BLOGOSFERA

Wiesław Pilch przedstawia: Inflacja w Chinach – jej źródła

Bardzo często gdy czytam jakieś artykuły o Chinach, zdaję sobie sprawę z tego, że mam do czynienia z manipulacją czytelnikiem. Zresztą bardzo prostą manipulacją. Polega ona na podawaniu do wiadomości selektywnie wybranych prawdziwych danych które mają ilustrować założoną tezę, a przy okazji bazując na tych danych tak je zinterpretować, aby z góry założona teza była udowodniona.  Manipulowanie danymi i ich interpretowanie w ten sposób by  wykazać, iż gospodarka chińska wcale nie ma się tak dobrze jakby się wydawało, jest starym sposobem na pokazywanie jej stanu w krzywym zwierciadle, ale tak, aby wyglądało to na oczywistą troskę piszącego.

Jako że jesteśmy przy temacie inflacji, zobrazuję tę manipulację następującym przykładem.

Otóż w kółko i na okrągło pisze się o olbrzymich kłopotach: z budżetem USA- a właściwie jej potężnym długiem sięgającym ponad 100% PKB, węzłem gordyjskim UE w kwestii jej waluty czyli euro ciągnącym cały ten projekt a więc i całą eurostrefę na dno i w tym kontekście wymienia się jednym tchem Chiny z inflacją w ok. 6,4% i indeksem PMI poniżej 50%. Piszę o tym tutaj. To tak jak byśmy porównywali skutki trzęsienia ziemi z wielkim placem budowy. Podobnie jest i tu i tu. W obu wypadkach ziemia jest powywracana, tylko chyba rozmiar i skutki nie te same. Ale dla czytelnika skojarzenie jest oczywiste – wszystko się wali. Nieprawda!

Albo np. jeśli dziennikarz pisze iż np. rok temu inflacja nie była problemem i się o niej nie mówiło, a teraz jest i jest dużym problemem…No cóż, wystarczy sięgnąć do źródeł, aby wykazać że było zupełnie inaczej. Vide powyższy wykres. Inflacja rosła, wprawdzie spokojnie ale cały czas rosła. Przypominam sobie, gdy jesienią 2010 zaczęło się mówić o tym że stopa inflacji zaczyna przybierać niepokojące rozmiary, byłem wśród tych którzy bagatelizowali problem. A więc teza o tym, że inflacja wyskoczyła „ni stąd ni zowąd jak Filip z konopii” jest nie do utrzymania. Ale przecież ten kto napisał takie zdanie potrzebował go jako danej do udowodnienia szerszej jeszcze tezy. Otóż od dłuższego czasu próbuje się przekonywać opinię światową o tym, że inflacja- w tym szczególnie żywności, jako paleta towarów strategicznych- jest efektem wszelkich możliwych i niemożliwych, wymienionych i nie wymienionych klęsk żywiołowych na wszystkich kontynentach. Po różnych relacjach których w telewizorach pełno, można by pomyśleć, że rzeczywiście,  klęsk żywiołowych w postaci powodzi lub suszy, huraganów, tajfunów i tsunami oraz innych dopustów Bożych nam ostatnio aura nie skąpi i stąd takie efekty. No bo jeśli coś nie urośnie z jakiegoś tam powodu to i zebrać nie ma co. I bieda. A jak jeszcze co większe autorytety zaczną mówić o tym, że Chińczycy zaczęli np. jeść mięso i stąd podwyżki, bo tego mięsa nie ma skąd brać,  to strach zaczyna jeżyć włosy na głowie i człowiek uwierzy w  każdą podobną bajkę. Tyle tylko, że ci Chińczycy nie zaczęli jeść na potęgę mięsa w ostatnich 2 miesiącach , ryżu czy pszenicy (której w ogóle nie jedzą) i nie zaczęli konsumować cukru 3 czy 4 razy więcej w ciągu roku, a co do klęsk żywiołowych to jak powiedział znany mi klimatolog: średnia długoletnia jest stała. No ale na coś trzeba zrzucić odpowiedzialność za nieprawdopodobne zwyżki cen żywności w przeciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

Miało być o inflacji a jest o wzrostach cen żywności. Bo mowa o skutku- inflacji i przyczynie- rosnących cenach. Czyli trzymamy się tematu.  Kilka miesięcy temu popełniłem ten artykuł i kolejny w których starałem się przybliżyć czytelnikowi mechanizmy powodujące podwyżki cen wszystkiego na  całym Bożym świecie. Skoro wszędzie to również i w Chinach. Czasami odnoszę wrażenie, że skoro USA prowadzące taką a nie inną politykę finansową w swoim kraju  są odpowiedzialne za globalny wzrost cen a więc i inflacji (przypominam ciąg przyczynowo- skutkowy: 1.poluzowanie ilościowe FED-u (QE1 i QE2) 2.olbrzymie ilości (ok.2,7 bln $) taniego pieniądza na rynku, 3.inwestowanie tych pieniędzy w kontrakty terminowe na surowce, 4.wzrost cen hurtowych i w efekcie detalicznych) to jako że wierzę głęboko w inteligencję ludzi sprawujących władzę w USA jestem również pewien, że zrobią wszystko, aby ten wzrost cen w Chinach był jak najwyższy i aby inflacja też miała się tam dobrze. Powód: ChRL jest w tej chwili jedynym i najgroźniejszym rywalem USA na arenie światowej i jako, że na razie nie ma możliwości aby Je zniszczyć inaczej- to robi się to w ten również sposób. Wzniecając inflację. Proszę zwrócić uwagę na następujące elementy. Inflacja  jest spowodowana głównie wzrostem ilości pieniądza na rynku, zarówno w sferze konsumpcji  prywatnej jak i potrzeb przedsiębiorstw. W obszarze przedsiębiorstw nie ma możliwości wzrostu podaży pieniądza ponieważ państwo prowadzi politykę  drogiego pieniądza podnosząc stopy procentowe. To również powoduje, że w sferze prywatnej jest coraz droższy kredyt  i coraz trudniej osiągalny. Słowem, wzrost inflacji bierze się głównie ze wzrostu cen surowców które są składnikami żywności. Zresztą dokładne analizy sytuacji rynkowej w Chinach wskazują na fakt, iż to właśnie ceny żywności „ciągną” stopę inflacji do góry. A ceny żywności w wolnorynkowej- jak nigdzie na świecie- gospodarce Chin są wolne.  Więc najbardziej inflacjogenne ceny żywności są poza kontrolą państwa. Wolne i poza kontrolą- więc najprościej wpływać na rynek wewnętrzny Chin właśnie tą drogą. I tą właśnie drogą- skoro nie ma żadnej innej- USA starają się zniszczyć lub podważyć mandat rządu chińskiego do sprawowania władzy, licząc na rozruchy które można by zainicjować właśnie wzrostem cen żywności. Skoro- na razie- nie udała się „jaśminowa rewolucja”, bo Chińczycy aż nadto dobrze pamiętają, że to właśnie mocarstwa zachodnie niszczyły ich państwo przez 200 ostatnich lat i wiedzą, że ta jaśminowa rewolucja zniszczyła by i tym razem również ich z trudem wypracowywany dobrobyt, więc droga do własnych celów USA prowadzi przez kieszenie owych Chińczyków. Zdenerwować ludzi drożyzną, niech wyjdą  na ulicę. Można mieć tylko nadzieję, że rządzący doskonale wiedząc skąd pochodzi zagrożenie, starają się przedstawić społeczeństwu prawdziwy obraz sytuacji. I chyba właśnie tak jest.

 Bo opowiadanie o tym, że wreszcie w Chinach gospodarka się ”przegrzała” jest opowiadaniem bzdur, biorąc pod uwagę tylko  pod uwagę tylko jeden- najważniejszy- czynnik- wzrost gospodarczy w czasie.

Jest takie  powiedzenie: jak nie kijem go to pałką. Jeśli nie można zmusić Chin do arecjacji juana, jeśli nie można zmusić ich do zaprzestania modernizacji armii, jeśli nie można wywołać „jaśminowej rewolucji” to można próbować wywołać rozruchy z podwyżkami cen żywności w tle.

To dobra ilustracja drugiego dna inflacji w Chinach.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch przedstawia: Inflacja w Chinach – jej źródła Reviewed by on 6 października 2011 .

Bardzo często gdy czytam jakieś artykuły o Chinach, zdaję sobie sprawę z tego, że mam do czynienia z manipulacją czytelnikiem. Zresztą bardzo prostą manipulacją. Polega ona na podawaniu do wiadomości selektywnie wybranych prawdziwych danych które mają ilustrować założoną tezę, a przy okazji bazując na tych danych tak je zinterpretować, aby z góry założona teza była

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

KOMENTARZE: 1

  • Bardzo ciekawy i ważny artykuł.
    Co prawda nie jestem pewny, czy akurat chiński rynek żywności jest najbardziej wolny nas świecie. Jednak na pewno bardziej wolny niż w USA i Europa Zachodnia, gdzie państwo drenuje kieszenie podatników subwencjami dla farmerów i gdzie większą część skupu i przetwórstwa rolno-spożywczego kontroluje niewielka liczba koncernów.
    Rozruchy rozruchami, ale jeśli wierzyć zachodnim socjologom, to zwykli Chińczycy niczego się tak nie obawiają jak chaosu, powrotu do czasów I połowy XX wieku. Stąd myślę, że tak jak było w wypadku Placu Tiananmen, ewentualne rozwiązanie siłowe ze strony władz, spotkałoby się z przyzwoleniem Chińczyków, nie tylko w kraju ale i za granicą. Nawiasem mówiąc, to poniekąd tak, jak w 1927 r. ogółowi ludności nie przeszkadzało, że Czang Kai-Szek zmasakrował komunistów, a później zmusił ich do Długiego Marszu. Powszechnie uważano ich za rosyjskich agentów i wichrzycieli, którzy lepiej żeby gryźli ziemię niż robili bałagan. Dopiero wojenne czyny komunistów Mao i kunktatorstwo Czanga w wojnie z Japonią przysporzyły punktów KPCh.
    Możemy tylko gdybać, bo pekińskie Politbiuro się nikomu z nas nie zwierzy, ale być może istnieje też inna opcja, mianowicie „demokratyzacja”: iluzoryczny podział KPCh na dwie lub więcej partii przy współudziale konfidentów z obozu opozycji. Po co – ktoś zapyta. Otóż po to, by zneutralizować nie tylko możliwość wyłonienia faktycznej opozycji wzgldem KPCh, ale i jakąkolwiek krytykę wewnątrz i na zewnątrz. Pamiętajmy, że narody, które posmakowały dobrobytu, z reguły zaczynają odczuwać aspiracje takie jak pragnienie większej wolności słowa, stowarzyszeń, zgromadzeń, reprezentacji przedstawicielskiej itd. Jakkolwiek nie musi tak być w wypadku Chin, niemniej tak było w Korei Pd. i na Tajwanie.
    Przykładów tego typu demokratyzacji, różnych „okrągłych stołów” nie brak, daleko nie trzeba szukać. :-) Gdyby do czegoś takiego doszło w Chinach, to argument władz w Pekinie typu: „Co wy chcecie, u nas jest demokracja, taka jak w Europie Centralnej” byłby argumentem nie do obalenia. Koniec końców jednak kwestia czy sami Chińczycy chcą i czy na pewno będą kiedyś chcieli demokracji ma większe znaczenie niż zachcianki tzw. światowej opinii publicznej, wyrażanej przez różne „Timesy”. :-)
    Na koniec jedna ale znamienna wypowiedź młodego, wykształconego Chińczyka z Mainland, mieszkającego w Bydgoszczy: „Dlaczego w polskiej telewizji i gazetach piszą o nas tylko źle?”…

Pozostaw odpowiedź