli Pan, że ten typ i jego kompani się tym przejmowali? Chiny jako kraj poważny po prostu robią swoje – zabezpieczają swoje interesy na wypadek różnych ewentualności i bardziej dbają o stabilność wewnętrzną niż o to, jak wygląda ich wizerunek w oczach angielskich gospodyń domowych czy amerykańskich poganiaczy bydła. Na to zresztą mają niewielki wpływ – podobnie jak NYT czy Bloomberg na to, co myślą Chińczycy o Zachodzie.
    To, co obserwujemy w Chinach, ten odwrót od polityki proeksportowej w stronę rynku wewnętrznego, to nie tyle reakcja na propagandę Zachodu, ile raczej na możliwą wojnę handlową Zachodu przeciw Chinom. Nie zmienia to faktu, że jednomyślności Zachodu w wypadku takowej wojny nie będzie. Po cóż ona takim np. Niemcom, które na eksporcie swoich towarów i usług do Chin zarabiają jakieś dziesiątki mld euro rocznie, a kwota ta w ub. roku wzrosła o 40%?!

  • Co do długu Japonii i innych państw ..
    Po 1 zależy jak jest to księgowane .. czy metodą kasową czy memoriałową !!!
    Po 2 zależy w jakiej walucie jest to zadłużenie
    Po 3 zależy jaki kurs wymiany weźmiemy
    Po 4 Skumulowane prawdopodobieństwo bankructwa dla Japonii jest niższe niż dla Polski :+)

    więc na waszym miejscu to bardziej bym się martwił sytuacja Polski niż Japonii .. Japonii sobie poradzi szczególnie….. że jej wiele państw w tym Polska ma zobowiązania wobec Japonii !! :+)

  • Dodatkowym punktem, ktory Fed stara sie rozwiazac to zadluzenie w USA. Dodruk dodatkowych dolarow tzw. „monetaryzacja” to proba rozwiazania takze tego problemu, a przy okazji obniezenie wartosci rezerw Chinskich trzymanych w USD. Nie do konca sie wiec zgodze, ze plan QE nie wychodzi, bo caly czas nie jestem przekonany, ze chodzi o „zwyklego zjadacza hamburgerow” jak sugeruja zalozenia planu Paulsona, a raczej o utrzymanie USD jako waluty rozliczeniowej za wszelka cene. Tyle, ze takie postawienie sprawy jest coraz bardziej sprzeczne z interesami innych krajow (takze coraz bardziej UE – przynajmniej nie wszystkie srodowiska w Niemczech sie z tym zgadzaja). ECB niejako podjal sie podobnych dzialan (na mniejsza skale) i skupuje obligacje Portugalskie, Irlandzkie i Greckie. Pytanie zatem jak dlugo taka polityka USA bedzie tolerowana przez innych, szczegolnie ze wywoluje inflacje (i to po stronie podazowej), wiec podnoszenie stop moze nie wystarczyc do zdlawienia inflacji. Innymi slowy jak dlugo bedzie tolerowane oddawanie darmowego „lunchu” Amerykanskim lobby finansowemu kosztem oskubywania wlasnych spoleczenstw (zreszta przecietny Smith tez jest oskubywany)? A przede wszystkim jak dlugo beda to tolerowac Chinczycy?
    Zyjemy w bardzo ciekawych czasach.:)

Pozostaw odpowiedź