BLOGOSFERA

Wiesław Pilch przedstawia: Czy niedługo będziemy rozliczać się także w juanach?

Jako że dzieje się bardzo dużo, a więc ręka mnie świerzbi, bo na moim portalu (CSPA) cisza i spokój. A więc po kolei:

„Parkiet” czyli gazeta giełdy PW podał sensacyjną wiadomość, że oto „polskim długiem zainteresował się chiński bank centralny” czyli mówiąc po polsku Chińczycy zaczęli kupować polskie obligacje skarbowe. Spokojnie, to tylko rządowy PR!  Facetom z MF zależy na tym żeby: a) przypadkiem nie wyjść poza granicę 55% długu w stos. do PKB , b) podrożały nasze obligacje – co oczywiście jest dla MF wspaniałą wiadomością, ponieważ za tą samą ilość obligacji wystawionych na przetargu MF dostaje więcej złotówek, c) zmniejszył się koszt obsługi zadłużenia, d) rynki finansowe inaczej oceniają możliwości kredytowe kraju, który znalazł się w kręgu zainteresowań Ludowego Banku Chin (nazwa chińskiego banku centralnego).

No i ta wiadomość: ”W ubiegłotygodniowym przetargu polskich obligacji skarbowych podmioty z Azji skupiły 10 proc. Emisji…” Pobożne życzenia. Naprawdę, Azja nie kończy się na Chinach. I to kontynentalnych. W Azji jest sporo wolnego kapitału, który również jak władze z Pekinu, szuka możliwości spokojnego ulokowania kapitału na dłuższy czas. Poza tym, to, że zlecenie przyszło z Azji, nie musi oznaczać, że podmiot azjatycki dokonał zakupu (wszak nie od dziś świat finansowy spekuluje o tym, że Chiny kupują obligacje amerykańskie via londyńskie City). Plotka jest o tyle mało wiarygodna, że polskie obligacje nie są dzisiaj jakoś wyjątkowo atrakcyjne, nie są tanie. Polska nie należy JESZCZE do krajów zagrożonych problemem wysokiego zadłużenia publicznego, aczkolwiek jest w grupie podwyższonego ryzyka. Słowem, nie istnieją fundamentalne przyczyny, dla których LBC miałby kupować te obligacje. Ale z kolei patrząc się na to ze strony chińskiej, mogli chcieć pokazać p. Gradowi, który jest w tej chwili w Pekinie i stara się jak może, że doceniają, że widzą, że rozumieją i że patrzą wnikliwie. Taki gest dobrej woli – nie pierwszy zresztą w ostatnich miesiącach- ze strony Wielkich Chin. To również możliwe.

juan

Z kolei w „Dzienniku. Gazecie prawnej” można przeczytać – jeśli ktoś potrafi oddzielić ziarno od plew, artykuł pod wymownym  tytułem „Chiński cukierek nasączony trucizną”. Wymowa tego tekstu jest oczywiście antychińska, ale to już standard w naszych mediach. Nowością jest wypowiedź …no właśnie. „Niestety rozdawane w Europie cukierki mogą okazać się zatrute. Zwrócił na to uwagę w piątek prezydent Rady Europy Herman Van Rompuy. Jego zdaniem kupowanie obligacji to chytry plan, który zaszkodzi unijnym firmom. Ratowanie dołujących krajów strefy euro podnosi bowiem kurs wspólnej waluty, co czyni chińskie towary bardziej konkurencyjnymi, a europejskie mniej”. Siąść i płakać: ”Rozdawane w Europie cukierki” to kupowane przez Chińczyków obligacje krajów zagrożonych problemem gigantycznego zadłużenia. Czyli fakt, że Chiny pomagają, nie bezinteresownie, ale pomagają innym krajom jest uważany za naganny. Natomiast gdy wielkie amerykańskie banki inwestycyjne kupują na kolejnych aukcjach te same obligacje, a więc pomagają, nie bezinteresownie, ale pomagają innym krajom jest uważany za normalny. To jeden aspekt. Drugi to taki oto przekaz: chytre i nieczyste plany mają Chińczycy, międzynarodowy i amerykański kapitał spekulacyjny, który np. gra na spadkach obligacji PIIGS-ów jest jak najbardziej w porządku – bo to nasi. Ręce i nogi opadają. Gdzie tu się można doszukać jakiegokolwiek obiektywizmu lub nawet jego cienia.

Na początku listopada ubiegłego roku napisałem tekst „Chińczycy muszą wiedzieć, że chcemy Ich u siebie”, pod którym – z braku innego miejsca – publikuję czasami jakieś podobne teksty. W owym artykule wymieniłem kilka dziedzin, w których widziałbym pole do chińskich inwestycji w naszym kraju. Wśród nich wymieniłem inwestycje w sektorze bankowym.

Otóż, życie jest tak szybkie, że nawet – wydawałoby się – futurystyczne teksty, dezaktualizują się błyskawicznie. Otóż  największy chiński bank ICBC (Industrial and Commercial Bank of China) otworzył w poniedziałek pięć nowych oddziałów w Europie: w Amsterdamie, Brukseli, Paryżu, Madrycie i Mediolanie. Są już we Frankfurcie nad Menem, Londynie, Luksemburgu oraz w Moskwie. „Song Ning, dyrektor generalny ICBC w Japonii z siedzibą w Tokio, podczas otwarcia placówki w Osace powiedział, że ten oddział ma wielkie znaczenie gospodarcze, a zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw chińskich i japońskich prowadzących  interesy miedzy Japonią a Chinami. Na drugi dzień po jej uruchomieniu Industrial and Commercial Bank of China zaproponował takim przedsiębiorstwom pełen pakiet usług i produktów, dzięki którym obsługa wymiany handlowej stała się najbardziej opłacalna jedynie w tym banku. W efekcie bank ICBC przejął już prawie cały rynek transakcji w tym segmencie”.  A teraz najlepsze: „Wartość polsko-chińskiej wymiany to 12 mld dolarów. Jeśli bank ICBC zdecyduje się na wejście do Polski, (a prawdopodobnie nastąpi to najpóźniej w 2012 roku) to jest niemal pewne, że przejmie cały rynek transakcji na poziomie import-eksport na kierunku Polska-Chiny, a do tego zaproponuje, by były one dokonywane w juanie”. Problem polega na tym, że niedługo HSBC (potężny brytyjski bank z korzeniami w  Hongkongu i Szanghaju ) zacznie oferować klientom również transakcje w juanach. A więc juan wchodzi do Polski – pytanie tylko kiedy.

Wiesław Pilch

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch przedstawia: Czy niedługo będziemy rozliczać się także w juanach? Reviewed by on 22 stycznia 2011 .

Jako że dzieje się bardzo dużo, a więc ręka mnie świerzbi, bo na moim portalu (CSPA) cisza i spokój. A więc po kolei: „Parkiet” czyli gazeta giełdy PW podał sensacyjną wiadomość, że oto „polskim długiem zainteresował się chiński bank centralny” czyli mówiąc po polsku Chińczycy zaczęli kupować polskie obligacje skarbowe. Spokojnie, to tylko rządowy PR! 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarzy 6

  • Panie Wiesławie, kolejny świetny artykuł, który z przyjemnością przeczytałem!
    Cyt. „Jego [Hermana van Rompuya] zdaniem kupowanie obligacji to chytry plan, który zaszkodzi unijnym firmom. Ratowanie dołujących krajów strefy euro podnosi bowiem kurs wspólnej waluty, co czyni chińskie towary bardziej konkurencyjnymi, a europejskie mniej”.
    Teraz każdy widzi, jaką wiedzą ekonomiczną dysponuje ten pan, chyba że owa „niewiedza” to tak naprawdę antychińska propaganda podparta pseudoekonomią, a sam van Rompuy liczy, że słuchają go idioci! Czy więc jest durniem czy może sinofobem? Wg mnie i jednym i drugim.
    Mnie jako obywatela UE (z moją wolą czy bez – to dla nikogo nie ma znaczenia) ten osobnik zwyczajnie mierzi. Otóż ten Mr. Nobody (Pan Nikt), wzorowy Eurokołchoźnik, wybrany nie wiem przez kogo, ale na pewno nie w powszechnym głosowaniu, Flamand o aparycji zasuszonego księgowego, bez poglądów (raz jawi się jako chadek, kiedy indziej jako lewak), bez charakteru, bez właściwości – to z punktu widzenia skostniałego środowiska eurokratów idealny przewodniczący RE.
    Dziś van Rompuy jest niezadowolony z chińskiego koła ratunkowego. Jednak niewykluczone, że Chiny za jakiś czas przestaną kupowac euroobligacje, a może nawet wywalą ich trochę na rynek. Kurs euro poleciałby wtedy na łeb, a kilka europejskich kraików ostatecznie poszłoby z torbami. Ale ciekawe, czy wtedy van Rompuyowi poprawiłby się humor? Czy zaprezentowałby swój kwaśny jak ocet półuśmieszek? Przypuszczam, że nie! I tu leży klucz do zrozumienia, że wypowiedź van Rompuya to zwykła demagogia na poziomie propagandy wczesnego PRL-u.

  • Byc może Państwo zauważyli, że od kilku dni moje codzienne teksty ukazują się w zakładce „Przegląd prasy” w rubryce „Wiesław Pilch przedstawia”. Codziennie je piszę, a co się dzieje dalej…Różnie. Np. podpisywane są „admin” którym- uchowaj Boże- nie jestem. Ale mam nadzieję, że z czasem dopracujemy sie satysfakcjonujących procedur.

  • Jako ze cenię sobie Pańskie komentarze, dodam tylko to :” Song Ning, dyrektor generalny ICBC w Japonii z siedzibą w Tokio, podczas otwarcia placówki w Osace powiedział, że ten oddział ma wielkie znaczenie gospodarcze, a zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw chińskich i japońskich prowadzących interesy miedzy Japonią a Chinami. Na drugi dzień po jej uruchomieniu Industrial and Commercial Bank of China zaproponował takim przedsiębiorstwom pełen pakiet usług i produktów dzięki, którym obsługa wymiany handlowej stała się najbardziej opłacalna jedynie w tym banku. W efekcie bank ICBC przejął już prawie cały rynek transakcji w tym segmencie”.

  • Fundamentalny blad z tym kantorem, jako ze juan obecnie jest waluta „niewymienialna”, a jego internacjonalizacja polegac ma na rozliczaniu transakcji pomiedzy firmami w tej walucie a nie w USD (i z pominieciem USD). Obecnie do tego Chiny daza, a w kantorze to i w Amsterdanie i Paryzu sie kupic nie da.
    Dodam tylko, ze zarowno Rosja i Bialorus juz taka mozliwosc maja dzieki podpisanym umowom swapowym. Obecnie Hong Kong jest poletkiem doswiadczalnym w tej internacjonalizacji, o czym mozna poczytac na FT nawet. Fakt czestotliwosci podrozy nie ma tu nic do rzeczy, a wazniejsza jest sprawa wolumenu transakcji pomiedzy firmami.

  • Z całym szacunkiem dla sądów Szanownego Pana, ale w juanie nasi importerzy i eksporterzy będą się rozliczali wtedy, gdy Chińczycytego tego zechcą. A zechcą niedługo, ponieważ w ten sposób będą promowali swoją walutę, gospodarkę i sposób myślenia. I do tego potrzebny Im jest tylko bank który poprowadzi te transakcje. Wolałbym żeby to był bank chiński np. ICBC ale to niestety może być HSBC.

  • Juan wejdzie do Polski kiedy wyjazdy Polaków do Chin czy Chińczyków do Polski staną się bardziej powszechne.

    Póki co w krakowskim kantorze kupię kanadyjskiego czy australijskiego dolara czy japońskiego jena, ale juana próżno gdziekolwiek szukać. Może za 5 lat ?

Pozostaw odpowiedź