BLOGOSFERA

Wiesław Pilch przedstawia: Gdy myślę-Chiny

Mam nadzieję, że Chiny nigdy nie będą rządzone w stylu w którym są rządzone państwa tzw. demokratyczne. Domyślam się również, że taka deklaracja ideowa bardzo nie spodoba się wielu osobom. Z akcentem na bardzo. Tyle, że mnie to również bardzo niewiele obchodzi. Po tym miłym wstępie- jak mawiał Alfred Hitchcock: na początku jest trzęsienie ziemi a potem napięcie narasta- przejdźmy do sedna.

Otóż dlaczego mam taką nadzieję? Ano z bardzo prostego powodu. Chiny- jak Państwo wiedzą- mają za sobą coś ok. 5000 lat bytu państwowego. Myślę, że dla przeciętnie rozgarniętego człowieka, świadomość tak długiego okresu bytu państwowego powinna wpływać uspokajająco. I stabilizująco. Wprawdzie elity narodowe zostały mocno przerzedzone  kilka razy na przestrzeni tych dziejów, ostatnio w okolicach połowy XX wieku, ale nie zniszczono ich do cna. Co powoduje, że wartości których nosicielami są owe elity (nie te polskie „łże elity”), pozostały w narodzie. Tkwią w Nim w dalszym ciągu. Cesarstwo chińskie, jego struktury, mentalność kasty urzędniczej, kasty wojskowej- te i inne wartości przetrwały i są obecne w innej formie. Treść pozostała. Konfucjonizm ma się dobrze. Chińska duma- takoż. Następuje spokojny, „zrównoważony” powrót do religii które były wyznawane, odbudowuje się klasztory, powracają mnisi. Postępuje chińska stabilizacja, zrównoważony rozwój. Partia komunistyczna jest stymulatorem i kołem zamachowym zmian które postępują w kierunku którego życzyłbym wszystkim na całym Bożym świecie. Na każdym kroku idzie ku lepszemu. Obywatele są dumni ze swojego kraju i z jego osiągnięć. I mają zamiar pozostać przy swojej chińskości.  Chińczycy kojarzą swój kraj bardziej z cywilizacją, którą przez wieki budowali, niż państwem narodowym, a obecny rozwój gospodarczy postrzegają jako szansę powrotu do statusu giganta jakim byli onegdaj.

Jeśli jest dobrze- to po co psuć? Ano, chyba że taki pozytywny rozwój wydarzeń w Chinach komuś lub czemuś zagraża. A zagraża. No i dlatego potrzebny jest w tym kraju i wokół niego ferment. Zły ferment, który organizują , podniecają i opłacają ludzie, organizacje i całe kraje, którym nie w smak to, że w Chinach dzieje się dobrze. Myślę, że nie ma sensu doszukiwać się źródeł tego zła, które tak chętnie przylepia się jak etykiety chińczykom, w zadawnionych sporach, urazach czy wręcz wrogości sąsiedzkiej. To nie to żródło.

A więc gdzie i po co?

Myślę, że nie trzeba być tytanem myśli, aby odpowiedzieć sobie na to pytanie. No bo co się stało takiego, że Chiny nagle stały się przedmiotem niechęci lub wrogości? A no stały się bogatsze, obywatele  są zamożniejsi, już nie chcą być kulisami. A państwo zamożniejsze chce być lepiej traktowane na forum międzynarodowym, chce mieć większy wpływ na bieg spraw globalnych, chce być lepiej słyszane i słuchane. Chce mieć sprawniejszą armię i budzić większy respekt. I tutaj tkwią źródła owej wrogości. „Stare”potęgi i bardzo już  wyliniałe mocarstwa nie chcą przyjąć do wiadomości faktu wyrastania giganta i to w dodatku giganta który zburzy na pewno „ich” spokój. Zburzy i ustanowi nowy porządek świata. Czy się to nam podoba czy nie. Pozostaje pytanie: kiedy? Nie: czy? Ale stare potęgi nie mają zamiaru złożyć broni. Nie mają zamiaru „posunąć” się na tej ławce, nie mają zamiaru oddać tak bez walki nawet kawałka tortu bez względu na to czym ten tort byłby. Jeszcze niedawno pogardzani, jeszcze przed chwilą  pokorni, a teraz trzeba się z nimi liczyć? I nie tylko liczyć! Trzeba ich pytać o zdanie a czasami już prosić o pomoc! O herrendum! Tak jak w stosunkach między ludzkich osobnik zaczynający mieć pieniądze i wpływy, staje się źle widziany w „towarzystwie” bo nie jest „swój”. Identycznie rzecz się ma z krajami. I dlatego Chiny są traktowane przez byłe mocarstwa, przez byłe metropolie wrogo. Nawet wówczas, gdy są czyimś bankierem. Jak niedawno powiedziała Pani Clinton, szefowa dyplomacji USA: „Jak ja mogę być twarda wobec swojego bankiera?” Nie tylko Amerykanie ustawili sobie Chiny „na wiedelcu”. Europejczycy- czytaj europejskie elity- wiedzą, ze nie mogą zrobić kroku w jakąkolwiek stronę nie upewniwszy się, że ich chiński partner nie zaaprobuje tego kroku. Bo a nóż- widelec coś się Chińczykom nie spodoba i jakaś kolejna okazja na zarobienie kilku  miliardów przejdzie koło nosa. Ale to uwiera, taka sytuacja jest uciążliwa, to jest czasami nie do zniesienia, gdy pomyśli się że jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu można z nimi było zrobić wszystko! A Oni nie znaczyli nic!

Właśnie z takich frustracji biorą się pytania: Jak to zmienić? Co zrobić, aby wszystko wróciło na swoje dawne, dobre miejsce. Jak sprawić, żeby znów być górą. A na tak postawione pytanie jest gotowa od tysiącleci odpowiedź: divide et impera co przekłada się w tym przypadku na judzenie społeczeństwa przeciwko władzy. Spowodować, aby społeczeństwo zaczęło pragnąć czegoś, czego nie potrzebuje, ale przecież coś takiego już Tam Gdzieś jest, więc może….. Próbować zaszczepić na tamtym gruncie idee absolutnie obce. Może te idee pomogą zmienić los świata. Może mogą. Trzeba w to głęboko wierzyć.

I dlatego do harców wychodzą harcownicy najlepsi. Piewcy wolności wszelakiej, bardowie najdzikszych dewiacji, heroldowie „demokracji”. I chociaż  gołym okiem nie widać tutaj miejsca na formę stosunków społecznych i politycznych zwanych w białym świecie – demokracją, to nie ma to żadnego znaczenia. Nie takie głupoty były i są czynione, aby tylko „ugrać swoje”. I chociaż Chińczycy we krwi mają po części konfucjonizm,  po części w genach taoizm, ich kultura zasadza się na innych imponderabiliach- nic to!  I chociaż ta cała demokracja jest jak stara, biedna, nędzna prostytutka- podawana jest na tacy jak towar pierwszej klasy. Ekstra prima sort! To, że nie działa już nigdzie- furda! To że naginana jest w zależności od potrzeb rządzących- furda. To, że służy jedynie rządzącym – furda. To, że w jej imieniu morduje się całe narody- furda. To, że posługując się  nią, na białe można powiedzieć czarne- furda! To, że w jej imieniu niszczy się Rodzinę, a więc coś najważniejszego od tysięcy lat- furda…I tak można bez końca. I żeby hipokryzja nie miała w tym wypadku granic, Winston Churchill rzekł: demokracja nie jest idealna, ale nie wymyślono nic lepszego. A chyba można by pokusić się o stwierdzenie, że nie wymyślono nic gorszego. Sądzę, że w tym momencie, gdy to mówił, miliard  ludzi jęczał w kajdanach „demokracji” jak świat długi i szeroki.

W Chinach tzw. państwa demokratyczne próbują za wszelką cenę zaszczepić obcą ideę. A nuż się uda. NIE! NIE UDA SIĘ!

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch przedstawia: Gdy myślę-Chiny Reviewed by on 2 lutego 2011 .

Mam nadzieję, że Chiny nigdy nie będą rządzone w stylu w którym są rządzone państwa tzw. demokratyczne. Domyślam się również, że taka deklaracja ideowa bardzo nie spodoba się wielu osobom. Z akcentem na bardzo. Tyle, że mnie to również bardzo niewiele obchodzi. Po tym miłym wstępie- jak mawiał Alfred Hitchcock: na początku jest trzęsienie ziemi

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarzy 12

  • 1. Nie jestem polonistą, ale wydaje mi się że prawidłowa nazwa brzmi:
    konfucjanizm, a nie konfucjonizm.
    2. Chiny nie mają za sobą coś 5000 lat bytu państwowego. Myli Pan cywilizacje
    z państwem.
    W/g ostatnich ustaleń pierwsza historyczna dynastia chin zaczęła panować
    ca. 1700 BC. Oznaczałoby to, że państwowość chińska liczy: 1700 + 2000 =
    ca. 3700 lat.
    Nawet jeżeli uwzględnimy legendarną dynastię Xia to państwowość chińska
    liczy 2100 + 2000 = 4100 lat.
    Cywilizacja chińska jest starsza niż państwowość i można przyjąć, że liczy
    pięć tysięcy lat.
    3. Pierwsza część pańskiego tekstu ma charakter haliograficzny lub jak kto
    woli, poezji pisanej prozą.

  • Szanowni Panowie
    Dziękuję za uwagi- przyznaję: różnego kalibru. Cieszę sie że tekst wywołał ferment umysłowy- bo takie było założenie. Gdybym miał odnosić się do poszczególnych uwag- powstałby nowy elaborat. Przecież wszyscy wiemy, że o Chinach można pisć i mówić w nieskończoność. I myślę, że na jedną konkretną sprawę można spokojnie patrzeć pod różnym kątem. W zależności od indywidualnego wychowania, wykształcenia, doświadczenia życiowego, poglądów politycznych i społecznych i czego tam jeszcze. Ten tekst był wyrazem MOICH poglądów, a zatem Panowie w naturalny sposób mogliście się z tezami w nim zawartymi, wszystkimi lub częścią- nie zgadzać. I to właśnie mnie cieszy- że nie muszę pisać czegoś, z czym Panowie będziecie się identyfikować. A taka sytuacje nie ma na szczęście nic wspólnego z demokracją (wbrew powszechnemu mniemaniu)- natomiast dużo z szacunkiem dla poglądów innych. Czego wszystkim Panom zabierającym głos w dyskusjach- serdecznie życzę.

  • Teraz do Pana Wiesława Pilcha.

    „Co powoduje, że wartości których nosicielami są owe elity (nie te polskie „łże elity”), pozostały w narodzie.”

    Czy mógłby Pan wyjaśnić na czym polegają te wartości ? Bo bez tego, jest to pojęcie wyłącznie abstrakcyjne.

    „Tkwią w Nim w dalszym ciągu. Cesarstwo chińskie, jego struktury, mentalność kasty urzędniczej”

    Przecież to właśnie mentalność urzędnicza i wspomniana przez Pana duma wpadająca chwilami w megalomanie doprowadziła niemalże do kolonizacji Chin w XIX w.

    „Jeśli jest dobrze- to po co psuć? ”

    Ma Pan rację, co jednak się stanie kiedy dystans pomiędzy Chinami, a Zachodem, który napędza wzrost gospodarczy – zmaleje. Co Pan zaproponuje ? Chyba powrót do feudalizmu, bo demokracja to doprawdy szatańskie dzieło.

    „Następuje spokojny, „zrównoważony” powrót do religii które były wyznawane, odbudowuje się klasztory, powracają mnisi.”

    Powrót do zabobonów powinien raczej smucić, a nie martwić. Współczuję Chińczykom powrotu mnichów, bo znając cechy ich dalekich kuzynów z Polski to wyjdzie im to na gorsze, a na pewno na gorsze dla ich jeszcze niezbyt grubego portfela !

    „co przekłada się w tym przypadku na judzenie społeczeństwa przeciwko władz”

    A co ze wspieraniem Solidarności przez Zachód w latach 80. ? Czy również nazwie to Pan „judzeniem” ?

    „I chociaż ta cała demokracja jest jak stara, biedna, nędzna prostytutka”

    Zupełnie jakbym czytał XIX wiecznych zwolenników Ancien régime, najczęściej arystokratów przerażonych perspektywa podjęcia pracy. Podobnie jak obecnie aparatczykowie partyjni w Chinach , najwięksi beneficjenci tego pseudokomunistycznego systemu. To co się działo w Polsce w latach 90. to nic w porównaniu do tego co działo się i dzieje się w Chinach. U nich takie Rywingate to codzienność, w skali proporcjonalnej do rozmiaru państwa, tylko tego na pewno nie przeczyta Pan w tamtejszej prasie. Oh przepraszam, za wyjątkiem kiedy jakiś partyjny notabl podpadł górze. Kozioł ofiarny zostanie w imię walki z korupcją zarżnięty, a reszta nadal spokojnie będzie mogła uprawiać zyskowne geszefty.

    „To, że nie działa już nigdzie- furda!”

    Chyba w Pańskich snach.

    „“Partia komunistyczna jest stymulatorem i kołem zamachowym zmian które postępują w kierunku którego życzyłbym wszystkim na całym Bożym świecie.””

    Cóż za ironia losu w tym, że konserwatysta popiera partię komunistyczną! Przy okazji zapytam się, jakich to zmian kołem zamachowym są Chiny. Szczerze mówiąc nie wiem, natomiast wiem że na określenie „Boży świat” chińscy partyjni ideolodzy zareagowali by drwiącym uśmieszkiem.

    „To, że w jej imieniu niszczy się Rodzinę, a więc coś najważniejszego od tysięcy lat- furda…”

    Ho ho ho, zaraz przeczytamy, że KPCh jest przyjacielem rodziny. Program kontroli urodzeń również jest przyjazny rodzinie. Panie Wiesławie, przy kontroli urodzeń (zwłaszcza na wsi) to co rzekomo działa się „przeciwko rodzinie” to pryszcz. Ponadto, chciałbym zwrócić uwagę Panu, że rzeczowniki w języku polskim piszemy małą literą, a nie dużą. No chyba, że zamierza Pan pisywać do CSPA w języku niemieckim.

  • Nie jestem entuzjastą KPCh, z uwagi na różne draństwa, jakie w jej imieniu się dokonywało w przeszłości, a i dziś tu i ówdzie mają miejsce. Wiem też, że Chiny demokratyczne istnieją. To Tajwan, kraj całkiem nowoczesny i nieźle prosperujący, jakkolwiek nie tyle dzięki demokracji, co dzięki postawieniu na oświatę, badania, rozwój, infrastrukturę – to wszystko, na co skąpią pieniędzy kolejne rządy Pomrocznej (III RP).
    Natomiast nie można zapominać o jednej, podstawowej sprawie: otóż w świadomości wielu, nawet trudno powiedzieć jak wielu Chińczyków, KPCh to ta sama siła, która z bram zagranicznych klubów w Szanghaju zdjęła obelżywe tabliczki „psom i Chińczykom wstęp wzbroniony”, ta sama, która najgorliwiej walczyła z japońskimi okupantami, ta, która zamknęła ostatnie palarnie opium, wreszcie ta, pod rządami której Chiny w końcu podźwignęły się z upadku. To sytuacja podobna jak we Wietnamie: Ho Chi Minh był komuchem, organizował czystki i obozy reedukacyjne, ale szanuje się go za patriotyzm, za to, że pognał Francuzów gdzie pieprz rośnie i przywrócił Wietnamowi niepodległość.
    Zachód zdaje sobie sprawę z autorytetu KPCh w społeczeństwie Chin.
    Warto zauważyć, że obecny wzrost potęgi Chin przypomina wzrost potęgi II Rzeszy Niemieckiej w Europie. Potęgi, która irytowała konserwatywne kręgi rządzące w UK i Francji samym faktem swego istnienia, jak również swoimi aspiracjami kolonialnymi. Jest jednak podstawowa różnica między kaiserowskimi Niemcami a ChRL. Otóż z Chinami nikt nie wygra militarnie. Gdyby jakiś wariat w USA (bo w Europie czy Rosji aż takich samobójców raczej nie ma) doprowadził doszło do konfliktu zbrojnego z Krajem Środka, to wojna konwencjonalna byłaby prowadzona do ostatniego, robiącego w portki ze strachu Amerykanina. No, chyba że amerykańscy „jastrzębie” (czytaj: wariaci) zechcieliby zafundować ludzkości atomowe samobójstwo, ale przypuszczam, że aż tak im rozumu nie odebrało! Oczywiście istnieje ryzyko wojny ekonomicznej, a nawet odwrotu od globalizacji. Ale na szczęście kraje UE, a zwłaszcza Niemcy, są zbyt zależne od eksportu. Stąd wdrażanie praktyk zbliżonych do północnokoreańskiej „dżucze” (idei totalnej samowystarczalności) raczej nam nie grozi. Aż takiej głupoty europejskie społeczeństwa swoim liderom by nie darowały! :-)

    • Zyggi Chińczycy chcą takiego przywódcy, który będzie znał ich problemy .. który będzie ich wspierał w ciężkich chwilach !! Takiego, który doda otuchy kiedy jest to potrzebne !! Który poklepie po plecach i powie .. jutro będzie lepiej …. Dlatego Wujek Wen Jiabao ma o wiele lepsze notowania niż Hu i wielu innych z KPCh !!
      Było trzęsienie Wujek pojechał w ten sam dzień, aby wspomóc … pomachać łopatą … ( fakt, że to dla mediów i dla pokazania się), ale takie działania są lepsze niż wyjazdy zagraniczne Hu i mówienie jesteśmy silni wszystko idzie w dobrą stronę i takie pierdo……
      Zresztą mówi się, że właśnie takiej syntezy Chiny potrzebują trochę Donalda Tsanga i Wen Jiabao w jednym …

    • Porównanie postrzegania Niemiec w drugiej poł. XIX w. z obecną sytuacją Chin jest niezwykle trafne.
      Cesarstwo Niemieckie również jawiło się jako wielkie zagrożenie, w końcu naruszono wieczny- w ówczesnym przekonaniu – wiedeński porządek ! Niemcy miały podobne ambicje jak inne mocarstwo, więc musiało dojść do konfrontacji. Wielu (m.in Pan) wspomina o europejskiej potędze w XIX w., nie wspominając że była to potęga obłożona ładunkiem wybuchowym z opóźnionym zapłonem.

  • Jeśli mogę się odnieść do tego tekstu :
    1) Monopol władzy …. dlaczego istnieje taki byt, który nazywamy państwem i jakie ma on cele …. na danym terenie stosuje się monopol przemocy na odbieranie i decydowanie kto co i jak ma robić … czym mniej ingerencji tym lepiej !!
    2) Monopol a konkurencji …. empirycznie dowiedziono ( bo wiem, że nie każdy z was lubi apriorycznie) , że czym mniejsze państwo i czy więcej ich istnieje i czym większa konkurencja pomiędzy nimi występuje tym lepiej dla przeciętnego obywatela ?! Dlaczego ? Ponieważ to on będzie decydował o swoim życiu a nie urzędnik państwowy cesarz etc.etc.
    Jeśli w państwie X władca podniesie podatek dochodowy na 10 % obywatel zaraz wyniesie się tam gdzie będzie płacił pogłówny ( przykładowo )
    3) Pan Wiesław ma problemy ze zrozumieniem słowa demokracja !!
    demokracja może być czymś dobrym ….. np. istnieje na rynku .. każdy konsument ma prawo decydowania co kupi kto zarobi etc.etc. ( TO JEST NAJWYŻSZA FORMA DEMOKRACJI) jak pisał Mises …. czy Pan Wiesław byłby zadowolony jeśli to urzędnik państwowy decydowałby co Pan Wiesław ma kupić ? jak produkować ? z kim handlować ? Ludzie lubią coca colę to producent będzie próbował zaspokoić ich potrzeby !!!
    4) W większości tekstów jakie czytam na CSPA jest poruszana skala MAKRO … a może lepiej wejść troszeczkę głębiej niż tylko do wychwalania tego idealnego wg. co poniektórych stanu jaki Panuje w Chinach !!

    Jak to się mówi wszędzie dobrze gdzie nas nie ma .. dlatego jednemu i drugiemu proponuje przyjechać do Chin mieszkać w Chinach i powiedzmy po 2-3 latach zweryfikować swój punkt widzenia .. jestem ciekawy czy dalej jeden z drugim będzie tak zachwalał Chiny !!!

    a teraz klops, który wychwyciłem

    „Partia komunistyczna jest stymulatorem i kołem zamachowym zmian które postępują w kierunku którego życzyłbym wszystkim na całym Bożym świecie.”

    Tak szczególnie bez określonego „prawa własności – dzierżawa na 70, 50 lub 40 lat zależy od przeznaczenia terenu ” o którym napisałem tekst dla CSPA będzie na stronie za kilka dni …. z ideą wprowadzenia podatku od nieruchomości, a de facto podatku katastralnego … no to takie zmiany TYLKO POCHWALIĆ !!!

    • 4) W większości tekstów jakie czytam na CSPA jest poruszana skala MAKRO … a może lepiej wejść troszeczkę głębiej niż tylko do wychwalania tego idealnego wg. co poniektórych stanu jaki Panuje w Chinach !!

      Słuszna refleksja Panie Adamie. Czemu nikt nie opisze życia przeciętnych Chińczyków, ich zmagania się z chińską nie tak kolorowa rzeczywistością, a wszyscy piszą peany na cześć niewidzialnych cyferek wzrostu gospodarczego ?

      • Avatar Zyggi

        O tym warto też mówic. Moim zdaniem świetny w tym temacie jest film „China Blue”, o pracownikach szwalni dżinsów gdzieś na pd. Chin. Natomiast fakt, że warunki pracy w branży odzieżowej, jakkolwiek fatalne, w Chinach są chyba o niebo lepsze niż w Indiach czy Bangladeszu.

      • Avatar ciekawy

        Oglądałem ten film i podzielam Pańską opinię o nim. Natomiast warto wziąć pod uwagę, że opisuje on sytuację z 2003 r. W tak dynamicznie zmieniającym się kraju 7-8 lat to jak całe dekady na Zachodzie.

      • Avatar Zyggi

        Kurczę, fakt, zapomniałem, że ten film już lekko czerstwy jest… :P

    • Adam,
      bardzo lubie Twoje wywazone i racjonalne komentarze, wynikajace z wiedzy, nie zas z antyeruopejskiego i antypolskiego oszolomstwa popartego wybiorczym czytaniem o Chinach, nie zac zyciem tam – czyli z definicji odtworczych, wiec niewiele wnoszacych.
      klaniam sie
      rysiek

Pozostaw odpowiedź