BLOGOSFERA

Wiesław Pilch przedstawia: Kto sieje wiatr, zbiera burzę

Niestety ta sentencja, aż nadto dobrze  pasuje do bieżących wydarzeń. Otóż USA zaczyna wchodzić w „nie swoje spodnie”. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni. A wszystko za sprawą „niedopuszczalnego uchybienia” jakim było ze strony USA pozostawienie Azji Południowo- Wschodniej swojemu losowi, czyli w świętym spokoju przez ostatnich 10 lat.

Po ataku 11 września na dwie  wieże w NYC, Ameryka poszła na wojnę, tym razem z terroryzmem, co w wolnym, tłumaczeniu umożliwiło zaatakowanie każdego kto miał coś na sumieniu. Np. ropę lub Koran. Trwało to 10 lat i skończyło się tak jak mogło najgorzej. Oczywiście dla Amerykanów. Przegrali bo musieli przegrać. Ale w tym czasie gdy amerykańscy kowboje uczyli Irakijczyków i Afganów demokracji przy pomocy pistoletu maszynowego, gdzieś daleko w Azji   Chińczycy robili swoje. Czyli pracowali. Bądźmy szczerzy. Tyrali. Ich gospodarka „rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej”. Gospodarka rosła i rosła i w ciągu tych ostatnich 10 lat urosła trzykrotnie. I biedni Amerykanie, gdy już przyjechali do domu, otrzepali kurz ze spodni i rozglądnęli się wokół, skonstatowali, że ten świat przez ostatnich 10 lat zupełnie się zmienił. Pożółkł był jakoś. Za głowę się biedaki złapali, bo co pójdzie któryś do sklepu to sama chińszczyzna mu w ręce wpada. A On w czarną rozpacz. Że Ojczyzna ginie, bo Chińczyki atakują. Na razie półki. Ale wiadomo, co im do tych żółtych głów wpadnie? No więc trzeba ich ubiec i wymyślić jakiś fortel- niczym Zagłoba (ale skąd te Amerykańce o nim wiedzieli?)- żeby to tym Chińczykom zrobiło się gorzej i ciaśniej w tej Azji.

No i wymyślili, a nie musieli długo szukać. Przecież w Azji co krok to jakieś nieuregulowane spory graniczne. Wszyscy ze wszystkimi mają te same problemy, tyle że tak jest od lat i było by dalej spokojnie, ale Jankesi przypomnieli sobie że tym sposobem można napuścić jednych na drugich. A że Chiny są w tej chwili ich największym bólem głowy, problemem tak dużym jakiego nie mieli od czasów upadku ZSRR, wiec trzeba było coś zrobić. Sprawa wysp Spratly i Paracelskich jest zagmatwana a więc trudna do pozytywnego zakończenia, więc dobrze się nadaje do skłócenia sąsiadów. No i od kilkunastu ładnych miesięcy mam niekończący się festiwal różnych oświadczeń i kontr oświadczeń ze wszystkich zainteresowanych stron. A więc krzyżują się tam interesy Chin, Wietnamu, Filipin,Tajwanu, Malezji i Brunei i oczywiście USA i Japonii.

A jak się krzyżują? Oto próbka jeśli chodzi w Spratly:

– Wietnam rości sobie prawo do wszystkich Wysp Spratly ze względu na historyczną zasiedziałość na wyspach, mimo, że większość z nich położonych jest bliżej wybrzeży Malezji i Filipin niż Wietnamu;

– Filipiny roszczą sobie prawa do większości, ale nie wszystkich w oparciu o mieszane zasady: zasada jedności archipelagu, szelfu kontynentalnego i okupacji niezaludnionego terytorium;

– Malezja i Brunei swe roszczenia opierają o zasadę szelfu kontynentalnego – wyspy leżą w dnie morza w odległości mniejszej niż 200 m od wybrzeża.

Wietnam swoja obecność fizycznie zaznaczył na 20, Chiny na 9, Filipiny na 8, podczas gdy Malezja na 3, a Tajwan na 1 z wysp, skał i raf koralowych należących do Wysp Spratly. Problem jest jak widać nielichy, ale z pewnością państwa ASEAN są w stanie wspólnie zapewnić wolność nawigacji i zgodzić się co do zasady, że roszczenia do poszczególnych wysepek nie dotyczą 200-milowych stref ekonomicznych.

I jeszcze jeden „drobiazg”. W 2002 r. państwa ASEAN podpisały  Declaration of Conduct of Parties które zobowiązało strony do pokojowego rozwiązywania sporów poprzez negocjacje i bez użycia przemocy.

Niestety w 2010 Wietnam, tak właśnie Wietnam odnowił spór dotyczący suwerenności nad wyspami Spratly. I zaczęło się. Chiny w swojej twardej nocie- i to było złym rozwiązaniem- zwróciły uwagę mocarstw na ten problem. Australia, Rosja, Japonia i USA stanęły po stronie Wietnamu a później innych państw ASEAN.

Nie będę opisywał dokłanie co się działo później w sferze dyplomatycznej, ale zaczęła się burza z udziałem Chin i w/w państw ASEAN. Tyle, że nie było tak, ze z jednej strony mamy wielkie Chiny które chcą zmiażdżyć mniejsze kraje i narzucić im cokolwiek. Były to jednostronne deklaracje poszczególnych państw w tej sprawie. W efekcie podczas 18. Szczytu ASEAN w Dżakarcie (7-8.05.2011) zainteresowane strony podjęły rozmowy w sprawie wysp Spratly.  Między innymi, Filipiny i Wietnam zobowiązały się do jak najlepszego- z punktu widzenia zainteresowanych- rozwiązania problemu roszczeń i do działań na rzecz zmniejszenia napięć w regionie.  Z kolei prezydent Filipin Aquino stwierdził, że było by zasadne, aby państwa ASEAN wypracowały wspólne stanowisko i przedstawiły je Chinom. Natomiast MSZ Malezji stawia na rozmowy  dwustronne bez angażowania ASEAN. Podobnie uważają Chiny.

 A teraz wkraczają na arenę Amerykanie. 16.11.2011 New York Times napisał, że Morze Południowochińskie – ” to ważny szlak handlowy, którym transportowane są również amerykańskie towary – a staje się ono obiektem agresywnych roszczeń ze strony Chin”. To zwykłe kłamstwo, jako że od dawna czyli od zeszłego roku nie tylko nie było żadnych „agresywnych roszczeń” ale wręcz uspokajające i tonujące wypowiedzi Pekinu- nawet po manewrach floty wietnamskiej z użyciem ostrej amunicji. Ale kłamstwo i prowokacja to znana i wielokrotnie stosowana przez USA  forma „kontaktu” z innymi krajami.

Kilka dni temu prezydent Obama będąc w Australii  oznajmił, iż stacjonująca tam niewielka jednostka 300 żołnierzy Korpusu Marines zostanie zwiększona do 2500 żołnierzy. A w odbywających się teraz  na Bali szczycie ASEAN oraz krajów Azji Wschodniej EAS, prezydent Obama powiedział wręcz , że USA zwiększą swoją obecność militarną w rejonie Azji i Pacyfiku, po tym jak Chiny poddały w wątpliwość decyzję Waszyngtonu o  rozszerzeniu swoją obecności  wojskowej w Australii.  W takiej sytuacji Chiny postawiły sprawę jasno.

Po pierwsze: „Wszystkie kraje, które chcą być pionkami na amerykańskiej szachownicy stracą okazję do czerpania zysków z chińskiej gospodarki” to cytat podobno z Global Times który przytacza polska prasa, aczkolwiek ja nigdzie  takiego zdania nie widziałem . Natomiast przeczytałem zdanie następujące: „Jeśli zostanie zbudowany sojusz antychiński, to USA powinny dostarczyć więcej korzyści gospodarczych jego uczestnikom”.  Pytanie: czy Państwo widzą różnicę?

 Po drugie spory terytorialne powinny być rozwiązywane dwustronnie i w związku z tym Chiny nie życzą sobie omawianie tych spraw z udziałem prezydenta USA.

Tak więc  mamy problem i  zaczyna się on z udziałem US Army. To kiepsko rokuje.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch przedstawia: Kto sieje wiatr, zbiera burzę Reviewed by on 20 listopada 2011 .

Niestety ta sentencja, aż nadto dobrze  pasuje do bieżących wydarzeń. Otóż USA zaczyna wchodzić w „nie swoje spodnie”. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni. A wszystko za sprawą „niedopuszczalnego uchybienia” jakim było ze strony USA pozostawienie Azji Południowo- Wschodniej swojemu losowi, czyli w świętym spokoju przez ostatnich 10 lat. Po ataku 11

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarze 2

  • Prof.Góralczyk mądrze spuentował stosunek USA do Chin w ostatnich dziesięcioleciach: naprzód Ich lekceważyli a teraz nimi straszą. I niestety to straszenie przynosi skutki, vide Wietnam. Aczkolwiek ten poziom strachu będzie systematycznie opadał, gdy władze chińskie tak jak do tej pory, z żelazną konsekwencją- więc przeciwstawiając się rosnącemu nacjonalizmowi- na arenie międzynarodowej a w szczególności w Azji Płd.-Wsch. , a jeszcze szczegółowiej w odniesieniu do negocjacji granicznych będą dążyć do pokojowego rozwiązania tych skomlikowanych kwestii. Nie oglądając się na siły zewnetzne- które łatwo zdefiniować- a które będą dążyć do destabilizacji regionu. Bo że Amerykanie zrobią wszystko zeby region zdestabilizować- to PEWNE!

  • Tak dalej, panowie Jankesi i drażnienie Chińczyka się skończy opyleniem przezeń porcji amerykańskich obligacji na światowych rynkach. Chiny stracą niemało aktywów, ale to nie one tylko Wuj Sam padnie na kolana. Może nawet bardziej niż dwie dekady temu przesławny Kraj Rad, który rozkraczył się pod jarzmem niewydolnej gospodarki i gigantycznych wydatków wojskowych…
    A swoją drogą, czy pamięta ktoś jak nazywał się ten mądry człowiek, który nazwał Afganistan grobem mocarstw?

Pozostaw odpowiedź