BLOGOSFERA

Wiesław Pilch przedstawia: Krakanie w Davos

Z  okazji zlotu w Davos, zleciały się tam również kruki z całego świata i jak to kruki – zaczęły krakać. A że jest tam również największa agencja dezinformacyjna (cała prawda, tylko prawda, g…no prawda), przepraszam – informacyjna świata zachodniego, więc nie mogło zabraknąć rewelacji. A odbiorcami tych rewelacji mają być politycy i my, społeczeństwa którym robi się na każdym kroku wodę z mózgu – główni odbiorcy tych dezinformacji. No więc spece od dezinformacji przypomnieli sobie o swoich powinnościach, a jako że 20 stycznia chiński urząd statystyczny poinformował, iż wzrost gospodarczy w Chinach w 2010 roku wyniósł 10,3 proc., co stanowi najlepszy wynik PKB od trzech lat, więc trzeba było tę informację przykryć dezinformacją. Takie są reguły gry, że jeśli Chińczycy coś dobrego powiedzą o swojej gospodarce, to natychmiast znajdą się tacy – i to w dużej ilości – którzy powiedzą coś dokładnie odmiennego  i to podpierając się zdaniem szeregu ekspertów.

No więc rzeczona agencja Bloomberg  przepytała na okoliczność Chin  około tysiąca inwestorów, traderów i analityków z różnych stron świata, słowem samych „nastajaszczich spiecjalistow”. I co rzeczeni specjaliści orzekli? Ano, strach się bać. „Kryzys finansowy może zdławić Chiny w ciągu pięciu lat” – taki przekaz poszedł dziś z tej sławnej agencji w świat. Jak ja bym był jakimś facetem z Amsterdamu czy Karaczi, to bym czym prędzej pobiegł do pobliskiego hipermaketu i wykupiłbym wszystkie puszki z datą spożycia za 5 lat. Włącznie z puszkami ze świeżym powietrzem. Bo właśnie prawie połowa z tych kruków z Davos stwierdziła, że implozja Chin nastąpi najwyżej za 5 lat. A za 10 lat to już wszyscy są na amen pewni. No i co tu zrobić? Płacz i zgrzytanie zębów! A do tego jeden specjalista z Bratysławy – to niedaleko – powiedział, że nie ma wątpliwości, że Chiny znajdują się w samym środku spekulacyjnej bańki kredytowej, która jest nie do przetrwania. O kurza stopa! A Chińczycy o tym nie wiedzą? No nie wiedzą!  Jak to nie wiedzą? Nie wiedzą co się u nich dzieje na następnej ulicy, a facet z Bratysławy wie? Widać takie są porządki na tym świecie. Wprawdzie doradca banku centralnego Chin, niejaki Li Daokui, powiedział, że nie przewiduje jakiegokolwiek “twardego lądowania”, ale kruki wiedzą swoje i żaden Chińczyk nie będzie im psuł nastroju.

Wiadomość o tej bańce nieruchomości jest już głośna od dawna, bo jest to jedyna zła wiadomość z Chin od 2 lat, która powraca jak sprawa potwora z Loch Ness.  I wiadomość ta jest obracana przez agencje i specjalistów z każdej możliwej i niemożliwej strony. Najlepszym na to dowodem jest artykuł prof. Patricka Chovaneca Wu z Uniwerystetu  w Pekinie z 22 lutego 2010 r.,  w którym rzeczony profesor wieszczy to samo. Drobiazg, prawie rok temu! I tak dobrze się ta bańka na rynku nieruchomości zakonserwowała, że dzisiaj ją wydobyli i straszą, a pewnie na tym się nie skończy, bo za rok też ją wyciągną w doskonałym stanie i też postraszą.  A jak się dobrze zachowa to i w dalszej przyszłości będzie jak znalazł.

I tak się można naigrywać z tej międzynarodowej „diedowszcziny”, tyle że z tego cyrku wynikają całkiem realne i poważne zagrożenia – dla Chin i nie tylko.

Otóż po pierwsze, takie „rewelacje” dla ludzi niezorientowanych są jak płachta na byka. Rynki finansowe, a więc i ludzie, mają to do siebie, że rządzą nimi  przede wszystkim EMOCJE. Te zaś powodują opłakane w skutkach reakcje. Załóżmy, że jakiś fundusz inwestycyjny ma w swoim portfolio znaczną ilość akcji developerów z Chin. Po takiej wiadomości, kursy akcji tych firm w Chinach idą w dół, a więc i jednostki uczestnictwa takiego funduszu też dołują. Tracą zatem całkiem realne pieniądze Bogu ducha winni ludzie skądeś tam, z dowolnego miejsca na świecie, którzy kupili te jednostki uczestnictwa. I natychmiast je sprzedają, żeby nie stracić więcej. Tyle że za 2-3 dni wszystko wróci do normy. Ale ludzie stracili realne pieniądze! Tylko że kto to by się takimi bzdurami przejmował. Przecież ten, kto wymyślił wypuszczenie tej wiadomości i ją wystrzelił w świat – zarobił kupę forsy. Jak? Śmiesznie prosto. Obstawił „krótką sprzedaż” czyli innymi słowy zainwestował duże pieniądze z 100 lewarem w spadki tych akcji. I teraz po jednym dniu zbiera takie pieniądze, że aż strach myśleć, że tyle można zarobić. Koloryzuję? Kilka tygodni temu pisałem na tych łamach o przekręcie na srebrze, który wymyślili  ludzie z największych instytucji finansowych świata. Więc zanim ktoś powie, że koloryzuję, niech się dobrze zastanowi. Taka informacja jak ta dzisiejsza, to duuuuże pieniądze.

Po drugie taka wiadomość to nic innego jak cios w dobry „image” Chin.  Oczywiście można powiedzieć, że to drobiazg. Nie, to nie jest drobiazg. Znowu  wrócę do stwierdzenia, że rynki finansowe, a więc i ludzie mają to do siebie, że rządzą nimi  przede wszystkim EMOCJE. A proszę nie zapomnieć, że dla żadnego kraju, również dla Chin, nie jest obojętny PR.  Jako, że ten temat pojawia się co jakiś czas jak bumerang, więc chodzi tu zapewne o spowodowanie myślowej kalki: Chiny – bańka na rynku nieruchomości. Tak jak już została utrwalona w świadomości międzynarodowej finansjery i inwestorów kalka: Chiny – zaniżona wartość juana. Proszę Państwa! Na tym najlepszym ze światów nic nie dzieje się bez przyczyny – czytaj bez maczania w tym paluchów przez wielkie korporacje finansowe.

Po trzecie. Gdyby tylko chodziło o czarny PR, to pół biedy. Ale za takimi artykułami, za takimi wiadomościami stoją miliardy dolarów, które przepływają na giełdach w te i nazad, szczególnie na tak „panicznych” giełdach jak Szanghaj czy Shanzen w Chinach. Giełdowy rynek w Chinach to ok. 200 mln. ludzi którzy kupili akcje, nie mając nawet bladego pojęcia o tym rynku. I jeśli do ich świadomości dotarłaby taka informacja, to „ręka noga mózg na ścianie”. Całkowita destabilizacja. Można mieć tylko nadzieję, że stosowne władze nie odpuszczają na rynek takich wiadomości.

Słowem, jeśli przeczytacie Państwo kiedyś jakiś artykuł z „rewelacjami” to pamiętajcie, nie pojawił się on bez przyczyny.

Wiesław Pilch

Opinie wyrażone w opublikowanych tekstach wyrażają poglądy autorów i nie reprezentują stanowiska CSPA.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch przedstawia: Krakanie w Davos Reviewed by on 27 stycznia 2011 .

Z  okazji zlotu w Davos, zleciały się tam również kruki z całego świata i jak to kruki – zaczęły krakać. A że jest tam również największa agencja dezinformacyjna (cała prawda, tylko prawda, g…no prawda), przepraszam – informacyjna świata zachodniego, więc nie mogło zabraknąć rewelacji. A odbiorcami tych rewelacji mają być politycy i my, społeczeństwa którym

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarze 2

  • Cyt. „Giełdowy rynek w Chinach to ok. 200 mln. ludzi którzy kupili akcje, nie mając nawet bladego pojęcia o tym rynku. I jeśli do ich świadomości dotarłaby taka informacja, to „ręka noga mózg na ścianie”. Całkowita destabilizacja. Można mieć tylko nadzieję, że stosowne władze nie odpuszczają na rynek takich wiadomości.”
    Wspomniany przez Pana przekręt na srebrze. Bardzo możliwe, że sprawa jest znana już znana w Chinach. W każdym razie władze Chin na pewno nie przegapiły okazji, by dać do zrozumienia swoim obywatelom, aby uważali na portfele. I żeby nie zrozumieli, że jak zachodnie wiadomości coś mówią… to mówią, i nic poza tym. W tym celu wystarczy nagłaśniać w CCTV i innych chińskich mediach takie fakty, kompromitujące do cna zachodnią „wytwórczość bankową” (tak to określiłem, bo oni swoje usługi nazywają „produktami” :-)). Myślę więc, Panie Wiesławie, że nasza nadzieja, iż w Chinach do paniki nie dopuszczą, ma mocne podstawy.

  • Jak czytam Pana Wiesława, to za każdym razem ręce układają mi się do oklasków! Kapitalny artykuł.
    Na Zachodzie bez zmian. Od czasów Rotschilda, gdy ten puścił w obieg plotkę o wygranej Napoleona pod Waterloo, celowo doprowadzając do paniki w londyńskiej City. Następnie skupował tanio wyprzedane akcje i inne walory. A gdy okazało się, że to starcie pod Waterloo zakończyło się po myśli Brytyjczyków, akcje poszybowały w górę i sprytny Żyd stał się panem sporej części brytyjskiej gospodarki.
    I jak tu nie wierzyć koszernej prawdzie, że lepszy metrowy żydowski geszeft niż kilometrowa polska robota?! :-)

Pozostaw odpowiedź