BLOGOSFERA

Wiesław Pilch przedstawia: Czy Europejczycy mają się czego bać?

Czy Europejczycy, i czy wszyscy tak samo, powinni być zadowoleni, czy mają się czego bać w związku z  ofensywą finansową i gospodarczą Chin w Europie?

Kilka dni temu zadałem sobie powyższe pytanie i od razu zastanowiło mnie jedno: że zadałem sobie pytanie zgodne ze schematem tzw. niezależnych dziennikarzy, czyli osobników manipulujących naszą świadomością i podświadomością codziennie i wszędzie.  Czy naprawdę mamy do czynienia z jakąkolwiek ofensywą finansową i gospodarczą Chin w Europie? Czy to nie jest rozdmuchiwanie do olbrzymich rozmiarów czegoś, co ma na razie kształt karzełka? Czy to przypadkiem nie jest forma czarnego PR, tak abyśmy się zaczęli bać czegoś, czego na razie nie ma, ale pewnie będzie. Żebyśmy zawczasu nabrali odruchów psa Pawłowa i alergicznie reagowali na słowo „chiński”.

Więc może na początek fakty. Chińska firma motoryzacyjna kupiła od Amerykanów Volvo. Kolejna firma kupiła brytyjskiego Rovera. Kilka firm chińskich – przy poparciu rządu zaangażowało się w Grecji na ok. 3,5 mld. euro i zapowiedziało dalsze zaangażowanie, rząd ChRL zapowiedział zakup obligacji skarbowych w Grecji, Portugalii i Hiszpanii na kwoty po około 3 – 4 mld euro. Największy bank na świecie Industrial and Commercial Bank of China  (ICBC) otworzył kolejnych 5 oddziałów.  Może jeszcze jakieś drobiazgi po kilkadziesiąt milionów tubylczej waluty. I koniec! Czy to wygląda na ofensywę? Moim zdaniem jest to skromne badanie gruntu pod nogami i rynku na tym gruncie. Oczywiście te działania mają sens, szczególnie otwieranie oddziałów ICBC, bo przecież banki tworzą finansowy krwioobieg gospodarki, ale to są początki początków! Skąd zatem taka wrzawa? Komu zależy na tym, aby do naszej, Europejczyków, świadomości dotarła fraza o zagrożeniu chińskim kapitałem i w ogóle obecnością? Kto ma w tym interes, aby Nas straszyć Chińczykami? Odpowiedź jest prosta, bo wynika z logiki. Straszą nas ci, których interes jest lub może być zagrożony w sytuacji wejścia na rynek europejski giganta, któremu nikt „nie podskoczy”. No to ciągnijmy nasze logiczne rozważania. Na europejskim rynku finansowym ulokowany jest od dawna, wygodnie, amerykański kapitał inwestycyjny, poprzez amerykańskie banki inwestycyjne, fundusze inwestycyjne różnych maści i różne inne spółki kapitałowe, których siedziby znajdują się głównie w londyńskim City (ale nie tylko, np. największy na świecie fundusz inwestycyjny BlackRock ma swoją europejską siedzibę w Luksemburgu). To jedna część zainteresowanych. Kolejnym, który do tej pory swobodnie operował i operuje na europejskim rynku finansowym i gospodarczym jest kapitał z Izraela, szczególnie – opierając się na wypowiedzi prezydenta Izraela Simona Peresa upublicznionej m.in. w internetowym wydaniu  gazecie giełdy  „Parkiet.com”- na rynkach takich państw jak Polska, Węgry, Rumunia. Następną grupą, której interesy mogłyby być zagrożone, są narodowe, europejskie lobby finansowe z poszczególnych krajów. Wprawdzie, nie są to grupy tak silne kapitałowo jak dwie poprzednie, ale mające za to głębokie „zakotwiczenie” na tym rynku.

A więc mamy trzy grupy, którym zaszkodziłoby wejście do Europy tak gigantycznych – teoretycznie –  firm z Państwa Środka.

Jeśli zatem zidentyfikowany został przeciwnik nadchodzącego, wciąż potencjalnie, kapitału chińskiego, należałoby się zastanowić, czego ci ludzie boją się tak naprawdę. No i tutaj, jak sądzę, sytuacja jest prosta. Przyjrzyjmy się jej na przykładzie np. budowy autostrad w Polsce. Owe autostrady budują w Polsce firmy niemieckie, austryjackie z niewielkim udziałem polskich jako podwykonawców. Budują je po cenach najwyższych w Europie, toteż mamy najdroższe w Europie autostrady. I najgorsze – vide ostatnio przekazany do użytku odcinek S8. A Chińczycy deklarowali budowę analogicznych odcinków nawet po dwukrotnie, trzykrotnie niższej cenie. I tego właśnie boją się zachodni Europejczycy, ich rządy, ich lobby finansowe: że gdyby wszedł kapitał chiński, musieliby zacząć ciężko pracować na swój końcowy sukces i nie byłby on tak horrendalny jak do tej pory. A przecież nie po to rządy Niemiec, Austrii, Francji czy Włoch optowały za przyjęciem Polski do UE, żeby teraz dzielić się możliwościami, jakie daje im polski rynek! Wara – krzyczą – to jest nasze terytorium, my tu rozdajemy karty i my zbieramy frukta! Myślę, że ktokolwiek z czytelników, który myśli kategoriami polskiego  interesu gospodarczego, wie, że to co piszę to smutna prawda.

Ale zniżyliśmy się do polskiej perspektywy jedynie po to, aby poglądowo wykazać interesy, które byłyby naruszone w momencie wejścia chińskiego kapitału. I tego typu interesy mają miejsce na terenie całej Europy. Kapitał niemiecki, francuski, izraelski, amerykański, brytyjski, włoski czy hiszpański ma swoich obrońców w rządach tych państw. Tylko w Polsce może się zdarzyć, że wielki polski bank nie ma wystarczającego wsparcia  w konfrontacji z zachodnim bakiem …o polski bank. Takich przykładów są setki – ale tylko w Polsce. Na zachodzie Europy jest to nie do pomyślenia. I również nie do pomyślenia jest  oddawanie bez walki terytoriów zależnych, gdziekolwiek by one nie były. A wyrazem tej walki jest to o czym piszę teraz.

Jest jeszcze jedna sfera, o której do tej pory nie wspomniałem. Ten czarny PR w odniesieniu do wszystkiego co przychodzi do Europy z Chin trafia na podatny do manipulacji grunt. Grunt niemieckiego, holenderskiego włoskiego i hiszpańskiego… wygodnictwa, socjalnego bezpieczeństwa, słowem tego luksusu – z polskiej perspektywy – który mógłby zostać zagrożony, gdyby do Europy szerokim strumieniem napłynął nie tylko kapitał ale i ludzie.    Zachodni Europejczycy mają dość Polaków z ich pracowitością, od której dawno odwykli. Więc jakże mogliby zaakceptować firmy chińskie z Chińczykami pracującymi po 12 godzin dziennie, 6-7 dni w tygodniu za niewielkie – europejskie – stawki. Ich socjal byłby zagrożony! Musieliby znowu zakasać rękawy i wziąć się do uczciwej pracy! Wybaczcie Państwo, ale to przechodzi granice przyzwoitości! I tu jest kolejny pies pogrzebany.

Za kilka miesięcy lub 2, 3 lata będziecie Państwo mogli ocenić jakich bzdur słuchaliście. I czy przypadkiem nie należy pozbyć się telewizora?

Wiesław Pilch

Opinie wyrażone w opublikowanych tekstach wyrażają poglądy autorów i nie reprezentują stanowiska CSPA.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch przedstawia: Czy Europejczycy mają się czego bać? Reviewed by on 25 stycznia 2011 .

Czy Europejczycy, i czy wszyscy tak samo, powinni być zadowoleni, czy mają się czego bać w związku z  ofensywą finansową i gospodarczą Chin w Europie? Kilka dni temu zadałem sobie powyższe pytanie i od razu zastanowiło mnie jedno: że zadałem sobie pytanie zgodne ze schematem tzw. niezależnych dziennikarzy, czyli osobników manipulujących naszą świadomością i podświadomością

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarze 2

  • Świetny artykuł!! Jasne, że ci, którzy boją się Chińczyków w Europie są zarazem hamulcowymi rozwoju Europy. Casus budowy autostrad jest tego przykładem.
    Cyt. „Grunt niemieckiego, holenderskiego włoskiego i hiszpańskiego… wygodnictwa, socjalnego bezpieczeństwa, słowem tego luksusu – z polskiej perspektywy – który mógłby zostać zagrożony, gdyby do Europy szerokim strumieniem napłynął nie tylko kapitał ale i ludzie. Zachodni Europejczycy mają dość Polaków z ich pracowitością, od której dawno odwykli. Więc jakże mogliby zaakceptować firmy chińskie z Chińczykami pracującymi po 12 godzin dziennie, 6-7 dni w tygodniu za niewielkie – europejskie – stawki. Ich socjal byłby zagrożony! Musieliby znowu zakasać rękawy i wziąć się do uczciwej pracy!”
    Tak to bywa, że lobby przemysłowemu czasem jest po drodze z lewakami. W tym wypadku jedni i drudzy straszą „bójta się żółtego luda”. Czas pokaże, że jeśli ktoś docelowo ma na zyskac na takim demagogicznym podejściu, to i tak będą to Chińczycy. Przyjdzie czas, że znękane narastającym marazmem i kryzysem kraje UE będą zmuszone ich przyjąc, tyle że na jeszcze mniej korzystnych dla Europy warunkach. Co bowiem wtedy, gdy obligacje greckie, portugalskie, irlandzkie czy łotewskie zjadą do poziomu „śmieciowego”? Tylko jest jedno „ale”: Cóż to wszystko obchodzi polityków, biurokratów i prezesów wielkich koncernów? Dla nich liczą się posadki i apanaże, a nie jakieś tam „jutro”. Zasada „po nas chocby i potop” wiecznie żywa…

  • Zgadzam się z sugestią autora zawartą w ostatnim zdaniu ! Nie oglądam telewizji od paru lat i nie tęsknię ! Z konkluzji dotyczącej pracowitości można wyciągnąć jeden wniosek, mianowicie – Chińczycy jako nowy gracz w Europie wymusi wzrost konkurencyjności, a więc przyczyni się do szybszego rozwoju.

Pozostaw odpowiedź