BLOGOSFERA

Wiesław Pilch przedstawia: Chiny wracają na należne im miejsce w światowej gospodarce

Czyż nie jest naturalną koleją rzeczy, iż Chiny wracają na należne im miejsce  w światowej gospodarce? Takie oto – być może dla niektórych prowokacyjne – pytanie, można by sobie zadać, mając w pamięci historię gospodarki światowej. Otóż przez wiele stuleci, aż do końca XVIII wieku, Chiny i Indie były największymi gospodarkami ówczesnego świata. Naukowcy szacują, że wytwarzały do 80% zasobów gospodarczych. Stan ten został zmieniony głównie za sprawą Anglików i ich imperialnej polityki zarówno na obszarze Indii jak i Chin. Swoje – i to w tym samym czasie – zrobiła rewolucja przemysłowa w Europie a później Ameryce. Nie zmienia to jednak istoty zagadnienia. Chiny i Indie redivivus!

Pytanie może być prowokacyjne dla tych, którzy myślą kategoriami „oblężonej twierdzy”. Tyle że  jest to myślenie nie tylko nieracjonalne, ale wręcz anachroniczne.

chiny_w_swiecie

Nieracjonalne, bo zakłada, że tylko MY jesteśmy w stanie robić rzeczy najlepsze, najmądrzejsze, najciekawsze i tylko My jesteśmy w stanie racjonalnie ułożyć sobie najlepiej sprawy we własnym domu. Że tak nie jest, pokazuje obraz współczesnej Europy. Anachroniczne, ponieważ jako się rzekło, byli już przed nami równie dobrzy, a na owe czasy nieporównanie lepsi od nas – choćby przywołać tu wynalazki, które ujrzały światło dzienne onegdaj w Chinach.  I myślenie kategoriami tejże oblężonej twierdzy wystawia nam jak najgorsze świadectwo intelektualne. Bo jeśli się boimy, to oznacza że mamy świadomość naszych słabości, a ich przewagi w tej dziedzinie. No i tutaj niestety mamy rację. Innowacyjność gospodarki chińskiej jest porażająca, wydatki na naukę niesamowite, ilość patentów kładzie Europę na łopatki. I nie trzeba się wysilać, aby znaleźć te dane. Są ogólnodostępne w internecie. Oczywiście natychmiast podniosą się głosy sprzeciwu mówiące o tym, że Oni kradną! Wszystko! Kopiują wszystko! No więc po pierwsze, w mentalności chińskiej – a przecież mamy tu zderzenie z inną kulturą – na kopiowanie jest w Chinach nie tylko pełne przyzwolenie, ale co ważniejsze, ten, który kopiuje dobrze i wprowadza do kopiowanego tworu wartość dodaną – jest mistrzem. Koniec, kropka! Czy nam się to podoba czy nie – tak jest. A to, że wszyscy pchają się na chiński rynek ze swoimi towarami, technologiami, patentami i zapominają o powyższym i na wstępie tylko liczą pieniądze, to już Ich problem. To nie dziki busz, tutaj nie można bezkarnie wykorzystywać taniej siły roboczej i liczyć, że miejscowi nie mają Nam, przedstawicielom „kultury wyższej” co „podskakiwać”. Nie, Oni nie „podskoczą”. Oni uśmiechając się grzecznie i kłaniając w pas, skopiują nasze produkty, dodadzą swoje trzy grosze i powiedzą: „ No to teraz dziękujemy. Teraz to My zrobimy to lepiej, taniej i szybciej. Adieu”. I jeśli spróbujemy  spojrzeć na tę sprawę tylko trochę szerzej, stwierdzimy, że tak było zawsze  – również w naszej kulturze. Kopiowanie patentów, kradzieże własności intelektualnej – to Nasz standard aż po dni dzisiejsze. Mentalność Kalego – jak najbardziej. W pełnej krasie, na najwyższych półkach światowego biznesu – vide procesy o kradzież patentów Nokia- Apple-Yahho- Google. A jak to wyglądało w czasach, gdy rodziły się Stany Zjednoczone Ameryki Północnej? Lepiej może tych metod nie przywoływać, bo można by dojść do konkluzji, że było znacznie gorzej, a więc nihil novi sub sole.

Boimy się również dlatego, że Oni potrafią robić rzeczy, które Nam „nie wychodziły” dziesiątki lat (niestety należę do białej społeczności, która różne rzeczy robiła, więc piszę Nam). Otóż np. miarą sukcesu Chin na arenie światowej jest zaangażowanie gospodarcze w miejscach, które od wieków były naprzód we władaniu państw europejskich jako kolonie, a później, od lat 50-tych zeszłego wieku sprawowały cichy i dyskretny protektorat nad tymi państwami, nie angażując się w ich rozwój gospodarczy lub traktują byłe kolonie jak wysypisko śmieci. I tu nagle na zastrzeżonym terytorium pojawiły się Chiny. Efektem Ich zaangażowania się w Afryce, Ameryce Południowej czy Azji jest otwarcie się tych społeczeństw i krajów na Chiny właśnie. Powód jest banalnie prosty. Biali skądkolwiek by nie przychodzili, byli jedynie  eksploratorami bogactw naturalnych, nie inwestowali w infrastrukturę danego kraju, narzucali lub chcieli narzucać  rozwiązania polityczne i gospodarcze. Chińczycy NICZEGO nie narzucają. Robią interesy. Po prostu robią interesy, ale interesy długofalowe. Oni są zainteresowani inwestycjami długoterminowymi. Dlatego budują drogi lub autostrady, rafinerie, kopalnie, zakłady przetwórcze, elektrownie, mosty, stadiony  lotniska co tam jeszcze jest potrzebne.  I niczego nie narzucają! Nie eksportują rewolucji, nie zmuszają do czytania myśli Mao, nie narzucają jakichkolwiek rozwiązań społeczno–politycznych.  Wychodzą z  założenia, że ci, którzy sprawują władzę w tym kraju – wiedzą lepiej. TO TAKIE PROSTE! Ale nie dla białych! Francuz, Anglik, Hiszpan, czy Portugalczyk wiedzieli zawsze lepiej niż ktokolwiek z ich byłych kolonie (że o Amerykanach nie wspomnę – bo to tragedia). I teraz zbierają żniwo tych kilkudziesięciu lat swojego „wiedzenia lepiej”. Niektóre państwa afrykańskie zaczynają mieć PKB na poziomach, o których nigdy nie marzyły. I odwrócili się od Nas. Są w objęciach Chin i na pewno długo w nich pozostaną. Z obopólnymi korzyściami!

To co napisałem powyżej, jest egzemplifikacją globalnego podejścia władz ChRL do własnych interesów. Chińczycy tak robili zawsze. Tylko my o tym nie wiemy. Cesarze Chin wysyłali swoich admirałów z flotyllami statków załadowanymi drogocennymi precjozami. Admirałowie ci mieli za zadanie kupowanie przychylności władców innych ziem i nakłanianie ich do przyjęcia zwierzchności Cesarza Chin. Czasy się zmieniły, metody się zmieniły – cele nie.

Więc nie ma się czego bać. Trzeba myśleć.

Wiesław Pilch

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch przedstawia: Chiny wracają na należne im miejsce w światowej gospodarce Reviewed by on 25 stycznia 2011 .

Czyż nie jest naturalną koleją rzeczy, iż Chiny wracają na należne im miejsce  w światowej gospodarce? Takie oto – być może dla niektórych prowokacyjne – pytanie, można by sobie zadać, mając w pamięci historię gospodarki światowej. Otóż przez wiele stuleci, aż do końca XVIII wieku, Chiny i Indie były największymi gospodarkami ówczesnego świata. Naukowcy szacują,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarzy 5

  • Zresztą za Sz. kolegą z IM :
    „W latach dziewięćdziesiątych banki azjatyckie zaczęły masowo zaciągać nisko oprocentowane kredyty denominowane w dolarach i jenach, by za środki uzyskiwane w ten sposób kupować na rynkach walutowych pieniądz lokalny, który następnie, w formie wyżej oprocentowanego kredytu, zasilał konta przedsiębiorców inwestujących na tamtejszych rynkach. Proces pieniężnej ekspansji na tym się jednak nie kończył. Zwiększone zapotrzebowanie na waluty lokalne wywierało presję na ich umacnianie. Ponieważ banki centralne zobowiązane były do utrzymywania sztywnego kursu swoich walut względem dolara, umacniający je zwiększony popyt kompensowały zwiększoną podażą, czyli emisją nowego pieniądza (za które następnie skupowały dewizy). Nowo wydrukowane pieniądze najpierw trafiały na konta banków komercyjnych, a później — w ilości zwielokrotnionej zgodnie ze wskaźnikiem kreacji pieniądza — na konta inwestorów.
    Dalszy rozwój wydarzeń z perspektywy austriackiej był nietrudny do odgadnięcia. Zadłużenie rosło, pożyczki coraz częściej były udzielane firmom o niekorzystnych profilach ryzyka, zabezpieczane jedynie nowo nabywanymi nieruchomościami5. Zwiększony popyt na nieruchomości sprawił, że ich cena rosła, co dodatkowo dawało kredytodawcom złudne i zgubne poczucie bezpieczeństwa. Przykładowo w Tajlandii do końca 1996 roku 30-40% napływającego kapitału składało się z kredytów bankowych dla sektora nieruchomości. Ceny nieruchomości rosły bardzo gwałtownie, co uczyniło z nich główny przedmiot spekulacji. W końcu nastąpiło to, co w myśl teorii było nieuniknione: mimo zakrojonej na szeroką skalę akcji ratunkowo-reanimacyjnej, prowadzonej mniej lub bardziej udolnie, machina produkująca inwestycje z pustych kredytów runęła, pociągając za sobą wiele firm, w tym banków, i skutecznie odstraszyła zagranicznych inwestorów.”

    • K….. Mać … znów ucina mi komentarze aż mnie zaraz szlag trafi O_o
      Mam nadzieje, że teraz się doda !!
      Azja ma dokładnie takie same problemy i robi te same podręcznikowe błędy jakie poczyniła Europa i USA !!
      Rok 1997-1998 kryzys … jaka przyczyna ekspansja kredytowa pusty pieniądz nadmierne zadłużenie etc.etc. czyli norma to co napisał kolega z IM sprawdza się w 100 %
      Dzisiaj jest lepiej ?! inż społeczna Zyggi w Chinach to norma .. a problem 4+2+1 ?! to co samo się stworzyło czy jak ?!

      Zresztą dzisiejsza Japonia jest dobrym tego przykładem co tam się dzieje … Chiny są w podobnej sytuacji niby wszystko świetnie, ale co raz wszyscy w KC trzęsą dupą co się stanie jak bańka na rynku nieruchomości pęknie ?! i pęknie szybciej czy później !!! Nowe podatki choćby ten sławny ” podatek od nieruchomości a właściwie katastralny ” etc.etc.
      Cały świat zmierza w tym samym kierunku ….

      • Avatar Zyggi

        Panie, zanim Chiny się obalą, to zachodnie demokracje skończą się w cieniu meczetów. Nie sądzę, by Chinom groziło szybkie bankructwo, krach ubezpieczeń społecznych albo islamizacja. Poza tym Chiny to nie Japonia. Inny system ekonomiczny, inne zachowania społeczne itd.
        Azja ma te same problemy co Zachód? A jakiemu to krajowi azjatyckiemu grozi załamanie systemu emerytalnego? Jeżeli to tylko Japonii, ale nie w tak ogromnej skali jak na Zachodzie. Zadłużenie? To też głównie japoński problem. Chiny czy Tajwan mają dla odmiany problem z ogromnymi rezerwami walutowymi. Kto na Zachodzie ma taki problem? Chyba tylko Niemcy.
        Co do inżynierii społecznej. W Chinach „nadliczbowych” dzieci póki co nie zabierają, a już na pewno nie za danie klapsa. A to, że karzą finansowo? A co, w Polsce nie było za Gomułki „bykowego”? Azja to nie Eurosojuz, tu wystarczy, że dasz Pan dzieciakowi klapsa albo krzykniesz, już jesteś Pan wyjęty spod prawa. W takiej np. Szwecji mogą odebrać dziecko i dać komuś przypadkowemu. Co roku 20.000 odebranych praw rodzicielskich w 9-milionowym kraju. Mało? A w ogóle to słyszał kto w Azji, żeby zakazano używania w urzędach wyrazów „rodzice”, „ojciec” i „matka”, bo to „uwłacza” gejom i feministkom? Europa to jeden wielki cyrk w wydaniu lewaków. Jedyny pożytek z tego wszystkiego mają niemieccy eksporterzy (bilion ojro rocznie!) i różne banki, które finansują tę zabawę w RWPG-bis, wysysając przy okazji odsetki od odsetek z Polski, Węgier, Grecji i innych zadłużonych po uszy państw…

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Zyggi kierunek jest dokładnie ten sam .. różnica polega na tym, że oni później zaczęli wprowadzać te idiotyzmy, ale zobaczysz .. szybciej czy później będzie DNO DNA zresztą tak samo jak na całym świecie
        Nie mówię o nadliczbowej ilości dzieci bo nawet moja żona ma brata a nawet 2 kuzynki .. masz kasę jesteś w stanie zapłacić za kolejne dziecko to możesz ich mieć milion ..
        Chodzi mi o ilość emerytów w stosunku do ludzi młodych dlatego mówi się 4+2+1 .. Teraz się to jeszcze jako tako trzyma, ale zobaczymy za 20 lat szczególnie, że długość się wydłuża .. i teraz sobie wyobraź taką średnią jak w HK Singapurze czy Japonii …..
        Wiem, że w Jurosojuza jest jeszcze gorzej i tylko czekać na ogólnoeuropejski bailout ….
        Tylko mówię nie można podchodzić do tego tematu w ten sposób, że tam jest mniejszy syf to już jest OK … nie trzeba całkowicie zmienić dotychczasowe działania na całym świecie .. no chyba, że ktoś lubi bailout i sytuacje rodem z Argentyny :+)

  • Panie Wiesławie, dziękuję za kolejny ciekawy artykuł! Warto pamiętać, że z wyjątkiem nienaturalnego okresu ostatnich 2 wieków anglosaskiej dominacji w handlu i przemyśle to właśnie Chiny i Indie dominowały w światowej ekonomii. I to już 2 tysiące lat temu. Jakkolwiek Imperium Romanum było największą potęgą militarną świata, to notowało deficyt w handlu z krajami Orientu. W związku z tym już wtedy niejeden z rzymskich senatorów bił na alarm.
    Dziś, w XXI w., historia zatoczyła koło. I nie sądzę, by ktokolwiek mógł skutecznie powstrzymać jej „tryby”. Zachód nie tylko zbliża się do bankructwa gospodarczego. O wiele gorsze jest jego bankructwo moralne, upadek rodziny, lewackie eksperymenty na społeczeństwie, korupcja polityczna uprawiana pod płaszczykiem lobbingu i finansowania partii politycznych przez różne grupy interesów. To tegho dochodzi cicha wrogość, jaką żywią wobec Zachodu ludy tzw. Trzeciego Świata, tyle stuleci poniewierane i pozbawiane ludzkich praw. Mieszkańcy Polski też w tego doświadczyli. Czyż Hitler i jego podwładni nie nazywali Słowian, Żydów i Romów „podludźmi”? Z jakiej więc racji mamy się na siłę identyfikować z Zachodem, który nas po cichu uważa za „obcych”, „intruzów”, opowiada o nas rasistowskie dowcipy w rodzaju „polish jokes”?! Czy nie mamy własnej kultury, tożsamości i to nawet nie tej rzymskokatolickiej? Czy nie mamy piękniejszych kobiet, odważniejszych mężczyzn, nie mniej zdolnych naukowców, artystów, literatów i całej kultury bogatszej niż niejeden kraj Zachodu? Owszem, jest u nas sporo do zrobienia, ale czy to nie wazeliniarski stosunek polskich „elit” do Rosji, a potem do Zachodu przyczynił się w dużej mierze do naszego zacofania? Czy warto było za frajer topić miliardy w iracki piach, podczas gdy u nas nie ma za co finansować naukę, wyposażać szpitale, budować autostrady, modernizować transport kolejowy etc. etc.?!
    Samuel Huntington miał rację stwierdzając, że jedynym źródłem supremacji Zachodu nad innymi modelami cywilizacyjnymi była przewaga w stosowaniu zorganizowanej przemocy. To działało 100, 200, 300 lat temu, ale teraz już nie wystarczy. I to napawa optymizmem!

Pozostaw odpowiedź