BLOGOSFERA

Wiesław Pilch przedstawia: O „rozpaczliwych próbach Obamy” i „izolujących się Chinach”

Można by sobie pomyśleć, że ja lubię się znęcać  nad biednymi ludźmi. No i chyba coś w tym jest tylko, że to tak jak w Radiu Erywań: nie ukradli,  a im ukradziono, i nie sapogi a parachod. U mnie tak samo,  to Oni znęcają się nade mną i wcale nie biedni, ale zamożni eksperci różnych nacji. Przeczytałem sobie – na własne utrapienie – wywiad z  Panią Valerie Niquet z fundacji badań strategicznych w Paryżu. Ciężar gatunkowy tych wypowiedzi eksperckich jest tak wielki, że mi się kolana ugięły. Jeśli ktoś chce poczytać, to służę.

Ale do rzeczy. Otóż Pani Niquet pisze ”Odkąd Barack Obama został prezydentem, rozpaczliwie próbował poprawić stosunki z Pekinem. I doznał szoku, gdy okazało się, że Chiny odebrały to jako oznakę słabości i zaczęły coraz agresywniej poczynać sobie w regionie, między innymi popierać reżim północnokoreański”. No więc po pierwsze, czy ktoś z Państwa słyszał o tym że p. Obama rozpaczliwie próbował poprawić stosunki z Pekinem? Ja wprawdzie nie jestem ekspertem od Chin w Paryżu, a zwykłym  facetem ze wsi Beniaminów, ale jako żywo nie słyszałem o takowych próbach. Może jednakowóż p. Obama coś rozpaczliwie próbował via Paryż, ale to do opinii publicznej nie dotarło.  No i w efekcie tej rozpaczliwej słabości Chiny zaczęły się zachowywać agresywnie. Myślę, że Pani Niquet miała na myśli konflikt chińsko- japoński o połowy na spornym terenie i zatrzymanie przez Japonię chińskiego kutra. Jeśli dwie strony mają różne zdania na ten sam temat, to tak to jest. I można rzec, że sprawa połowicznie się zakończyła, ponieważ obydwie strony do jakiegoś konsensusu doszły. Czy w tym przypadku Chiny zachowywały się agresywnie? Myślę, że to fatalne słowo do opisania tego zachowania i nie odpowiadające prawdzie. Ale jak się chce psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie. No ale czytamy dalej. Chiny zaczęły popierać „reżim północnokoreański”. Nowość absolutna! Po prawie 60 latach popierania i znowu zaczynają popierać. Od nowa, jakby im było mało!

fot: 图片来源: 美国之音, CCBY

fot: 图片来源: 美国之音, CCBY

No cóż, życie jest ciężkie – czytamy dalej. Pani Niquet mówi: „Szczyt klimatyczny w Kopenhadze był kolejnym bolesnym ciosem dla USA, okazało się bowiem, że Chiny nie zamierzają działać pod dyktando Zachodu”. Toż to skandal wołający o pomstę do nieba. NIE CHCIAŁY! A to wredny reżim – nie chciał. To trzeba go było zmusić! Wprawdzie ja czytałem o zasadniczo innym układzie sił na tej konferencji, bo to chyba również towarzysze amerykańscy niekoniecznie się palili do podpisania tego klimatycznego cyrografu na swoją skórę, no ale jak się przymknie jedno oko, to już USA się nie zobaczy i zostaną Chiny. Można i tak, tylko co to ma wspólnego z prawdą? Dociec trudno.

Po czym następuje zdanie …skąd ono jest wyjęte? „Reżim w Pekinie potrafi sobie radzić z presją zewnętrzną. Kiedy staje się ona zbyt silna, zamyka się w sobie”. Tak próbuję sobie przypomnieć kiedy to „reżim w Pekinie” zamykał się w sobie. Za czasów Mao – tak. Ale to było lata świetlne temu. Bo ostatnio, kiedy rzeczony „Zachód” próbował wymusić określone zachowania na „reżimie z Pekinu” przed olimpiadą, to działy się rzeczy, które z zamykaniem się w sobie nic nie miały wspólnego.

Kolejne zdanie powoduje, że sam nie wiem co z tym robić: ”W tej chwili Chiny coraz bardziej się izolują od reszty świata i zbroją na potęgę”. Chiny się izolują? Od świata? A ja biedny myślałem, zadufany w swojej głupocie – że jest odwrotnie! Jeszcze kilka miesięcy temu, Chiny podpisały z USA porozumienie o wymianie młodzieży, w myśl którego ma zjechać na studia do tego izolującego się kraju 25 tys. młodych Amerykanów. I to jest ten wymiernik izolacjonizmu. Nieźle! Kilka milionów Chińczyków wyjeżdza na wycieczki turystyczne tu i tam i  to też – mniemam – jest przejawem izolacjonizmu. A EXPO w Szanghaju – to też izolacjonizm? O zbrojeniu się na potęgę słychać wciąż z różnych miejsc na ziemi i tylko pozostaje pytanie: czy naród 1 mld 350 mln. ludzi może mieć armię stosownej wielkości, czy ma polegać na US Navy lub wręcz Royal Navy? Czy rząd mający olbrzymie środki do dyspozycji może chcieć uzbroić swoją armię na kształt nieco tylko przypominający armię francuską? Czy też ta armia ma być uzbrojona w kije – najlepiej samobije? Ręce i nogi opadają- na różne strony.

Kolejne zdanie: „USA wreszcie zrozumiały, że muszą zmienić stosunek do tego kraju, bo nie jest on odpowiedzialnym partnerem”. Otóż Chiny są odpowiedzialnym partnerem, gdy się próbuje być dla Nich odpowiedzialnym partnerem. W każdym innym przypadku będą odpowiedzialnym przeciwnikiem i Amerykanie o tym wiedzą od dawna, a to że próbują swoich sztuczek raz po raz i nic im nie wychodzi. No cóż, trafiła kosa na kamień.

No i na koniec mamy smakowitości: ”…, chociaż wydarzenia w Tunezji bardzo przeraziły Pekin. Upadek reżimu Bena Alego uzmysłowił chińskim władzom, że nic nie jest wieczne, również oni. I że wymuszanie na zachodnich partnerach milczenia w tej kwestii (prawa człowieka – przypis autora) nie zapobiegnie demokratycznym zmianom”. Widziałem ten strach na licach wielu członków rządu chińskiego i myślę, że może Oni w skrytości swoich domów już pakowali walizki i szykowali się do szukanie azylu w… Korei Północnej.

To tyle. Takiego ładunku złej woli i niekompetencji już dawno nie widziałem. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że czytelnicy biorą to za dobrą monetę. To właśnie takie rozmowy sieją spustoszenie w ludzkich umysłach i potem dziwimy się, że społeczeństwo ma wypaczony obraz Chin. Po takich artykułach!

Wiesław Pilch

Opinie wyrażone w opublikowanych tekstach wyrażają poglądy autorów i nie reprezentują stanowiska CSPA.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch przedstawia: O „rozpaczliwych próbach Obamy” i „izolujących się Chinach” Reviewed by on 23 stycznia 2011 .

Można by sobie pomyśleć, że ja lubię się znęcać  nad biednymi ludźmi. No i chyba coś w tym jest tylko, że to tak jak w Radiu Erywań: nie ukradli,  a im ukradziono, i nie sapogi a parachod. U mnie tak samo,  to Oni znęcają się nade mną i wcale nie biedni, ale zamożni eksperci różnych

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarzy 21

  • Do Pana Zyggiego to adresowalem, gdyz dostrzegam jego niechec do Ameryki i generalnie do Zachodu. Huntington sprzeciwia sie amerykanizacji swiata i proponuje delikatny powrot do izolacjonizmu. Nie chce by USA byly „policjantem swiata”. Ktos jednak nim musi byc. A skoro Chiny nie wtracaja sie do innych, Rosja jest zbyt slaba, to USA pozostaja glownym graczem. Co do kuchni pelna zgoda z P. Zyggi. Azjatyckie kuchnie sa zdrowe podczas gdy amerykanska jest sztuczna i pelna cholesterolu. Bedac tam przytylem 10 kg

    • Małe sprostowanie: niechęc do DZISIEJSZEJ Ameryki i generalnie do DZISIEJSZEGO Zachodu. Ale już nie do naszej kochanej (acz lekko „dzikiej”) Słowiańszczyzny. Ja np. kocham atmosferę polskiego schabowszczaka, czeskie piwo i knedle, ruskie pielmienie, ukraiński barszcz, chorwacką sljivovicę, czeskie miasteczka, polskie i słowackie Tatry oraz urodę słowiańskich dziewczyn – wszędzie są piękne! zachodnie girlsy do nich się nie umywają, nawet dośc ładne Belgijki z Walonii. :-)

    • Zapomniałem dodac: schabowszczaka z kartofelkami, koperkiem i wódeczką. Dopiero to tworzy kulinarną atmosferę. :-)

  • Niestety nie wiem do kogo zaadresował Pan swoją konstatację o spojrzeniu Huntingtona w “Zderzenie cywilizacji”. Ja niestety tej książki nie czytałem. A jeśli moje poglądy są podobne do tych powyżej, no cóż…Mam takie jakie mam i chyba raczej ich nie zmienię. Nawet wtedy gdy są w USA mocno krytykowane.

  • a swoja droga to mysle, ze w swoich pogladach na USA podpiera sie Pan spojrzeniem Huntingtona w „Zderzenie cywilizacji”. W Stanach jest on b. krytykowany. Harward zarzuca mu „mentalnosc bunkra”, ktory boi sie Chin i swiata muzulmanskiego

  • Dosyc przekonywujaco Pan pisze. Ja pamietam USA sprzed obecnego kryzysu i fakt, kiedy zycie nie bylo tam pod tak wielka kontrola jak obecnie. Bylem w USA dokladnie od roku 1994 do 99. Nie bylo wtedy szalenstwa terrorystycznego, nikt wowczas nie zakazywal soli w restauracjach, jak dzis sie dzieje w N. Jorku. Taka Ameryke chce pamietac. A ze dzis schodzi ona na psy, jak zachodnia Europa… A moze idzie jak po sinusoidzie. Po kryzysie i salenstwie moze odbije sie od dna i stanie sie normalniejsza. Natomiast jedno musi Pan przyznac, bo zapewne zna Pan dobrze angielski. W Chinach byloby Panu ciezko sie poruszac, bo przypuszczam, ze nie zna Pan mandarynskiego ani kantonskiego. A dane te wzialem z Pascala, ktorego cytowalem. Poza tym mysle, wie Pan, ze nie tylko ekonomia decyduje o jakosci naszego zycia, ale kultura. Nie wiem, czy w Chinach czulby sie Pan tak swojo, gdzie wszystko jest inne, od kuchni po zwyczaje. No i przeludnienie, tlumy przechodniow, smog nad miastami – czy to nie przeraza? I czy nie jest troche tak, ze fascynujemy sie krajami Azji bardziej z pozycji Europejczykow mieszkajacych w UE? Bo jesli przyszloby nam tam mieszkac na dluzej, nie wiadomo jak by bylo…A po trzecie lub po czwarte – Polonia amerykanska, ok. 8 mln Polakow zyje w USA i jakos sobie chwali. W Chinach nie ma Polonii.
    na razie tyle, pozdr.

    • A propos kultury. Wie Pan, kultura Chin, jakkolwiek odmiena od europejskiej, wcale nie jest aż tak przerażająco inna. Czy coś odmiennego miało być przerażające, odpychające, niemożliwe do zaakceptowania? Sam lubię chińską kuchnię, choć może bardziej tę z północy niż kantońską. A co do USA, tam też są tłumy przechodniów i smog, choć to pierwsze nie przeraża mnie ani trochę. No i tempo życia w wielkich miastach USA bywa bliższe chińskiemu niż europejskiemu. :-)
      Jest w Chinach Polonia tyle że na razie nieliczna. Jarosław Dąbrowski, szef firmy Dąbrowski Finance Sp. z o.o. w rozmowie na portalu bankier.pl (30 kwietnia ub.r.) powiedział, że w samym Szanghaju mieszka 10 tys. Niemców i kilkuset Polaków. Rzeczywiście niewiele w por. do 8 mln Polaków w USA czy choćby 1,5 mln w Brazylii. Ale ciekawe, ilu ich będzie za rok, dwa, pięć lat…
      Pozdrawiam.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Zyggi w Szanghaju mieszka 300 Polaków na stałe .. z okazji 3 maja konsulat zawsze wyprawia bibkę dla rodaków :+)
        Po 2 do głosowania w wyborach prezydenckich było zgłoszonych o ile dobrze pamiętam 286 osób

        więc info fake !! jest różnica pomiędzy studentem, który tutaj przyjechał na semestr a osoba, która tutaj mieszka ma własne mieszkanie etc.etc. !!

      • Avatar Zyggi

        Wow, taka frekwencja?! To tam w punkcie wyborczym popic i zakąsic dawali? ;-)

  • Panie Zyggi!

    Stany Zjednoczone są największą potęgą gospodarczą świata, a poziom życia mieszkańców należy do najwyższych w świecie – czy Panu to sie podoba czy nie. USA zajmują pierwszą pozycję na świecie pod względem wielkości produktu globalnego i siódmą ze względu na poziom dochodu na głowę. Są największym producentem przemysłowym świata i jednym z największych producentów żywności.
    Na liście największych przedsiębiorstw światowych czołowe pozycje zajmują firmy amerykańskie: General Motors (samochody), Ford (samochody) i Exxon (oleje mineralne). Wśród największych banków świata znajdują się banki amerykańskie: Citicorp oraz Banamerica Corp. Stany Zjednoczone są obecnie największym eksporterem kapitału i światowym wierzycielem oraz państwem o największej wymianie handlowej.
    Ważnym działem gospodarki pozostaje przemysł motoryzacyjny. W produkcji samochodów osobowych Stany Zjednoczone zajmują drugie miejsce w świecie.
    Warunki naturalne, zwłaszcza klimatyczne i glebowe są na ogół korzystne dla rolnictwa amerykańskiego a ich różnorodność sprzyja zróżnicowaniu struktury upraw i całej gospodarki rolnej.
    A teraz cytuje:
    „Ze stanów Zjednoczonych pochodzi 36,4% światowej produkcji kukurydzy, 21% zbiorów prosa i sorgo, 19,8% bawełny, 11% pszenicy i 9,4% tytoniu. Stany Zjednoczone zajmują piąte miejsce w świecie pod względem połowów ryb.
    Na 100 mieszkańców przypada przeciętnie 56 samochodów w czym zajmują drugie miejsce w świecie. Stany Zjednoczone zajmują pierwsze miejsce w świecie pod względem liczby samolotów funkcjonujących w transporcie publicznym, a także przewozu ładunków i pasażerów Również w światowym handlu zagranicznym zajmują pierwsze miejsce.
    Niezwykle dochodową dziedziną jest turystyka. Stany Zjednoczone notują największe wpływy z turystyki zagranicznej, rośnie też liczba turystów z zagranicy (ponad 40 mln osób rocznie)”

    Źródło: wydawnictwo Pascal, 10.02 2010

    Mam do Pana pytanie hipotetyczne. Ma Pan do wyboru dwa kraje: USA i Chiny. Tylko te dwa. MUsi Pan wybrac jedno z nich i wyjechac. Co Pan wybiera?

    • Panie Jacku, skąd Pan wziął te dane? USA największym wierzycielem? Citicorp już od dawna nazywa się Citigroup. Z tą „Banamericą” podobnie. No chyba że to jakiś eksporter bananów z Ekwadoru czy Kolumbii – to byłbym skłonny zaakceptować, wszak wszyscy się mylimy. :-) Ale żeby GM i Ford czołowymi firmami samochodowymi? Hmm, a ja myślałem, że od kilku lat zdystansowała je Toyota. No, ale zawsze człowiek się uczy… ;-) Tylko czy pod względem jakości taki np. Chevrolet lub Ford ma lepszą opinię od Toyoty czy Mercedesa?… Nawiasem mówiąc, GM jest już firmą państwową. To pokazuje, że Zbigniew Brzeziński miał sporo racji, mówiąc, że Stany Zjednoczone w wielu dziedzinach upodobniły się do swojego rywala z czasów Zimnej Wojny. Coś mi się zdaje, że z wymienionych przez Pana atutów USA pozostała tylko branża rolnicza i rybacka, o których pisze Pascal. Żeby nie kopać leżącego, dodałbym jeszcze branżę zbrojeniową i IT. Z tym, że jak dojdzie co do czego, to możliwe, że Google czy Facebook zwiną manatki i wyniosą się np. do Indii lub Izraela, a producenci hardware (w dużej części będący w posiadaniu chińskiej diaspory) – na Tajwan, do Singapuru lub do Shenzhen. W sytuacji argentynizacji USA, o którym pisał ponad rok temu „Newsweek”, takie scenariusze są możliwe. Cała reszta gospodarki USA to głównie firmy produkujące masówę, różne Kodaki, Lexmarki, Motorole, Black & Deckery itp. szajs zbliżający się poziomem do tego z południa Chin, często wytwarzany w tych samych fabrykach. Firmy kontynuujące tradycyjną amerykańską solidność to już w zasadzie dinozaury. Liczba tych firm nieustannie maleje i gros ich produkcji jest zlokalizowane poza granicami USA. Dużo więcej słynnych, renomowanych firm mieści się np. w Japonii, mało kto o tym wie, bo dużo japońskich marek ma nazwy brzmiące „niejapońsko” (Panasonic, Technics, JVC, Kenwood, Pioneer, NEC, Canon, Olympus, KonicaMinolta, TDK itd.).
      Gdybym miał wybierać, to już dziś raczej Chiny. A za 10-20 lat zapewne i Pan to zrobi. :-) Mówię serio. W ChRL nikt nie zatrzyma człowieka chodzącego sobie po lesie pod zarzutem włóczęgostwa jak w wielu stanach USA. Jak dotąd nikt też nie pobiera tam linii papilarnych na lotniskach. Ryzyko, że Pan usłyszy wśród Chińczyków „polish jokes” jest raczej znikome, czego niestety nie można powiedzieć o Pańskich przyjaciołach zza Oceanu. No i chińska gospodarka oparta jest na podstawach realnych (produkcja), nie wirtualnych (banki operujące elektronicznymi pieniędzmi). A co wtedy, gdy wszyscy Amerykanie ruszą kiedyś do bankomatów? Myślał Pan kiedyś o tym? A przecież USA są jak kiedyś Argentyna, zadłużone po uszy i taki „sądny dzień” wydaje się być nieunikniony.
      P.S. W co zainwestowałby Pan swoje pieniądze? W akcje amerykańskiej czy chińskiej firmy motoryzacyjnej? Tylko proszę się nie sugerować crash testami chińskich modeli, jakich już nie produkują (np. Chery Amulet), nadal produkowany Chevrolet Aveo wyszedł też nieciekawie, co widać na YT…

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Zyggi miałem kiedyś takiego fajnego profesora, który był Czechem .. z 20 lat temu a może i więcej … kiedy pracował dla Bank for Int. Settlements .. wiele firm japońskich jest uzależnionych od USA .. w wielu japońskich firmach znajdziesz amerykańców na wysokich decyzyjnych miejscówkach .. bo co by nie mówić Japonia w pewien sposób był po 2 wojnie światowej uzależniona od USA…. po 2 to co stało się na spotkaniu BIS .. kiedy delegacja zjebała min. finansów Japonii .. pokazuje relację między tymi dwoma krajami .. a potem było carry trade bo japończycy nie posłuchali !! więc wiesz jak jest
        etc.etc. co innego wiedza książkowa i internetowa a co innego wiedza od grupy biorącej udział w działaniach grupy trzymającej władzę :+)

        pozdrawiam

      • Avatar Adam Izydorczyk

        p.s Zyggi nie wiem czy wiesz, ale FED i Benek zawiesili info o M3 ( jako niby mało istotne LOL) …Instytut Misesa stworzył nowy miernik True Money Supply i gwarantuje ci nie chcesz wiedzieć jak to wygląda .. USA u siebie wywoła hiperinflację pójdą w carry trade, aby tylko dojebać Chińczykom … idą na całość a Ben B. ma drukarkę, póki mu prądu nie ……… to będzie napierd …… :+)

      • Avatar Zyggi

        Carry trade i grupa 3mająca władzę… :-) A skąd wiesz, czy Japończycy tego typu praktyk nie stosują, tyle że dyskretniejszymi metodami? Spowiadali się komuś? A może jakiś facet z BIS był zapraszany na posiedzenia ich nieoficjalnych gremiów? A jeśli nawet, to ciekawe, ile by zrozumiał z tego, o czym się mówi. I czy w ogóle potrafiłby się skupic. :-)
        A generalnie nt stosunków Japonii z USA, to zabawne, jak to Amerykanom wydawało się w 1945, że takie np. Towarzystwo Czarnego Oceanu „szło” rozwiązac, skoro nikt nie był w stanie go zinfiltrowac. Przecież nawet średnio rozgarnięty człowiek mógłby zmiarkowac, że już w 1942 mogli przygotowywac plan na wypadek klęski militarnej. Nawet w sztabie generalnym mogli go nie znac, bo i po co? Zaciekły opór nieświadomych wojskowych nadawałby wiarygodnośc, że takiego planu nie ma. A „cysorz” zrobił, co do niego należało, zaakceptował kapitulację. Żeby było śmieszniej, nie ma słowa kapitulacja w japońskich dokumentach. Jest enigmatyczne „zawieszenie broni” czy jakoś tak. A Japończycy podpisywali tekst japoński, nie po angielski. Obie strony podpisały zupełnie inne dokumenty. Zabawna jest ta historia, no nie?… :-D
        Niemcy podeszli do sprawy też pragmatyczie. Tam była kapitulacja, ale podpisywali ją tylko wojskowi. A alianci cieszyli się jak małpa z banana na widok podpisu sztabowego dekownika Keitla. Heh, przynajmniej dostali autograf. A co, myślisz Pan, że Japonia i Niemcy to nie są państwa poważne? :-)

      • Avatar Zyggi

        P.S. Chiny to osobna sprawa. W sytuacji, gdy rządzą tam „te wredne komuchy”, trudno cokolwiek powiedziec na temat chińskich środków działania. Ale wiemy, że mają obligacje. Aby wyprowadzic w USA i Europie ludzi na ulice, to może wystarczyc…

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Zyggi znasz ten kawał …. znacjonalizowano GM ….. Fidel i H. Chavez mają meeting na, którym to Hugo stwierdza … Fidel jest coraz gorzej jeszcze trochę i będziemy na prawo od Obamy :+)

        ten kawał pokazuje, że strach się bać …. Chiny prywatyzują USA nacjonalizuje !!!

    • Jacku GM już dawno padło …. istnieje tylko dlatego, że DSkarbu zarządził jak to bywa w takich przypadkach bailout !! :+)
      Ford ?! odsyłam do programu 20/20 kiedy jeszcze prowadził John Stossel … jak silne są związki zawodowe w tej firmie ?! aż głowa boli to nasze powinny się uczyć od nich … odprawy po 200 k $ muszą być płaca powyżej płacy rynkowej … wyśrubowana do granic możliwości do tego stopnia, że Ford oszczędzał na jakości materiałów wykorzystywanych przy produkcji … koniec końców ludzie wybierali składane w USA Toyoty za 80 % ceny Forda :+)

  • Szanowny Panie Wiesławie
    Tekst, który poddał Pan krytyce, chyba rzeczywiście na to zasługiwał, ale nie wiem, czy należało go komentować aż tak brutalnie .
    Barack Obama, w porównaniu ze swym poprzednikiem, rzeczywiście starał się ocieplić stosunki z Chinami. Określenie „rozpaczliwie” mogło się odnosić do sytuacji w USA. Wszystkie próby, podejmowane przez władze państwa, które jest w rozpaczliwej sytuacji, można od biedy nazwać rozpaczliwymi.
    Stwierdzenie, że Chiny odczytały próbę Baracka Obamy jako oznakę słabości USA, nie budzi chyba wątpliwości. To przecież była oznaka słabości i Chiny trafnie to odczytały.
    Stwierdzenie, że Chiny zaczęły się zachowywać bardziej agresywnie jest zasadne, jeśli stosuje się poetykę USA, a Valerie Niquet chyba ją stosuje. Z punktu widzenia USA każde państwo, które nie chce podporządkować się USA, a już szczególnie nie pozwala się wykorzystywać przez USA, jest państwem agresywnym, zbójeckim, imperium zła, należy do osi zła etc., etc.
    Jedyną intrygującą rzeczą w tekście Valerie Niquet wydaje się stwierdzenie, że „wydarzenia w Tunezji bardzo przeraziły Pekin”. Siłą napędową wydarzeń, takich jak w Tunezji, jest chyba splot wielu okoliczności. Do najważniejszych czynników zaliczyłbym:
    1) wysokość stopy bezrobocia (w Tunezji wg CIA 14 proc. w 2010)
    2) stopień nierówności społecznej ilustrowany indeksem Giniego (w Tunezji wg CIA 40,0)
    3) tempo wzrostu PKB (w Tunezji wg CIA 3,4 proc. w 2010)
    Dla porównania (także dane CIA):
    USA – stopa bezrobocia 9,7 proc., indeks Giniego 45,0 a tempo wzrostu PKB w 2010 – 2,8 proc.
    Chiny – stopa bezrobocia 4,3 proc., indeks Giniego 41,5 a tempo wzrostu PKB w 2010 – 10,1 proc.
    Dlaczego mimo tych danych Valerie Niquet uważa, że Tunezja przeraża władze Chin a nie USA? Albo wie ona w tej sprawie o czymś ważnym, o czym ja nie wiem, albo jej wypowiedź to propaganda, będąca kolejną rozpaczliwą próbą ratowania się przez USA z katastrofy.
    Pozdrowienia

    • Szanowny Panie Piotrze.
      Myślę, iż to propaganda, bo nie sądzę, by pani Niquet posiadła wiedzę zastrzeżoną dla szefów służb specjalnych oraz polityków (niektórych). Propaganda ta natomiast ma tu za zadanie nie tyle ratować USA z katastrofy, ile raczej odwracać uwagę czytelników od tejże katastrofy. Choć niewykluczone, że pani Niquet wyobraża sobie, że zaczaruje rzeczywistość, nadając słowom moc sprawczą. :-)
      Nie byłaby tu wyjątkiem. Niektórzy próbowali to robić za pomocą propagandy i pustych obietnic w sytuacji, gdy nie mieli już żadnych asów w rękawie. Przykładem może być Ceausescu. W swoim ostatnim wystąpieniu, widząc, że grunt pali mu się pod nogami, Geniusz Karpat obiecywał wygłodzonym Rumunom 10% podwyżki płac, w nadziei, że ocali reżim. Nijak nie mógł pojąć, że ludzie właśnie JEGO mają już zwyczajnie dosyć. Czasem zastanawiam się, czy nie jest to tak, że ludzie na całym świecie mają już dosyć USA, ich przewagi gospodarczej, politycznej, militarnej, kulturowej, ich hipokryzji i awanturnictwa, podczas gdy sami Amerykanie nie potrafią lub nie chcą tego dostrzec.

      • Avatar ciekawy

        Jak Ameryka ma się zachować wobec tego, że niektórzy mają jej dość ?
        Mają pozbyć się broni nuklearnej, zablokować eksport kulturowy (filmy, muzyka), zamknąć oddziały McDonald’s a może uniemożliwić upowszechniania na świecie technologii wymyślonych w USA ? To raczej naturalne, że państwo mające taki potencjał narzucał i narzuca innym swoje rozwiązania, co nie oznacza że mamy taki stan rzeczy akceptować.

        Chiny obecnie postępują wg doktryny niewtrącania się w sprawy wewnętrzne, ale czy to oznacza że taka polityka będzie wiecznym dogmatem ? USA w XIX i na początku XX w. też prowadziły politykę izolacjonizmu i dystansowały się od konfliktów europejskich (doktryna Monroe’a). Co z tego pozostało ? Na to pytanie odpowiedź zna każdy.

      • Avatar Zyggi

        Nikt nie oczekuje od USA pozbycia się broni nuklearnej, Francja też ją ma i nikt się o to nie czepia. Z technologiami jest podobnie: japońskie nikomu nie przeszkadzają (może poza Koreańczykami :-)). Problemem jest połączenie tych wszystkich elementów przewagi plus amerykańskie awanturnictwo, o którym wspomniałem. Teoretycznie wystarczyłoby powrócic do polityki izolacjonizmu. Jest jedno istotne „ale: w sytuacji, gdy sektor wojskowo-zbrojeniowy oraz specsłużby są dziś w USA rozrośnięty do monstrualnych rozmiarów, nie wydaje się to realne. Tu nasuwają się analogie do schyłkowego ZSRR, który upadł przede wszystkim pod ciężarem zbrojeń.

Pozostaw odpowiedź